INNE - FORUM

tool

1 września 2005

kto sie cieszy na nowego toola

jones
  • łączymy się z tobą w bólu.
    Low (10 kwietnia 2007)
  • Słucham tej płyty codziennie od roku i z każdym dniem przyzwyczajam sie coraz bardziej. :)
    neuron (10 kwietnia 2007)
  • Dla mnie płyta gdzieś na 5 - 6 i czuje że jestem wyrozumiały przez sentyment , po pierwsze te autoplagiatowe momenty , no mnie to drążni nie wymienie teraz w której sekundzie i w jakim traku ale jest kilka , teksty no jest pare kwiatków pozatym raczej postaremu , anywej można posłuchać (wiadomo w porcys dadzą pewnie z 0.9 jesli wogule bedzie recka ) . PS . Zawiedzionym fanom Tool-a polecam nowy Don Caballero - World Class Listening Problem
    Cook (1 listopada 2006)
  • Lol. Zajebistosc Indie Tits i chujowosc obydwu tych zespolow.
    koniu (1 listopada 2006)
  • Smieszne..bez zmian ale powala?? Kid A to nie 10-tkowa plytka?? Cóż wczoraj pierwszy raz od dlugiego czasu łyknąłem 10000 days...przyjemnie sie słucha nie powiem, ale chyba przez następny rok do tej płytki nie wróce...kompozycje rozlazłe i bez tej ikry co wcześniej..pozbyli się Kingcrimsonowatości i nie wyszło to na dobre..Brzmią raz jak numetal raz jak progresywny postpinkfloydowski rock..im głośniej tym lepiej się słucha i to chyba "najlepiej" o płycie świadczy..nie wspomne o zalosnych lirykach w stylu vicarious i right in two, ktore odbieraja ochote do szukania "tajemnicy" na 10000 days i aspirują do miana najbardziej domoroslo-nadetych tekstow roku, w stylu Korn niemal. Koncert do dupy..ceny kosmiczne. brak Isis...na popup jest fajna analiza tej metamorfozy zespołu.ciezko sie z nia nie zgodzić./
    Willow (1 listopada 2006)
  • Low, Ty zyjesz jeszcze ?? :(
    Mayne (13 lipca 2006)
  • http://www.indietits.com/comics/tool.png
    Low (4 lipca 2006)
  • A szkoda...
    Mayne (11 maja 2006)
  • ok... to jest mój ostatni post w tym wątku....
    mateusz.w (11 maja 2006)
  • Utwoty są nowe.W muzyce Toola w zasadzie nie wiele się zmieniło - całe szczęście.Bez większych niespodzianek - gówno prawda.Oczywiście, że Porcys się z nią zmierzy i ocena nie będzie wysoka, ale na litość, przecież oni dali "Kid A" ocenę 10, albo 9.9, pożal się Boże...
    Mayne (10 maja 2006)
  • "ale o kogo chodzi w "Wings For Marie (Pt 1)"? Marie to drugie imię matki wokalisty, Judith Marie Keenan. Kobieta, po wylewie, częściowo sparaliżowana, poruszała się tylko na wózku inwalidzkim. Od momentu wylewu do jej śmierci minęło 27 lat, czyli... blisko 10 000 dni. Ale czy na pewno chodzi o nią? Takich łamigłówek jest tu więcej." - cholera.. niezła łamigłówka... ciekawe o kogo chodzi... stay tuned for another release.."W muzyce Toola w zasadzie niewiele się zmieniło." - niestety."Bez większych niespodzianek." - niewątpliwe ten fakt sam w sobie jest niespodzianką.Myslę, że Porcys się z nią zmierzy, ale nie sądzę, że ocena wyjdzie ponad 3-4 punkty..
    mateusz.w (10 maja 2006)
  • dobra recenzja, dobra płyta. ciekawe czemu Porcys się jeszcze z nią nie zmierzył. Proponuje zrecenzować 10.000 Days zamiast Las Ketchup albo Britney...
    Andrzej Lepper, Polska (9 maja 2006)
  • TOOL - "10 000 Days"Jak przytłaczać ciężarem nawet wtedy, gdy gra się łagodnie? Jak nucąc na granicy szeptu wywoływać dreszcze u słuchaczy? Zapoznajcie się z nowym Toolem, to się dowiecie. Ale ostrzegam: jest nie tylko łagodnie i nie tylko na granicy szeptu.Tool ma wyjątkowo duże grono słuchaczy. Na świecie ilość sprzedanych płyt zespołu liczona jest w milionach. W Polsce to tylko dziesiątki tysięcy egzemplarzy, ale do tego poziomu nie zbliża się przecież wiele gwiazd popu. I jak o gwiazdach popu, tak i o Toolu sporo się przed premierą plotkowało. Zanim potwierdzono, że album zatytułowany będzie "10 000 Days", można było przeczytać, że na okładce zobaczymy napis "Elephteria" albo "Aldaraia". Spekulowano też o samej zawartości płyty, a grupa nie ułatwiała fanom zadania, wyjątkowo skromnie dawkując informacje na ten temat. Rąbka tajemnicy uchylił gitarzysta Adam Jones, zdradzając że jest zafascynowany (podobno zresztą z wzajemnością) twórczością Meshuggah. Słychać to już w pierwszym utworze. Singlowy "Vicarious" to miażdżące, połamane riffy, trafiające w punkt ze snajperską dokładnością. A kto przeżyje ich uderzenie, ten zginie dobity przez perkusistę, który wali w bębny dużo częściej niżby musiał. Muzycy nie idą jednak na prostą wymianę ciosów, potrafią też robić uniki. Najpierw spuszczają nam łomot, a później robią krok w tył, po którym dźwięki gitary brzmią lżej, ale za to misternie i gęsto wypełniają tło. Kiedy zaś w "Jambi" gitarzysta musi się zająć solówką, a raczej czymś na kształt solówki, bo dźwięk jest silnie przetworzony, to rolę muzycznego walca przejmuje bas, dudniąc złowieszczo na pierwszym planie. Tempo, melodia, nastrój – wszystko zmienia się z minuty na minutę. Bogactwo dźwięków, jakie Tool mieści w pierwszych dwóch utworach, innym wystarczyłoby na dwie płyty. A oni przecież na tych dwóch kompozycjach nie kończą."Wings For Marie (Pt 1)" zaczyna się kojąco, rozwija powoli, aż do punktu kulminacyjnego, po którym znów nadchodzi wyciszenie, dzięki czemu "10,000 Days (Wings Pt 2)" zaczyna się tak delikatnie, że ledwie cokolwiek słychać. Kilka chwil później wszystko się jednak rozkręca. Nie ma miejsca na hałas, a mimo tego napięcie wyraźnie wzrasta. Wokal jest coraz bardziej przejmujący, deszcz szumi, słychać pomruki burzy. Jest transowo, wręcz szamańsko, gitara świdruje umysł, a Maynard James Keenan nie daje nam spokoju swym zawodzeniem.Ta huśtawka nastrojów trwa do końca albumu. Gitara szemrze kojąc zmysły, by za chwilę zawyć, groźnie zawarczeć lub przygnieść nas swą mocą. Bas nieśmiało wychyla się zza ściany dźwięków, ale potrafi też wszechmocnie pulsować, rozsadzając skronie. Wokalista śpiewa, zawodzi, rzadko zbliża się do poziomu krzyku, za to często popada w melancholię. Pojawiają się indiańskie śpiewy, depresyjne zawodzenie, głosy przemawiające w języku, który ciężko jednoznacznie zidentyfikować oraz zupełnie niezrozumiały, złowrogi bełkot. Nigdy nie wiadomo, co się wydarzy. Dziewiąty na płycie "Intension" to niemal kraina łagodności, ale podskórnie czuć, że gdzieś za rogiem czai się zło. Wokalistę musi coś gnębić, prześladować, męczyć. Ten głos, choć spokojny, nie jest szczęśliwy, raczej zobojętniały. Pewności jednak mieć nie można, bo to muzyka nie z tego świata. Wiemy przy użyciu jakich środków powstała. Wiemy, że to rockowy zespół, ludzie z krwi i kości: gitara, bas, perkusja, wokal, nie za wiele elektroniki. Niby nic nadzwyczajnego, a jednak te dźwięki mają w sobie coś niezwykłego. Są wciągające. Jednych mogą przerażać, innych wprowadzać w stan euforii.Tytuły utworów tylko pogłębiają uczucie tajemniczości, wprowadzając nas w świat pełen zagadek i dwuznaczności. W "Lipan Conjuring" chodzi najprawdopodobniej o jedno z plemion indiańskich, w "Lost Keys (Blame Hofmann)" mowa zapewne o ojcu LSD Albercie Hofmannie, ale o kogo chodzi w "Wings For Marie (Pt 1)"? Marie to drugie imię matki wokalisty, Judith Marie Keenan. Kobieta, po wylewie, częściowo sparaliżowana, poruszała się tylko na wózku inwalidzkim. Od momentu wylewu do jej śmierci minęło 27 lat, czyli... blisko 10 000 dni. Ale czy na pewno chodzi o nią? Takich łamigłówek jest tu więcej.W muzyce Toola w zasadzie niewiele się zmieniło. Jest nieco ciężej, mniej progresywnie, a bardziej metalowo, niż na "Lateralus", ale też nie tak agresywnie jak na wcześniejszych płytach grupy, więc trudno mówić o rewolucji. Nowością może być to, że Keenan śpiewa używając prostszych środków wyrazu niż kiedyś. Nie wędruje już (co było dla niego tak charakterystyczne) w górę i w dół, na jednym wydechu. I tyle. Bez większych niespodzianek. Ale wciąż nikt inny nie potrafi tak grać. I nawet jeżeli "10 000 Days" nie zaskakuje, to i tak sprawia ogromną radość. No dobrze, radość nie jest w przypadku Toola najlepiej dobranym słowem. Powiedzmy więc raczej, już na koniec, że album może powalić na kolana.
    Texas Ranger (9 maja 2006)
  • a że klimat chujowy, cóż
    es (9 maja 2006)
  • Wszelkimi środka, nie trzeba się specjalnie męczyć, żeby ją wybronić. Wystarczy się znać na muzyce, a ona sama przemówi. Nie mogę zaprzeczyć, że część Rosetta Stonned to przegrany Third Eye, fakt, ale stanowi samodzielny utwór, Right in Two momentami przypomina 46&2, też fakt.Aenima, którą wciąż uważam za najlepszą, także nie spodobała się od razu.Poza tym, każdy fan Toola wie, że w tym zespole chodzi przede wszystkim o klimat. Myślicie, że grają solówki a właściwie "solówki" złożone z zaledwie kilku przedłużających się, mocno przetworzonych dźwięków, ponieważ nie potrafią lepiej, melodyjniej ?? W każdym utworze jest jeden, góra dwa melodyjne akcenty, a reszta piosenki to wstęp i rozszerzenie tematu...Zresztą, do kogo ja to piszę, to jest Porcys przecież..Pozdro.
    Mayne (7 maja 2006)
  • Słaba ta płyta niestety. No, może słaba to za dużo powiedziane. Ot, po prostu przeciętna. A szkoda, bom obiecywał sobie wiele. I jeszcze te powtórki z wcześniejszych dokonań, riffy skradzione z "AEnimy". Oj, pogubili się panowie z Toola, mam nadzieję, że następny album nagrają dopiero gdy się odnajdą - nie każą nam słuchać ich poszukiwań.P.S. Oczywiście sekta wyznawnców będzie bronić "10000 days" wszelkimi środkami. Może to dobrze, że Tool obniżył loty tak wyraźnie i kilku wyznawców przejrzy na oczy i przeczyści uszy.
    Jan (7 maja 2006)
  • lol
    dys (7 maja 2006)
  • 15 sekund po każdej piosence. Nie mam sił się śmiać już.A nudny to jest Radiohead, słucham tego przez tydzień i nie mogę po prostu nie mogę...
    Mayne (7 maja 2006)
  • "A Pitchfork-friendly analogy: Tool are the Radiohead of nü-metal." Harry analogy: Pitchfork is school newspaper of world music magazines.
    Harry (4 maja 2006)
  • szczerze mowiac po "band has made an...A Perfect Circle record." nie chce mi sie tego czytac, bo to chyba ktoś głuchy pisał ;>chociazby right in two - najlepszy kawalek na tej plycie,ktora jest nudna jak nudna jak nudna jak nudna jak
    dys (3 maja 2006)
  • nie wiem czy jest się czym chwalić, szczerze mówiąc.
    crip (3 maja 2006)
  • "band has made an...A Perfect Circle record." - to ja też jestem głuchy, bo dokładnie tak pomyślałem jak przeleciałem po 15 sek po każdej piosence.
    mateusz.w (3 maja 2006)
  • szczerze mowiac po "band has made an...A Perfect Circle record." nie chce mi sie tego czytac, bo to chyba ktoś głuchy pisał ;>
    crip (2 maja 2006)
  • http://www.pitchforkmedia.com/record-reviews/t/tool/10000-days.shtmlto juz nie ten pitchfork .zawyzaja strasznie.
    dys (2 maja 2006)
  • Heh, jeszcze bez skorpiona.. Rewelacja --> Bottom To był rok 2001. Potem grali w Krakowie w hali Wisły i na tym koncercie byłem z kolei ja i, szczerze mówiąc, faktycznie zagrali dokładnie tak ja na płycie, ale to jest przecież normalne, jeśli koncert promuje płytę. Rok później, miałem przyjemność udać się na Ozzfest do Katowickiego Spodka, gdzie między innymi zagrał Slayer (nie słucham, ale przyznam, zagrali zapierdoliście), przed nimi jakiś polski zespół, coś tam jeszcze dziwnego, na końcu Ozzy, ale byłem zbyt wykończony, żeby skakać, więc stałem z tyłu. Tool grał przedostatni.. Żebyś Ty stary słyszał, co oni zrobili ze Stinkfistem... Chapter po pierwszej części 2x[zwrotka+refren] przedłużyli o jakieś 5 minut, po prostu odlot, ostry gitarowy reef, bass, mruczenie Maynarda i narastająca perkusja, wyczekiwanie na słowa "Something kinda sad about The way that things have come to be" przedłużało się i przedłużało, temperatura podniosła się chyba dwukrotnie... ech! Zaraz od fanatyków mnie zaczniecie, ha ha ha. A tak w ogóle, to nie wyglądali gorzej. Chciałbym, żeby Maynard snów zapuścił ten ogon. No i trochę mu się przytyło, ale w 2001 jeszcze wyglądał dobrze :). Pozdro all.
    Mayne (28 kwietnia 2006)
  • może wyglądali gorzej, ale brzmieli lepiej i wiarygodniej...w każdym razie jak byłem na pierwszym koncercie toola w polsce, jak grali w hali mery w wawie, zagrali wszystko jak na płycie... identyko. No i miałem później taki niedosyt - ładnie się przecież błyskało, ładnie brzmiało, ale to tak jakbym odsłuchał płyty w towarzystwie kilku tysięcy osób patrząc na 4 gości w oddali którzy stali w miejscu i tylko się gibali na boki...a potem to już z górki chyba było z nimi... a który to był rok? ktoś pamięta? bilet gdzieś został jeszcze chyba.
    mateusz.w (27 kwietnia 2006)
  • http://buddyhead.com/gossip/tool_10kgay.jpg
    hehe (27 kwietnia 2006)
  • http://www3.youtube.com/watch?v=xl5oVzhdHAE&search=Maynard%20James%20KeenanYeah, Tool's masterpiece !
    kacpr (27 kwietnia 2006)
  • jak was czytam, przypomina mi się pewien koleś, który strasznie zachwycał się blur, mówił mi jakim wielkim jest fanem i w ogóle, przekonywał mnie, ze blur to najważniejszy brytjski zespół od czasów beatles. kiedy poprosiłem go o jakieś płyty (konkretnie o parklife i 13), spojrzał na mnie dziwnie i stwierdził "nie, mam całą dyskografie na dysku, moge ci na slsk udostępnić"... przykre, nie uważacie?
    Low (27 kwietnia 2006)
  • Aha, zapewne jedziesz na koncert??Na poprzednim forum pisałem, że nie wiem, jak będzie z forsą, ale jednak się udało, bilecik już mam :).Pozdro.
    Mayne (27 kwietnia 2006)
BIEŻĄCE
Ekstrakt #9 (Ekstrakt vs RA 00-25)
Ekstrakt #8 (2025)