INNE - FORUM
Najbardziej denerwująca recenzja na porcys
7 grudnia 2004Po przeczytaniu dzisiejszej recenzji płyty Seachange, postanowiłem zalozyć ten wątek. Jest to chyba najnudniejszy kawałek jaki kiedykolwiek zamieścilśicie na tym portalu. że się wyraże słowami autora "na poziomie czystego średniactwa." Hej, gdzie wasza drapeiżność panowie? Może przydalaby się większa selekcja przy przyjmowaniu nowych współpracowników? Już wolę wasze anegtotyczne recenzje z życia Borysa i jego wyimaginowanych dziewczyn! A jaka recenzja na porcys najbardziej Was denerwuje abstrahujac od Waszego stosunku do recenzowanej płyty?
-
Brak mi słów. Bezguście i dno muzyczne, nigdy więcej nie zajrzę na tą stronę i będę ją "reklamować" wszystkim swoim znajomym. Taka recenzja? "Co za najgównianiejsze gówniane gówno" – chciałoby się wykrzyknąć po przeczytaniu pierwszych linijek. Beznadzieja. A Cantrell to Geniusz. –alice, 12/6/2006 11:45 NO KURWAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA :D:D:D
Permanent (14 czerwca 2006) -
Recenzja Maroon5 pana Borysa - świetna. Tylko, że tak nie pisze się recenzji :)
Maciej (14 czerwca 2006) -
Brak mi słów. Bezguście i dno muzyczne, nigdy więcej nie zajrzę na tą stronę i będę ją "reklamować" wszystkim swoim znajomym. Taka recenzja? "Co za najgównianiejsze gówniane gówno" – chciałoby się wykrzyknąć po przeczytaniu pierwszych linijek. Beznadzieja. A Cantrell to Geniusz.
alice (12 czerwca 2006) -
W nawiązaniu do postu powyżej - myślę, że nabijanie się z kalekiego muzyka (choćby nie wiem w jak beznadziejnym zespole grał) jest po prostu niesmaczne i nie na miejscu. Kalectwo to temat tabu i nie powinno się tego zmieniać. Panie Borys - wstydź się pan za ten tekst z recenzji ZWAN.
Przemek (9 czerwca 2006) -
Heathen Chemistry !
Better Man (3 lutego 2005) -
Heh no jakby to okreslic , lubie tzw noise rock, głównie z USA, ale drugim moim biegunem gitarowego grania jest np.muza spod znaku Black Heart Procession, czyli smutne piosenki. Bardzo lubie i polecam kapele Pinback, jest swietna.A, no i sa klasyki takie jak Neurosis, Godflesh, czy juz stajacy sie klasykiem ISIS.
godzilla (1 lutego 2005) -
jednym słowem reprezentujesz nurt terrowo-antenowokrzykowy.
mz (1 lutego 2005) -
no widze ze Pan Bo napisał jako jedyny cos madrego o Ewie Braun. Dokładnie, zero pseudo elemntów. Zreszta trzeba byc smiesznym zeby nie zauwazac dzialalnosci Marcina Dymitera na polskiej scenie.Album "Sea sea" Ewy to juz klasyk minimal noise rocka.Cos mi sie wydaje ze na porcysie po prostu goszcza inne kapele, inna estetyka grania gitarowego.Ja wywodze sie z grania spod znaku Schellac, Killdozer, Sonic Youth, Jesus Lizard etc etc.Zapewne dlatego inaczej patrze na Ewe B, Mordy itp.A tak naprawde to co innego ciekawego jest na polskiej scenie?Myslowitz?Negatyw?No prosze.....
godzilla (1 lutego 2005) -
borys....czasem nie lubie cie łobuzie, ale za post scriptum do recki zwan masz u mnie browca..kto nie czytał:PS: Na koniec: mój typ na najbliższy projekt znanych i lubianych. Otóż jako frontmana proponuję usadowić na przedzie gostka z Backstreet Boys, tego największego pedała, aczkolwiek bliższymi namiarami nie dysponuję. Solową gitarą wymiecie Slash (wielki come-back!) i już słyszę to arpeggio ze "Sweet Child O'Mine". Sekcję rytmiczną będziemy mieć dobrą, oj dobrą. Bas: Lemmy z Motorhead. Za drumami zasiądzie perkusista Def Leppard, ten co nie ma jednej ręki i podobno skacze jak zapyziały. Wszyscy panowie śpiewają wielogłosowe partie wokalne! Do tego chóru kastratów dołączą: Staś Drzewiecki na klawiszach, Vadim Brodski (z playbacku) na skrzypcach i Jose Cura na kurze. Miksować to gówno będzie William Orbit, dbając o nowoczesne rytmy i sample. Szerokie spektrum, nie? Ba, super-grupa.
widelec (30 stycznia 2005) -
hm, actually.. no. sorry.
borys d (30 stycznia 2005) -
aha i żadnych elementów pseudo tam nie znajdziesz. l jedynym mankamentem love peace noise jest realizacja. żadnej, powtarzam ŻADNEGO crusta tu nie ma. żeby tak pisać trzeba znać crust. A w estetyce noise też trzeba umieć się odnaleźć.
bo (30 stycznia 2005) -
o/przeczytałem recenzję ewy braun. Cóż, nie można oprzeć się wrażeniu że człowiek nie słucha takiej muzyki więc i ze zrozumieniem dźwięków są problemy. Czasem lepiej sobie odpuścić branie się za coś spoza swej działki..
bo (30 stycznia 2005) -
music music Hey-bo czytajac recenzje potakuje glowa i w sumie sie zgadzam, ale ilekroc slucham tej plyty to mi sie cholernie podoba.
krewki (30 stycznia 2005) -
ha, tu się kajam i chyba dopiszę pod recką sprostowanie (choć elementy pseudo w tym noisie można odnaleźć). ale racja.
mz (28 stycznia 2005) -
a mnie najbardziej rozjebala recka Ewy Braun. Trzeba byc niezlym ignorantem....rozumiem wlasne zdanie, ale koles sie wykazał brakiem zupelnym wiedzy na temat tej kapeli.....Crust??Grali??Pojebalo go?
godzilla (27 stycznia 2005) -
a po polsku jak to będzie? ;)
zwobot (27 stycznia 2005) -
(Sorry, Josh Homme. Your band's mention is the 2004 way of saying "it has loud guitars.")
borys d (27 stycznia 2005) -
"Chodzi o niewiarygodną wręcz pretensjonalność tych wypocin. Te pseudoangielskie wstawki, te flażolety i minety, te metafory i wspomnienia z prenatalnego życia mające się nijak do recenzowanej płyty... bojsieboga"heh, no fakt, racja. ale z drugiej strony jest to dość zabawne, jak się czyta bez niepotrzebnej spinki to czyta się fajnie, cokolwiek by to miało znaczyć ;)mnie raczej żadna recenzja nie denerwuje, tylko przy niektórych mam ubaw jak ktoś nie wie o czym pisze :) np wyszperałem taką perełkę, prawdziwą perełkę hehe - recenzję ostatniego queens of the stone age:Jędrzej Michalak zapodaje tam troszkę tła historycznego, jak również, że trzon grupy stanowią "Homme i Oliveri, którzy dbają, by muzyka grupy nie oderwała się od korzeni masywnego, pustynnego Kyussa. Udaje im się to". hehe, dobre dobre, fragment że im się udaje jest normalnie surrealistyczny. I dalej, że zespół jest z tych ciężkich, heavy-metalowych. i ciągnie dalej tym tropem naparzając o ostrych wiosłach, melodyjnym graniu. a na deser zdradza się, że płyty wysłuchał raz i to w połowie zapodając informację, że ostatni numer to rock'n'roll z harmonijką :)heh, maksymalna jest ta recenzja. jeśli chodzi o niezorientowanie w temacie :) taką samą bym może napisał jeśli nie znał bym wcześniejszych dwóch płyt queens of the stone age, bo ta ostatnia to już inny zespół, to fakt. ale Jędrzej pisze o wcześniejszych płytach, a zresztą nie da się chyba pisać w oderwaniu od rzeczywistości. a rzeczywistość jest taka że w tej kapeli chodzi o wręcz roboci trans, fuzza którego dawno nigdzie nie było, psychodelię, wycieczki w prog, i stare dobre dragi. i o to że te dragi im już totalnie zeżarły mózgi i na ostatniej płycie zapodali taki syf, że jest to bliżej radio-rocka i nu-metalu niż czegoś normalnego. ale wcześniej było inaczej i recenzując tą kapelę wypadało by wiedzieć co było na s/t i R, co było na desert sessions, no i przede wszystkim co w kwestii psych działo się pod koniec lat 60tych i do połowy 70tych. i wypadałoby czaić te oczywiste koneksje. no ale tak przyajmniej jest się z czego pośmiać :)
zwobot (26 stycznia 2005) -
w tych tekstach jest przeważnie jedna dziewczyna, która jest po prostu moją dziewczyną, i *nie chcesz ogladac jej zdjec*. respect.
borys d (28 grudnia 2004) -
Mnie w ogóle irytują wszystkie recenzje na Porcys, a szczególnie listy, które nawet nie są podobne do recenzji. Przychodzę tutaj, żeby ziać nienawiścią i udowodnić sobie, jaki jestem zajebisty.
Zdenerwowany (27 grudnia 2004) -
najbardziej denerwujace sa recki dziewczyn borysa. Bo ziom nie zamieszcza zdjec i nie wiem o co chodzi.
hej! (27 grudnia 2004) -
Temat nieco przygasł, ale chcialbym dorzucić swoje trzy grosze. Najgorsza (tym samym najbardziej denerwująca) jest recenzja "mwng" SFA. Cholera, można nic nie napisać o zawartości płytki ocenionej na 1.0 albo 10.0, ale jak sie daje 7.5, nic nie pisze o zespole, a dla czytelnika to jest pierwsze zetknięcie z grupą to szlag może trafić. Właściwie to jedyna chyba taka sytuacja gdzie faktycznie braki merytoryczne sa nie do zniesienia. Do innych tego typu recenzji wytarczy troche dobrej woli i otwarta glowa ale ten text to kpina
Wayne (26 grudnia 2004) -
a ja je wszystkie lubie.w wyborze muzyki nie kieruje sie zwykle żadnymi recenjami,wiec nie obchodzi mnie to co panowie z Porcys skrytykują a co wychwalą pod niebiosa.ale jednoczesnie ciekawi mnie ten inny pogląd na muzyke i sposób w jaki jest to wszystko napisane.
zocha (15 grudnia 2004) -
System of A Down, Jerry Cantrell i Metallica. W tych recenzjach prawie nic nie ma na temat zawartości krążków, a tego bym się spodziewał po recenzjach (nawet ekstremalnie krytycznych).
Przemek (15 grudnia 2004) -
wiadomo heheBuddyhead - So Fred... tell us about the current situation of Limp Bizkit. Apparently you've lost your guitar player. Was it because he wanted to focus on his side project band Big Stupid Head, or what? Fred - No. I tried to fuck his girlfriend and he got pissed for some reason. What a weirdo.
mz (14 grudnia 2004) -
oj.
pe (14 grudnia 2004) -
ahm. ever heard of buddyhead, dude?
borys d (14 grudnia 2004) -
Aha, jeszcze Xiu Xiu - "Fabulous Muscles". Samo omówienie płyty w porządku, ale ludzie... nie można udawać, ze się się kimś przeprowadzało wywiad.
majkel (14 grudnia 2004) -
>tylko, ze jak Księżyk pisze to wychodzi to naturalnie>a u Was chłopaki bije z daleka lanserstwem na intelektualizmprzeczytaj sobie recenzje eM. kilka pierwszych akapitow. dla mnie to jest naturalne.
Pi0tr (12 grudnia 2004) -
bo w każdej z nas jest cos z bossa
intergalactic (12 grudnia 2004)