INNE - FORUM
Co Studiujesz???
8 października 2005No właśnie.. co ? :)
pytanie także do szanopwnych redaktorów
-
-->Oczywiście tylko gdy nie ukończyło się choć licencjatu na uczelni pedagogicznej albo było na tyle nierozważnym aby nie robić kursu metodycznego będąc na specjalizacji tłumaczeniowej (na UJ tak można). Są jeszcze specjalne kursy metodyczne, ale to już stricte dla metodyków, i takich co już uczą. –anglista, 20/11/2007 20:58 ale kończąc filologię na uj masz uprawnienia nauczycielskie-wystarczy przeczytać co pisze na dyplomie. jeżeli chodzi o germanistykę, to metodyka tam jest obowiązkowa na dziennych, niezależnie czy jesteś na specjalizacji tłumaczeniwoej czy historycznej.
sivi (3 maja 2008) -
mam zamiar studiowac rezyserie dzwieku w poznaniu; ktos jest lub ukonczyl ten kierunek (niekoniecznie w poznaniu)? warto/nie warto? jak z praca?
dzieki za sugestie (3 maja 2008) -
Z tego co wiem robi się jakieś kursy pedagogiczne, podobno drogie i podobno pieprzenie, ale mam info tylko z drugiej ręki. Oczywiście tylko gdy nie ukończyło się choć licencjatu na uczelni pedagogicznej albo było na tyle nierozważnym aby nie robić kursu metodycznego będąc na specjalizacji tłumaczeniowej (na UJ tak można). Są jeszcze specjalne kursy metodyczne, ale to już stricte dla metodyków, i takich co już uczą.
anglista (20 listopada 2007) -
A można te uprawnienia zrobić później, już po studiach? Bo jak sobie pomyślę, że miałbym być nauczycielem, to szlag mnie trafia, no ale nigdy nic nie wiadomo i nigdy nie mów nigdy i w ogóle
Twój Stary (20 listopada 2007) -
Oczywiście, ale te języki raczej na zawsze pozostaną "niszowe" - trudno przewidzieć sytuację, w której wszyscy będą się uczyć duńskiego tak jak angielskiego czy - w mniejszym stopniu rzecz jasna - niemieckiego, hiszpańskiego czy rosyjskiego. Angielski ma o tyle inny status, że uczyć się go będzie dosłownie każdy, od przedszkola po lektoraty dla doktorantów, toteż robienie uprawnień nauczycielskich z tego języka jest bardzo dobrym pomysłem - może nie jakieś wielkie pieniądze, ale pewne.
anglista (20 listopada 2007) -
a bo to trzeba studia skonczyc zeby jezyk znac?
ramanujan (20 listopada 2007) -
im bardziej sie bedziemy z Europa integrowac, tym bardziej zapotrzebowanie na takich nauczycieli bedzie roslo a integrowac sie chyba raczej bedziemy czemu tutaj tak duzo ludzi o takim charakterze studiow? czyzby muzyka naprawde stawala sie lepsza, jesli sie w pelni rozumie teksty utworow?
Marian (lingwista) (20 listopada 2007) -
Ale jako lektor języka obcego z duńskim nie ma raczej czego szukać w Polsce. Do firm, jak najbardziej, ale dyskusja wyszła z pracy jaki nauczyciel w szkole językowej.
anglista (20 listopada 2007) -
dość dużo osób szukają w firmach ze znajomością np. duńskiego czy szwedzkiego,o z czeskim też oststnio widziałm w prasie, ze kogoś szukają. więc postawienie na takie języki nie jest wcale czymś głupim; w kraku pojawiły się szkoły językowe, które uwzględniają kursy z tych języków. jack-orkiestra w styczniu znowu gra, więc radzę się załapać ;) a we wakacje-jeżeli ktoś jeszcze nie studjuje lub jest w trakcie, najlepiej wcisnąć się gdzieś na praktyki, wiadomo, bezpłatne, no ale papierek jest i kolejna linijka w cv.
sivi (20 listopada 2007) -
ja sie uczylem jak jeszcze nie bylo pomyslu z wolontariatami tak sie sklada
jackhammer (20 listopada 2007) -
Kto się chce uczyć np. łotewskiego czy nawet niderlandzkiego? –anglista, 20/11/2007 16:31 Ja chce sie uczyć łotewskiego, na trzecim roku będę miał. Takie studia kończy magistrem może z 5 osób rocznie, jak nie mniej, ale na zostanie lektorem szans nie ma, bo dwa lata temu na uczelni została jedna lituanistka i jedna letonistka. Na tłumacza trzeba będzie iść (jeśli będzie miała mieć praca zwiazek ze studiami) albo do ambasady. Innego wyjścia chyba nie ma.
plejeru (20 listopada 2007) -
oczywiście, jak lubisz uczyć, to po językowych znajdziesz bez problemu pracę, a najlepiej jak znasz mało popularny język, to już praktycznie wszędzie będę cię prosić Do uczenia mało popularnego języka? Kto się chce uczyć np. łotewskiego czy nawet niderlandzkiego? Nawet romaniści miewają problemy ze znalezieniem pracy w charakterze lektora. Z wolontariatami wszelkiego rodzaju pełna zgoda.
anglista (20 listopada 2007) -
oczywiście, jak lubisz uczyć, to po językowych znajdziesz bez problemu pracę, a najlepiej jak znasz mało popularny język, to już praktycznie wszędzie będę cię prosić. ps. a do cv dobrze wpisywac wolontariaty itp.
sivi (20 listopada 2007) -
odpowiedzialy na CV, bo miala CV. a ja caly czas musze szukac, bo mam tylko kurwa odkurzacze Rainbow.
jackhammer (20 listopada 2007) -
Studiuję Archeologię na UMK w Toruniu (haloo), w przyszłym roku chciałbym zacząć jeszcze... anglistykę. Że rynek jest nasycony to wie każdy, ale czy na pewno? Moja szwagierka, która jest po licencjacie z angielskiego, z rocznym doświadczeniem (uczyła w przedszkolu i jakiś imigrantów), szukała ostatnio pracy w Toruniu, (robi magistra), w szkołach językowych. Na jej CV odpowiedziały praktycznie wszystkie i dziewczyna ma teraz pracę z przyzwoitymi zarobkami. Ja muszę mieć jakąś alternatywę, bo z archeologii nie wyżyję. Pozdro.
eddyboo (20 listopada 2007) -
Możliwe w sumie, tym bardziej, że raz już germanistyka UJ miała poważne problemy z dostaniem akredytacji na prowadzenie kierunku.
anglista (19 listopada 2007) -
anglisto, moze na twoim kierunku były specjalistyczne zajęcia z tłumaczeń, na germie sa i owszem, ale na zaocznych, a ja kończę dzienne, więc lipton!
sivi (19 listopada 2007) -
>–anglista, 19/11/2007 18:34 Dzięki!
Twój Stary (19 listopada 2007) -
@ orientalista - pewnie, wszystko jest dla ludzi, ale rzecz jasna jest to trudniejsze dla Europejczyka/Polaka niż nauczenie się np. Holenderskiego, choćby ze względu na te "znaczki". @Twój Stary - pewne biuro robiło regularnie co semestr nabór na praktyki. Nieodpłatnie, przez chyba 3 miesiące, praca w biurze, korekty, trochę tłumaczenia - sam nie wiem, bo ja ich nie odbywałem. Od znajomych wiem, że dużo roboty tam jest, ale można się wiele nauczyć i stworzyć jakieś kontakty. Choć z drugiej strony nie ma co spodziewać się angażu od razu, ani żadnych kokosów - drogi dotarcia do biur są różne, generalnie polecam nieustępliwość i swoistą nachalność w próbowaniu. Nie błaganie, ale mechanizm ten sam. Uniwersalnej recepty niestety nie ma, no i swoje raczej trzeba odczekać. Dobrze napisać CV i walić do skutku. @ sivi - ależ ja nie neguję, że zapłacić swoje trzeba. Piszę tylko, że ani dyplom ukończenia tego kursu nie da ci angażu, ani jego brak nie przekreśli nań szans. Niektórzy pracy mają za dużo, niektórzy za mało, ale papierki nie mają na to aż takiego przełożenia - wkręcenie się w zawód wymaga przede wszystkim umiejętności, warsztatu i profilowania, no i, też trzeba przyznać, kontaktów i szczęścia. Dyplomów najmniej. Specjalistyczne zajęcia z tłumaczeń przecież są w ofercie studiów magisterskich, oczywiście w mniejszym stopniu ale należy brać poprawkę na to, że nie każdy przecież idzie na filologię aby zostać tłumaczem. Metodyka też niesłusznie jest atakowana, bo przynajmniej takie zajęcia nie produkują bezrobotnych. Jak ktoś chce przetłumaczyć dokument, to nie pójdzie do studenta, tylko do tłumacza przysięgłego (kilka procent "populacji" tłumaczy, jak mniemam), i nie dlatego, że chce, tylko dlatego, że musi mieć pieczątkę. Tyle tylko, że zawód tłumacza nie ogranicza się do tłumaczeń dokumentów notarialnych czy kart rejestracyjnych aut, tym bardziej, że za uwierzytelnione tłumaczenie (z pełną odpowiedzialnością prawną) dostaje się takie same, albo mniejsze pieniądze niż za coś, co robisz czytając gazetę przy kawie z rana. Po cholerę?
anglista (19 listopada 2007) -
Twój Stary guknij na http://www.symultanka.pl/, zadzwoń, zapytaj, prześlij cv. drogi zawsze się buduje-to najlepszy wybór ;)
sivi (19 listopada 2007) -
a administracja wydaje sie wyborem trafnym?
licealista (19 listopada 2007) -
>–anglista, 19/11/2007 12:11 Jesteś już po studiach? Bo ja nie wiem w jaki sposób załatwić sobie praktyki i może byś coś doradził? Jak ty to załatwiłeś? Łaziłeś po biurach tłumaczeń i błagałeś, żeby cię przyjęli?
Twój Stary (19 listopada 2007) -
prawo na UJ
ender (19 listopada 2007) -
anglisto: dobra, pomyliłam się o 2 semestry, a powiesz ile kasy trzeba wybulić? bo za darmo na kurs nie pójdziesz.wg. takie zajęcia powinny być uwzględnione na filologii, a nie na dodatkowych kursach. a co do kolegów i koleżanek-każdy ich ma, niektórzy jak twój mają pracy po uszy, inni nie mogą jej znaleść. co do egzaminu na tłumacza przysięgłego (http://www.ang.pl/tlumaczenia.html)-jeżeli lubisz słownictwo prawnicze, egzaim będzie dla ciebie pestką, to jasne. poza tym jak tłumaczysz jakiś dokument notarialny, wiadomo, ze dana osoba wybierze takiego tłumacza z papierkiem, a nie jakiegoś studenta.jakiś czas temu, taki egzamin zdawało się na uczelni, teraz trza wyruszyć do wawyno i 800 zeta wcale mi sie nie usmiecha wydawać, jak pisałam, takie zajęcia powinny być na filologii, a nie tylko pedagogika, przez co studentowi nie daje się możliwości wyboru.
sivi (19 listopada 2007) -
oczywiscie mowiony i w zaleznosci od odmiany (to co rzad chinski oficjalnie nazywa dialektami, to tak naprawde dosyc odrebne rzeczy, praktycznie rozne jezyki) chociaz szlaczkow sie tez idzie nauczyc, w ciagu ostatnich kilkunastu miesiecy opanowalem jakos miedzy trzysta a piecset tych najbardziej podstawowych, teraz tylko musze poznac ich rozne polaczenia
orientalista (19 listopada 2007) -
dobry post, ale chinski jest znacznie latwiejszy niz sie teraz powszechnie uwaza
orientalista (19 listopada 2007) -
tia, ale mgr filologii wcale nie oznacza, ze możesz być tłumaczem. trzeba zafundowac sobie kurs za jedyne 2500 za semestr (bodajże są 4 semestry)oczywiście jeżeli pracodawca będzie wymagać papierek od ciebie. tłumacz przysiegły to "jedyne" 800 zeta za egzamin państwowoy, no ale by zdać ten egzamin, to trza mież tak opanowany język w dzieidznie prawa itp, że szkoda gadać. –sivi, 16/11/2007 15:12 1. Bzdura. Co do dyplomu kursu o którym piszesz (Katedra UNESCO UJ jak mniemam, są 2 semestry, zajęcia 2 razy w tygodniu): jak śmiesznie by to nie brzmiało, na ten kurs idzie się nie po to, aby dostać papierek ale rzeczywiście żeby się czegoś nauczyć. Na dobra sprawę nawet nie trzeba dyplomu filologii - znam człowieka, który jeszcze się nie obronił a ma tyle zleceń z biur tłumaczeń, że nie wyrabia czasowo z pracą. Pracodawca nie wymaga papierka, ale - znowu zabrzmi śmiesznie - umiejętności, takich jak np. praca z CAT. 2. Egzamin dla tłumacza przysięgłego nie jest wcale nie wiadomo jak trudny, inna sprawa, że robienie tych uprawnień jest bezsensowne dla mieszkańca dużego miasta z j. angielskim/niemieckim/francuskim/rosyjskim, czyli tych, dla których są najmniejsze stawki. Przymusowa (są kary za odmowy np. sądowi) praca za stawki 80%-100% rynkowych (ustne uwierzytelnione to już w ogóle śmiech na sali). Co innego jeśli mieszka się w mniejszym ośrodku miejskim albo posiada się uprawnienia z języka "rzadkiego", ale "chodliwego" (niderlandzki, szwedzki, norweski itp., perspektywicznie chiński, ale to już dla twardzieli) W przeciwnym razie naprawdę szkoda czasu, bo można zarobić więcej bez całej tej otoczki.
anglista (19 listopada 2007) -
no to niestety razem nie popijemy
simon (18 listopada 2007) -
>automatyka i robotyka >ha! > >–simon, 15/11/2007 04:02 jeśli na PG, to stawiam ci piwo w przyszły czwartek po zajęciach.
dzieciak (17 listopada 2007) -
studiowanie jest chujowe najlepiej zostać szeregowym pracownikiem
Jan (17 listopada 2007)