INNE - FORUM
decemberists
16 października 2005proponuję zamiast recezji dawać same oceny. łatwiej uniknąć kompromitacji. taki wniosek nasunął mi się po "recenzji" najnowszej płyty decemberists. i nie chodzi o to, że są w niej jakieś straszne merytoryczne błędy. po prostu każde jej słowo świadczy o tym, że jej autor nie miał absolutnie nic do powiedzenia. w takiej sytuacji zdrowszy od pustosłowia jest onanizm.
-
dziekujępozdrawiam
philo (19 października 2005) -
heh ale widzę że jednak stronnictwo analfabetów naprawdę jest mocne. oczywiście odpowiedziałem na to wyżej, tylko trzeba czytać uwaznie "dyskusję"; dla ułatwienia przekleję tu moją odpowiedź i dodatkowo ją poniżej "zinterpretuję" jeśli okazała się zbyt trudna dla niektórych:>co do konkretnych spostrzeżeń i cytatów z recki - jak pisałem wyżej, sam nie ująłbym tego lepiej. a to oznacza, mówiąc najprostszym językiem z możliwych, że:1. zgadzam się z autorem recenzji odnośnie sformułowania "wariacje szantowe" - jak mało które trafnie oddaje ono klimat Picaresque2. zgadzam się z autorem recenzji odnośnie tego, że popowe skręty są na Picaresque jednym z elementów dominujących, i choć pojawiały się już (skręty ze ścieżki folk-rockowej powedzmy) u Decemberists, to nigdy w tak wysokim stopniu ("sporting life" jako potwierdzenie w recenzji)3. uważna lektura recki się kłania! Patryk napisał, że Meloy po raz pierwszy kombinuje z tak wieloma obliczami (jednym z nich jest oblicze popowe), a nie z obliczem popowym! pierwsza klasa podstawówki, come on.4. co do wyczerpania narracyjnych, pół-fikcyjnych historyjek o posmaku literackim zapodawanych przez Meloya - cóz, to prywatna opinia autora recenzji do której ma prawo tak samo jak każdy; mnie nic do tego, zwłaszcza, że żywię niewielkie zainteresowanie tekstami w bieżącej muzyce; ciężko mi więc taki pogląd oceniać, zgadzać się z nim / nie zgadzać; mam tu stanowisko zupełnie neutralne.wszystkie te 4 punkty zostały rozwinięte z jednego zdania, które kończyło mój 2 post w tym wątku i które przytoczyłem przed momentem. reasumując: nie zamierzam nikogo PRZEKONYWAĆ do tego, że jest tak jak napisał Patryk w swojej recenzji Picaresque, ALE skoro uważam dokładnie jak on i WYJAŚNIŁEM to (a także wiele innych, pobocznych kwestii) powyżej, to dla mnie temat się w tym miejscu kończy. czy teraz wszystkie wątpliwości są już rozwiane?
borys d (19 października 2005) -
oj borysie d, borysie d...zamiast się pieklić w długim poście bez sensu (ten powyżej), to mógłbyś uważnie przeczytać moje. wtedy merytoryczne zarzuty znalazłbyś bez trudu, a nie gorączkował się na tematy ogólne. bo chodziło mi nie o "merytoryczne" zarzuty do porcysa, tylko do recenzji Mrozka. co w poście stoi jak byk. ale rozumiem, porcys uważnie czyta tylko to co sam napisze (chociaz i to nie zawsze). zatem przypomnę Ci je:skąd w shorcie fragment "zestaw (...) wariacji na tematy szantowe"? na jedenaście piosenek można takowymi nazwać 3 (fakt, jedna długa). dalej: elementów czysto popowych na poprzednich płytach dekabrystów bez liku więc nie wiem dlaczego "skręty w ich stronę" miałyby być jakimś "kombinowaniem" (co frontman Meloy robi ponoć po raz pierwszy). a już całkiem zmiękczyły mnie tematy "tekstowo nieco wyczerpane" (jak wiadomo, co druga piosenka w radio i na scenie indie traktuje o marynarskim życiu i tęsknocie za matką)pozdrawiam
philo (19 października 2005) -
aha, odpysknięcie dla odpysknięcia, bez zastanowienia. w takim razie zerknijmy - oto lista *merytorycznych* zarzutów postawionych Porcys w tym tym wątku:1. autor recki Picaresque nie miał nic do powiedzenia o płycie, od recenzji wieje sztampą i rutyną2. styl recki Picaresque nam się nie podoba - zwięzła recka powinna wyglądać zupełnie inaczej (być inaczej skonstruowana)3. płyta Picaresque zasługuje na omówienie większe, niż format shorta4. Porcys przyzwyczaił czytelników do długich recenzji i kiedyś takie publikował, więc czytelnicy są rozczarowani shortami na Porcys (a nie są rozczarowani shortami w innych magazynach/serwisach gdzie było tak od zawsze)5. redaktor prowadzący Porcys pisze teksty na poziomie prezentowanym przez młodego, niedoświadczonego autora z tego serwisu6. Porcys poznają mały procent wydawnictw z danego roku, wiec nie mogą się wypowiadać odnośnie prawdziwej kondycji muzyki - to tak jak na podstawie polskiej piłki wyrokować o światowym futbolu7. Spirit They're Gone przykładem - wskoczyło nagle do podsumowania 00s, a wcześniej nie pisnęliśmy o niej ani słówkiem8. Picaresque dostało 6.4, wiec przedział "bardzo dobre", a nie przeciętneteraz uwaga - jakich z tych 8 punktów nie WYJAŚNIŁEM w powyższych postach? EJ ja nie mówię o >>PRZEKONANIU<< kogoś do Porcys i naszej wizji (to nie tylko kompletnie nie leży w moich zamiarach, ale i podejrzewam, że stałbym na straconej pozycji, trochę jak osoba próbująca przekonać lewicowca do wstąpienia do LPR!). natomiast słucham - mamy świadków, wiele osób to pewnie czytało i chętnie się dowiem: których punktów NIE WYJAŚNIŁEM (w sensie: dlaczego u nas, na Porcys, jest tak i tak i tak). otóż wyjaśnilem wszystkie i polecam się wczytać uważnie przed kolejnym, typowo internetowym odruchem "odszczeknięcia" dla samego faktu "odszczeknięcia".
borys d (19 października 2005) -
"spodziewac po plycie" troche bez sensu napisalam, chodzilo o "napisanie mniej wiecej co to za muzyka, jakies zblizone gatunki, zespoly itp"
z (19 października 2005) -
borysie d akurat żadnych "merytorycznych" wątpliwości nie wyjaśniłeś, a już szczególnie moich zarzutów dotyczących merytorycznej części recenzji "redaktora" mrozka. mz, opieram się na rekomendacjach właściwie wszystkich z ok 20 serwisów muzycznych i popkulturalnych, które regularnie czytam. ale faktycznie rekomendacje ekipy pitchforkowej częściej trafiają w mój gust.pozdrawiam
philo (19 października 2005) -
btw. mówiąc słaba miałem na myśli, że jest ona slaba jak na listę roczną, w porównaniu do tego co na bazie pitchforka (a na ich rekomendacjach się głównie opierasz) można było skomponować choćby w 2001 czy 2002 roku.
mz (19 października 2005) -
mi sie wydaje ze ta recenzja jest ok..w koncu nie kazda musi byc koniecznie oryginalna.to ze autor nie mial nic do powiedzenia no to niezbyt pasuje bo chyba napisal i subiektywna opinie i czego sie mozna mniej wiecej spodziewac po zawartosci plyty. nie kazdy album sklania do odkrywczych refleksji, bez przesady. te recenzje sa chyba po to, zeby informowac. jak dla mnie zeby wklejanie recenzji mialo sens to na pewno musi byc w nich napisane czego sie spodziewac po plycie, tak zeby ewentualni odbiorcy mogli sie dowiedziec ze jest cos co by im sie spodobalo. ale sa wyjatki - w postaci wyjatkowego gowna, tzn tego co sie takim wydaje piszacemu, bo innych kryteriow nie ma. chodzi mi o cos typu recenzji soad. albo sie ja przyjmuje albo odrzuca, ale nie mozna zabraniac komus zeby taka napisal; pretensje mozna by miec wtedy,gdyby porcys byl jedynym zrodlem wiedzy o muzyce w tym kraju, utrzymywanym z podatkow wszystkich:> a tak? jest milion sposobow na zapoznanie sie z plyta soad i rozynka samodzielnie, wiec moze troche dystansu. ja tam ten serwis traktuje co prawda polserio ale tez polzartem, co i innym polecam, heh cos takiego juz tu kiedys pisalam chyba:>
z (19 października 2005) -
ok, a wiec widze, że wyjasnilem wszystkie watpliwosci *merytoryczne* jakie się w tej "dyskusji" pojawiły i tylko o to mi chodzilo. na przyszlosc moge jedynie prosic o przeczytanie tych moich powyzszych postow przed zakladaniem nowego watku o tym samym, za co z gory serdecznie dziekuje.
borys d (19 października 2005) -
taka zgodna reakcja tuzów serwisu w ciągu zaledwie pół godziny to wiecej niż mogłem się spodziewać.a teraz do rzeczy: mz, lista przypomniana przez Ciebie jest już trochę nieaktualna, tu nowsza:http://rateyourmusic.com/list/philophobia/2005_in_progress/(ja wiem, że jest słaba i wasza na koniec roku będzie o niebo lepsza. chociaż w tym roku się pewnie postawicie i nie będzie listy, bo rok był chujowy)i nie wiem, który serwis branżowy odzwierciedla tę ciekawą sytuację, bo nie czytam jednego tylko ok 20 każdego dnia i z tej mozaiki wyłania się obraz całości. poza tym ten rok wydaje mi się ciekawy na podstawie tego czego słucham. i może warto dać jeszcze jedno zastrzeżenie: ja nie szukam w muzyce przełomowości i nowatorstwa na siłę. szukam po prostu dobrej muzyki, co jest oczywiście kategorią skrajnie subiektywną. w obiektywizm zresztą nie wierzę.zasadniczo w tym wszystkim nie podoba mi się jedno - traktowanie czytelników i jakichkolwiek prób dyskusji (dyskusja: rozmowa z człowiekiem mającym inną opinię) z buta. porażające jest wasze przekonanie o własnej nieomylności i zblazowanie (porażające nie dlatego, że dotyczy serwisantów porcysa, te cechy uważam za groźne w ogóle). a może to tylko poza, marketingowy wybieg mający was wyróżnić z masy sieciowego chłamu? jeśli tak, to gratuluję. a "redaktora" Mrozka przepraszam za błąd w jego nazwiskupozdrawiam
philo (19 października 2005) -
>płyta Avey Tare & Panda Bear z roku 2000, która znienacka znalazła się w podsumowaniu najlepszych płyt ostatniej pięciolatki mimo, że wcześniej nikt z serwisantów nawet się o niej nie zająknął.http://www.porcys.com/Reviews.aspx?id=555>jaki procent muzycznych produkcji z danego roku poznaje redakcja porcysa?ogromny procent, właściwie zbyt duży chyba, bo niestety jest to nudne POTWORNIE. dlaczego? bo biezaca muzyka jest nudna etc.>w uszach "redaktora" Mrożka płyta dekabrystów przeciętna nie jest. Ocena 6.4 to w skali porcys górna granica płyty bardzo dobrej (6.0-6.4 Bardzo dobre). No więc jak takie dobre bardzo, niech to z klasą uzasadni.Patryk ma na nazwisko Mrozek, przez "z"owszem jest to bardzo dobra płyta (tam wyżej chodziło mi o przedział od rzeczy "zjadliwych" do "fajnych", a wiec nie wywołujących ani zachwytow, ani załamki), co zostało właśnie w tej recenzji (zwłaszcza w perspektywie poprzednich tekstow Decemberists, o czym już wspominalem) zwięźle uzasadnione. a kwestia "klasy" (według mnie absolutnie tam obecnej; Patryk jest jednym z naszych najbardziej "kulturalnych", "ułożonych" writerow) to w tym przypadku rzecz zupełnie subiektywna.>muzyczna na świecie jest bardzo ciekawa, czego odzwierciedlenia niestety nie znajduję na porcysie.znowu wracamy do punktu wyjscia. proponuje zaczac czytac inne zrodla wiedzy o wspolczesnej muzyce (takie zachwycajace sie kazda nowa plyta jaka sie tylko ukazuje), niz tracic czas na netowe dysputy, w ktorych rozchodzi sie po prostu o skrajnie rozne stanowisko na temat "czy biezaca muzyka jest ciekawa, czy nudna". "ludzkie opinie są jak dziurki w dupie - każdy ma wlasna na wlasny uzytek" i dokładnie o ten uzytek tu chodzi: nasza jest na uzytek nasz i czytelnikow ktorzy prezentuja poglad na tyle zblizony, ze pozwala on na korespondowanie z naszymi tekstami; pozostali zamiast tracic energie (swoja droga podziwiam, bo siebie w tej roli sobie nie bardzo wyobrazam) na zakladanie kolejnych watkow w stylu "w recenzji X Porcys nie maja racji! to jedna z moich płyt roku!" powinni zwyczajnie przestac przejmowac sie tym co piszemy; jeśli jednak nadal się przejmują, to my juz za to, jakby.. nie odpowiadamy.
borys d (19 października 2005) -
"powtórzę pytanie, które już na tym forum kiedyś zadałem: jaki procent muzycznych produkcji z danego roku poznaje redakcja porcysa? i sam odpowiem: to tak jakby na podstawie polskiej ligi oceniać kondycję światowej piłki nożnej."i tu się mylisz, ale rozumiem, bo niby skąd masz wiedzieć, że jest inaczej. nasz dorobek "poznawczy" tegoroczny przedstawimy dokładniej w podsumowaniu roku. na razie powiem ci tylko, że jak na serwis, który, poza małymi wyjątkami, nie dostaje od wytwórnii każdego nowego wydawnictwa (jak Pitchfork powiedzmy) wykorzystujemy swoje możliwości tak gdzieś w 70-75%. dla porównania w latach 2002-2004 szacowałbym na jakieś 10-15% a na ile oceniamy tamte albumy, na ile bieżące każdy widzi. nawet jeśli poznajemy tylko wycinek to znacznie większy i bardziej miarodajny niż dotychczas przy dużo bardziej mizernych efektach. wniosek zdaje się oczywisty.2) uczciciwie trzeba przyznać, ze płyta na 6.4 to płyta bardzo dobra, ale przeciętna w tym sensie, że spazmu rozkoszy jednak nie wywołuje. i im więcej poznaje się zajebistych, znakomitych, fenomenalnych, tym rzadziej wraca do "zaledwie" bardzo dobrych. a tych znakomitych i fenomenalnych jest naprawdę od cholery3)o bardzo ciekawa. a który serwis tę bardzo ciekawą sytuację odzwierciedla? bo jeszcze się na taki nie natknąłem? a może przykłady 10 rozjebujących albumów 2005? czekaj sam znalazłem:no to w dużym skrócie ciekawsze (dla mnie) rzeczy wydane w 2005:- The Decemberists- Anthony and the Johnsons- Bonnie 'Prince Billy'+Matt Sweneey- Sharon Jones and the Dap Kings- The Boy Least Likely To- Andrew Bird- LCD Soundsystem- Of Montreal- Gorillaz- Bloc Party- Okkervil River- Josh Rouse- M.Ward- Bright Eyes- Devin Davis- We Versus the Sharklista rośnie... –philo, 12/6/2005 22:27 no sorry, ale to raczej słaba lista jest
mz (19 października 2005) -
ad 1) o wkładzie w historie muzyki tegorocznych płyt będzie można mówić najwcześniej za jakieś 5 lat. najwcześniej. bo za rok albo dwa wyciągniecie taką "niespodziankę" z A.D. 2005 jak płyta Avey Tare & Panda Bear z roku 2000, która znienacka znalazła się w podsumowaniu najlepszych płyt ostatniej pięciolatki mimo, że wcześniej nikt z serwisantów nawet się o niej nie zająknął. powtórzę pytanie, które już na tym forum kiedyś zadałem: jaki procent muzycznych produkcji z danego roku poznaje redakcja porcysa? i sam odpowiem: to tak jakby na podstawie polskiej ligi oceniać kondycję światowej piłki nożnej."sorry, nie będziemy się oszukiwać w tej kwestii tylko dlatego, że ktoś uważa inaczej!" no właśnie. gdyby w czasach hitlera istniał internet mogłoby nie być żadnej wojny. facet swoje autorytarne, dyktatorskie zapędy realizowałby na forach. np. porcysa.ad 2) być może najtrudniej jest pisać o płytach przeciętnych, ale w uszach "redaktora" Mrożka płyta dekabrystów przeciętna nie jest. Ocena 6.4 to w skali porcys górna granica płyty bardzo dobrej (6.0-6.4 Bardzo dobre). No więc jak takie dobre bardzo, niech to z klasą uzasadni.ad 3) "natomiast dane stadium ewolucji serwisu zależy bezposrednio od aktualnej sytuacji - naszej, muzycznej na świecie etc." muzyczna na świecie jest bardzo ciekawa, czego odzwierciedlenia niestety nie znajduję na porcysie. zakładam zatem, że chodzi o aktualną sytuację redaktorów. niniejszym współczuję.ad 4)jak sie ma coś "serdecznie w dupie" to juz bez żadnych odniesień.pozdrawiam
philo (19 października 2005) -
nie wiem który raz to robię, ale spróbuje krotko wyklarować kilka spraw:1. bieżące płyty, ich ogólna jakość i wkład w historie muzyki (znikomy - to say the least), nie zasługują w naszej opinii na głębsze uzasadnianie not w recenzjach. sorry, nie będziemy się oszukiwać w tej kwestii tylko dlatego, że ktoś uważa inaczej!2. każde małe dziecko wie, i potwierdzali to najwięksi writerzy tego świata, że najtrudniej jest pisać o płytach przeciętnych - takich, które nie wywołują ani spazmów rozkoszy, ani bólu żołądka. i nadal recka Picaresque WYCZERPUJE temat dla mnie; tym lepiej dla jej autora, jeśli ktoś uznaje, że ta recka jest na poziomie o wiele bardziej doswiadczonego w pisaniu redaktora prowadzacego.3. Porcys nigdy nie mial żadnych założen! nigdy nie było deklaracji, działu "o nas", żadnego mission statement! od początku istnienia dzisiejszego wcielenia portalu chcieliśmy po prostu pisać o muzyce i ją oceniać (po krótkim czasie uznaliśmy, że należy skupić się na wydawnictwach bieżących). natomiast dane stadium ewolucji serwisu zależy bezposrednio od aktualnej sytuacji - naszej, muzycznej na świecie etc.4. mam serdecznie w dupie czy ten serwis jest uważany za "opiniotwórczy" bądź "kultowy w pewnych kręgach" - a już na pewno w odniesieniu do sposobu pisania naszych recenzji i formatu tych recenzji.
borys d (19 października 2005) -
Jesli uznamy, że "każdy ma prawo do swojego zdania, ale myśląc inaczej niż załoga Porcys zasadniczo się myli" to jakiekolwiek argumenty zostaną podważone. Zasadniczym zarzutem wobec shorta jest chęć czytelnika, a raczej jego wymagania wobec serwisu, który czyta regularnie, ażeby podobnie jak w wypadku płyt, zdaniem recenzenta, dobrych teza o jakości ocenianego materiału była wyprowadzona z maksymalną liczną argumentów wyjasniających dlaczego taka, a nie inna ocena znalazła się przy tytule i nazwisku danego wykonawcy. Piszac nieco prostszym językiem: jeśli recenzent jest w stanie uzasadnić dlaczego dana piosenka czy płyta przypadła mu do gustu powinien też uzasadniać dlaczego czyjaś twórczość mu się nie podoba. Można wyrażać swoje niezadowolenie w nieco bardziej wyrafinowany sposób niż mielismy okazję wielokrotnie podziwiać w zamieszczanych tutaj recenzjach płyt System of a down czy pana Rozynka. Jeśli tem serwis ma uchodzić za opiniotwórczy teksty redaktorów powinny trzymać jakiś poziom, gdyż nikt nie podważa kompetencji wymienionych w zakładce 'redakcja' osób. Każdy zarzut jaki padał przeciwko Porcys dotyczył poziomu tekstów i niedojrzałości, braku tolerancji i ograniczonego spojrzenia itp. Jesliby uznać, że przeciętność należy skwitować jak najkrótszym zdaniem wystarczy, że przy każdej płycie, która nie jest porywająca wystawi się ocenę 5.0 i pod spodem dopisze: Fajne, ale nie porywa. Trzyma pozoiom, ale nie rozwala łba. Słucha się z przyjemnością, ale nie trzeba się angazować - To są frazesy, które można napisać na temat jakiegokolwiek wydawnictwa. Poziom tekstów, ich długość i jakość powinna być ciągle taka sama, gdyz niezależnie od opisywanej płyty trzeba być konsekwentnym w swoich założeniach. Niepotrzebnie traktujecie uwagi krytyczne jak atak, jeśli ktoś krytykuje w sposób kulturalny jest to wyraz zaangażowania w to co się czyta, czego nie widać w ostatnich recenzjach. Raczej nikt tu nie chce mówić twórcomtego serwisu jak mają postępować, to kilka słów, które mają zachęcić do jeszcze większego zaangażowania.Założenia Porcys były takie: Niewiele jest polskich seriwsów piszacych kompetentnie i z zaangażowaniem o płytach z muzyką niezależną. Będziemy właśnie takim zespołem ludzi, dla których muzyka jest integralną częścią życia, zupełnie różnym od całej reszty, która pisze mechanicznie o byle czym i byle jak.Teraz redaktorzy prowadzący uzasadniają recenzje swoich podwładnych: "to jest recenzja jakich jest pełno na innych portalach", czyli: "jesteśmy tacy sami jak inni", po czym redaktor prowadzący stwierdza: "sam nie ująłbym tego lepiej". Wychodzi na to, że Porcys, ponoć kultowy w pewnych kręgach, jest teraz jednym z wielu portali, a jego założyciel i współtwórca pisze teksty na poziomie kontrybutora, która pisze recenzje od kilku miesięcy. I to jest główny zarzut wszystkich niezadowolonych.
axel f (18 października 2005) -
nieee, ludzie za dużo sobie wyobrażacie. nie zamieniłem z patrykiem ani słowa od czasu publikacji tej recki, przejrzałem tylko ten wątek i spróbowałem wyjaśnić nieporozumienia które przypuszczalnie są przyczyną niektórych emocjonalnych wypowiedzi. nazywanie tego "obroną" to jakiś żart - teksty bronią się same i ten tekst jest wystarczająco wyczerpujący żeby się obronić zawsze i wszędzie (zwłaszcza w kontekście poprzednich tekstów o decemberists na Porcys). natomiast w głowach poprzewracało się tym, którzy wyrzucają nam format shortu - trochę spóźnione, bo dyskusja na ten temat odbyła się długie miesiące temu i nie spotkałem się jeszcze z solidnym argumentem przeciwko shortom. co do konkretnych spostrzeżeń i cytatów z recki - jak pisałem wyżej, sam nie ująłbym tego lepiej.
borys d (18 października 2005) -
a za tę literówkę w trzecim wyrazie to się będę w piekle smażył. kocioł w kocioł z takim na przykład kostrzewą ;-)
philo (18 października 2005) -
skoro sam barys d (wielbiony nie tylko przez rzesze czytelników, ale i pozostałych piszacych dla porcys) wziął się za obronę patryka, to znaczy, że autor recenzji chyba poczuł się dotknięty krytyką.jako że temat założyłem i pierwszy ośmieliłem się rzucić kamieniem czuje się w obowiązku przeprosić. przyznaję, mój post pisany był gdzies po 3 nad ranem, ja byłem pijany i zaareagowałem na recenzję jednej z moich ulubionych płyt roku nazbyt impulsywnie (biorąc oczywiście pod uwagę zasięg i prestiż serwisu, jak i kompetencje autora recenzji). ot, zachciało mi się pijacką burdę zainicjować.ale proszę mi powiedzieć skąd fragment "zestaw (...) wariacji na tematy szantowe"? na jedenaście piosenek można takowymi nazwać 3 (fakt, jedna długa). dalej: elementów czysto popowych na poprzednich płytach dekabrystów bez liku więc nie wiem dlaczego "skręty w ich stronę" miałyby być jakimś "kombinowaniem" (co frontman Meloy robi ponoć po raz pierwszy). a już całkiem zmiękczyły mnie tematy "tekstowo nieco wyczerpane" (jak wiadomo, co druga piosenka w radio i na scenie indie traktuje o marynarskim życiu i tęsknocie za matką) i cytat z jednego z nich, który miał wspierać tezę. mocny cytat, wyczerpany. no i hajlajt tej recenzji (śmieszny zarówno po pijaku jak i na trzeźwo) - "poza szarą masą swego zwyczajowego kolażu". piekna fraza i nagrody godna, że zacytuję zdobywcę pewnej prestiżowej literackiej nagrody.a teraz z niecierpliwością czekam na recenzję wolf parade. bedzie płyta roku, ani chybi. recenzja gdzieś na 8.9 ;-)pozdrawiam, bo w gruncie rzeczy dobra robotę robicie, tylko wam się troszkę w głowach poprzewracało.
philo (18 października 2005) -
świetny short, jeden z najlepszych patryka - od uwagi o stopniowym wypieraniu wpływu NMH, przez konkretny, zwięzły opis właściwości materiału, po subtelne mrugnięcie o "lust for life" iggy'ego: sama treść! dodatkowo ze zdziwieniem zauważam, że sam napisałbym *dokładnie* to samo i wystawiłym identyczną ocenę, więc po prostu nie oczekuję niczego więcej po przydzieleniu płyty writerowi niż taka recka. Porcys nie powinien być specjalnie zobowiązany do smażenia wielkich wypracowań na temat nowej płyty tego skądinąd bardzo sympatycznego (i na tym poprzestańmy) zespołu: pisaliśmy o Castaways w playliście i komentarzu z rankingu albumów 00s, a Her Majesty miało regularną reckę; skoro Picaresque nie bryluje po tegorocznych szczytach i stylistycznie z grubsza kontynuuje 2 pierwsze płyty, to po co się rozpisywać? nie składaliśmy nigdy żadnych ślubów że do końca świata będziemy pisać 10-akapitowe recenzje bieżących wydawnictw niezależnych; robiliśmy to pierwsi w polsce, ale spadek poziomu obecnej muzyki nam w tym nie pomaga, by ująć to łagodnie.
borys d (17 października 2005) -
płyta najlepsza nie jest, ale z recenzji nic na jej temat nie mozna sie dowiedzieć....
ten sam (16 października 2005) -
a tak w ogóle to słaba płyta jest....
ja (16 października 2005) -
"[nie rozumiem dlaczego schemat cecha ("utwór") to bezwartościowy fragment recenzji. nie rozumiem i nie tłumacz mi w sumie, bo nie chcę tego czytać raczej."To miłe, mimo to odpowiem dlaczego: bo wiem o kilku detalach wyjętych z kontekstu, a owego kontekstu raczej nie znam. Przede wszystkim zaś zajeżdża to klimatem "coś muszę napisać, no to puszczę se płytę i będę spisywał". Oczywiście, nasza recenzja nie jest jeszcze najgorszym przykładem, bo jest *jedno* zdanie starające się ogólnie scharakteryzować album."ale w wielu gazetach/serwisach to jest standard i nie przyzwyczaiły one wcześniej czytelników do długich, głębszych recenzji... "I to jest sedno sprawy. Niektórym zespołom wypełniaczy się nie przepuszcza tak łatwo. Ale ok, jeszcze trochę i już się wszyscy odzwyczają i też będziecie mieli spokój na forum, nikt się nie będzie angażował i ogólnie peace&love, man.
Antoni (16 października 2005) -
"każdy serwis/gazeta ma takie (a w większości przypadków stanowią one podstawę), a jednak nie widać na tamtejszych forach rozgoryczonych anty-czytelników"ale w wielu gazetach/serwisach to jest standard i nie przyzwyczaiły one wcześniej czytelników do długich, głębszych recenzji...
fender bender (16 października 2005) -
stary, to jest *dobra* krótka recenzja, dobrze napisana, nie powtarzająca słów i zwrotów. każdy serwis/gazeta ma takie (a w większości przypadków stanowią one podstawę), a jednak nie widać na tamtejszych forach rozgoryczonych anty-czytelników. zrozum może, że nawet najwybitniejsi krytycy muzyczni funkcjonujący na zasadzie "dostaję płytę - recenzuję płytę" często produkują mało odkrywcze teksty opisowe. szara rzeczywistość men, blokowiska, podwórkowe ławki itd.[nie rozumiem dlaczego schemat cecha ("utwór") to bezwartościowy fragment recenzji. nie rozumiem i nie tłumacz mi w sumie, bo nie chcę tego czytać raczej. pozdro i tak zwany eot]
mz (16 października 2005) -
> to jest normalna zwięzla, opisowa recenzja jakich pełno > wszedzieW zwięzłych jednoakapitowych recenzjach trochę bez sensu rozpisywać się w wymienianie "jakaś śmieszna cecha (utwór)", bo doliczając do tego sztampową pointę mamy ponad 1/2 tekstu zupełnie bezwartościową - taki tekst można napisać po jednym przesłuchaniu, i to korzystając z przewijania. Słusznie ktoś zwrócił uwagę na ocenę jako element godny uwagi, bo tak naprawdę tylko liczbowa ocena wyraża w tym przypadku stosunek piszącego do płyty (rzecz najcenniejsza w recenzji). Reszta to niepotrzebna wymienianka (gra na czas, czy raczej na wierszówkę) tudzież "jedni to, inni tamto".Jasne, takich recenzji wszędzie jest pełno. Pełna zgoda, pomyśl tylko - jak myślimy o płytach takich, "jakich pełno wszędzie"? Wy takie najczęściej zjeżdżacie, czyż nie?
Antoni (16 października 2005) -
najlepiej niech wszystkie recenzje ukazują się w dziale "brudnopis"
fender bender (16 października 2005) -
to jest normalna zwięzla, opisowa recenzja jakich pełno wszedzie - magazynach drukowanych i serwisach internetowych. tam nikt nie mysli ze jest to kompromitacja lub ze na oceny sie trzeba przerzucac.
mz (16 października 2005) -
Recenzencie Porcys wpadają w rutynę i nie mają pomysłu, a co najlepsze - są tego świadomi (bd: "A jutro wcześnie wstaję, więc zastosujmy stary trick, który tu nada się jak rzadko kiedy. Ponieważ niewiele da się wycisnąć nieoklepanej treści z tej płyty, poprzestańmy na suchych spostrzeżeniach: "; PM: "Sztampowo pointując, dla miłośników Decemberists kolejna brzmieniowa uczta, dla całej reszty tylko chwila przyjemnego odpoczynku od tegorocznych popowych singli.") Ale też, zamiast się bronić, w najlepsze się temu poddają, grzeszą świadomie, a więc przestępstwo z premedytacją. Ciekawe jak to się rozwinie.
Antoni (16 października 2005) -
Faktycznie jakaś-taka-nijaka ta recka..
Low (16 października 2005)