INNE - FORUM
Najbardziej denerwująca recenzja na porcys
7 grudnia 2004Po przeczytaniu dzisiejszej recenzji płyty Seachange, postanowiłem zalozyć ten wątek. Jest to chyba najnudniejszy kawałek jaki kiedykolwiek zamieścilśicie na tym portalu. że się wyraże słowami autora "na poziomie czystego średniactwa." Hej, gdzie wasza drapeiżność panowie? Może przydalaby się większa selekcja przy przyjmowaniu nowych współpracowników? Już wolę wasze anegtotyczne recenzje z życia Borysa i jego wyimaginowanych dziewczyn! A jaka recenzja na porcys najbardziej Was denerwuje abstrahujac od Waszego stosunku do recenzowanej płyty?
-
ok no, ja tylko tak sobie napisalem ze ksiezyk jest bossem niedoscignionym w warstwie literack-jezykowej. tyle
kinol (12 grudnia 2004) -
tylko, ze jak Księżyk pisze to wychodzi to naturalniea u Was chłopaki bije z daleka lanserstwem na intelektualizmco daje efekt pseudo (nie zwasze,a le czasami)Księżyk to już ikona pisania, nawet jak się to nie podoba komuś..
Vinci (12 grudnia 2004) -
podobno byl taki ogolnopolski konkurs, ale zamknieto go po 10000000000000000000000000 zwyciestw z rzedu ksiezyka
kinol (12 grudnia 2004) -
recenzja seachange rzeczywiście była okropna. ale to się da myślę wypracować. tylko mniej zapatrzenia w kolegów.ps. czy trwa jakiś konkurs, kto zna więcej trudnych wyrazów i potrafi je zgrabnie wpleśc w pisaninę?
intergalactic (12 grudnia 2004) -
Mój typ:"Przejmujący tekst o tym, że wszystkich nas czeka ten sam koniec, podany jest w sposób prawie beznamiętny, co potęguje jego głębię. To pogodzenie się z losem istoty żyjącej, powiedziałbym.""Teksty (...) układają się w gorzką, ale i fascynującą rozprawę o małości człowieka w obliczu wieczności i bezmiaru czasoprzestrzeni."
someone (9 grudnia 2004) -
the glow pt2. piece of shit (ta recenzja)
mz (8 grudnia 2004) -
generalnie denerwujące jest podejście, że w Polsce to gówno tylko się wydaje, że nieudolnie kopiuje te same zespoły, że ewentualnie jedna płyta w roku jest warta przesłuchania. więc denerwuję się czytając o fiszu, ostatnim heyu, no a pustki nawet nie zasłużyły żeby się pojawić(bo pewnie tyle ciekawszych rzeczy się dzieje na świecie).
być może: Paryż, Londyn, Nowy Jork (8 grudnia 2004) -
aha, dodam, ze ja lekture Porcys - wiosna 2003 zaczynalem podobnie: od zdziwienia przez niecheci, totalna niecheci po kapitulacje - po prostu wytracali mi kolejne argumenty przeciw, zyskujac na wiarygodnosci. po prostu bardziej ufam kolesiowi, ktory jest w moim wieku i jego muzyczna podjarka wyglada mniej wiecej podobnie niz komukolwiek innemu (np. jakiemus redaktorowi w Machinie, Fluidzie albo, heh, Pasazerze) nie przeszkadza mi to uwielbiac Pidzame Porno czy Partie, ktorych tutaj sie nie znosi
Piotr (8 grudnia 2004) -
chcialem przypomniec, ze forma recenzji, szczegolnie w fanzinie, jakim jest Porcys polega m.in. na nieszablonowym i maksymalnie osobistym stylu autora. Czytamy chyba inne teksty - przeciez (wymieniam z pamieci) recki Blur, Pretty Girls Make Graves, Wrens, Of Montreal, Williama Basinskiego, Old Time Radio, Heya, eM, Skalpela czy Mogwai sa zajebiste... Wyczuwam w powyzszych mailach rozgoryczenie, ze ja tak nie potrafie.
Piotr (8 grudnia 2004) -
franz, drugie the streets, ta w której któryś przyczepił się do partiiaha, i każda w której ujawnia się niechęć (najczęściej borysa, ale głowy nie dam) do "alternatywnych panienek"... przykro mi że jakaś panna ze znaczkiem powiedzmy interpolu w klapie go wystawiła, ale naprawdę nie chce mi się o tym czytać...;)
bh (8 grudnia 2004) -
huh takie napady na recke Seachange, a jest ona przeciez max-konkretna, bez zbednych dygresji, napisana lekkim stylem, i ze znajomoscia tematu (chociaz z ocena plyty sie nie zgadzam, ale to przeca sprawa indywidualna). Gratuluje Icey! a co do najbardziej denerwujacej recki to sie zgadzam z ziaamem: jazzanova - "in between", jaga jazzist - "the stix", nowe brzmienia porcysowi nie leżą, ale przecież nie za taką muzyką ten portal się przeciez ceni!
Mr.Brightside (8 grudnia 2004) -
hm, zestresowalam sie, zalogowalam sie kiedys jako natalie, ale to na górze, to naprawde nie ja;)(to informacja do znajomych, bo kolegom z porcys to chyba wszystko jedno:)ja nie widzialam sensu recenzji Cooper temple clause, skoro mialo nie byc recenzji mozna bylo napisac felieton, a Coopersami nie zawracac sobie glowy.No i drugie The streets.
Nn (8 grudnia 2004) -
Generalnie denerwujące są wszystkie. I nie chodzi o to, czy zgadzam się z oceną jakiejś płyty, czy nie. Chodzi o niewiarygodną wręcz pretensjonalność tych wypocin. Te pseudoangielskie wstawki, te flażolety i minety, te metafory i wspomnienia z prenatalnego życia mające się nijak do recenzowanej płyty... Taki sposób pisania dużo mówi o sposobie myślenia. Taki sposób myślenia dużo mówi o osobie piszącego i jego guście. Po przeczytaniu takiej "recenzji" (w cudzysłowie właśnie, bo z recenzjami nie ma to wiele wspólnego. może dobrym określeniem jest to pretensjonalne - "recki") ocena albumu przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie.
bojsieboga (8 grudnia 2004) -
piszesz nieprawdę, wiesz ze w ten sposób czyni się zło? przeczytaj swój post natalie, ty plotkujesz i oczerniasz...
nieporcysman (8 grudnia 2004) -
recenzje, które mnie denerwują to te które są "podręcznikowym przykładem" braku stylu, podlizywaniem się kolegom z redakcji (" gdy wreszcie zdobyłem upragniony egzemplarz Satanic Panic In The Attic"), używa się mega-pretenesjonalnych słów "implementując" , i którą czyta się bardzo nijako, bo tak też jest napisana (tak, tak Panie Mrozek to o pana wypocinkach, meta-bełkotliwych muzycznych ścinkach) kalka goni kalkę, a nad wszystkim wisi brak pomysłu.Z drugiej strony razi mnie bezkrytyczność wobec Radiohead i nazwanie Hail to The Thief "kolejnym zwycięstwem Radiohead graniczącym z prawdziwym cudem." jest przesadą nie tylko lekką, uwielbiam ten zespół, ale zdrowy ogląd recenzenta przydałby się trochęzjebka wszystkich polskich zespołów oprócz Ścianki (to nie żadna spiskowa teoria dziejów, ale z kim Ściabka jeździ na koncerty?) też jest żenujace, bo brak treści w tych reckacha to, ze Fisz jest ciotą to już legenda braku smakunie będę chwalić bo temat brzmi Najbardziej denerwująca recenzja na porcyspzdry z Wawy!
natalie (8 grudnia 2004) -
moze sie i naraze ale sram na to. Co mnie wnerwilo to recka nowego tworzywa, ktory uwazam za duzo lepszy niz jak go ocenil ktos tam (nie pamietam kto). nie macie wrazenia, ze waglewski opowiedzial bajke? kiedy tak sie tej plyty slucha to jest great, fakt, sa slabe momenty, ale takie deszcze w butach czy moje piorka, do rock amigos.
bigos (7 grudnia 2004) -
Z 50% recek tutaj to są killery. Jednak chyba nic nie przebije recki drugiego The Streets.
stefan (7 grudnia 2004) -
Ocena (6 z czymś) Lateralusa jest niezła, jednak moim zdaniem problem z tym albumem leży gdzie indziej. Lateralus wcale nie kopiuje pomysł z Aenimy, tam utwory były mniej skomplikowane ale za to prawdziwsze. Lateralus dryfuje w kierunku metalu ale niestety sprawia wrażenie płyty bardzo sterylnej, wyzutej z uczuć, czyli zupełnie innej niż Aenima, gdzie większość kompozycji miało w sobie coś, co niektórzy nazywają duszą.
tt (7 grudnia 2004) -
Nie tyle denerwująca, co żenujaca jest recenzja Lateralusa.
majkel (7 grudnia 2004) -
a mnie irytuje tendencyjne popadanie w gówniano-gówniane paralelizmy słownikowe ostatnio. (ps. dupo-dupowate dalej sa ok)
intergalactic (7 grudnia 2004) -
w recenzji Radio 4, Borys zaczal obrazac amerykanskie spoleczenstwo, ze niby sa debilami bo wygral Bush. To teraz bardzo modne, ale to na kogo glosuja to ich prywatna sprawa, zobacz sobie moj drogi kto u nas wygrywa wybory. Poza tym ubawila mnie recenzja plyty Mars Volta, dla mnie plyta genialna ale tu akurat kazdy ma prawo do swojego zdania wiec pretensji zadnych miec nie moge.
greg (7 grudnia 2004) -
to nie shadow wymyślił samplowanie..... debiuty obu panow prezentują inne podejscie do tej sztuki. inne tenedencje w układaniu bębnów, inny dobór sampli i sposón cięcia. poza tym emocje zupełnie inne. faktem jest, ze luke po nierewelacyjnym "private press" skutecznie zapełnił "deadringer"
ziaaam (7 grudnia 2004) -
Rjd2 rzeczywiście wytworzył zupełnie indywidualny styl, który polega na solidnym updejcie Shadowa.
mz (7 grudnia 2004) -
Stwierdzenie ze Borys wywolal hype na album goscia, ktory nagral plyte powszechnie uznawana za najwieksza w historii popu (Pet Sounds), jest co najmniej przesadzone :P
dexy's (7 grudnia 2004) -
do tej listy dodałbym jeszcze:pink freud - "sorry music polska"fisz emade jako tworzywo sztuczne - "f3" (1.sza wersja)dodam do tego recenzje hiphopowych bitmejkerów. prawie w każdej recenzji musi być jakieś porównanie z p73 czy shadowem..... a pamiętajmy o tym, ze ci recenzjonowani najczesciej wytworzyli zupelnie indywidualny styl (kid koala, rjd2, madlib)
ziaaam (7 grudnia 2004) -
najwieksze nieporozumienia:jazzanova - "in between"jaga jazzist - "the stix"w obu przypadkach jedrzej wydaje sie niezbyt przygotowany do pisania o takiej muzyce. ciezko ją tak od razu poczuc przesiadajac sie z grajacych gitar. to troche inna wrazliwosc, inne sluchanie, inny odbior, inne wrazenia.dobrze mówisz andy, ze nie powinni sie brac za nowe brzmienia. nie mozna byc ekspertem od wszystkiego, co troche porcysom chyba ciezko czasem wytlumaczyc.
ziaaam (7 grudnia 2004) -
a mi sie wydaje, ze chłopak bardzo się stara być krytyczny i orygibalny, a ja podobna recenzję przeczytałem swego czasu w NME, nie podejrzewam nikogo o zżynanie z angielskich periodyków (od tego jest Kostrzewa, którego gust jest wypadkową dobrych recek w Q i NME), ale też nie gratulowałbym debiutu, bo jest to przeciętniactwo. Jednak recką, ktora mnie zirytowała, a potem spowodowała litość dla recenzującego to słynna już Jaga Jazzist, nie ujmując Wam niczego chłopaki, za nowe brzmienia się raczej nie bierzcie, bo wtedy wychodzi wam taka kupa jak wypociny Michalaka, tak jak jego obdarcie z magii "Riot on empty street" KOF, które zawdzięczamy jego drętwemu stylowi. Z drugiej strony Mega-bossem jest Dejnarowicz, który potrafi wywołać swym pisaniem Hype'a! na punkcie niektórych albumów: Of Montreal - Satanic Panic In The Attic, Wrens - The Meadowlands, czy słynne już Smile Wilsona.
Andy (7 grudnia 2004) -
mi sie podobaPatryk Mrozek, gratuluje debiutu, kimkolwiek jestes
Piotr (7 grudnia 2004)