INNE - FORUM
koncert Stinga
25 września 2005New Orange Revolution
-
No i te teksty"Wejdź we mnie, wejdź we mnie proszę..."
17 (25 września 2005) -
ale Makowiecki to była porażka na maksa...dawno nie widziałem tak zblazowanego kolesia:)i jeszcze ten t - shirt, czy to jest własnie polska pseudoalternatywa?
szafi (25 września 2005) -
a ten perkusista,to był naprawde ten koleś z A Perfect Circle??
o (25 września 2005) -
a ja nie mamA co do Stinga to w wyniku zjedzienia pierdolonej telepizzy nie pamiętam niczego z koncertu;]
17 (25 września 2005) -
ja tez mam t-shirt z hail to the thief. fajnie ze orange mamy telefony bede mogl pelen adosci zadwonic do znajomych... no w sumie nie zaluje stinga choc police bylo9 zajebiste imho.
dolores haze (25 września 2005) -
tez byłem .drugi gitarzysta z telecasterem zagrał jedną solówkę.bo grał delkiatnie mówiąc sztampę ..po pentatonikach bluesowych. mistrzu z gibem gra ze stingiem już maasę czasu i jest mega gitarzystą, tylko trzeba umieć to docenić..hehe.Facet ma swój styl i tyle..nie popierdala bez sensu masy dżwięków "jak wyjdą"..widać że się zastanawia i waży te dżwięki zanim je wypusci.Ogólnie ok..chociaż widać u Stinga syndrom, jaki dopadł Mc Cartney'a-jestem stary i dawno nie grałem na koncercie fajnych numerów, więc zbieram rock'n rolowy skład i w trasę..chulaa...tylko że Sting mógłby jeszcze zagrać w oryginalnym składzie z The Police ,a nie z sidemanami..a Macca juz nie. Jak dla mnie..to by byl mega powrót
Krist (25 września 2005) -
ohh makowiecki az mi stwardnial kiedy go zobaczylem... nie zaraz, kiedy on sie produkowal walilem browce na pobliskiej gorce. o koncercie-suuuper pomysl z ustawieniem telebimu centralnie przed scena. przez moment widzialem kawalek basu stinga. oh.-publika najgorecej zareagowala przy chujowatym intro do desert rose. a kiedy panowie grali synchronicty i inne takie ludozera pozosrawala niewzruszona, bo ludozerka nie kuma nic, jak zwykle.-ten pajac z czarnym gibsonem powinien sobie do kurwy nedzy wylaczyc dileja, reverba i inne gowna.-drugi gitarzysta ktorego bylo slychac wlasiciwe tylko kiedy gral solowke (jedna) gral duzo ciekawiej-sting zaspiewal wszystko bez jednego potkniecia (moze poza fragile, bo mial trudniejsza partie do zagrania). full respect.-bebny brzmialy prze-chujowo (a gral na nich dzosz friz)-bylo wiecej kawalkow police niz myslalem ze bedzie, ale wciaz nie tak duzo jakbym chcial-na gitarze nie gral andy summers a na perskusji nie gral stewart copeland. niesamowite, nie?
emmanuelle cunt (25 września 2005) -
btw Makowiecki (jeden z 2 supportów) miał t-shirta z Hail To The Thief
17 (25 września 2005)