INNE - FORUM
czy porcys to kolekcjonerzy nagrań czy szczera rzesza miłośników muzy?
4 lutego 2005Przypatrzmy sie podsumowaniu... Kochacie drodzy obecni forumowicze muzyke?
Zatem wiecie ile czasu mozna podniecac sie 1 nowo poznaną płytą. Myślę że można takowej słuchać tygodniami nie włączając nic innego, prawda? Oprócz tego czasem nęci człowieka by posłuchać "starych, lubianych , sprawdzonych " płyt. prawda? To teraz pomyślmy ile czasu należy sluchać wnikliwie plyty by wyciągnąć ją na szczyt np. PODSUMOWANIA ROKU. Dodajmy do tego czas na pisane recenzje tych "nielubianych", chujowych...je tyeż trzeba poznać! + praca+piwko+ szkoła+ cośtam jesczze.Winszuję więc rozeznania i wnikliwości wszystkim porcysom, którzy w swu\ych podsumowaniach mają po 30 albumów DOBRYCH PŁYT zeszłego (tylko!!!!) roku! czyli prawie 3 płyty zajebiste na miesiąc!!!! ile Wy ich panowie razy słuchacie? 2-3? hehehe. Przecież jeszcze bywacie na koncertach, uczelniach , słuchacie gównianych płyt by móc je potem zjebać. Coś mi tu czasowo sie nie zgadza. Kto jest "za"???
-
Ruud: nie mówię o żadnym ostatecznym zdaniu, tylko o decyzji czy chcę danej płyty słuchać kolejne kilka/naście/dziesiąt/set razy, czy mam ją w dupie. Nie wiem też czy dobrze rozumiesz znaczenie słowa "analogia". Analogia z filmem jest trafiona właśnie dlatego, że jest analogią, a nie bezpośrednim przełożeniem. Pewnie że płyt słucha się częściej niż ogląda filmy, ale jedno i drugie można ze sporą trafnością ocenić już przy pierwszym-drugim kontakcie. Przynajmniej ja tak mogę.
elliot crane (10 lutego 2005) -
Ruud, nie mów nikt, bo zależy jaka by to była płyta, hehe :]]
fahrmi (10 lutego 2005) -
Moim zdaniem redaktorzy Porcys mogą mieć spore braki w klasyce - np. w klasyce obejmującej style, których nie lubią (np. metal). No bo niby po co mieliby się katować klasyką, która ich i tak nie bierze.
Przemek (10 lutego 2005) -
elliot crane - no nie mów, że przy *każdej* płycie po kilku przesłuchaniach masz już na jej temat wyrobione ostateczne zdanie, które już się nie zmienia... Bo IMO o wartości płyty decyduje m.in. właśnie to, czy po kilkudziesięciu przesłuchaniach wciąż fascynuje Cię tak samo (czy powiedzmy prawie tak samo, bo wiadomo, że zawsze pierwsze przesłuchania dają najwięcej wrażeń), czy jednak zaczyna się nudzić... Nie wiem, może Ty słuchasz każdej płyty po kilka razy i wtedy nie ma to znaczenia, ale generalnie jeżeli ktoś decyduje się wydać na płytę 70zł, to raczej chciałby sobie jej więcej razy posłuchać (nawet kilkaset)Analogia z filmem trafiona? To akurat chyba jedyny argument Kinola, który mnie w ogóle nie przekonuje. Ile razy słuchałeś swojej ulubionej płyty, a ile razy widziałeś ulubiony film? Zresztą film generalnie ogląda się raz (chyba, że wyjątkowo się podoba, to więcej razy, wiadomo), a płyty słucha wiele razy, nawet tych przeciętnych choć kilka(naście) razy. Od filmu wymagasz przede wsyzstkim żeby podobał się podczas oglądania po raz pierwszy, od płyty jednak trochę więcej - dlatego np. ludzie chodzą do kina na filmy, a nikt nie zapłaciłby 10-15 zł za możliwość przesłuchania RAZ jakiejś płyty...
Ruud (10 lutego 2005) -
crane: właśnei o to chodzi,ze nie trzeba 40 razy przesłuchać ,zeby poznać, ale jak sie pozna i ma dobre zdanie to sie słucha wiecej niz 40 razy, prawda. No pomnóż sobie liste TO30 porcysa razy 40- 1200płyt wychodzi, czyli tak jakby słuchali tylko tych płyt w podsumowaniu w zeszłym roku, a to na pewno nie jest prawda kurwa i chuj. Pierdole juz tą dyskusje, i tak tu średnia wiekową zawyżam. Co do braków w klasyce: wywnioskowałem że braki są , skoro kolesie są od paru lat pewnie na bieżaco to kiedy jej słuchali?
lokita (10 lutego 2005) -
nie lubię porcysa. zwłaszcza części redakcji, ale niech tam sobie są. warto zawsze poczytać o muzyce której samemu sie słucha. bardziej są za to wkurwiający ich fanatyczni przeciwnicy i oddani zwolennicy. ciekawe czy tworzący serwis wiedzą o tym że coraz więcej ludzi zaczyna patrzeć na porcys pod kątem forum i zdanie mają coraz gorsze. będą tu kiedyś recenzje jeszcze?
czytelnik (10 lutego 2005) -
każdy ćpa jak lubi... :) więc stawiam tezę, że te wszystkie wspaniałe płyty zdaniem Porcysa tak naprawdę (nawert wg nich) nie są wspaniałe i wyjątkowe, bo fizycznie po prostu się nie da....... dobra, nieważne.
dziq (10 lutego 2005) -
Jasne że nie zostawiasz. Przecież nikt tu nie mówi o porzucaniu płyt po 2 przesłuchaniach. Rzecz w tym, że po 2 czy 4 przesłuchaniach wiesz już mniej więcej czy chcesz do tego wracać czy nie. Nie po 40. A jeśli jest tego warte, to oczywiście że wracasz latami, chociaż z tym katowaniem do wyrzygania to akurat jestem dość ostrożny, lepiej dawkować rozsądnie. To tak jak z ćpaniem.
elliot crane (10 lutego 2005) -
spoko. ale ja np. nie mogę powiedzieć o jakiejś płycie, że dla mnie jest wielka... i ją porzucić po 2 przesłuchaniach... jak jest dla mnie wielka, to ją słucham do oporu, do wyżygania... a potem wracam do niej... wiesz o co chodzi! jak coś kochasz to tego nie zostawiasz do kurwy nędzy!
dziq (10 lutego 2005) -
Loko pisał o wnikliwym poznaniu. Nie czuj się wyróżniony, nie tylko z tobą dyskutuję.
elliot crane (10 lutego 2005) -
Natomiast co do ilości, to w pewnym sensie podzielam zdumienie lokisa - ja też nie byłbym w stanie przerobić rocznie takiej liczby jak porcys staff, nie wspominając o ich kupieniu. Ale nie dam sobie wmówić, że trzeba coś przesłuchać kilkadziesiąt czy kilkaset razy żeby móc się o tym wypowiadać.
elliot crane (10 lutego 2005) -
a gdzie ja napisałem "dobrze poznać płytę"? jak chcesz sobie dobrze poznać płytę, to z nią pogadaj, może Ci powie coś o sobie, hehehehe
dziq (10 lutego 2005) -
Chyba się nie rozumiemy, tato. Ja też nie słucham w tym celu, ale trochę szybciej jestem w stanie ocenić czy coś jest dobre czy nie jest. Nie wiem też co to dokładnie znaczy "dobrze poznać płytę", bo nie wiedzę specjalnej różnicy pomiędzy 20tym, a 60tym przesłuchaniem. Ale może jak dorosnę to zrozumiem.
elliot crane (10 lutego 2005) -
ja nie słucham płyt, żeby sobie o nich wyrobić zdanie synku. i właśnie o to chodzi.
dziq (10 lutego 2005) -
Po pierwsze: skąd ta teoria o czyichkolwiek brakach w klasyce? Ja może akurat braki mam spore, ale panowie redaktorzy - nie wydaje mi się. Po drugie: naprawdę serdecznie współczuję, jeśli ktoś potrzebuje powiedzmy 40 przesłuchań, żeby wyrobić sobie zdanie o płycie. Analogia z filmem jest tu zresztą bardzo trafiona.
elliot crane (10 lutego 2005) -
o kuuuurde. no kinol, wyrąbałeś tego posta.. jakbym miał modem, to bym tego nie przeczytał. to co mówisz o językach mało się kupy nie trzyma. można znać parę języków, ale tylko jeśli ich się ciągle używa... względnie przypomina raz na jakiś czas, ale wówczas nie bedziesz biegły...i w ogóle ten spór już mnie nudzi. generalnie, to podzielam zdanie lokity, ale kuuurwa, jak sobie chcą to niech sobie słuchają tyle płyt. mi tam się nie chce, wolę sobie 5 razy dziennie posłuchać tego co mi się aktualnie podoba. i kurwa wcale mi się nie chce gonić za nowościami. chociaż zastanawiam się jak to możliwe czasowo... hmm... bo jeszcze Porcyse to mają czas na słuchanie radia i oglądanie TV muzycznych, bo gdyby nie mieli, to nie pisaliby nic to działu Playlista czy jakoś tam ("o zjawiskach funkcjonujących na prawach pojedynczych piosenek..." czy jak to tam było, buahahahaahahahhaha <ROTFL> nieeeee, no nie mogęeee.. cóż za skomplikowana i wyszukana figura retoryczna... starożytni się chowają normalnie, heheheh... kurwa, niezły bełkot i kabotyństwo pierwszej klasy...) no, więc może Porcyse to experci od zarządzania czasem. jak mi powiecie jak Wy to robicie, to chętnie skorzystam, bo coś ciągle jestem w niedoczasie ostatnio.
dziq (9 lutego 2005) -
a zreszta chuj z tym. słuchajta ile chceta, Wasze braki w kalsyce, moje w nowosciach których za 2 lata nikt nie bedzie pamietał. Srał to pies. Posłucham Isotope 217 i mi przejdzie ta jadowitosć. Pa.
lokita (9 lutego 2005) -
no nie przekonuje mnei to do końca i tak. Pzrede wszystkim pierwsza cześc. nie pamietam w chuj rzeczy których mnie uczono i sam sie uczyłem na studiach. I co z tego? Muzyka to sprawa pamięci?Zarówno moje czepiania sie "hurtowego sluchania" jak i Twoja obrona tegoś potwierdzają, ze nie. Poza tym dlaczego moja chęć ośmieszenia jest męcząca a Wasza to kurwa niby nie? Podobnie z analogią do poslugiwania sie wieloma jezykami. To jednak nie to samo facet. Mówimy o sztuce kurwa czy o czym? Bo Ty widze nie odróżniasz nauki od sztuki. Tyle o 3 pierwzsych akapitach, reszta mnie nieco bardziej przekonuje- czyli 4 pozostałe. Szacunek. Nadal nie uważam,ze plyte uznaną za nalepszą w danym roku nie powinno sie znać NA WYLOT. Zakładajac ze pożyjemy 60 lat, a kumacie sluchasz plyty powiedzmy od 20 roku zycia- to masz do zapamiętania raptem 40 plyt. NMyśle,ze jak na wybitnego językowca poliglote to niewiele- kilkaset akordów:)....
lokita (9 lutego 2005) -
eh glupoty wypisujesz lokita, jeszcze ten ton z checia dosrania, osmieszenia, deprecjonowania - meczace to jest. zatanow sie dlaczego nie chesz pomyslec obiektynie i moze uda ci sie zdystansowac i zrozumiesz ze glupoty piszesz.po pierwsze, zauwazyles moze taka prawidlowosc ze wbrew pozorom im wiecej wiesz, tym mniej ci sie miesza? nie wiem, uczyles sie kiedys do egzaminu jakiegos, moze znasz wiecej niz jeden jezyk? i co, jak to bylo? na poczatku zdawalo ci sie ze jeszce jedno slowko, jeszcze jedna regulka i wszystko ci sie pojebie. a jednak na koncu okazuje sie ze poprzez analogie, odwolywanie sie do doswiadczenia, nabieranie wprawy etc etc im wiecej umiesz, wiesz, slyszales, tym lepiej przyswajasz jeszce wiecej i jeszcze wiecej. nigdy tego nie skumales? jak nie mozesz sobie wyopbrazic kogos kto poznaje w ciagu roku powiedzmy 150 plyt, to w to ze ktos mowi powiedzmy 6 jezykami to juz naprawde w zyciu bys nie uwierzyl. albo ze przeczytana jednego wieczora ksiazke pamieta pozniej. albo ze przeslucha raz plyty i nastepnego dnia chodzi po miesice i w glowie slyszy kolejne motywy z kolejnych kawalkow. zreszta, co to za sluchanie plyty, zeby potem mozna bylo "zdac egzamin ze znajomosc" - to tak prawdziwi miloscnicy, a nie kolekcjonerzy sluchaja tak? lepiej znac na pamiec akordy w jednej plycie niz kojarzyc zarys, konstrukje i powiedzmy glowna melodie 10 innych tak? spoko, to jest kwestia upodobania imho, ale zauwaz, ze jezeli chcesz nadazac za nowosciami i podciagac sie w klasyce, to nie masz czasu na sluchanie wielkrotnie ulubionych plyt. smutna prawda o zyciu mozna by powiedziec patetycznie no i co? taka nowosc ze nie mamy czasu na ulubione zajecia? co tam jeszze, a, z reguly op jednym przesluchaniu jestes w stanie ocenic czy plyta warta jest ponownego - tzn czy chce ci sie jej sluchac dalej. jasne, ze jak poznajesz 30 plyt rocznie, to nowa plyta powiedzmy "szostkowa" robi na tobie wrazeni i chce ci sie jej sluchac. ok, tez lubie szostkowe plyty, ale jak mam na polce nieprzesluchanych 30 z ktorych czesc jest klasyczna o i innych wiem od osob ktorym ufam ze sa znacznie lepsze, to olewam ta 6 i wiecej do niej nie wroce. i tyle. i co, to bez sensu jest tez tak? albo moze "zle". nie wiem, a do kina jak idziesz i fajny film ogladasz to jak go nigdy juz nie zobaczysz to znaczy ze nei byl fajny tak? i nie mozesz powiedziec znajomoemu - ej idz to zobaczyc, zajebiste, jedena z moich ulubionych "sensacji" na dzis dzien? no bzdura.co do pdsumowan, po to masz tez kolegow ktorych gustowi ufasz i ktorzy jak ty maja jakies zaplecze - w sensie tlo, pewna ilosc przesluchanych plyt i jako takie rozeznanie ogolen, zeby jak posluchasz plyty i ci nie podejdzie i olejesz ja w kontekscie podsumowania, to ktos mogl ci jeszcze powiec - ej stary, wez posluchaj sobie raz jeszcze tego i tamtego, najlepiej wieczorem na sluchawkach, bo mnie tez z poczatku nie porwalo, a teraz dkrylem 2 dno i masakra, ale masakra. bierzesz plyte, sluchasz jeszcze raz i moze faktycznie cos jest w tym co on mowi, a moze nie. ale warto sprawdzic skoro tak cie przekonywal right?troszcze wiary we wlasne uczy polecamyoyo
kinol (9 lutego 2005) -
wlasnie o to mi chodzi,ze to jest po prostu takie kolekcjonerstwo.By byc w tych wszystkich tytulach dobrze zorientowanym trzeba naprawde wielu lat sluchania. Ja po prostu nie wierze w to,ze mozna pracujac, uczac sie poświęćić niezawodowo więcej niż 3-4 godziny dziennie na słuchanie muzyki świadomie ( nie na zasadzie zbijam meble a w tle coś leci. A i tak te 3-4 godziny to z trudem i na pewno nie codziennie. Do pewnych płt sie wraca wielokrotnei, coś sie słucha tydzień co innego dzień. Nie wierze w takie sluchanie muzy na akord- ono do niczego nie prowadzi i faktycznie powoduje chaos. Jak ktoś mi mówi,ze po 2-3 przesluchaniach mówi,ze to Super plyta, wkłada ją dopodsumowania roku powiedzmyw czolową dziesione, to nie wmowi mi że do takiej kurwa płyty nie powróci i to wielokrotnie!!!!!!!! A te z samego szczytu na pewno tłucze po 3 razy dziennie przez pare dniw miesiacu, nie ma bata.... bo jeśli tak nie jest to kurwa nic nie rozumiem, to jakies zakłamanie wtedy mi tu sie jawi....... Chyba,ze ktos nie lubi słuchać plyt, które uważa za bardzo dobre, ehehhehehehehe
lokita (9 lutego 2005) -
przyklad: moj znajomy ma okolo 1000 albumow - glownie CD-Row trzymanych na patyku i mp3, choc tez sporo kupuje. jak sie go o cos pytam, to odpowiada zazwyczaj "nie za bardzo pamietam"
Piotrek (9 lutego 2005) -
sluchajac tylko z mp3 faktycznie mozna miec sieczke po jakims czasie - to nawet bardzo prawdopodobne
Piotrek (9 lutego 2005) -
wybacz, ale nie zgodze sie- duzo sluchać nie oznacza słuchać 100 plyt rocznie - można sluchać 30plyt i też bedzie dużo- powiem nawet że wiecej. Bo te 30 poznam na pewno lepiej niż ten kto w tym samym czasie słucha 100 i basta. Odnosze wrażenie, ze niektórym własnie o to chodzi by poznać 100 czy 200 pobieżnie zamiast 50 dobrze. Po prostu wątpię,żeby po 3 latach takiego słuchania muzyki nie miał w głowie chaosu , sieczki dźwięków, których pochodzenia nie pamięta. A juz przede wszystkim nie wiem w jaki sposób wyłania nam sie tu te 30 BARDZO DOBRYCH płyt rocznie.
lokita (9 lutego 2005) -
ja nie z redakcji, ale sory, kolego. trzeba po prostu duzo sluchac i miec dobre ucho i (jak ktos juz zauwazyl) dobra percepcje. jak ktos tu mowi ze po 2-3 przesluchaniach zaczyna cos rozumiec, to ja bardzo wspolczuje, faktycznie, 100 plyt rocznie nie pozna. ale niektorym to latwiej przychodzi.
pe (9 lutego 2005) -
moze ktoś zredakcji nie oświeci jednak- jak wnikliwie poznać 100 plyt rocznie/?? jesli mnie przekonacie proponujkę konkurs na wyrywki ja Wam bede puszcał fragmenty tych przesłuchanych przez Was płyt a Wy zgadywać, podejrzewam,ze na pewno coś się popierdoli.heheheh
lokita (9 lutego 2005) -
"Jeżeli natomiast kochasz Starsailora, szukasz tylko ludzi o podobnych gustach i poglądach, nie tolerujesz odmiennych od swoich opinii, reagujesz na nie wściekłością i frustracją, to załóż fanklub, zamiast wysyłać mi hate-maile, mimo, że daję tej płycie jej zasłużone 3.0 (a mogłem dać na przykład 0.2, gdybym się wyzłośliwiał)."gwoli ścisłości nie jestem fanem starsailora.
szafi (9 lutego 2005) -
lokita, no właśnie.... seventisy... ehhh... :) ___________________Price of life is highNow you're gonna die......When they kick at your front doorHow you gonna come?
dziq (9 lutego 2005) -
"a Starsailors to dziwki na usługach dużej wytwórni. Choć, mimo że mamy tu do czynienia ze sprzedawczykami, ich piosenki są momentami całkiem miłe."ze wszystkich recenzji to jest najbardziej wkurwiający tekst, recenzent (zagroba) z góry przekreśla zespół powołując się na to, że muzycy starsailora sprzedali się do dużej wytwórni... z tego co jest mi wiadome to starsailor skomponował wszystkie swoje piosenki na płytę "Love is here" gdy jeszcze nawet nie marzyło im się o kontrakcie itp...Zagroba w recenzji wysuwa jeszcze tezę, że utwór o ojcu alkoholiku to nieszczery antyprzebój którego targetem są zagubieni nastolatkowie...jak dla mnie brzmi to trochę fałszywie w ustach kogoś kto zapewne nigdy nie miał tego typu kłopotów (sądząc po możliwości zakupu tylu orginalnych płyt)ps. jak dla mnie piosenki starsailora są również co najwyżej miłe, wkurwiła mnie tylko ta gadka o sprzedawaniu się skoro TO NIEPRAWDA!
szafi (9 lutego 2005) -
zwobot, ja Cię polubiłem! za tamtego posta i za tego. no właśnie stary. ja nie lubię recenzjentów i może w tym cały problem. a jeśli już ktoś coś recenzuje to niech to robi w stylu... hmm... Jana 'Ptaszyna' Wróblewskiego chociażby... :)a co do Rope, to ja nie przebrnąłem przez to, powiem szczerze. robi wrażenie, ale coś mi w tym nie pasuje (może za mało słuchałem?) a tak BTW Auguścik znów jest najlepsza wg Jazz Forum, a swego czasu nagrywała ze wspomnianym Rope.... który z Porcysów o tym wie, hę? no, może wie.. nie chodzi o zarzut, ale kuurde, po prostu nie ma fizycznej możliwości żeby usłyszeć wszystko i to jeszcze dogłębnie (po kilka razy). kiedyś napisałem jakąś recenzję i siedziałęm nad tym parę dni a płytka była krótka, heheh
dziq (9 lutego 2005) -
ja tylko chciałem pkazać,ze koledzyz porcys musza naprawde słuchać tych plyt pobieżnie- wynajdują mnóstwo muzy i chgodzi mi o to,ze ja nie potrafiłbym słuchać 100 płyt ( a tyle lekką rączką słuchają) rocznie - tak by je dobrze poznać. Nie wyobrażam sobie przesłuchania płyty moich kolegów z formacji Rope jednokrotnie czy 5 krotnie. Musze posłuchać jej wiecej razy. Podobnie z rzeczami typu Joe McPhee ( a plyta ma ponad 30 lat przecież- nie jest żadną nowością!!!- ile ich w między zcasie się ukazuje zanim poznam dogłebnie tedźwięki? full!). Wiec uważam nadal stanowczo- że jest to faktycznie robota na akord. Dodatkowo poronione jest to,ze mając lat powiedzmy 25 i chcąc być na czasie z tymi "porcysowymi" płytami nie ma czasu na słuchanie rzeczy starych, wartosciowych, które też wplywają na świadomosć dxwięków , które można potem zauważyć u innych. Czyli mozna być na bakier z muzyką , jeśli ktoś goni tylko nowości- naprawde! W latach 60-70- bylo na pewno tyle muzy wartościowej któerj nie sposób poznać, jeśli patrzy sie na kolejne nówki chwalone za wielką wodą. Pytanie po co? Mam nadzieje,ze nie tylko po to, by sie po snoberskich knajpkach tym chwalić, heheheheh.Sam nei uważam sie za człowieka osłuchanego, ale by poznać dogłębnie twórczość panów Zappa, Komeda, Coltrane i innych chłopcy z szanownego Porcys powinni opuścić sobie minimum pół roku słuchania nowości- inaczej czasu nei starczy na pewno.
lokita (9 lutego 2005)