INNE - FORUM
filmy
27 grudnia 2004może tak temat o czym innym niż muzyka ;)
piszcie w tym temacie jakie filmy polecacie
na początek polecam film Garden State z dobrą ścieżką dźwiękową m.in. Shins, Postal Service i inni :)
-
kurde miało być co sam potem stwierdziłeŚ poza tym masz rację, że wszyscy traktują przypadłość Benjamina jak leworęczność. Tym co moim zdaniem decyduje o wartości tego opowiadania jest znak równości jaki autor stawia między dzieciństwem Buttona a jego starzeniem (tudzież na odwrót). Zarówno ojciec, jak i syn go odtrącają niemalże w identyczny sposób. W ogóle w opowiadaniu dużo jest o jego nieprzystosowaniu do świata, nietolerancji innych, czy tez rozdarciu między tego, co chciał, a co mógł. Pod względem fabularnym opowiadanie jest może i do kitu, ale daje bardzo dobry portret psychologiczny bohatera dla którego młodnienie okazuje się zgubne (chociażby dlatego, że zakochuje się w super kobiecie, a zaraz potem ona się starzeje, on młodnieje i zaczyna go ciągnąc do rozrywek) Sorry musiałem to napisać. w filmie też traktują to jak leworęczność, ale na dłuższą sprawę gówno z przeproszeniem z tego wynika. wszyscy naokoło są mili i kochają Benjamina (Blanchett na początku nie kocha, ale nie ma to związku z jego przypadłością, tylko z jej charakterem), nie spotyka nikogo źle nastawionego (w przeciwieństwie do książkowego z którego np. śmiało się pół uczelni) a nawet rodzony ojciec który wcześniej o mało go nie zabił teraz pragnie pojednania. dlatego uważam, że Fincher mógł nakręcić swój film zostawiając Fitzgeralda w spokoju... poza tym Brad Pitt gra ten film na jednej nucie i przez to jego bohater jest totalnie pozbawiony charyzmy. Snuje się jak smród po gaciach z przeproszeniem, uśmiecha do wszystkich / popada w zadumę i wygłasza jakieś patetyczne bzdety. Może gdyby bohater był postacią z krwi i kości to film byłby ciekawszy. Niestety Brad Pitt kładzie ten film zupełnie. O niebo lepiej zagrał ostatnio w "Zabójstwie Jessego Jamesa przez tchórzliwego Roberta Forda".
radek (20 lutego 2009) -
sas, czepiam się tego co sam potem stwierdziłem, także widzę że mnie rozumiesz :) "Tak w ogóle to patent z młodnieniem nie jest jakiś szczególnie odkrywczy, więc na dobrą sprawę mogli się nie przyznawać do czytania Fitzgeralda i liczyć że nikt nie bedzie ich straszył sądem za to." o to mi chodzi
radek (20 lutego 2009) -
A gdzie napisałem, że jest nieciekawy? Napisałem tylko że jest dosyć prosty i nieoryginalny, w sensie że pewnie jak świat stary to ludzie o czymś takim myśleli i nie trzeba do tego Fitzgeralda. Utrata pamięci - nie mówię, że jest ona nielogiczna, bo mogło tak być, tylko że z fabularnego punktu widzenia ma taki sam sens jak władowanie Buttona po kilku latach życia pod pociąg - realne? tak? Niszczy historię? Jak najbardziej.
sas (20 lutego 2009) -
jak to?patent z młodnieniem jest przecież bardzo ciekawy.prowokuje do ciekawych rozważań i wniosków.skasowanie pamięci u buttona uważam za całkiem racjonalne.doszło po prostu do przeciążenia systemu,który nie umiał sobie poradzić z natłokiem wspomnień przy jednoczesnym dojrzewaniu do tyłu.tak to zrozumiałem.
paj (20 lutego 2009) -
faktycznie jest jak mówisz bez puenty czy czegoś, ale nie o to tam chodzi moim zdaniem (ale to nie na temat). –radek, 20/2/2009 15:35 Nie liczyłem na puentę, tylko zwyczajne potrakowanie tematu serio. Podczas czytania i oglądania czekałem ciągle na jakąś postać która powie "co kurwa? młodniejesz? ja pierdole jak to możliwe, byłeś z tym u lekarza? Co powiedział? O kurwa", a niestety wszsycy traktują przypadłość Buttona jak leworęczność. Roth zarżnął film zabierając młodemu Benjaminowi pamięć, po prostu wywalił pewnikowo najciekawszy moment w jego zyciu, bo przyznacie, że stosunki tak nietypowej pary w czasie gdy on ma 5 lat a ona z 80 są ciekawe, bo przez całą resztę filmu jest to całkiem normalny romans starszego faceta z młodszą kobietą, a młodnienie Buttona zupełnie niczym poza decyzją o porzuceniu dziecka(najlepszy moment filmmu tak swoją drogą) nie skutkuje. "moim zdaniem to wygląda tak, że ukradli mu pomysł i głównego bohatera i przerobili na hollywoodzki koszmarek" No sorry ale nie wiem czego się czepiasz? Twórcy zobaczyli opowiadanie z fajnym pomysłem, to kupili prawa i zrobili z nim co chcieli, sam przyznajesz, że prosta ekranizacja nie wchodziła w grę. Tak w ogóle to patent z młodnieniem nie jest jakiś szczególnie odkrywczy, więc na dobrą sprawę mogli się nie przyznawać do czytania Fitzgeralda i liczyć że nikt nie bedzie ich straszył sądem za to.
sas (20 lutego 2009) -
opamiętuje się :) skończyłem właśnie film oglądać i zgadzam się, że robota faktycznie solidna. i tyle dobrego mogę powiedzieć. reszta była dla mnie po prostu irytująca, a miejscami żałosna (jak córka dowiaduje się że jej ojcem był BB, mówi ze nie może dalej, idzie zajarać (w szpitalu - no kaman!) a zaraz potem wraca i rozczula się nad kartkami jakie jej tatuś pisał i kontynuuje opowieść). rozumiem jednak że grupa docelowa tego filmu jest zapewne inna i na pewno nie raz i nie dwa zapłakała wraz z nią :) moim zdaniem ten film jest nieznośny nawet jak na hollywoodzki "produkt", co dziwi tym bardziej, że nakręcił go David Fincher a przez większość czasu zalatuje bardziej Stevenem Spielbergiem, czy innym Zemeckisem. co najgorsze Brad Pitt zawodzi na całej linii tworząc postać pozbawioną charyzmy, jednowymiarową, zwyczajnie nieciekawą. Za to Tilda Swinton i Blanchett - rewelacja
radek (20 lutego 2009) -
radku, opamiętaj się. nie czytałem opowiadania, więc nie będę się ustosunkowywał do Twoich zarzutów, ale nazwać "Buttona" hollywódzkim koszmarkiem to przegięcie. rozumiem, że mógł nie trafić w Twój gust, może był dla Cibie zbyt ckliwy, ale nie odbieraj temu filmowi tego co w nim najlepsze. mamy tu wszakże do czynienia z bardzo solidną filmową "robotą". warsztatowo jest to majstersztyk. o ile na początku, przez pierwsze pół godziny, ciężko było mi się przyzwyczaić i przekonać do tego filmu, o tyle później robi się już tylko coraz lepiej. oczywiście cała historia jest bajkowa, czy jak Ty to ująłeś "konwencjonalna", ale jak inaczej można potraktować tak niewiarygodny temat? dla mnie button jest ok. miło się to oglądało. Gomorra - spodziewałem się dużo więcej po tym filmie. nie postawiłbym go na półce z dvd obok Ojca Chrzestnego. chyba, że obok trójki, hehe najlepsze co ostatnio widziałem to Lektor. Droga do szczęścia dobra jest, aczkolwiek chyba najsłabszy film Mendesa, według mnie. Slamdog bardzo sympatyczny tylko ten chłopaczyna który gra głównego bohatera jest strasznie drewniany. i dopiero niedawno miałem okazję zobaczyć film Małe dzieci - kurewsko zajebisty. w klimacie american beauty trochę. to polecam bardzo.
Filip Golarz (20 lutego 2009) -
nie no mnie się podobało opowiadanko. faktycznie jest jak mówisz bez puenty czy czegoś, ale nie o to tam chodzi moim zdaniem (ale to nie na temat). zekranizowanie opowiadania w stanie czystym byłoby głupie, ale nie wydaje mi się że można przerobić je do TEGO stopnia i reklamować jako ekranizacje Fitzgeralda. moim zdaniem to wygląda tak, że ukradli mu pomysł i głównego bohatera i przerobili na hollywoodzki koszmarek :)
radek (20 lutego 2009) -
swoją drogą, jeśli film wykorzystuje wyłącznie środki przekazu teatru, czyli niech będzie, gra aktorska, dialogi, jakiś rekwizyt, to co to za film? to jak nazywanie muzyką słuchowiska radiowego. albo hip hopu. –szczur, 19/2/2009 23:46 W sumie masz rację, ale mimo tego to dobrze, że takie filmy powstają, bo więcej osób to zobaczy - to chyba jedyna przewaga nad teatrem w tym przypadku. -->radek, racja, z opowiadania wzięty jest zasadniczo sam wyjściowy pomysł i nic więcej, ale według mnie to lepiej, bo dla mnie opowiadanie to jedno wielkie WTF. Dziwiłem się, że napisał to Fitzgerald uważany za dobrego pisarza, bo inne jego opowiada są całkiem całkiem, a to kicha. Żadnej myśli któraby spoiła fabułe, no nie ma w nim nic innego tylko wymienianie kilkunastu dziwnych sytuacji które spotkały Buttona. W ogóle nie istnieje tam coś takiego jak reakcja świata na to jaki jest główny bohater, to jest gorsze od filmu. O wiele. Gdyby ktoś zekranizował tą opowiastkę to dopiero byłaby katastrofa.
sas (20 lutego 2009) -
benjamin button jest tak sztampowy, hollywoodzki i konwencjonalny ze nie bylem w stanie obejrzeć do końca...(może kiedyś indziej) Gdzie był Fincher jak to krecili ??? poza tym bardzo sie zdenerwowalem bo specjalnie wcześniej prezeczytałem opowiadanie F.Scotta Fitzgeralda i okazało sie ze jednym co z niego pozostało w filmie jest nazwisko głównego bohatera i jego dziwna przypadłość. szanowny scenarzysta zmienił po prostu wszystko (!!!) żeby było w duchu Hollywood i dodał odpowiednia ilość lukru i słodyczy równoważone oczywiście solidna dawka cierpienia (wątek umierającej Pani której córka czyta o BB) nie wiem czemu ten film uważa się za adaptację tego opowiadania (to trochę żałosne) i jesli scenarzysta dostałby Oscara to bedzie żenka!
radek (20 lutego 2009) -
drogi sasie, rozumiem, że odnosisz się do zdania "revolutionary road cholernie teatralne, trochę mnie wkurwiało (teatralność w sensie że mało eksplodujących samochodów)". get it? nie sprecyzowałem o co mi chodzi z tą teatralnością. dlatego napisałem, że wybuchające samochody. bo nie pisałem ani o wybuchających samochodach, ani dialogach i emocjach. aaa? aha. gotcha. swoją drogą, jeśli film wykorzystuje wyłącznie środki przekazu teatru, czyli niech będzie, gra aktorska, dialogi, jakiś rekwizyt, to co to za film? to jak nazywanie muzyką słuchowiska radiowego. albo hip hopu.
szczur (19 lutego 2009) -
christian bale vs family guy, czyli "i don't get it why we need another terminator" :) http://www.popcorner.pl/popcorner/1,81588,6296142,Przeklenstwa_Christiana_Bale_a_inspiracja_dla_tworcow.html
ryba (19 lutego 2009) -
szczur, mi tam ta teatralność nie przeszkadzała(jeśli w ogóle można to wadą nazwać, bo taki pogląd prowadzi chyba to uznania, że wszystko co opiera się tylko na dialogu i emocjach ma iść do teatru, a jeśli chcemy zobaczyć więcej/większych lokacji i w ogóle opowiadanie obrazem to do kina). Jeśli treść mi się bardzo bardzo podoba to forma schodzi na drugi plan, w sumie w drugą stronę też czasami to działa.
sas (19 lutego 2009) -
"Gomorra" tak film jak i książka ciężkie w obsłudze (z "mojego" seansu na ok. 60 osób wyszła przed końcem przynajmniej 1/3) ale warto, fajna, drażniąca dokumentalna forma, nieczysty dźwięk itp. Z tym rozjechaniem wątków chyba nie do końca dobry strzał - dramaturgia przełamywana jest tam z zamysłem, zupełnie jakby autorzy chcieli nawet i w tym miejscu odrzeć historię o mafiosach z komiksowości. Sikać w majty może niekoniecznie, ale na pewno jeden z ciekawszych europejskich filmów sezonu.
młodzieżowy detektyw (19 lutego 2009) -
oj tak zgadzam sie gomorra naprawde kiepska
geek (19 lutego 2009) -
revolutionary road cholernie teatralne, trochę mnie to wkurwiało. w ogóle tematyka fajna, przesłanie fajne, odkrywało pewną prawdę o naturze człowieka, uczyło nas ważnej lekcji miłości, ale oglądało się kiepsko. spore rozczarowanie.
szczur (18 lutego 2009) -
nie wygłupiajcie się,parę niezłych scen nie ratuje gomorry.to słaby i nieudany film cierpiący na rozesranie wątków.mało dialogów.mały związek przyczynowo-skutkowy między następującymi po sobie scenami.zbędne sceny.miejscami chaos.denerwująca maniera operowania niemal samymi zbliżeniami.jeżeli ludzie sikają w majty na myśl o tym filmie,to coś jest nie tak z tymi ludźmi.zapamiętałem z tego dzieła scenę inicjacji młodych kandydatów(to nakładanie kamizelek).
paj (18 lutego 2009) -
No uogólniałem trochę, po prostu denerwowały mnie te opinie wśród znajomych, w prasie czy tam w radiu(pamiętam taką audycję o tym filmie na trócje i wszyscy sikali w majtki), że ojej jak świetnie pokazana mafia, nikt jej jeszcze nie odważył się tak pokazać, zapomnijcie o Godfatherze i włochach w dopasowanych garniturach i brylantyną we włosach. Nie twierdzę, że nie można o tym zrobić świetnego filmu, ale nie mówmy o pokazaniu czegoś nowego jeśli to wcale nowe nie jest. No ale już kończe mądrzenie się na temat Gommory której nie widziałem, napiszę jutro jak się podobała.
sas (18 lutego 2009) -
widzialem "cos wiecej niz ojca chrzestnego jedynke" i uwazam, ze gomorra znakomita. przy czym nie znam ksiazki.
tomek wasko nzlg (18 lutego 2009) -
wiec wpadam do grupy malo filmowych, bo mysle ze mocny, wazny - rwany jest, ale nie sadze, ze nieprzemyslany, a sceny w rodzaju bojowego chrztu dzieciakow albo ta z koparka na koncu zostaja w glowie na dlugo
krwki (18 lutego 2009) -
No ja właśnie słyszałem dwa rodzaje opini: jeden od osób "mało filmowych", że super, że mocny, że ważny i drugi od osób które widziały coś więcej niż Ojca Chrzestnego jedynkę że właśnie nieprzemyślany, rwany i zrobiony za szybko i niedokładnie. Ja poczekam aż mi przyjdzie ze sklepu internetowego za jakieś 3h14m.
sas (18 lutego 2009) -
Też bym odwrócił kolejność. Gomorra to w ogóle inna kategoria filmów mocno słabych. Taki film wybitnie zrobiony aby zarobić na popularności książki - za szybko, całkowicie nie przemyślany, z wielkimi lukami w scenariuszu
ms (18 lutego 2009) -
ej, wszak gomorra bardzo bardzo, nie rozumiem nie rozumiem
krwki (18 lutego 2009) -
Gommory nie widziałem, ale dla mnie kolejność tych trzech powinna być odwrotna.
sas (18 lutego 2009) -
Slumdog > Button > Barcelona > Gomorra
darw (18 lutego 2009) -
Gomorrę warto?
? (17 lutego 2009) -
świetne jest "Doubt"z Meryl Streep.koncertowa gra aktorska i bardzo dobry scenariusz.to film wybitnie oparty na dialogach i dobrze. w Vicky Cristina Barcelona i tak najlepszy jest Javier Bardem.no i Penelopa Cruz też jest niezła-całkiem postrzelona w swojej nieprzewidywalności. Changelling-wreszcie ktoś dał Angelinie Jolie jakiś materiał do zagrania i od razu jest się czym zachwycać.
paj (17 lutego 2009) -
Frost/Nixon bardzo dobry film, najlepszy spośród nominowanych, ale nie jakiś wybitny. Nie można się było spodziewać po Howardzie że dociśnie pedał z realizmem i powstanie film na miarę JFK, ale jest dobre. Langella rządzi oczywiście. Slumdog jest najzwyczajniej w świecie średni, w porywach dobry. Taka tam sobie opowiastka miłosna jakich powstaje co roku kilka, naprawde nie wiem co sprawiło, że nagle akademia zauważyła coś takiego, może rosnąca fascynacja Bollywoodem w końcu musiał się przerodzić w nagrody dla filmu przynajmniej nawiązującego do tamtejszego kina.
sas (17 lutego 2009) -
> Czy ten slumdog to naprawdę jest takie gówno jak mi się wydaje ? nie rozumiem tej calej nagonki na slumdoga. zasluguje na mocna piatke, a ludzi chyba zwyczajnie wkurza to, ze film dostal kilkaset nagrod (tak powiedziala pani na pokazie) a nie jest wcale tak dobry jak sie go reklamuje. slowem przerost oczekiwan.
geek (17 lutego 2009) -
Frost/Nixon naprawdę duże pozytywne zaskoczenie. Oprócz świetnego scenariusza, czy też jak kto woli, sztuki, oprócz poczucia, że oglądam pojedynek dwóch drużyn i mimo że w sumie wiadomo jaki bedzie wynik, to ja się denerwuję, to jeszcze świetny drugi plan - Sam Rockwell i Olivier Platt tradycyjnie ĺsą sobą", jednak Kevin Bacon jak dla mnie ukradł ten film. Czy ten slumdog to naprawdę jest takie gówno jak mi się wydaje ?
Pułkownik Zawada (16 lutego 2009)