INNE - FORUM

davis (najważniejsze płyty)

28 września 2005

haj,mam pytanie.moze i trudno wlaczyc milesa davisa w jakies hierqarchie,ale jak myslicie : ktore plyty najwazniejsze,od ktorych warto zaczac ? znam "kind of blue","in a silent way" i "Bitches brew"m wymiataja,i co teraz ?

dys
  • według mnie BARDZO sporo, bo 2 numery z orginalego LP nijak nie mają się do całej sesji (5 płyt które definiują dla mnie pojęcie 'groovy', no i te '60 style gitarowe solosy McLaughlina - miód się leje z głośników aż miło) Co prawda ciężko przełknąc to na raz bo są numery w stylu Willie Nelson take 2, Willie Nelson take 4, Willie Nelson take 9,itd ale nikt nie każe słuchać wszystkiego na raz
    juhu wiosna ale fajno (21 kwietnia 2007)
  • >a no i complete sessionsy jacka johnsona ja mam zwykłego jacka johnsona, dużo tracę?
    tygrysia maska (21 kwietnia 2007)
  • zapomniałem o agharta/pangaea - must have dla fanów jakiejkolwiek muzyki
    juhu wiosna ale fajno (21 kwietnia 2007)
  • 'get up with it' szególnie numery "he loved him madly' i 'rated x' płyta mnie oskalpowała generalnie a no i complete sessionsy jacka johnsona, silent waya i bitches brew
    juhu wiosna ale fajno (21 kwietnia 2007)
  • Może typ na najgorszy album: "The Hot Spot", OST do filmu bodajże Hoppera. Filmu nie widziałem, ale płyta jak jęczenie Hookera (który jest współautorem): broni się tylko przez szacunek. Cheers!
    Marek Kafarek (20 kwietnia 2007)
  • >>prawda = trzeba miec WYCZUCIE zeby zajmowac sie MUZYKA i tyle to ja odświeże bo w sumie temat jazzu ciekawy. co zanczy zajmować się muzyką? tworzyć? no to tak, to wyczucie konieczne słuchać - jeśli jazzu to trzeba mieć czucie muzyki wyrastające troche poza średnia krajową, faktycznie trzeba być osłuchanym, ale z drugiej strony czym inym sa free jazzowe odloty, a aczym innym taki np Silent way, który (nic Milesowi nie ujmując) nie jest jakimś niesamowicie trudnym albumem. dość rytmiczna jazda bez solowych odlotów, może zainteresować np. tych co lubią ambitną klubową elektronikę. albo takie Head Hunters - tez jest muzyką którą średnio rozgarnięty słuchacz załapac zdoła jeśli chce
    N (19 kwietnia 2007)
  • Dyskusja z dupy.Wiadomo, że w kwestii jazzu Radiohead zjada Milesa bez popity, po czym puszcza słodkiego cichacza. Z WYCZUCIEM.
    asdf (19 maja 2006)
  • "włączyć milesa w jakieś hierarchie"?ja wiem, że dużo płyt, ale co ci można niby doradzić? tak naprawdę trzeba się osłuchać z większością, żeby cokolwiek powiedzieć. sobie. co dopiero innym. zajmuje to mniej więcej rok, bo trzeba w miare spokojnie, a nie wszystko na raz. więc jeśli naprawdę chcesz... jeśli tylko chcesz. to słuchaj, a nie pytaj.
    jarząb (8 marca 2006)
  • ej tu pinnebergprzeciem nie pisal, ze napisal. nigdziem nie pisal. nawet slowem nie wspomnial zem. jeno poprosilem o zdefiniowanie, wyrazajac przy tym obawe, czy odpowiedz nie bedzie podobna do wyimaginowanej przeze mnie, a niesatysfakcjonujacej.innymi slowy - jesli pozostajemy na doslownym rozumieniu tekstu, bez domyslow miedzy linijkami, to czytej ty mnie ze zrozumieniem.a kwestia racji jest dla mnie dyskusyjna poki nie wiem co to jest borysowe "wyczucie". moze wiosna w powietrzu przytepia mi zmysly ale zywie powazne watpliwosci czy "wyczucie" borysowe i kokokokowe to sa te same wyczucia. a jesli nie sa, to czemu? uzasadnij odwolujac sie do fragmentu forum i calosci porcysa.
    kokokoko (7 marca 2006)
  • aj tam kokokokoczy gdzies borys napisal,ze tylko chlopaki z porcysa Wyczucie posiadaja. czytaj ze zrozumieniem prosze. Kolega borys przeciez ma racje.
    pinneberg (6 marca 2006)
  • >trzeba miec WYCZUCIE zeby zajmowac sie MUZYKA i tylezdefiniuj ty mnie slonko pojecie wyczucia. mam nadzieje ze to nie leci jakos w rodzaju: "cos, co mam ja i reszta porcysa, a czego brak calej reszcie swiata niezdolnej do obiektywnego spojrzenia na muzyke".
    kokokoko (5 marca 2006)
  • ta dyskusja osiagnęła poziom szlamu na dnie oceanu
    so what? (5 marca 2006)
  • >trzeba miec trojke lub wiecej z przodu, aby zajmowac sie jazzem ;-)to sa mity, powloka pod ktora nic nie maprawda = trzeba miec WYCZUCIE zeby zajmowac sie MUZYKA i tyle
    borys d (3 marca 2006)
  • Dobra cwaniaczki. Bylem wczoraj w kongresowej na koncercie "Komeda". Gral tam miedzy innymi Tomasz Stanko Quartet(bez Stanki wystepuja w zespole pod nazwa Simple Acoustic Trio) plus goscinnie na saksofonie Adam Pieronczyk. Zagrali prawie cala najukochansza "Litanie". Od kilku dobrych lat marzylem, zeby zobaczyc Stanke grajacego Svantetic, Repetition, The Witch czy reszte materialu z plyty. Dla mnie to mniej wiecej tak jakby Borysowi w niewielkiej w sumie sali Radiohead odegrali calego computera. Takiej charyzmy, takich emocji, takiego grania z wielkim emocjonalnym wykopem to ja od bardzo dawna nie widzialem. Fantastyczny koncert, a Stanko w genialnej formie. Fajnie jak sie marzenia spelniaja. Menda ze mnie straszna i patosu nie znosze, ale to byla jedna z najlepszych godzin w moim zyciu. Byl ktos?
    pinneberg (1 marca 2006)
  • A ja nie rozróżniam jazzowych kawałków ;-) (co oczywiście źle o mnie świadczy)
    urbanator (1 marca 2006)
  • chyba sie zle zrozumielismy...a szacunek nalezy sie zawsze i kazdemu czlowiekowi, nie zwazajac na zyciorys (oczywiscie z malymi wyjatkami). Ja nie patrze muzykom w metryke, jezeli tworza cos wartosciowego to juz zaslusyli sobie na szacunek..."elitaryzm" ? nie sadze... przewaznie dziala to w druga strone bo "jazzu nikt nie kuma" i mozna poudawac mega-znawce.. snobizm?a na herbiego to co najwyzej ja sie moge obrazic za jego ostatni album ;-)
    oharski (1 marca 2006)
  • >chodzi o to ze w zdaniach typu "łeeee... tego to ja sluchalem w piaskownicy" troche brak szacunku zarowno dla samego artysty (wielkiego zreszta w tym przypadku) jak i dla innych uczestnikow rozmowy..to się nie zrozumieliśmy. naprawdę jestem z lekka onieśmielony faktem, że "przerobiłem" te płytki wtedy, kiedy jeszcze np. miałem wąpliwości, czy oasis jest najlepszym zespołem świata itp. po prostu zlądował u mnie ten zestaw i naprawdę wciągnąłem się wtedy. to mnie trochę przeraża, chociaż mam świadomość, że temat liznąłem powierzchownie, co zresztą widać. może teraz uda mi się jakoś wgryźć.>ja sluchalem, slucham i pewnie nadal bede sluchal np."kind of blue" i minie jeszcze ladnych pare lat kiedy w pelni pojme to co sie stalo podczas tych marcowych dni w 1959 r. A moze nigdy mi sie to nie uda, ale o pewnych sprawach sie po prostu nie mowi.w tej kwestii zgadzam się z Pawłem. tak się porobiło, że jak powiesz, że słuchasz jazz, to zawsze jest wątpliwość czy się nie popisujesz. z milesem jest na przykład taki problem, że wielu ludzi, którzy go wcale nie poznali, wydaje się że to jest "inteligentna muzyka", że to trzeba się znać itp. ja się nie znam i cieszę się jak dziecko. a doo-bopa naprawdę warto promować na imprezach. myślałem, że to oczywiste, więc sobie zażartowałem z tym "podskakiwaniem".więc pax i ogólny wersalp.s. miało być "nie bardziej infantylny", dla logiki
    lolipop (1 marca 2006)
  • 1."In A Silent Way"2."A Tribute To Jack Johnson"3 "Tutu"
    rocco (1 marca 2006)
  • mimo wszystko chyba jednak troche przeginasz z tym szacunkiem. zwłaszcza że taki lekki elitaryzm w podejściu do jazzu po pierwsze nie bardzo mu służy (w sensie może troche ludzi odstraszać), po drugie nie do końca ma racje bytu zważywszy na życiorysy niektórych jazzmenów (owszem sama muzyka ma inny cieżar gatunkowy niż dajmy na to robyn, ale tego tutaj nikt chyba nie podważał). idąc twoim tropem powinniśmy sie zbiorowo obrazić na zamieszczenie kawałka hancocka na typowo tanecznym mixie optimo.>zwiazki milesa z kid A(yyy nie wiem czy wiecie ale ja wskazywałem na związki Mingusa z kid a)
    Paweł = układ (1 marca 2006)
  • ok..oczywiscie ze nie musisz stac na bacznosc, pod krawatem kiedy sluchasz milesa czy kazdej innej muzyki...chodzi o to ze w zdaniach typu "łeeee... tego to ja sluchalem w piaskownicy" troche brak szacunku zarowno dla samego artysty (wielkiego zreszta w tym przypadku) jak i dla innych uczestnikow rozmowy..ja sluchalem, slucham i pewnie nadal bede sluchal np."kind of blue" i minie jeszcze ladnych pare lat kiedy w pelni pojme to co sie stalo podczas tych marcowych dni w 1959 r. A moze nigdy mi sie to nie uda, ale o pewnych sprawach sie po prostu nie mowi.
    oharski (1 marca 2006)
  • skowroneczki, mnie się ten wątek wydaje nie mniej infantlyny niż kilka sentymentalnycvh laurek umieszczonych w serwisie. rzeczywiście wygląda to tak jakym uważał, że kid a jest tak dobre jak in a silent way, ale nie, tak sobie tylko pojechałem strumieniem świadomości po pijaku. jakoś nie widzę problemu, żeby sobie ponawijać po ignorancku. cieszy mnie też, że nie muszę stać na baczność i w garniturze, kiedy słucham milesa.
    lolipop (1 marca 2006)
  • heh..bo wiesz Borys... trzeba miec trojke lub wiecej z przodu, aby zajmowac sie jazzem ;-)ale fakt, fragmenty w stylu "sluchalem tego w liceum", czy "zwiazki milesa z kid A" sa raczej nie na miejscu, pomijajac ich infantylnosc...
    oharski (1 marca 2006)
  • hm dziecinnosc jakby tego watku
    borys d (1 marca 2006)
  • ja zawsze lubiłem "get up with it"
    zwobot (28 lutego 2006)
  • 'round about midnight, milestones, nefretiti (coltrane, shorter, garland, adderley, carter, t.wiiliams)- pozycje okalające okres kind of blue, jeszcze w tradycyjnej pojemnośći sekcji instr. Póżniej fusion, mariaż jazzu z rockiem, elektrycyzacji jazzu - rzeczone juz bitches brew, in a silent way (naturalnie the complete sessions) oraz nowy rynkowo materiał - the cellar dooor sessions z 70 roku z uwydatnionym mcloughlinem, plus jarrett, zawinul. Wymaga troche pracy ale zwraca swoja wartosc w trój nasób.
    JPSt (28 lutego 2006)
  • jaaa..a gdyby tak "Shhhh/It's about that time" w polifonii do sciagniecia z Jamba...:))
    Bgsh (27 lutego 2006)
  • okej, nie mclaughin, tylko zawinul. delikatnie mówiąc moja wiedza nt. jazzu wymaga usystematyzowania. co do związków radiohead z milesem to mi się przypomniało, że yorke w jakimś wywiadzie mówił, że subterrean homesick alien ma rytm inspirowany bitches brew
    lolipop (27 lutego 2006)
  • aaa, 'lift to the scafold' też też się zaznaczyło, dym i szczyt relaksyjności, tam jest taki zajebisty basik, gdzieś w międzyczasie, chodzący i ruszający tyłeczkiem, doprawdy odkryłem w sobie miłośnika milesa di
    lolipop (13 lutego 2006)
  • sorry że się tak mnożę, ale track drugi - in a silent way/it's about that time, to co sie dzieje od piatej minuty do dziewiątej (później wchodzi trąbka) to jest właśnie rytm i w ogóle feeling 'kid a', gdyby 'kid a' był płytą do relaksu i winka to by tak właśnie brzmiał, ale że jest do rwania włosów to brzi jak brzmi
    lolipop (13 lutego 2006)
  • na 'in a silent way' to na tym pianinku grają jeszcze i corea i mclaughin dla ścisłości i gwoli ('w woli' jak przeczytalem dziś na forum pewnej gazety) sprawiedliwości
    lolipop (13 lutego 2006)
BIEŻĄCE
Ekstrakt #9 (Ekstrakt vs RA 00-25)
Ekstrakt #8 (2025)