INNE - FORUM
filmy
27 grudnia 2004może tak temat o czym innym niż muzyka ;)
piszcie w tym temacie jakie filmy polecacie
na początek polecam film Garden State z dobrą ścieżką dźwiękową m.in. Shins, Postal Service i inni :)
-
ciezko moim zdaniem mowic czy hi-way zawiodl lub nie bo tak po prawdzie to chyba nikt nie wiedzial na co idzie do kina. Wszak borusinski od samego poczatku produkcji powtarzal, ze "to nie jest film mumio" i zalezy mu tylko na tym by ludzie sympatycznie spedzili 2 godzinki. Sztuka jest zapchac humorem w tym guscie 60min spektaklu a co dopiero film pelnometrazowy. Sposob w jaki poprowadzili fabule i w jaki dozowali zarty zdecydowanie przypadl mi do gustu
homer (22 maja 2006) -
a propos dyskusji nieco wcześniejszej - Piraci dziś o 20:20 na TVP 1
borys d (22 maja 2006) -
ja widziałam całościowe, pełnometrażowe występy Mumio - i rzeczywiście, mimo oczywistej zajebistosci, bywało, ze się z lekka dłuzyły; możliwe, że i to jest wadą filmu, nie wiem, nie widziałam, takie supozycje sobie tworzęnatomiast Wszyscy jesteśmy chrystusami dobre, może bez ostatnich 10 minut. A pomysł z obsadzeniem Koterskiego Jr po raz kolejny jest bezbłędny, wielki szacunek dla Marka za konceptualną wywrotkę.
Chairman (21 maja 2006) -
może po prostu ten film trzeba obejrzeć kilka razy by go tak do końca 'skumać'. a propos czy ktoś widział jeden z dwóch programów kabaretowych mumia (m.in 'lutownica...'). bo jak ktoś ocenia ic tylko po reklamowkach plusa i pojedynczych skeczach to faktycznie 'hi way' może mu się nie spodobać. ja też po obejrzeniu miałem mieszane odczucia jednakże twierdzę, że były tam rewalecyjnie momenty.pzdr
camel (21 maja 2006) -
Hi-Way spore rozczarowanie. kolesie mają potencjał, nie umieją go wykorzystać.
borys d (21 maja 2006) -
jesli ktos bedzie mial kiedys okazje ogladac wyzej wspomniany film, to niech lepiej tego nie robi. zwlaszcza jesli uwielbia Antonioniego, podobnie jak ja. ewentualnie mozna sie skusic na nowelke Wong Kar-Waia, ale reszte omijac duzym lukiem.
tomek wasko (21 maja 2006) -
W Poznaniu w Apollo o 21:15 dzisiaj "Eros", czyli trzy krotkie metraze: Wong Kar-Waia, Soderbergha i Antonioniego. Ktos to widzial?
tomek wasko (20 maja 2006) -
Ten wątek poszedł w zbyt trudne dla mnie rejony wiec nieśmialo i z zupelnie innej beczki, wtrącę zajawkę jeszcze jednego polskiego filmu ktory jest bardzo niedoceniany. Rejs i Mis to filmy znane na pamiec. Kazdy je wymienia jednym tchem jako kultowe, najlepsze itp idt. Gdy strzelam cytatami z mojego ulubionego polskiego filmu to okazuje sie ze mało ktory miłośnik Rejsu o nim slyszal.Jutro o 11:45 TVP Kultura go pokaze."Czy jest tu panna na wydaniu" Kondratiuka. Dla mnie to... najlepszy polski film :-)Maliniak jako chrzestny Stasia, pan Zapiór na Komarku, Dialog w pociagu z Heńkiem Bąbałą, wujek Marian który miał pod sobą tysiące kobiet. A Stasio Wrona główny bohater: toż to absolut. Oczywiscie Himilsbach tez sie pojawi.A pare godzin potem na tym samym kanale inny film Kondratiuka "Kobiela na plaży"
klancyk (20 maja 2006) -
Chairman, napisz do mnie na maila redakcyjnego, mam "Zeszłego roku w Marienbadzie", a z resztą zobaczymy co się da zrobić. Pozdr. Tomek
tg (17 maja 2006) -
Myślę, że we Wrocławiu jeden z najbardziej światłych umysłów krytyki filmowej też się pojawi.A Małecki to rozpacz, kiedy przyszedł wyglądając jak lump, ze swoimi średnio pachnącymi psami i kazał moim biednym wolontariuszkom szukać się na liście "w najbliższym otoczeniu pana Gutka", myślałam, że padnę.
Nn. (16 maja 2006) -
Korzystając z okazji, że filmowy topic zaczyna mieścić w sobie tablicę ogłoszeń drobnych: swojego czasu desperacko poszukiwałam "Zeszłego roku w Marienbadzie" Resnaisa, "Skróy" Cavani i "Wittgensteina" Jarmana [był niedawno na Europie, ale przegapiłam kompletnie]; gdyby ktoś gdzieś skrywał, a w dodatku chciał udostępniić, skakałabym z radości. Szanse marne [szczególnie uwzględniając fakt, że do zaoferowania w zamian nie mam chyba nic], ale kto wie, co skrywają wielotysięczne filmoteki.
Chairman (16 maja 2006) -
Filmy w Cieszynie to jest w ogóle osobna kwestia - najlepiej na świecie rozwijają turpistyczne poczucie humoru. Pamiętam, że płakaliśmy ze znajomymi ze śmiechu, wyobrażając sobie idealny nowohoryzontalny film - musiał bezwzględnie poruszać tematy niechcianych ciąż, samobójstw, aborcji, eutanazji i koniecznie obracać się wokół lejtmotivu NH 2006 - pedofilii, najlepiej gdyby był umieszczony wśród niepełnosprawnych irańskich dzieci, ważne, ze ofiar wojny, dobrze, jeśli pojawiłby się jakiś homoseksualny romansik nieletnich; no i najlepiej, żeby był pamiętnikiem - zapisem wewnątrznych przeżyć.Co nie zmienia postaci rzeczy, ze festiwal jest najlepszy na świecie i właśnie tam zdarzają się perły nad perłami. Ja, mimo Wrocławia, być chcę i być muszę.[Natomiast wspomniany przez z Grzegorz Małecki to łódzka-pożal-się-chluba, nawiedzony imbecyl, natchniony scenograf i postać revolting od stóp do głów]
Chairman (15 maja 2006) -
cieszyncieszyn:> a mi sie podobali bogowie zarazy wtedy. to chyba tam byla taka piosenka smieszna cos ze zwierzetami gdzie na koncu bylo cos ze ta piosenka jest bez sensu czycos ktos wie czy to mozna gdzies sciagnac??tylko ten koles co robil te przedstawienia w divadlo/tanczyl w klubiena scenie i nie chcial zejsc itd nie do zniesienia byl:>
z (15 maja 2006) -
>tak, Cieszyn to najtańszy alkoholja też tam piłem, znaczy sie byłem w zeszłym roku - potwierdzam wspaniała atmosfera, ciekawi ludzie, stosunkowo tanio, jedyny problem to filmy - znaczy sie, ja się nie znam i nie bardzo wiedziałem na co iść (na przykład z perspektywy czasu zobaczył bym więcej fassbindera, bo przy Marii Braun "trochę" doznałem itp.)zobaczymy czy w ogóle bede w tym bo narazie idzie to załatwianie jak krew z nosa
paweł (15 maja 2006) -
To jest wszystko prawda, a raczej - to się wszystko zgadza z tym, co wiem ja, co wszak równoznaczne nie jest :) anyway, był wyśiwetlany w częściach, jako serial, ale to film w epizodach trzynastu z epilogiem.tylko nie zaczynajmy rozdrapywać kwestii Wrocławia - bo przezywałam tę przeprowadzkę dwa miesiące, wreszcie się z nią pogodziłam, z wielkim, wielkim trudem. zeby przekonać samą siebie na lewo i prawo afirmuje Wrocław, ale granica między nieposkromionym zachwytem a gwałtowną nienawiścią jest delikatnatak, Cieszyn to najtańszy alkohol [w moim przypadku także najlepszy], to mój idol Bartosz Żurawiecki snujący się po uliczkach [w niepozornym Bartoszu kryje się jeden z najbardziej światłych umysłów polskiej krytyki filmowej, wierzcie], to także Redaktor Jędras odprowadzany pod same drzwi. To jest kurwa niepowetowana strataAle, co robić, Wrocław jest sliczny, jedno z moich fave miast, Gutek nie zatonie.
Chairman (15 maja 2006) -
Ekhem, tak na marginesie dyskusji, to z posiadanych przeze mnie informacji wynika, że "Berlin Alexanderplatz" to po prostu jeden z najdłuższych filmów w historii kina, co wyjaśnia, dlaczego był równiez podzielony na odcinki i wyemitowany w telewizji jako serial (nie będę się jednak upierał, bo jakoś strasznie w temat się nie zagłębiałem, pewnie istnieje wersja kinowa i telewizyjna - tak by wynikało choćby z informacji na IMDB). Który telewidz wysiedziałby tych kilkanaście godzin pod rząd? Monumentalizm "Berlina" mnie zafrapował, dlatego chciałem się mu przyjrzeć... Jeśli chodzi o legalne wersje to wiem, że można kupić wersję używaną na kilkunastu kasetach VHS za kilkaset dolarów.Nie jestem jakimś wyznawcą Fassbindera, choć wielkości z pewnością nie można mu odmówić (można tu wspomnieć choćby znane "Angst essen Seele auf" albo "Die Ehe der Maria Braun"). (Jestem za to początkującym wyznawcą Bergmana).Przy okazji, jeśli ktoś interesuje się kinem i dysponuje pokaźniejszą fimoteką (przez to pojęcie rozumiem minimum 500 filmów, lepiej 1000), to proszę o kontakt mailowy, dysponuję znaczną ilością klasycznego kina...Pzdr,tg
tg (15 maja 2006) -
czytajac o divadle lezka sie w oku kreci, te tanie czeskie browarki, bajka. podpisuje sie pod tym co napisal borys, we wroclawiu na pewno nie bedzie juz tak fajnie jak w cieszynie. rok temu nie dalem rady byc, ale bylem dwa i trzy lata temu - na wyjazdy do cieszyna czekalo sie caly rok, przy okazji wrocka w ogole nie czuje tego podekscytowania.
tomek wasko (15 maja 2006) -
Chairman I REALLY like youno właśnie Bogowie nazywani są kontynuacją Miłośći...natomiast w tym roku Horyzonty na 100% nie będą miały tego klimatu co w zeszłym - Cieszyn jest unikalny
borys d (15 maja 2006) -
a Berlin to faktycznie był serial i faktycznie zabrakło go w Cieszynie [i tak pokazali kawał dorobku, do tej pory nie wiem, skad wytrzasnęli paraliżującą swoją wielkoscią Rozpacz na podstawie Nabokova], nie znalazł się, o ile wiem, na żadnym nośniku; nie wiem, na jakich zasadach funkcjonuje w sieci; natomiast wiem, że kiedyś w USA zrobili tego maraton :) Krople wody są rewelacyjne, poza tym wyraźnie pokazują, dlaczego bez Fassbindera nie byłoby dzisiejszego Almodovara. Jeden z zajebistszych Ozonów, nie ma co, poprzeczka równie wysoka co w Pod piaskiem. Heh, czeskie Divadlo było całkiem ujmujące, spędziłam tam pół festiwalu; w tym roku NH też zapowiada się zresztą pięknie, zmiana scenerii nie moze wpłynąć jakkolwiek na jakość.
Chairman (15 maja 2006) -
przy okazji:wszyscy jestesmy chrystusami gorsze niz dzien swira.wczoraj se kurwa odpalilem na jedynce i mnie znow zdlawilo mistrzostwo tego filmu w swojej abstrakcyjnej formie,natomiast ten nowy , to łzawy patos,dramat dla alkoholikow,prosty jak drut.
dys (15 maja 2006) -
Nie widziałam Bogów zarazy, ale z wczesnych pamiętam w podobnej chyba konwencji "Miłość jest zimniejsza niż śmierć" i , as far as I know, te filmy rozpadają się niejako z założenia - RWF dekonstruuje schematy kina gangsterskiego w taki sposób, zeby widz całkowicie świadomie odbierał każdy reżyserski zabieg. Fassbinder bardzo często sięgał po daną konwencję po to, by całkowicie ją wyeksploatować, obnażyć, a poprzez to zdemaskować złudzenie, fałsz, mit. Znużenie, zmęczenie, dezorientacja widza były przewidziane i zamierzone; właściwie miały w pewnym momencie zbiegać się z dezintegracją bohaterów, którzy również w jakiś sposób wyskakiwali z ogólnie przyjętych trybów. Wystarczy spojrzeć, jak Fassbinder komponuje kadr - z pieczołowitością, precyzją, elegancją, rozmysłem - a potem niszczy swoje dzieło, doprowadzając ujęcie do chwili, w której samo się ono kompromituje: przeciągniety, nienaturalny czas akcji, wrażenie, ze scena się dłuży i kamera powinna była zostać wyłączona kilkadziesiat sekund temu, niezręczność opanowująca bohaterów i widzów wytrącają z poczucia bierności, czynią oglądającego współodpowiedzialnym i prowokują do ingerencji w hermetyczną, sztuczną filmową rzeczywistość.Prawdą jest, ze Fassbinder robił kino społeczne, ściśle związane z niemieckimi realiami; niemniej uwrażliwienie widza na obecność koniecznych [choc jednocześnie niemożliwych] do przezwycieżenia schematów nie odbywało się oczywiście wyłącznie na płaszczyźnie niemieckiej - kontekst polityczny jest widoczny, ale nie nachalnie narzucony. A całkowicie innowacyjne, niespotykane i bezprecedensowe ujęcie zagadnień dotyczących np. zniewolenia człowieka przez człowieka, niemożliwości podjecia sie obrony 'poduprzywilejowanych' jest uniwersalne.
Chairman (15 maja 2006) -
aha, no to może przy okazji - please someone explain Fassbinder to mena ostatnich Horyzontach leciał prawie cały jego dorobek, chronologicznie bodajże. poszliśmy se na jeden z jego wczesnych filmow, jakiś przełomowy dla niezal-kina 70s w RFN obraz przestepczo-marginesowego światka Bogowie Zarazy z 1969. ten film rozpadał się w rękach, prowadził do niczego, pokazywał wycinek subiektywnego widoku, zero konkretu, problematyki. był łudząco *zły*. tak się zniechęciliśmy, że potem wybierając tytuł na daną godzinę już rezygnowaliśmy z wizyty w czeskiej dzielnicy.o niebo lepsze były już Krople Wody Na Rozpalonych Kamieniach reżyserii Ozona na podstawie sztuki Fassbindera(ej Tomek, tego Berlin Alexanderplatz nie było w programie pokazów na Erze, ale to jest jakiś serial telewizyjny chyba, który trwał 2 lata czy coś)
borys d (14 maja 2006) -
już wiem, emuleFassbindera można ściągnąć z emuleśladem tg, oglądajmy wszyscy Fassbindera, olewając gęste i lepkie dysputy o tym, co miernoscią jest bądź nie jestcała Polska niech ogląda Fassbindera
Chairman (14 maja 2006) -
z tym brie i hochlandem dopiero pojąłem Twoje stanowisko, czuję się przekonany, pzdr
naphta (14 maja 2006) -
Do człowieka, który pytał o Berlin Alexanderplatz: wiem, ze jest do ściągnięcia w sieci; ale nie umiem tego robić i nienawidzę oglądać filmów na kompie, więc własnym egzemplarzem służyć nie mogę. Natomiast legalną wersję pioruńsko trudno zdobyć.
Chairman (14 maja 2006) -
"Przeciwko takiemu zaszeregowaniui protestuje polactwo, głownie pisowski elektorat, przeniklwi radykałowie ustawiają się w opozycji do "całej polski", do której należę również i ja (dzięki za słowa otuchy Chairman!)."Heh, my pleasure. A serio - pisałam odnośnie wywiadu z Preisnerem, a nie twoich wypowiedzi, bo chyba nie zdążyłeś/łaś wykazać skłonności do prymitywnego wywyższania KK na zasadzie "dobre, bo polskie""Nie ma sensu pisać tu o odmienności tworzywa filmowego i książkowego, o innym sposobie przemawiania, o tym, że jednak literatura jest zbudowana ze zdań, a film z obrazów i nie ma dobrej powieści ze złych zdań i filmu z kiepskich obrazów (chyba ,ze mamy do czynienia z intencjonalnością)bo to są truizmy." Owszem, nie ma sensu, ale nie dlatego, że to truizmy. Bo prostu za cholerę nie łączy się to z esencją subtelnego porównania, skonstruowanego na zasadzie: Polański to Brie wśród serów, a Kieślowski - Hochland albo Godard jest jak Prada, a nowy Kim Ki Duk - niczym moda Cherokee z Tesco. Coelho - synonim konfekcjonowanej duchowości, tandety, chwytającej za serca egzaltowane panienki z rozdmuchanym ego i autorytety pokroju Eichelbergera [nie żebym miała coś do 'wczesnego' Wojciecha, ale dzisiejsza wizja oświeconego proroka i natchnionego badacza psychicznej tkanki odrzuca raczej niż mesmerise]"Podciągnięcie tych dwóch nazwisk pod wspólny mianownik metafizyki bańki mydlanej jest po prostu krańcową nierzetelnością i zniechęca do rozmowy."Nikt nie zmusza. Pozdrawiam
Chairman (14 maja 2006) -
wojaże weekendowe, stąd głos spóźniony, heh - w sumie gdzieś mam kino i broniąc kieślowskiego, pisząc o polańskim czy munku kieruje mną tylko i li retoryczny zapał, skłonność do w miarę rzeczowej dyskusji na temat, który emocjonalnie nie angażuje mnie szczególnie. Rozumiem więc retoryczną przesadę wyrażającą się w zestawieniu nazwisk kieślowskiego i coehlo, jednak wiemy też,że głupstwu raz powtórzonemu niebezpiecznie blisko do etykiety. W dyskusji proces ów zaszedł, nagle wiemy, że późny kieślowski to coehlo polskiego kina. Przeciwko takiemu zaszeregowaniui protestuje polactwo, głownie pisowski elektorat, przeniklwi radykałowie ustawiają się w opozycji do "całej polski", do której należę również i ja (dzięki za słowa otuchy Chairman!). Nie ma sensu pisać tu o odmienności tworzywa filmowego i książkowego, o innym sposobie przemawiania, o tym, że jednak literatura jest zbudowana ze zdań, a film z obrazów i nie ma dobrej powieści ze złych zdań i filmu z kiepskich obrazów (chyba ,ze mamy do czynienia z intencjonalnością)bo to są truizmy. Podciągnięcie tych dwóch nazwisk pod wspólny mianownik metafizyki bańki mydlanej jest po prostu krańcową nierzetelnością i zniechęca do rozmowy. Z kolei, wysuwanie na pierwszy plan dokumentalistyki - arcyważnej! _ kieślowskiego, kiedy jednak mamy w jego dorobku film tak kompletny i pozbawiony fałszywego tonu jak "amator" zalatuje kołtuńskim snobizmem.
naphta (14 maja 2006) -
w rzeczy samej tomku. Tak przy okazji przypomniał mi sie taki film harmony corine "gummo", wybitnie z gatunku "tylko raz".
migrene boy (14 maja 2006) -
ja widzialem. poruszajace. ale wiecej niz raz nie chcialbym tego ogladac.
tomek wasko (14 maja 2006) -
Kto widział Tarnation? Ja byłem zachwycony.–migrene boy, 14/5/2006 1:30 widziałem :) film naprawdę interesujący, warto zobaczyć, choćby jako ciekawostkę
radeq (14 maja 2006)