INNE - FORUM

radiohead - U2, których nie wstyd lubić :)

3 grudnia 2004

radiohead i u2:
skłonność do patosu, najlepsi w grupie - pałker i gitarzysta, manieryczny wokal,
bombastyczny panoramiczny sound, egocentryczny lider - teksty z pieczątką "ważne', w rzeczywsitości nieco bełkotliwe, political corectness i w końcu - przyznajcie to - wspólna grupa fanów :))))

jedziecie, smutasy :)))

luke
  • pozdrawiam .
    db (9 kwietnia 2009)
  • Nie wiedziałam gdzi to wrzucić, więc może tu(bo bez sensu nowy wątek tworzyć)http://muzyka.onet.pl/0,1472493,newsy.html
    woman (25 stycznia 2007)
  • Lata mi gdzieś w okolicy zwieracza.
    asdf (17 czerwca 2006)
  • Jedno słowo: Zooropa.
    pall mall (17 czerwca 2006)
  • U2 mozna lubic lub nie, ale faktem jest ze ewolucja tego zespolu jest jedną z bardziej dynamicznych i skomplikowanych w historii muzyki rockowej... Kto sie nie zgadza ten nie przesluchal wiecej niz 3 plyty i na dodatek jest uprzedzony do Bono& Co.
    King (16 czerwca 2006)
  • zgadzam sie nie zapominajcire takze o projekice "passenegers original suondtrack" w wykonaniu u2 ktore bylo bardz ryzykowne.zapoznajcie sie z ta prodkcją bo warto.ambiencik:)
    heartland (6 stycznia 2005)
  • Witam! To mój pierwszy post na tym forum, a dlatego tutaj, bo RADIOHEAD i U2 są moimi ulubionymi zespołami.Od razu chciałbym odpowiedzieć na parę Waszych postów.IMHO ATYCLB wcale nie jest wpadką bo, jakby nie patrzeć, jest tam kilka genialnych utworów (Walk On, Kite), kilka świetnych (When I Look At The World, Stuck In A Moment, Beautiful Day, In A Little While), a i reszta też nieźle się broni."na poboczu tych kwestii można jedynie zauważyć że jak wydawali kid a to trochę jednak swoją pozycją ryzykowali, na co bono & co sie nigdy nie zdecydują"–wojtek, 6/12/2004 2:28Owszem, RADIOHEAD bardzo ryzykowali nagrywając Kid A, ale IMHO ryzyko nagrania Achtung Baby przez U2 było większe, gdyż na Achtung Baby nie da się znaleźć ani jednej pozostałości czasów The Joshua Tree. A przecież kierunek, w którym podążyli RADIOHEAD na Kid A był już sygnalizowany na OK Computer.Pozdro
    caspian (6 stycznia 2005)
  • radze zapoznac sie z nowym albumem u2 moze nawet dojdziesz do wniosku, ze z checia posluchasz jakis nowy utwor...nie uwazam ze u2 sie wypalilo a atyclb byla wpadka przy pracy.....
    mofo (18 grudnia 2004)
  • tworczosc u2 znam bardzo dobrze. troche szkoda, bo zespol sie chyba jednak wypalil. kiedys laczyli to co w obecnym stanie rzeczy trudno pogodzic, tzn wysoką popularnosc z wysoka jakoscia artystyczną.to fakt, ze fani u2 to raczej hermetyczna grupa fanatykow, ale nawet nie nalezac do owej grupy trudno jest nie docenic starszych albumow grupy. podejrzewam, ze osoby ktore w zlym tonie o u2 sie wypowiadaja mieli do czynienia z tworczoscia tejze grupy jedynie via radio.takie albumy jak "boy", "war", "unforgettable fire", "the joshua tree", czy "achtung baby" to wspanialy kawal muzyki.... niestety po "popie" jest źle, moze nawet bardzo. choć jak przyjadą na koncert do polski (niby jest juz niemal pewne - 5 lub 7 lipca 2005, chorzow) napewno pojade, ale po to by posluchac starych kawałków....
    chemikal reaktion (12 grudnia 2004)
  • After years of waitingNothing cameAs your life flashed before your eyesYou realizeI'm a reasonable manget off, get off, get off my caseI'm a reasonable manget off my case, get off my caseAfter years of waiting
    tak ogólnie, ale małe miejscowości szczególnie :) (12 grudnia 2004)
  • i już nicnigdy nie było tak samo jak przedtem (dzięki panie yorke): )
    intergalactic (12 grudnia 2004)
  • w małych miasteczkach jest chujowo. panowie w sklepach mówią że bang bang to nowa billie holiday, trzeba było zamawiać buckleya i czekać 3 miesiące, i nikt przez 4 lata liceum nie słyszał o portishead. i trzeba było słuchać sporów czy lepszy jest korn czy guano apes. no ale samotność już nigdy nie smakowała jak wtedy
    krewki (8 grudnia 2004)
  • są też pewne plusy.. np. httt albo think thank albo big frank w tesco na przecenie (może niedługo sprowadzą ściankę a nie ciągle składanki sissy r za piendźzeta). inne plusy: lubię moje małe miasteczko. trochę trupiarnia. no i u farorza mam przerąbane. ps. dalej nie lubię u2.
    intergalactic (7 grudnia 2004)
  • male miasteczko = przejebane takie jest moje zdanie uciekaj stamtad, bo widze, ze zes bystra dziewczyna [to tak na marginesie]
    Piotr (6 grudnia 2004)
  • to może zestaw rh - be. zdecydowanie wolę conora obersta i to co robi.
    stańcie przed lustrami (6 grudnia 2004)
  • nie znam monster. kurczę, powinnam czuć się winna. god.damn.it. i'm not. u2 i radiohead razem to wogóle dla mnie zestawienie kompletnie zaskakujące (taa, małomiasteczkowa), wokół tabuny rozbiegane wielbicieli, fanów, czcicielek (głównie), ew. słuchaczy u2, and everybody loves u2 - radiohead:cisza (choć nie do końca, przyjaciółka ma coś do powiedzenia na ten temat- no weź daj mi włączyć ac/dc). owszem, rh jest najlepszym zespołem na świecie o którym nikt nie wie, pięknie jest i tyle, i pieprzyć że patos, mesjanizm i co tam jeszcze udręczone dusze.. blah. na jakim świecie żyję? kręcę sobię główką (i złotymi puklami zamiatam powietrze)- weirdo bono vs. thom (edge vs. jonny, whatever). dziwne (w smolsiti).mało subtelnie się rozminęłam z tym co chciałam wyrazić. zonk.
    intergalactic (6 grudnia 2004)
  • no, ale np. Pitchfork uwaza za ja za "disasterous" - katastrofalna. w sumie w pewnym sensie tak. ale tez mozna powiedziec, ze jest az tak zla, ze az swietna - troche jak pierwsze CKOD ;)
    Piotr (6 grudnia 2004)
  • ja monster uwielbiam i stawiam chyba na rowni z moimi ulubionymi automatic for the people oraz new adventures in hi-fi
    tomek wasko (6 grudnia 2004)
  • o wlaaasnie, Monster swietna plyta. co o niej sadzicie? pewnie sie nie podoba, he he...
    Piotr (6 grudnia 2004)
  • ech krytykanci u2. może i teraz ten zespoł gra wioskę. ale war czy boy to kilery niesamowite. a rh przecież samo miało cieniutkie pablo honey.
    stańcie przed lustrami (6 grudnia 2004)
  • do wojtka:moim zdaniem u2 kiedys w swojej karierze juz zaryzykowali, wprawdzie nie tak radykalnie jak radiohead przy kid a czy r.e.m przy monster , ale jednak plyta "achtung baby" byla spora odmiana po joshua tree.
    tomek wasko (6 grudnia 2004)
  • Aaa! zapomnialm (to prze te fucking mikolajki...mysle co by kupic K.;)U2 naprawde nie znam,slowo(jakos mnie do nich nie ciagnie...)moj brat ich lubi,pzdr
    Łukasz (6 grudnia 2004)
  • No fakt...nie byle to zbyt wyszukane slownictwo;) ale nie moge zrozumeic jakiejs takiej nagonki na...zwolenikow ( ze tak powiem) Radiohead....czy prowokacje (nieudolne zreszta...) chocby na "forum" nuty.pl (a tak btw to cos mi sie zdaje ze wspomniana juz nuta.pl stracila kilku(nastu?) czytelnikow;)(Wszystkich urazonych przepraszam;)Co do R.K.,wiecie,jak sie ma -nascie lat (czyli cos kolo wieku licealnego;), czlowiek "wchodzi" w muzyke i dostaje do lapy tekst napisany przez takiego goscia...chyba rozumiecie;),teraz jakos nie specjalnie robi na mnie wrazenie(P.S. a Radiohead jest najlepszym zespolem na swiecie...dla mnie,i tylko to [dla mnie] sie liczy;)pzdr
    Łukasz (6 grudnia 2004)
  • he no TNT przecież tak wymiata"tylko ja naprawde nie rozumiem wartościowania, że jak nie zgrzyta i nastrojowe to do bani(trochę upraszczam, ale chodzi o idee)"no wlaśnie mi o to samo chodzi.z tym że wielkiego ciśnienia to u mnie nie wywołuje, podziwiam księżyka za jego poezję i czerpię przyjemność z lektury jego tekstów (nie przywiązując najmniejszej wagi do sądów).
    mz (6 grudnia 2004)
  • ja patosu raczej nie cierpię, ale wrażliwość (nawet podkreslana grubą kreską) to jednak wciąż nie patos. metaforycznie - taka wrażliwość to powiedzmy dla mnie agnieszka szydłowska(szacunek) a patos "guru" piotr kaczkowski - różnica jaka jest każdy widzi:)poza tym jeśli patosem nazwiemy radiohead to nie starczy skali na sigur ros(których i tak uwielbiam - pieprzyć, nie będę się tłumaczył:)co do rafała księżyka to niecierpliwie czekam az ktoś wymięknie i założy nowy thread:))kontynuując meatfory polityczne to jest z kolei muzyczny balcerowicz - czyli dość powszechna akceptacja kompetencji i olbrzymi elektorat negatywny odnośnie przekonań.choć tu czasem się zgadzam."zważywszy bezkompromisowe, undergroundowe początki artystów, szkoda tylko, że jest tak miekko, cała czołówka post-rocka-labradford, stereolab-i jej coraz liczniejsi naśladowcy zmierzają w tę pastelowo-cieplarnianą stronę. jest jednak druga liga nurtu, mniej dojrzała artystycznie, ale bardziej radykalna(Jessamine, AMP) - tak Rafał pisał jeszcze w Brumie przy okazji premiery "TNT" Tortoise'ów. Merytorycznie oczywiście racja, jak przeważnie. tylko ja naprawde nie rozumiem wartościowania, że jak nie zgrzyta i nastrojowe to do bani(trochę upraszczam, ale chodzi o idee)poza tym z kręceniem nosem na tortoise trzeba było poczekać do ostatniego albumu:))
    wojtek (6 grudnia 2004)
  • heh, świetny wątek. łukasz - czekałem kiedy w tą nutę uderzysz:))) elektoraty tych 2 grup bywają, niestety, zbieżne, ale do koalicji na szczęście jednak daleko:) co by się nie wpisywać w nurt argumentacji typu "radiohead są wielcy bo to mój ulubiony zespół więc wypierdalać z krytyką",ograniczę się w tym miejscu do podania innego,w miare obiektywnego, powodu dla którego są wielcy - nikt chyba tyle dobrego nie zrobił dla obniżenia temperatury głupiego sporu między "gitarowcami" i "elektronikami". nikt też tak pożytecznie nie wykorzystał swej popularności dla promocji artystów nieco mniej mainstreamowych. znam takich co dzięki radiohead weszli w katalog warpa...choćby za to szacun sie należyargumenty o "alternatywności" i "elitarności" radiohead, o tym że są inaczej obecni w mediach niż u2 - sorry, jak dla mnie oczywiste bzdury(na dodatek bez znaczenia)- na poboczu tych kwestii można jedynie zauważyć że jak wydawali kid a to trochę jednak swoją pozycją ryzykowali, na co bono & co sie nigdy nie zdecydują
    wojtek (6 grudnia 2004)
  • U2 bylo pierwszym zespołem, którym naprawdę się zachłysnęłam... Drugim takim zespołem było Radiohead. I z poprzedniego zachwytu dziś pozostał tylko sentyment.Grupy sa nieporównywalne, no bo jak można zestawiać mrówkę ze słoniem? I wcale nie mówię w tym momencie, że mrówka jest lepsza od słonia, czy słoń od mrówki - po prostu brak wspólnej płaszczyzny... Muzyka Radiohead jak gdyby otwiera drzwi do czegos nowego, skłania do twórczych poszukiwań, inspiruje, "pociąga wzwyż". Słuchając U2, zamykasz się w czterech ścianach ich własnej konstrukcji.Zgodze się jednak na to, że U2 i Radiohead często mają wspólnych fanów. Dlaczego? Nie wiem.
    Grace (4 grudnia 2004)
  • michał, o rafale dyskutować można długo - zacznij nowy thread, jeśli uważasz, że warto...z zarzutem, że 'w radiohead <wrażliwość> podkreślona jest grubą kreską' się zgadzam...
    luke (3 grudnia 2004)
  • no i proszę, jednak można :)
    luke (3 grudnia 2004)
  • Czasami mam wrażenie, że Rafał Księżyk & co (jeśli można tak scharakteryzować otoczenie Anteny Krzyku, terry.pl), kierują się w swoich ocenach i w formułowaniu tez o "pinkfloydyzacji" z góry obranymi założeniami. Ileż doskonałych płyt skreślają uzasadniając to kategorią "patosu" (zresztą w większości przypadków nie trafiając chyba), zachwycając się awangardowymi około-noise'owymi wytokami, które po prostu pasują jakoś tam do zapatrywań tych krytyków na to czym powinna być w dzisiejszych czasach muzyka niezależna. Uważam, że Rafał Księżyk i pokrewni duchowo znawcy popadają w pewne tarapaty. Mianowicie, wydaje mi się, że pan Rafał dokonuje ewaluacji nie na podstawie tego co słyszy, lecz na podstawie tego jakich okresleń może użyć do opisania tej muzyki. A więc, jak wspomnialem wyżej, skreśla większość płyt, które jawią się mu patetyczne. Podobają mu się za to wydawnictwa, o których może napisać:----"Wpływ" jawi się jako wypadkowa etno-industrialnych transów Dome z neurotyczną klimatycznością Tuxedomoon. Przejmujący, chroboczący rytuał o przejmującej sile wyrazu. "Próżnia" to klasyczny prepar, kolaż improwizatorski montowany w duchu mrocznego surrealizmu brytyjskich pionierów Throbbing Gristle i Nurse With Wound. Od takich realizacji zaczęła się ścieżka, która potem wypadała wszelkiej maści samplodelie lat 90. Ścieżka, na którą dziś możemy spojrzeć jak na arcyważny pomost łączący muzykę konkretną lat 50. i 60. z eksperymentami ery techno.---Wielki szacunek za wirtuozerię językową, ale gdzie jakość i wyrafinowanie kompozycji ekhm, Radiohead, a gdzie songwriting rodzimych etno-industrialowców? Różnica polega na tym, że Radiohead jest przecież patetyczne (lekkie spłycenie, btw), a powyższe to w końcu klasyczny prepar, kolaż improwizatorski montowany w duchu mrocznego surrealizmu brytyjskich pionierów Throbbing Gristle i Nurse With Wound.
    mz (3 grudnia 2004)
BIEŻĄCE
Ekstrakt #9 (Ekstrakt vs RA 00-25)
Ekstrakt #8 (2025)