INNE - FORUM
filmy
27 grudnia 2004może tak temat o czym innym niż muzyka ;)
piszcie w tym temacie jakie filmy polecacie
na początek polecam film Garden State z dobrą ścieżką dźwiękową m.in. Shins, Postal Service i inni :)
-
"dlaczego zakładasz, że film z pogranicza s-f i baśni z zasady musi epatować tanimi wzruszeniami? " nic takiego nie założyłem. i nie zakładam. nie zakładałem też natomiast żadnych wiekszych fabularnych zakrętasów.a terminator to jednak dawne sprawki. generalnie nie ma chyba w avatarze nic bardziej schematycznego niż w gladiatorze, czy scenie mobilizacji w helmowym jarze w dwóch wieżach, czy titanicu. a to że historia nie jest pisana na kolanie lecz jest wręcz plagiatem udowadnia filmik przywołany przez Tomka Waśkę. szczerze - nie wiem czy poszedlbym na to drugi raz,tak jak nie chcialbym znów oglądać King Konga Jacksona, ale fabuła mi po prostu nie przeszkadzała . nawet nie wiem czy jest sens o niej mówić.
mrowkaweed (9 stycznia 2010) -
–mrowkaweed, 9/1/2010 19:04 myślisz, że wydałbym 30 PLN na film o pterozaurach, będąc okopanym na szańcach Wielkich Krytyków Kultury Masowej pokroju Zanussiego? dlaczego zakładasz, że film z pogranicza s-f i baśni z zasady musi epatować tanimi wzruszeniami? przecież ja doskonale zdawałem sobie sprawę, co mniej więcej mnie czeka, łykam taką stylistykę, nie mrugnę okiem, gdy bohater uniknie 1000 kul kierowanych w jego stronę, ba, nawet patos w odpowiednich proporcjach jest dla mnie znośny. i nikt mi nie powie, że w takiej konwencji nie można stworzyć ciekawego obrazu. ale, do cholery, avatar to jest jednak historia pisana na kolanie, wyprana z pomysłów mdła opowiastka. i mam w zanadrzu opinie die-hardów tego typu kina, którzy wyszli z kina zawiedzeni. klisze. dlaczegóżby się nimi trochę nie pobawić, mamy 2010 rok. przecież tego nie reżyserował pierwszy lepszy tępy amator laserów, tylko właśnie cameron. od gościa, który zrobił tak zajebiste s-f, jak terminator, można było jednak oczekiwać jakiegoś poziomu.
ryba (9 stycznia 2010) -
pierwszy nie działa a drugi całkiem zabawny. ale malo odkrywczy. sam Cameron o tym mówił i połowa recenzji. osobiście nie mialbym nic przeciwko drugiej części opartej na królu lwie. to chyba można obrócić w zaletę...
mrowkaweed (9 stycznia 2010) -
dwa linki zamykające raz na zawsze temat avatara i jego słabości :) http://web.me.com/pascalboogaert/Site/foto3.html oraz http://www.youtube.com/watch?v=UdIIqoDakHU
tomek wasko (9 stycznia 2010) -
–mrowkaweed ja nie oczekiwałem "czegoś artstycznego", oczekiwałem rozrywkowej, ładnej, emocjonującej baśni, a dostałem nudną, męczącą i irytującą bajkę. wyczerpanie konwencji też podlega wartościowaniu. I tak, już Titanic był bardziej angażujący, chociaż w przypadku Camerona "skończył się na..." jest w ogóle trochę chybiona (Aliens, T, T2 - coś jeszcze?).
bumbum (9 stycznia 2010) -
raczej mars volta –ryba, 9/1/2010 15:34 raczej pan piotr –bumbum, 9/1/2010 17:07 Nie do końca to rozumiem. ktoś sie spodziewał po Cameronie błyskotliwych dialogow tak? ze niby sie skonczyl..na czym? na titanicu? i ze, wnoszac z niefortunnych zawsze porównań muzycznych, które równie niefrasobliwie zaczałem, ten film uzurpuje sobie jakies wygorowane artystyczne ambicje ,ze to artystyczna porazka albo tanie wzruszenia, a nie bajka, w ktorej kosmiczni indianie lataja na pterozaurach. oni lataja na pterozaurach! i tyle. a rozkimny ze Avatar jest kliszą kliszy - to smieszy. taaa...oddajmy głos Campbellowi. ktoś napisał wczesniej ze Zanussi wychodzi z sali; fajne to bylo, jego opinie na temat KULTURY WYSOKIEJ i niskiej drażnią jak najbardziej, i jemu podobne tez.
mrowkaweed (9 stycznia 2010) -
http://www.youtube.com/watch?v=keXm_EhC-cg pomnik, autorom tego filmu trzeba zbudowac pomnik.
em c (9 stycznia 2010) -
'szybki jak blyskawica' przy 'wyspie' to 'krytyka czystego rozumu' swiata filmow. po za tym mloda nicole kidman wyglada tak ze kto by sie przejmowal reszta. o hahaha, przypomnial mi sie inny film o wyscigach, nie nascar tylko tej amerykanskiej podroby formuly 1, nie wiem jak sie nazywa, gra w nim stallon1e i to prawdopodobnie jest najglupszy film ever. tzn widzialem 15 minut, ale iq spadlo mi w tym czasie o jakies 50 punktow czyli bylem raczej na minusie przez co nie wiedzialem jak sie oddycha, zemdlalem i nie obejrzalem reszty. google mowi ze ten film nazywa sie 'driven', polecam wszystkim. hahahahahahha: http://www.youtube.com/watch?v=nJRDOWOhoHA hm ale ten kolo nawet przypomima christiana hornera z red bull f1.
em c (9 stycznia 2010) -
raczej pan piotr
bumbum (9 stycznia 2010) -
raczej mars volta
ryba (9 stycznia 2010) -
Najgorszym filmem jakim w życiu widziałem były: - Odyseja KOMICZNA 2001 ale tego się można było spodziewać, natomiast czy słyszeliście o takim koszmarku, jak - "Szybki jak błyskawica" z Tomem Cruisem? Bardzo często leci na Ale Kino!, więc jak będziecie mieli okazję, to sprawdźcie. Powiem tylko tyle, że akcja w tym filmie pędzi tak, że można się zastanawiać, czy to przypadkiem nie jest skrót 20 odcinkowego serialu.
Twój Stary (9 stycznia 2010) -
aj tam aj tam.... Avatar= filmowe MGMT, jakos 6.5 w skali Porcys chyba.
mrowkaweed (9 stycznia 2010) -
oczy bardziej, głowa, mnie przynajmniej, jakoś nie. nie widziałem 'wyspy' ale nie sądzę, żeby istniał gorszy film od 'pogrzebanej żywcem'- polecam.
krzesło (9 stycznia 2010) -
ludzie, nie oglądajcie avatara! dawno nie widziałem takiej tandety, cameron się skończył. ekipa pracująca nad filmem tak się widocznie zaangażowała w pieszczenie efektów, że zapomniano napisać scenariusz. same efekty zresztą też nie powalają. przereklamowane, do bólu schematyczne, pompatyczne, dłużące się w nieskończoność filmowe nie-wiadomo-co. trzymajcie się od tego z daleka. ps. od 3d boli głowa.
ryba (9 stycznia 2010) -
najgorszym filmem, ktorego istota jest to, ze jest beznadziejny jest liberator2. wiem, bo ogldam go raz na rok. natomiast 'wyspa' jest po prostu tak beznadziejna, ze mozna sie porzygac. the killers filmow.
em c (9 stycznia 2010) -
gównianość eda wooda jest przereklamowana. aczkolwiek operacja zmiany twarzy wykonana w salonie w godzinę po której nie było blizn ani nic w 'jail bait' faktycznie doprowadziła mnie do lekkiego ataku śmiechu. jak ktoś chce film tak zły że aż śmieszny - polecam 'manos: the hands of fate'. na archive.org można ściągnąć za free.
Low (9 stycznia 2010) -
Ed Wood - to nazwisko powinno się tu przewijać jeśli chodzi o najgorsze filmy. Ale oglądanie ich potrafi być śmiechową ucztą.
kogut (9 stycznia 2010) -
wczoraj rozmawialem na temat najgorszych filmow ever, i wyszlo mi ze 'wyspa' tego pana od transformersow to absoltunie najgorszy film jaki powstal, tak zly, ze musialem go przewijac, a ja wlasicwie wole ogladac zle filmy od dobrych, albo przynajmniej lubie na rowni. zreszta sie chyba produkowalem tu na ten temat.
em c (9 stycznia 2010) -
wczoraj obejrzalam film: Mezczyzni, ktorzy nienawidza kobiet. Nie czytalam jeszcze ksiazki i chyba nie juz nie ma teraz to mniejszego sensu, biorac pod uwage gatunek jakim film/ksiazka operowal/a.. no a film mnie zmiazdzyl od strony zawiazania i rozwiazania intrygi kryminalno - detektywistycznej. troche topornoscia zawialo przy watku "milosnym", ale ogolny rozrachunek bardzo na plus. przy tym byl bardzo brutalny a myslalam, ze juz to slowo wypadlo z mojego slownika.. tak czy siak, szczerze polecam.
w trakcie wymyślania nicku (9 stycznia 2010) -
"500 dni miłości" zaskakująco fajne. a jak wychwyciłem persone i siódmą pieczęć czułem się jak student filmówki. a tak serio, to momentami pod górkę, ale bardzo przyjemne kino. bardzo. aczkolwiek, trend filmowych geeków zasłuchanych w the smiths (oraz obowiązkowo choćby na chwilę coś o belle & sebastian) trochę już zaczyna się dawać we znaki, mimo, że znam chyba ze dwa filmy które tak robią. ale słyszałem o 300. "whatever works" zamula jak dla mnie. a ja naprawdę wiele potrafię znieść jeżeli chodzi o allena. wiele.
Low (3 stycznia 2010) -
Z premierami jest do bani, to prawda. Na dodatek jak się mieszka w takiej dziurze jak moja, to się czeka na film dodatkowy miesiąc/dwa, a niektórych nawet wcale nie wyświetlają. Ale stara się jak może to nasze kino, od czasu do czasu nawet organizują jakieś ciekawe przeglądy. Poza tym wyświetlają film nawet kiedy jestem sama na sali (serio, zdarzyło się).
waleń (3 stycznia 2010) -
sherlock np. był puszczany na pokazach sylwestrowych w całym kraju...
>.< (3 stycznia 2010) -
ej w ogóle do bani u nas z tymi premierami, no!
sivi (3 stycznia 2010) -
ja? nie wiem co w tym dziwnego. sherlocka może nie, bo pewnie wersja cam, ale dvdrip z allena z pół roku przed polską premierą zawsze spoko.
gerg (3 stycznia 2010) -
Uwielbiam Allena. Jestem zła, ze premiera jest w Polsce tak późno, bo światowa była pół roku temu. Byłam ciekawa, a do kina i tak pójdę. Pewnie nawet dwa razy.
waleń (3 stycznia 2010) -
ale kto ogląda nowego allena czy sherlocka holmesa przed premiera na kompie?
sivi (3 stycznia 2010) -
Nowy film Allena (w ogóle Allen rządzi, ale to wiadomo). Czyli "Whatever Works" (Jakby nie było). Nareszcie stary dobry Allen, a nie jakieś niewiadomoco z tą johanson (Vicky Christina jest super, ale to raczej dzieki przepięknej penelopie. No i ok, scarlet jest seksi, ale mimo wszystko nie mogę jej oglądać u Allena). Momenty dziewiatkowe jak na mnie, no naprawdę. http://www.youtube.com/watch?v=wAgp2Bgrl0g&feature=related polecampolecampolceam.
waleń (3 stycznia 2010) -
"romantyczna komedia na miarę 2009 roku. że się mogę utożsamiać. nie no, nie mam słów." kogoś zostawiła dziewczyna przed świętami? nie no 500dni jest ok ale żadna lista roku jak na razie.miękkie z was faje.
mrowkaweed (3 stycznia 2010) -
obejrzalem az dwa filmy ktore mi sie spodobaly i zaden nie byl przerazajaco glupi. 'lost in translation' - dobre i chyba najlepsza pierwsza scena w historii kinematografii. 'love and death' allena - smialem sie jak opetany, no i te wstawki niczym z filmow groucho marxa.
em c (3 stycznia 2010) -
Jeżeli ktoś szuka wyśmienitej rozrywki z pazurem, niech idzie po 15 na Sherlocka Holmesa. Widać, któż jest wzorem dla Dr. House'a. Niezła akcja, ciekawy wątek kryminalny i ładniutka Rachel McAdams.
mk (3 stycznia 2010)