INNE - FORUM
czy porcys to kolekcjonerzy nagrań czy szczera rzesza miłośników muzy?
4 lutego 2005Przypatrzmy sie podsumowaniu... Kochacie drodzy obecni forumowicze muzyke?
Zatem wiecie ile czasu mozna podniecac sie 1 nowo poznaną płytą. Myślę że można takowej słuchać tygodniami nie włączając nic innego, prawda? Oprócz tego czasem nęci człowieka by posłuchać "starych, lubianych , sprawdzonych " płyt. prawda? To teraz pomyślmy ile czasu należy sluchać wnikliwie plyty by wyciągnąć ją na szczyt np. PODSUMOWANIA ROKU. Dodajmy do tego czas na pisane recenzje tych "nielubianych", chujowych...je tyeż trzeba poznać! + praca+piwko+ szkoła+ cośtam jesczze.Winszuję więc rozeznania i wnikliwości wszystkim porcysom, którzy w swu\ych podsumowaniach mają po 30 albumów DOBRYCH PŁYT zeszłego (tylko!!!!) roku! czyli prawie 3 płyty zajebiste na miesiąc!!!! ile Wy ich panowie razy słuchacie? 2-3? hehehe. Przecież jeszcze bywacie na koncertach, uczelniach , słuchacie gównianych płyt by móc je potem zjebać. Coś mi tu czasowo sie nie zgadza. Kto jest "za"???
-
to dobrze że Ci się podoba. jeżeli słuchasz na takich zasadach dungen o jakich piszesz to gratuluje i się cieszę że jesteś jednym z nielicznych tutaj którzy coś rozumieja. szacunek.
czytelnik (14 lutego 2005) -
tu nie chodzi o żaden muzyczny quiz, tylko o to co słychaćznam sporo artrockowych rzeczy, znam wszystkie płyty kent i znam ostatnią płytę Dungen. i nie słyszę żadnych analogii.dodam, że zachwycałem się Ta det lugnt zanim Porcys choćby wspomniał o tej płycieto nie jest kwestia jarania się "hypeingiem" pitchforka (porcysa, stylusa, prefixa, drowneda, dusted, coekmachine'a, tiny mixa, screenagersa, delusiona). czytam wszystkie powyższe magazyny (i jeszcze kilka innych) i po prostu patrzę na co zwracają uwagę. nie ma wsród nich żadnego, z którym bym się całkowicie zgadzał, co nie przeszkada mi sprawdzić i wyrobić sobie własnego zdaniai być może znasz się ode mnie lepiej na muzyce (co to znaczy? daty, nazwiska, terminy?) pozdrawiam
słuchacz (14 lutego 2005) -
słuchacz a ja twierdzę że znam się lepiej od ciebie na muzyce. może zrobimy jakąś quiz. bo sądzę że to tobie brakuje mózgu jeżeli jarasz się tym hypeingiem pitchforka. a może to było pranie mózgu?
czytelnik (14 lutego 2005) -
"artrockowe kent" - czytelnikowi słoń nadeptując na ucho nadepnął też na mózg. to raczej nieuleczalne
słuchacz (14 lutego 2005) -
dokładnie p. j-k. albo te dungen dziadowskie. nudy panie nudy. artrockowe kent się znalazło.
czytelnik (14 lutego 2005) -
ja w ogole generalnie nie lubie argumentu, ze ktos od kogos zrzyna. W ten sposob mozna dojsc szybko do wniosku, ze wspolczesna muzyka jest bez sensu bo i tak wszystko wczesniej grali Beatlesi. Nie uwazam tez, ze Radio Dept. zostalo specjalnie skrzywdzone ocena(najwyzej 0,5 - 1.0 stopnie) ale jesli czepiamy sie o zrzynanie z MBV, to trzeba byc konsekwetnym, bo ja nie widze wiekszych roznic w tym wzgledize miedzy Radio Dept. a Of Montreal.
p. j-k (14 lutego 2005) -
odbiegli sukinkoty od tematu
... (13 lutego 2005) -
to chyba błąd w interpretacji: promowanie pewnych zespołów nie jest argumentem za gównianością tych grup, a raczej za niskim poziomem gazet.
mz (13 lutego 2005) -
wiesz, istnieje roznica miedzy "graniem jak MBV" a "graniem w podobnym stylu". nie mam nic przeciwko shoegazowi, wrecz przeciwnie- uwielbiam chocby m83, ktore wypracowalo sobie wlasny, oryginalny pomysl na te muzyke. po prostu *kilka fragmentow* Lesser Matters odbieram jako dokladna, bezosobowa kopie stylu Shieldsa, bez najmniejszych wlasnych innowacji.
p (13 lutego 2005) -
ok patryk, przepraszam. Po prostu ja tej plyty sluchalem non stop jakeis 2 tyg, wiec znam ja na wylot, dlatego po prostu potraktowalem Twoj, jak sie okazalo blad, za przejaw niekompetencj a nie jak sie okazalo zwykla literowke.Pozostaje kwestia MBV. Nie wiem, ale mam wrazenie, ze dwa podstawowe argumenty przeciwko radio dept. to podobienstwo do MBV i wypromowanie przez prase brytyjska. Czy mam rozumiec, ze jakby Of Montreal bylby shype'owany pzez angielskie gazety to wtedy tez przeszkadzaloby Wam zrzynanie na maksa od Beach Boys (co powinno jeszcze bardziej rzucac sie w oczy, bo plyta wyszlo w roku w ktorym wreszcie wydano Smile)?
p. j-k (13 lutego 2005) -
no no, zapowiada się duże wydarzenie ;)
zwobot (11 lutego 2005) -
Raczej nie plebiscyt. Wtedy cały świat by się z tego nie nabijał.Aha, może nieprecyzyjnie się wyraziłem wcześniej: odniesienie do brytyjskich magazynów byłoby oczywiście na tym etapie nudne, jeżeli mowa o drugiej płycie Libertines powiedzmy. Ale Radio Dept. mało kto by słyszał, gdyby nie te magazyny.Poza tym, dzisiaj odwiedziłem stronę NME. Dowiedziałem się, że Limp Bizkit kończą pracę nad nowym albumem, dogrywając wokale w Pradze.Singer Fred Durst has revealed: “The Czech people are a very interesting society. I do enjoy it. This album is dark musically already, but when mixed with the tone in the air of Prague it becomes somewhat horrifying.”hehe
mz (11 lutego 2005) -
hype'uje = robi szum, promocję, szał
zwobot (11 lutego 2005) -
Oświećcie mnie bom ciemny - co to znaczy "hype'owanie" ? Swoją drogą, czy te wszystkie mądre i modne tu "angielszczyzny" nie mają polskich odpowiedników ? Ja rozumiem że globalizacja, UE itd ale chyba są jakieś granice rozsądku ...
Przemek (11 lutego 2005) -
MZ: Z tego co mi wiadomo (choc moge sie mylic) ranking NME to plebiscyt wsrod czytelnikow. Mozna oczywiscie mowic, ze odzwierciedla to co bylo w ub.roku najbardziej w tej gazecie hype'owane i jest to oczywiscie logiczny argument, ale plyta roku 2003 zostalo Hail to the Thief, a z tego co sie orientuje recenzja w NME byla dosc krytyczna.
p. j-k (11 lutego 2005) -
przepraszam za *literowke*. "1995" pojawia sie w kawalku tak czesto, ze trudno by bylo mi odczytac to jako 1985, nawet gdybym plyte przesluchal raz w zyciu. to juz jest czepianie sie, wedlug mnie.
p (11 lutego 2005) -
ja to czytam ranking NME na koniec roku, bo zawsze wypłynie gdzieś. stąd np. wiedziałem że radio dept. to produkt brytyjskiej prasy.
mz (11 lutego 2005) -
Odpowiedzia na to pytanie, jak i na pytanie czy chlopakom starcza czasu na uwazne przesluchanie plyty jest dzisiejsza recka Radio Dept. i drobny, ale jakze znaczacy blad: "1985" zamiast "1995". To "dziwne", gdyz 1995 pojawia sie niemal w kazdym wersie tej piosenki. Jak i czepianie sie ze Szwedzi graja jak MBV, jakby oprocz tego genialnego zespolu nikt nie mial prawa grac w podobnym stylu.Nie mowiac juz o klasycznym czepianiu sie, ze to produkt promocji brytyjskiej prasy. Ja rozumiem, ze na wiesci serwowane przez NME czy Q mozna reagowac alergicznie. Jest na to jeden sposob, polecam, sam skutecznie stosuje, o tym co jest na topie w prasie wyspiarskiej dowiaduje post factum sie z porcysa: NIE CZYTAC!!
p. j-k (11 lutego 2005) -
nawet łona spiewa: "szlem, qrwa - szedlem!" ;)
main (11 lutego 2005) -
BTW. Los Trabantos jest niezle, heheheheheeheheheheheh
dziq (11 lutego 2005) -
Ruud: masz browarkaWasko: ales cienki facet...heheh, nawet mi sie gadac nie chce- a jak chcesz sie juz dopierdalac to moze podsune Ci pomysl: dopierdol sie ze powiedzialem : ogladnac zamiast obejrzec i juz. masz ptrypowy porcysowy przypierdol.
lokita (11 lutego 2005) -
Elliot - nie chcę tu się sprzeczać, ale to chyba Ty nie rozumiesz znaczenia słowa analogia. Chodzi o to, że film można polecać komuś po jednym obejrzeniu, bo ten ktoś też, jeśli w ogóle, to obejrzy go raz (mówimy o kinie). Jak ktoś się zastanawia czy iśc do kina, to zależy mu na tym, żeby podczas oglądania tego filmu ten pierwszy raz w kinie on mu się podobał. Jak siedzę w kinie to nie ma to dla mnie żadnego znaczenia, czy jak będę oglądał ten film po raz drugi, piąty, dziesiąty, to będzie on mi się podobał tak samo czy nie, bo i tak zapłaciłem tylko za ten jeden seans. A jak kupuje płytę, to sobie mogę za te 70 zł słuchać ją dowolną ilość razy, więc ma to bardzo wielkie znaczenie, czy podoba mi się tylko na początku, czy przez dłuższy czas...Kolejna sprawa, co zauważył(a) lokita, to że jednak w filmie pierwszorzędne znaczenie ma jakaś historia, jak już się ją zna, to film oglądany po raz kolejny mniej lub bardziej, ale zwykle sporo traci. W przypadku muzyki, to że wiemy już co będzie dalej, znamy dokładnie wszystkie motywy, teksty itp. nie tylko mniej "psuje" przyjemność z jej słuchania, ale często wręcz pozwala jeszcze bardziej się nią delektować...Jak dla mnie więc nie ma żadnej analogii.
Ruud (10 lutego 2005) -
no i mowiac szczerze jestem w szoku, ze tak mozna mowic... jeszcze troche i bedziemy mowic "poszlem"...
tomek wasko (10 lutego 2005) -
moj blad. bije sie w pirsi, bylem pewien ze to blad. proxy, pokaz mi miejsca w ktorych bylem mentorski. mentorski to moze byc wildstein, a nie taki zwykly ludek jak ja.
tomek wasko (10 lutego 2005) -
nic mnie do tego forum nie zniechęca bardziej niż mentorski ton arcymistrza wasko, bardziej porcysowy niz sam porcys!tomasz karpowicz "podręczny słownik ortograficzny wpółczesnego jezyka polskiego" : oglądnąć - oglądnę, oglądnął, oglądnęła, oglądnijcie...
proxy (10 lutego 2005) -
lokita, moze i zawyzasz srednia wiekowa, ale bledy robisz na poziomie podstawowkowym: "ogladnac"?!
tomek wasko (10 lutego 2005) -
Poza tym cały czas mówię głównie za siebie, nie w imieniu jakiegoś ogółu. Mi np. raczej nie zdarza się słuchać płyt po 5 razy pod rząd, tłumaczyłem to wyżej. Analogia z narkotykami. Pięciu kwasów pod rząd też bym raczej nie zjadł, nieważne jak zajebistych. Ale to tylko ja, dziku może by zjadł.
elliot crane (10 lutego 2005) -
Ty chyba też nie wiesz co to znaczy analogia, loko.
elliot crane (10 lutego 2005) -
w tym wypadku popieram Pana zdanie, Panie Elliot Crane.czy ktoś do cholery może zająć jakieś stanowisko w sprawie albumu The Veils "The Runaway Found"?
szafi (10 lutego 2005) -
no chyba z tym filmem jednak sie nie zgodze! Własnie przy tym porównaniu wychodzi ewidentnie to o co mi chodzi- różnice w odbiorze muzyki przez mnie i np. porcys (generalizuję oczywiscie). Otóż film mozesz ogladnać raz, znasz fabułę, która na drugi dzień już zaskoczy. Film opowiada jakąś historię ( też generalizuję , ale to chyba oczywiste). W zwiazku z tym rzadko, a własciwie pewnie nigdy ludzie nie cofają kasety po oglądnieciu filmu i nie jadą od nowa!!!!! A plyte sluch się czesto po 5 razy pod rzad i nastepnego dnia to samo- jeśli mi się podoba! Ot co ! I co mi teraz powiesz, ze oglądasz filmy po 3 razy pod rzad, czy jak? Chujowe te argumenty coraz bardziej, żenada.
lokita (10 lutego 2005)