INNE - FORUM
kto był na enonie i jak oceniacie ten wystep?
29 listopada 2004Z tego, co zdazylem zarejestrowac, w W-w-a grali duzo High Society. Koncert mnie nie zwalil z nog, ale byl dobry po prostu.
A widział ktoś Laibacha wczoraj?
-
ale wlasnie straszna slabosc ta nowa plyta, gdzie niby te kompozycje, gdzie jest niegdysiejszy rubber car..
z (31 grudnia 2007) -
A jak Wam sie podoba nowa plyta? Mnie z poczatku odrzucil jakis brud bijacy z tej plyty, przesterowane gitary itp., ale jak sie przez to przebic to wychodza solidne kompozycje, jest fajna.
Misiel (3 grudnia 2007) -
pogo stage diving-owcy rzeczywiscie mieli marną reperezentacje, wogole to na koncertach sie czasem takie pierwotne dzikuskie instynkty w niektorych odzywaja, hihi
fahrmi (26 stycznia 2005) -
:) Tam gdzies w innym watku koles chce napisac magisterke o Radiohead - moze zaproponowac mu zmiane tematu :)
Can - D (24 stycznia 2005) -
"Teraz kontrargumenty:1. rzucanie się zasłania innym widok2. rzucanie się może doprowadzić do uszkodzeń ciała w zatłoczonych klubach3. rzucanie się sprawia, że każdy koncert zmienia się w koncert Acid Drinkers4. rzucanie się może zakłócać odbiór delikatnych dźwięków japońskojęzycznym studentom niektórych kierunków"to ja mam pomysl na 3 droge i zneutralizowanie kontrargumentow rzucania sie.Proponuje:1. rzucac sie na czworaka tak by nie zaslaniac innym2. owijac sie przy tym w gąbkę tak by siebie i innych nie uszkadzac3. na to na razie nie mam sposobu4. gąbka ma właścicwości pochłaniania dżwięku więc będzie wyciszać wrzeszcząco-tarzających sie, co pozwoli na kontemplacje muzyki Azjatom
menthal (24 stycznia 2005) -
"W sumie sie jakos rozmija ta rozmowa z celem. Przeciez sednem nie jest to, czy nalezy sie ruszac na koncercie, czy nie."Ej, no co Ty? Przecież właśnie to jest w tej dyskusji najlepsze. Podsumujmy dotychczasowe argumenty przemawiające za tym, że należy się rzucać:1. zespół ma wtedy satysfakcję z koncertu2. zespół się nie stresuje, bo utwierdza się w przekonaniu, że ma wykop3. rzucanie się jest bardziej naturalne kiedy nóżka i główka same się ruszają4. po prostu dobrze jest być wyluzowanymTeraz kontrargumenty:1. rzucanie się zasłania innym widok2. rzucanie się może doprowadzić do uszkodzeń ciała w zatłoczonych klubach3. rzucanie się sprawia, że każdy koncert zmienia się w koncert Acid Drinkers4. rzucanie się może zakłócać odbiór delikatnych dźwięków japońskojęzycznym studentom niektórych kierunkówJak na razie remis. Ale wierzę, iż na drodze dialogu uda nam się wypracować jakąś trzecią drogę, swoiste połączenie dwóch postaw. Mam tu na myśli uniwersalny sposób reagowania, który pozwoliłby kanalizować emocje w kulturalny i nieszkodliwy dla otoczenia sposób (może np. należałoby się ograniczyć do podrygiwania w miejscu albo wprowadzić specjalne piankowe boksy dla widzów z ADHD). Czekam na dalsze głosy w dyskusji.
aimarek (24 stycznia 2005) -
E ... W sumie sie jakos rozmija ta rozmowa z celem. Przeciez sednem nie jest to, czy nalezy sie ruszac na koncercie, czy nie. Kazdy inaczej reaguje na muzyke. Chodzi o to, ze Sierus napisal mniej wiecej, ze nie rozumie pozy intelektualnej analizy muzyki badz co badz rozrywkowej (straszne sformulowanie mi wyszlo). I w tym sie zgadzam. To, czy ktos tanczy, czy siedzi to juz jego sprawa - w sumie ... heh - to z jaka mina siedzi to tez jego sprawa. Tylko ja np. nie pojmuje zadumy pewnych osob nad utworami podczas koncertu. Moze w pewnych przypadkach to ma racje bytu, ale .... ech - zapedzam sie w rejony, gdzie juz nie wiem co napisac, wiec niech bedzie, ze tutaj koncze. Pozdrawiam
Can - D (24 stycznia 2005) -
wybacz ze stalem i nie skakalem. juz wiecej nie bede. nastepnym razem wejde z Toba w dzikie pogo i wspolnie stratujemy wszystkich bezczynnie stojacych.co Ty na to?czy wtedy napiszesz "tak jak bylo,bylo dobrze" ?
tomek wasko (24 stycznia 2005) -
Mam sie tlumaczyc... To tak jak gdybym mial pod kazdym postem/wpisem umieszczanym gdzies w necie dodawac 'disklejmera', ze wszystko co widnieje w moim wpisie wynika z moich doznac, wrazen i nie zostalo poparte naukowymi badaniami. Takie wrazenia, doznania, mogace wynikac w duzej mierze z emocjonalnego interpretowania zastanej rzeczywistosci, obarczone sa progiem bledu i nie nalezy od nichy wymagac tego czego sie wymaga od scisle naukowo przeprowadzonej analizy. Ankiet, focusow, wywiadu nie przeprowadzilem, mea culpa! Uh!!!Uzycie "wiekszosc" okazalo sie byc dosc niefortunne i z tego sie wycofuje - z pelna swiadomoscia. Urazonych, bez krzty sarkazmu, przepraszam.Skad wiem o Enonie... (???) Nie pamietam. Albo gdzies pisali o nim, kiedys w Antenie Krzyku albo od kumpla - stawiam na te druga opcje. Co to ma do rzeczy? Chodzi Ci o bilety?Co do przestrzeni. Tak, faktycznie w Kisielu jest malo miejsca, to ma swoje wielkie plusy. Stanowilem na szczescie mniejszosc.Mimo wszystko nadal nie zgodze sie z tym, ze tak jak bylo, bylo dobrze. Przyrownanie mojego zachowania do zachowan z koncerow Acid Drinkers tez jest nietrafne...
sierus (24 stycznia 2005) -
Nie no, z tomkiem się tutaj muszę zgodzić całkowicie. Dodałbym jeszcze, odnośnie rzekomego rozintelektualizowania studentów niektórych kierunków i przychodzenia bo w zespole jest japonka - na jakiej ty kurwa podstawie opiniujesz motywację publiczności do pojawienia się na koncercie? Przeprowadzałeś ankietę przed wejściem? Musiałeś chyba pominąć parę osób albo ci się coś w obliczeniach pierdoli. Sprawdź lepiej jeszcze raz. Albo może sam się pochwal gdzie i kiedy dowiedziałeś się o zespole enon.
elliot crane (24 stycznia 2005) -
starzejemy sie starzejemy...
katiusha (24 stycznia 2005) -
widzisz sierus, nie chodzi mi akurat w tym wypadku o to, ze enon jest jakims "arcy-szlachetnym zespole na ktorym nie wypada sie rzucac...". tylko o to, ze miejsce tego koncertu jakie bylo, takie bylo i w zwiazku z tym, ze ludzie w tym niewielkim pomieszczeniu stali lagodnie mowiac dosc scisnieci, to moim skromnym zdaniem nie na miejscu bylo "rzucanie sie" jakby w objawach choroby swietego wita. aha,a co do tego czy zaburzyles mi odbior koncertu? wiesz wydaje mi sie, ze swiadomosc tego ze ktos moze za chwile na Ciebie wpasc dosc skutecznie moze rozproszyc uwage, ktora powinna byc skoncentrowana na zespole, niezaleznie od tego czy gra delikatne dzwieki czy tez nie. pozdrawiam
tomek wasko (24 stycznia 2005) -
Tomek Wasko wyrazil swoja szlachetna opinie, z ktora sie nie zgadzam no ale to sie nazywa roznica w podejsciu do sprawy.W ogole nie wiem skad do cholery to dziwne podejscie do Enona, niczym do jakiegos arcy-szlachetnego zespolu na ktorym nie wypada sie rzucac... Nie, to w ogole jest smieszne, smieszne po stokroc.Czy w jakis sposob zaburzylem Ci odbior delikatnych dzwiekow Enona?No wlasnie, mam akurat cos bardzo na czasie... W piatek w Poznaniu wystapil duet Lionel Marchetti i Yoko Higashi. On tworzy dzwieki, glownie polamana elektronika, a ona stara sie to jakby zwizualizowac. Kazdy jej ruch to proba wyrazenia pewnego dzwieku, taka niecodzienna forma tanca, ekspresji. Koncert byl z tych gdzie siedzi sie w ciszy i skupieniu na tych przekletych krzeslach. Tam kazdy szmer, kazde gadanie, otwieranie puszki z piwem przez jakiegos debila i trzaskanie drzwiami, bylo przeszkoda....Reszte pozostawiam bez komentarza... bo to chyba jest czytelne.
sierus (24 stycznia 2005) -
:)
tomek wasko (24 stycznia 2005) -
No smiesznie po prostu - bez zadnej ofensywy. "Ja jakos nie potrafie sie odnalezc w tym krzesle. Siedze i nie wiem co mam ze soba zrobic. Podryguje nozka, raczka... pokiwam glowa ale jakos w tym krzesle nie moge dac upust moim emocjom""sierus, czlowieku, ja tez bylem na enonie i jak widzialem skaczacych debili to mialem ochote jednemu z drugim wpierdolic. powaznie. jesli byles jednym z nich to generalnie Ci sie miejsca pomylily - zachowywales sie jak na jakims koncercie acid drinkers kurwa."Glupio mi, ale mnie smieszy ta sytuacja : )
Can - D (24 stycznia 2005) -
hm?
tomek wasko (24 stycznia 2005) -
No smiesznie :)
Can - D (24 stycznia 2005) -
sierus, czlowieku, ja tez bylem na enonie i jak widzialem skaczacych debili to mialem ochote jednemu z drugim wpierdolic. powaznie. jesli byles jednym z nich to generalnie Ci sie miejsca pomylily - zachowywales sie jak na jakims koncercie acid drinkers kurwa.
tomek wasko (24 stycznia 2005) -
no tak już jest że jedni idą poszaleć, a inni posłuchać. niektóre koncerty (kapele) są pod tym względem przewidywalne, inne mniej. mnie coś innego denerwuje, dwie rzeczy w zasadzie. 1) jak jest tłok a ludzie się kręcą, chodzą dziesięć razy spod sceny do baru, wracają, potem do kibla, potem pogadać przez telefon i inne sranie w banie. i przeciskają się za każdym razem przez tłum ludzi. 2) jak klub wpuszcza nieograniczoną ilość ludzi ale zostawia przed sceną stoliki. i później wszyscy się cisną, ci co stoją włażą prawie na plecy tym co siedzą, ci co siedzą nic nie widzą bo reszta stoi itd. wywalić stoliki na czas koncertu i byłby spokój, i przy okazji sytuacja z punktu 1 też by nie stanowiła problemu. stoliki won!
zwobot (23 stycznia 2005) -
Poczułem się wywołany do odpowiedzi, ale jakoś nie mam pomysłu. Nie pojmuję jak komuś może przeszkadzać że siedzę sobie wygodnie przy stoliku w pierwszym rzędzie, skąd uważnie słucham i obserwuję, bo właśnie po to kurwa chodzę na koncerty. Gdybym chciał sobie poskakać to bym poszedł na pierdoloną rokotekę dla długowłosych studentów politechniki. Nie mam oczywiście nic przeciwko jeśli ktoś woli poskakać, ale przyznaję że jak mi niedawno na tymańskim parę osób wskoczyło na scenę żeby oddać się beztroskim pląsom zasłaniając przy tym zespół, poważnie zastanawiałem się czy nie interweniować. A robię się niestety w takich sytuacjach bardzo niesympatyczny.
elliot crane (23 stycznia 2005) -
"Mniejsza o to, drugim problemem to jest chyba zbytnie 'rozintelekutalizowanie'. Niektorzy studenci, 'niektorych' kierunkow, popadaja w taki dziwny stan, stan w ktorym nie potrafia juz do niczego podchodzi z pewnym dystansem. Stoja na koncercie zespolu, ktory slysza po raz pierwszy i udaja, ze wielce chlona i zastanawiaja sie nad kazdym beatem, kazdym riffem, dokonujac jakiejs wielce intelektualnej dekonstrukcji kazdego pojedynczego dzwieku... Uh!"No tak pieknej wypowiedzi na tym forum nie widzialem chyba jeszcze. Dokladnie tak to widze :) Przychodze sobie na koncert np. Scianki i tam nie sposob siedziec z mina posepnego analizatora gdy chlopaki podaja jakies utwory ze "Statku kosmicznego" czy ten chyba tylko koncertowy o czerwonych konikach. Nie trzeba od razu szalec choc to jest wskazane, ale jakis usmiech na twarzy napewno bardziej sie podoba panom muzykom niz wsluchiwanie sie w kazdy takcik :) Ciekawe - moze sa jacys muzycy w Polskim kraju, ktorzy patrzac na analizujaca publicznosc stresuja sie w stylu "Hmmm - moze krzywo zagralem, moze nie w tempo?" ... Okazmy zatem troche litosci i badzmy wyluzowani tako jako i muzyka jest. P.S. To glownie do poznanskich pyr !
Can - D (23 stycznia 2005) -
Mysle, ze problem lezy gdzies indziej. Po pierwsze w wielu miejscach w Poznaniu, gdzie organizuje sie koncerty na ktore przychodzi srednia ilosc ludzi, ustawia sie krzeselka, stoliki, a ludzie siedza, sluchaja, klaszcza i popijaja piwko. Ja jakos nie potrafie sie odnalezc w tym krzesle. Siedze i nie wiem co mam ze soba zrobic. Podryguje nozka, raczka... pokiwam glowa ale jakos w tym krzesle nie moge dac upust moim emocjom - w trackcie niejednego koncertu. Ciezko mi siedziec np. na koncercie Ludzi, gdy Wojciech z Morettim i Buniem szaleja...Wracajac do koncertu Enona. Mysle, ze wiekszosc przyszla, bo to nowojorskie, bo bylo wiadomo, ze bedzie Japonka, ze dostali cynk na bilety... Nie wiem skad to przekonanie, ze Japonek nie mozna spotkac w Poznaniu - chciec to moc. Co jakis czas jest okazja, aby dorwac 'taką'.Mniejsza o to, drugim problemem to jest chyba zbytnie 'rozintelekutalizowanie'. Niektorzy studenci, 'niektorych' kierunkow, popadaja w taki dziwny stan, stan w ktorym nie potrafia juz do niczego podchodzi z pewnym dystansem. Stoja na koncercie zespolu, ktory slysza po raz pierwszy i udaja, ze wielce chlona i zastanawiaja sie nad kazdym beatem, kazdym riffem, dokonujac jakiejs wielce intelektualnej dekonstrukcji kazdego pojedynczego dzwieku... Uh!Tymczasem Enon to nie jest zespol z cyklu: siedzimy, sluchamy, myslimy nad kazdym musnieciem smyczka. To zespol z soldniejszymi gitarami z uderzeniem i jak to ktos nazwal wykopem.Reszta powinna byc chyba zrozumiala, a brać ktora stoi jak wryta sprawia moim zdaniem srednie wrazenie. Byc moze Enon sobie nic z tego nie robi, moze wie, ze w Polsce/Poznaniu tak sie trawi muzyke tego typu. A gdyby nie wiedzial to moze sobie wyobrazac cos zupelnie innego... Sprzedane bilety to nie koniec satysfakcji dla muzyka - przynajmniej tak mnie sie wydaje.
sierus (23 stycznia 2005) -
"W ogole cholernie smieszyla mnie tzw. 'wiara'. No bez przesady ale ludzie stali jak by ich jakas kara spotkala, zero radosci, zadnych przejawow,ze im sie _to_ podoba (?). No wybaczcie ale Enon gral dosc energicznie ale nie, nie, nie... ludzie stoja, jak by sie jakas tragedia wydarzyla, a jak wlecialem fragmentem mego ciala w kogos-tam, to na twarzy tejze osoby pojawilo sie wrogie przeslanie..."Heh ... w tym caly urok Poznania :) Szczerze mowiac, to pamietam, ze na Kurach zawsze byla jakas zabawa, a tak to stagnacyjnie sie tocza takie koncerty w Poznaniu.
Can - D (23 stycznia 2005) -
Kiedy juz podnioslem sie z ziemi po sporym rotflu jakiego doswiadczylem po przeczytaniu "Poznań: moja babka ma wiekszą klatke dla szczurów niz ten "lokal-widmo" , wogole, co za zjazd, i ten dywan, rozumiem, że miało być kameralnie, ale bez przysady, w takich warunkach sie nie dało grać materiału z believo! siłą rzeczy aczkowliek zrobiono ów wyjątek, hiehie ;]" przyznam, ze konspiracja z Enon'em w Poznaniu byla nieco smieszna,a na koniec odnioslem wrazenie, ze jeszcze dalo by sie upchnac ludzi. Koncert byl dobry, dobry z plusem, nie powalajacy i zapisujacy sie na cale zycie w pamieci, choc nie ukrywam, ze rzadko pojawia sie okazja do tego typu koncertow.W ogole cholernie smieszyla mnie tzw. 'wiara'. No bez przesady ale ludzie stali jak by ich jakas kara spotkala, zero radosci, zadnych przejawow,ze im sie _to_ podoba (?). No wybaczcie ale Enon gral dosc energicznie ale nie, nie, nie... ludzie stoja, jak by sie jakas tragedia wydarzyla, a jak wlecialem fragmentem mego ciala w kogos-tam, to na twarzy tejze osoby pojawilo sie wrogie przeslanie... Z reszta niewazne. Mialem momentami wrazenie, ze w Kisielu bylo kilka osob ktore faktycznie w jakis sposob cieszyly sie z tego koncertu - typuje pana w okularach i dziewczyne o blad wlosach z ktora byl, mojego kumpla, siebie ;) i pana MM... Pomijam tych z Japonistyki co to chrzanili z Toko i zatrzymac sie nie mogli...Zaluje tylko, ze sie poplatalem w tych kablach i w zasadzie nie wieidzialem co mam zrobic gdy mnie Toko ciagnela na ta mini-scenke ;)
sierus (23 stycznia 2005) -
hm... ok... nie pomyslalem o tym...pogoda miala swoj urok... jak dla mnie mogloby byc tak codziennie :)
lenny d (2 grudnia 2004) -
jużem odpowiadam:w tak zwanym pomieszczeniu przy szatni zgoda, ale najwiecej ludzi tego pamietnego dnia zaczeło przychodzić w czasie kncrtu i po nim samym, no stad wypływa wniosek iże przyszli sie oni schornić przed tym czyms co sie działo na zewnatrz ( spadajace dachówki z budynków, tudzież porozrzucane na ulicach konary drzew) , ya ?
farhmi (2 grudnia 2004) -
hi farhmi:Na Twa logike: jak te 150 osob zdolaloby sie pomiescic w pomieszczeniu przy szatni, kiedy czekalismy na koncert?Myslisz, ze te 70% specjalnie wychodzilo z domow po to zeby pojsc sie schronic w klubie? pozdrawiam
lenny d (1 grudnia 2004) -
hi boys and girls z moich obliczen wynikneło:Gdynia: 150 osob na me oko, z czego jakes 70% przyszlo sie chyba schronic przed deszczo-gradem Poznań: moja babka ma wiekszą klatke dla szczurów niz ten "lokal-widmo" , wogole, co za zjazd, i ten dywan, rozumiem, że miało być kameralnie, ale bez przysady, w takich warunkach sie nie dało grać materiału z believo! siłą rzeczy aczkowliek zrobiono ów wyjątek, hiehie ;] Toko jes spoko, Matt też, Schmersal reserved, ludzie, he zauważył ktos, że artwork na hocus pocus zrobil tim H. z LSFav, btw bliskiego rozpadowi;(pzdrdla "znajmch" xywps. czemu forum formalnie "juz nie ma"?
farhmi (1 grudnia 2004) -
Witam!Jaki miły wątek :) Pozwalam sobie wkleić moją relację, wysłaną jakiś czas temu do pewnego internetowego serwisu muzycznego ;)* * *22.11.2004 mialem przyjemnosc wziac udzial w pierwszym wystepie grupy enon w polsce, ktory mial miejsce w klubie 're' w krakowie. koncercie ze wszechmiar udanym, ktory - dzieki temu, ze bylo mi dane w ogole dowiedziec sie, ze cos takiego jak enon istnieje (podziekowania dla porcysa ;)) - stal sie moim glownym daniem owego wieczoru. w czasie wspomnianego performance'u uswiadomilem sobie, jak bardzo lubie atmosfere kameralnych wystepow. bylo kolo 80-ciu osob, zespol wchodzil na glowna sale tymi samymi drzwiami, co reszta zgromadzonych tam osob, zero bramkarzy, metrowy dystans dzielacy muzykow od osob bawiacych sie, czasem nawet mniejszy, np. gdy urocza toko podsuwala mikrofon do ust fanow. bliskosc, kontakt z zespolem - dalo sie to odczuc przez caly wystep. i do tego ta skromnosc bijaca z ich wypowiedzi, bedacych przerywnikami miedzy kolejnymi utworami - "to nasz pierwszy raz...w polsce. badzcie dla nas delikatni" ;) , "w pomieszczeniu obok czekaja na was plyty cd, winyle i t-shirty naszego zespolu...w zasadzie to wszystko, co mamy..." :) poza tym wspomniana japonka byla ubrana jak typowa japonska uczennica - spodniczka, rajstopy, sweterek, spod ktorego wystaje bialy kolnierzyk. i ten jej delikatny glosik :) przy tym muzyka, w ktorem dalo sie uslyszec smakowity bas, konkretna perkusje, sluszny jazgot gitary elektrycznej johna, ciekawe wokale - zarowno "jego" jak i "jej" (przy czym oboje szyli na owym basie "jak tylko da sie" - kilka razy miala miejsce wymiana), i subtelne domieszki elektroniki. mniej wiecej w 3/4 koncertu zespol na chwile opuscil glowne pomieszczenie, by powrocic z taca zastawiona kieliszkami z nasza rodzima okowita, i cytrynka na zagryche. okazalo sie, ze toko ma dzisiaj urodziny. co sala skwitowala zywiolowo odspiewanym "sto lat!" przy podkladzie perkusisty. na moje oko bardzo pozytywnie to odebrali. w atrakcyjnej cenie - 45 zl - mozna bylo nabyc komplet - cd + winyl zespolu, z tego co pamietam 'high society'. atmosfera byla niewykle pozytywna, moze tylko ludzie troche zbyt przypadkowi. po koncercie mozna bylo siasc sobie przy barze i porozmawiac z muzykami. w zasadzie o wszystkim. dowiedzielismy sie m.in., ze nie pracuja w innych zawodach, zyja z muzyki, ale jednak n.y. to drogie miasto, wiec planuja przeprowadzke do pensylvanii. sympatycznie, jak tam bylo sympatycznie! :D* * *Pozdrawiam.
Doggie (1 grudnia 2004) -
Bylem na Enonie w Gdyni. Na koncert przyszlo ok 50 osob. Klub w ktorym grali, jest dosc duzy. Wszyscy zebrali sie pod scena i bylo bardzo kameralnie. Zdecydowanie najlepszy koncert na jakim bylem w tym roku... szczegolnie ujela mnie Toko. Z poczatku wydawalo mi sie, ze trudno jej zaczac spiewac... teraz jak slucham 'starcastic' mam ja przed oczami... piekne to bylo... na stronie: http://www.ucho.com.pl/galeria/pictures.php?dir=2 sa fotki z tego koncertu.
lenny d (30 listopada 2004)