INNE - FORUM
filmy
27 grudnia 2004może tak temat o czym innym niż muzyka ;)
piszcie w tym temacie jakie filmy polecacie
na początek polecam film Garden State z dobrą ścieżką dźwiękową m.in. Shins, Postal Service i inni :)
-
Gorąco polecam Czystą Formalność Tornatore. jeśli jeszcze ktoś nie widział, z naszym Romanem i Depardieu, świetny metafizyczny thriller
Harun ar-Raszid (5 czerwca 2014) -
jeszcze zapomniałem co do Her, rzeczywiście za długi, zwłaszcza że zakończenie bardzo słabe
ale czekamy (18 marca 2014) -
dla mnie to jest totalnie 'chłopak spotyka dziewczyna'(swoją drogą taki sobie Carax), nie ma co szukać tam drugiego dna i w tym tkwi cała jego moc. Sztampowa konstrukcja, dialogi, uzyskały dzięki prostej podmianie fantastyczną świeżość a Nieznajomy nad jeziorem też polecanko, najlepszy film zeszłorocznych nowych horyzontów
szkoda że kaufman tego nie napisal (18 marca 2014) -
dla mnie to jednak coś więcej niż 'chłopak spotyka dziewczynę'. bardziej historia o strachu przed własnymi emocjami, przed drugim człowiekiem i o niemożności poradzenia sobie z rozstaniem. głównym problemem 'her' jest to, że jest za długi. o ile pierwsza połowa jest totalną emocjonalną rozwałką, to potem z każdą minutą film traci na sile. ale i tak wystarcza to na ścisłą czołówkę zeszłego roku.
elmo (11 marca 2014) -
o her ludzie na fejsie pisali w superlatywach, specjalnie unikalem jakichkolwiek informacji, wiec przystapilem do ogladania nie wiedzac absolutnie niczego, co jest bardzo dobrym pomyslem w ogole jesli chodzi o ogladanie filmy. no i nie wiem, ani nie skumalem ochow, ani iq 999, generalnie przez pierwsze 25 minut wydawalo mi sie, ze film bardzo mi sie bedzie podobal bo pomysly i subtelnie pokazana przyszlosc, pozniej z kazda minuta docieralo do mnie, ze to generalnie 'chlopak spotyka dziewczyne', a nie cos interesujacego, co sugerowaly niektore pomysly i motywy. pod koniec to juz rzucalem kurwami na czterdziesta piata scene, w ktorej bohater spaceruje rozmawiajac ze swoja niewidzialna partnerka zyciowa, windowsem 11 z interfejsem glosowym. glowny aktor zajebisty.
em c (11 marca 2014) -
Mi podobało się w nim mniej więcej wszystko, a epizod z Goodmanem najmniej, więc tak też można.
szczur (6 marca 2014) -
nowy film braci Coen niestety trochę rozczarowuje - ładne zdjęcia i mistrzowski epizod z Goodmanem, natomiast jako całość trochę jednak męczy.
turas (6 marca 2014) -
–nohomo, 15/2/2014 23:03 100% racji. w kategorii porno psychologiczne dystansuje o kilka długości śmieszną 'nimfomankę'.
elmo (16 lutego 2014) -
niektórzy powinni zostać przy słuchaniu muzyki. bo jeżeli o świat kina chodzi, to prezentują poziom fanów pidżamy porno
ryszard (16 lutego 2014) -
>Nie obraź się, ale to jest poziom komentarzy na onecie. spoko, nic nie poradzę. http://www.youtube.com/watch?v=pqs7857hksM z TTOI wiem, ale nie ma tam giny mckee, co smuci mnie ogromnie.
em c (16 lutego 2014) -
*hitchcock
nohomo (15 lutego 2014) -
nieznajomy nad jeziorem - gdyby hitchkock żył i lubił chłopców nakręciłby właśnie coś takiego
nohomo (15 lutego 2014) -
''drive - co to kurwa jest, film o uposledzonym kolesiu, ktory patrzy sie na rzeczy? kiedy nie patrzy sie na rzeczy przez szyby? dotrwalem do momentu w ktorym jakiejs lasce odstrzelili twarz i wylaczylem, nie do zdzierzenia. ladne zdjecia. '' Nie obraź się, ale to jest poziom komentarzy na onecie.
smutłem (15 lutego 2014) -
em c - jeśli podoba ci się in the loop, obczaj the thick of it.
szczur (15 lutego 2014) -
zero dark thirty - pfff. odbieram to tak, ze mial wyjsc fincher, a wyszla sztampa. zakochalem sie w glownej bohaterce. in the loop - zajebiste. najwspanielsze przeklinanie po angielsku jakie slyszalem, przezajebista obsada, scenariusz zrobiony tak, ze trudno sie smiac mimo, ze jest bardzo smiesznie. totalnie polecam. drive - co to kurwa jest, film o uposledzonym kolesiu, ktory patrzy sie na rzeczy? kiedy nie patrzy sie na rzeczy przez szyby? dotrwalem do momentu w ktorym jakiejs lasce odstrzelili twarz i wylaczylem, nie do zdzierzenia. ladne zdjecia. seven psychopaths - film bardzo tarantino, scenariusz troche o samym sobie, w obsadzie przezajebisci rockwell i walken. momentami super smieszne i ogolnie bardzo fajne.
em c (15 lutego 2014) -
aaaw shit negro, "her". ten film ma 999 iq.
szczur (9 stycznia 2014) -
albo nawet labyrinth.
em c (24 listopada 2013) -
widziałem wczoraj "pan's labirynth", ojej jakie świetne i smutne.
em c (24 listopada 2013) -
"ostatecznie obejrzałem w trzech ratach, bo tego się zwyczajnie nie da oglądać." Popełniłeś błąd polegający na nieprzyjmowaniu wódki w trakcie seansu. Z mojego doświadczenia wynika, że naoliwione alkoholem Transformersy wchodzą za jednym podejściem (a obejrzeć warto - beka prawie jak przy "The Room").
M (30 października 2013) -
w ramach głodu robotowego sięgnąłem po transformers 2, łojezu, obejrzyjcie to wszyscy. internet mówi, że film po prostu nie wyszedł i wszyscy zainteresowani to przyznają, ale wolę myśleć, że to cyniczna gra na swojej publiczności, której micheal bay nie znosi. albo perfekcyjnie zrealizowany w projekt w niestety nie wiem czym. świadectwa o czymś, co mogło uchodzić za scenariusz znikają po 40 minutach (czyli zostają jeszcze 2h), wiele scen akcji zostało zmontowanych przez kilka osób które miały bana na komunikację ze sobą, więc w ogóle nie wiadomo kto do kogo macha, albo gdzie biegnie, czy co się w ogóle dzieje, i to nie w sensie "to film akcji, stary, są eksplozje". tutaj są eksplozje, ale nie wiadomo co eksploduje. oraz, nad tym wszystkim, jest to najbardziej bayowski z filmów, tzn. sztuczne cycki megane fox, zwolnione tempo, więcej zwolnionego tempa, non stop otwarte usta megane fox, żenująco-koszmarnie nieśmieszne dowcipy, normalna rozmowa bohaterów kręcona kamerą szybko obracającą się dookoła nich, i tak do nieskończoności i z powrotem. w ogóle nie jestem pewien, czy "transformers 2" kwalifikuje się do bycia filmem. nie do zdzierżenia, wyłączyłem po jakiejś godzinie, ale po kilku dniach wróciłem, bo został we mnie wywołany niepokój na poziomie ontologicznym, w sensie klimaty typu czy rzeczy faktycznie są (może po prostu ssą, ha. haha.hahahaha), czy tylko się wydają, czy istniejemy, po co pada deszcz, dlaczego faktura metalu jest trochę niepokojąca etc., ale i tak ostatecznie obejrzałem w trzech ratach, bo tego się zwyczajnie nie da oglądać. polecam.
em c (28 października 2013) -
"No i Del Toro naprawdę ma problem z reżyserowaniem aktorów." - o chryste jak bardzo. choć ekipa od castingu również szacunek "Czyli produkcja klasy B za setki milionów dolarów." - nom, ale śmieszne, że efekty specjalne też przecież momentami sugerowały kino klasy B wady i zalety są ewidentne, więc nic nie wnoszę do tematu. niewiarygodne jak złe w tym filmie było absolutnie wszystko poza robotami. tyle że roboty bardzo fajne. (potwory już lipne)
17 (19 października 2013) -
ruski zajebisty no i przynajmniej dzielnie się bronił, bo chińczyki szybko odpadły. szkoda, że japoński był tylko we flashbacku. a film mega, widziałem w kinie. akcja w hong kongu = zatrzymanie akcji serca. tak się robi letnie blockbustery, a nie nolanizmy jakieś (który tak btw robi teraz scifi o eksploracji kosmosu, więc szacuneczek).
es (17 października 2013) -
o, jak sie klika stad, to nie calkiem. moze tak: http://www.takuchat.com/wp-content/uploads/2013/07/pacificrimmovie_russian_jaeger_chernoalpha.jpg
em c (16 października 2013) -
dobra, generalnie to rozumiem i nawet zgadzam sie z krytyka, tylko ze generalnie to, czego w filmie nie bylo, mi nie przeszkadzalo w bawieniu sie zajebiscie w trakcie ogladania tego, co bylo. (sucker punch nie widzialem, ani zadnych innych wymienanych filmow) poza rosjanami i ich robotem. nawet pierwsze ujecie, kiedy sie pojawialo, sugeruje, ze oni cos zrobia, i ze bedzie to bardzo badass. no i kurwa ten ich robot. z filmow, w ktorych nikt nie napierdala sie za pomoca ogromnych statkow, to wlasnie obejrzalem "before midnight", totalnie cudowne, madre i w ogole polecam na maks. tylko najpierw warto obejrzec "before sunset" (2004), za to "before sunrise" (1995) juz niekoniecznie. w filmie w ogole jest zart z mylenia kolejnych czesci pewnej ksiazki, ktore nazywaja sie zbyt podobnie do siebie. no i "naked" (1990) jeszcze raz serdecznie polece, tez film glownie mowiony i "o zyciu" ale inaczej. http://wallchips.com/wp-content/uploads/2013/07/Kaiju-Pacific-Rim-Russian-Jaeger-Chernoalpha-Pictures.jpg nożeeszkuuurwaaaaa.
em c (16 października 2013) -
problem z Pacific Rim jest taki, że miał być film o nawalaniu się robotów z potworami, ale przez chyba ponad połowe filmu nic się nie dzieje. Potem rusek i chińczyk giną w mgnieniu oka, a mogliby sobie poszaleć przecież (ich roboty fajniejsze od amerykanca i australijczyka). Ostatnia akcja też jakaś dretwa, kaju 5.0 powinien być megabydlakiem, a nie jest. kopara nie opadła. Jak na film o napierdalaniu się robotów z potworami, za mało: 1/ robotów; 2/ potworów; 3/ napierdalania.
e. (16 października 2013) -
Ależ ja lubię śmieciowe żarcie i raz na jakiś czas wręcz łaknę tych pustych kalorii! Problem tylko w tym, że kilka frytek było tam surowych, a bułka przedwczorajsza. Sceny pustoszenia miasta (ach, ten rolowany asfalt!) już mocniej mnie elektryzowały w najnowszym Supermanie, który też ideałem nie jest. Ale okej, rozumiem Twoje zdanie i nie jesteś w nim odosobniony, po prostu ja chyba nie przepadam za stylem Guillermo - jego Złota Armia również mnie rozczarowała, choć chciałem jej kibicować, bo pierwsza część Hellboya była w porządku. A Sucker Punch widziałeś?
Tsubasa Kiełbasa (15 października 2013) -
>WLATYWAŁY BY może nawet bez spacji.
em c (15 października 2013) -
^ kiedy widzisz tacę w maku a na niej colę, absurdalną ilość frytek i kanapkę, która między bułkami posiada mięso, majonez, bekon, żółty ser i placek ziemniaczany to pewnie mówisz "smaczne? przecież to ma całe mnóstwo pustych kalorii i jest z niskiej jakości półproduktów. śmieciowe żarcie!" w sensie, nie wiem, ja po obejrzeniu trailera i dosłownie pierwszych 90 sekund filmu miałem nadzieję, że dostanę dokładnie to, co dostałem, a nawet nie sądziłem, że te zajebiście wielkie roboty będą aż tak epickie i wspaniale wyglądające. "przerysował bohaterów", o rany. A SAMOLOTY WCALE NIE WLATYWAŁY BY W TE POTWORY. no doprawdy, to jest film w którym zajebiście wielki robot chwyta za statek-tankowiec jakby ten był kijem bejzbolowym i napierdala nim w zajebiście wielką głowę zajebiście wielkiego potwora i wygląda to tak, jakby była to najlepsza rzecz do robienia na świecie.
em c (15 października 2013) -
Perfekcja? Przecież to aktorska wersja Generała Daimosa doprawiona innymi produkcjami z Polonii 1 (Yattaman, W Królestwie Kalendarza itd.), a to wszystko zanurzone w sosie z kaiju (Mothra, Gamera etc.), który dodatkowo został posypany motywami z najnowszych gier (Assassin's Creed, Prototype). Czyli produkcja klasy B za setki milionów dolarów. I mogło z tego wyjść naprawdę znakomite kino akcji, gdyby - jak napisał szczur - Del Tero nie przerysowywał swych bohaterów: irytujące niesnaski naukowców przypominają skecze rodzimej Neo-Nówki, Marszałek jest orędownikiem patosu, zaś główny bohater posługuje się trzema minami przez ponad 2h projekcji. Chociaż to trochę inny typ filmów, ale zdecydowanie bardziej trafiają do mnie najnowsze ekranizacje Marvela: Avengers, seria Iron Man czy nawet ciut słabszy Kapitan Ameryka.
Tsubasa Kiełbasa (15 października 2013) -
Mam podobne odczucia co do tego filmu, aczkolwiek gdyby pociągnąć niektóre wątki, mógłby być w przybliżeniu sto razy ciekawszy. No i Del Toro naprawdę ma problem z reżyserowaniem aktorów. Ale łatwo to ignorować kiedy rosyjski czołg nawala w kaiju pneumo-pięścią, ludzie są wyciągani z kokpitów, rzeczy rozpościerają swoje skrzydła etc. etc. etc.
szczur (15 października 2013)