INNE - FORUM
Placebo skończyło się po Sleeping With Ghosts?
20 lipca 2005Mam kurwa pytanie dla tych wszystkich przeciwników, żeby podawali mi jakieś słuszne argumenty przeciwko tej płycie
-
czyli ogółem, tak jak większosć...
Low (18 grudnia 2005) -
co do głównego tematu, czyli "placków", jak mówi zdaje się Stelmach, dla mnie (a byłem kiedyś fanem, heh!)pierwsze dwie płyty siódemkowe (pierwsza ledwo, druga mocno), trzecia piątkowo-szóstkowa a potem to już nie bardzo.
Jędrzej (18 grudnia 2005) -
heh, ja tam po porstu słucham muzyki która mi się podoba...i to chyba najlesze wyjście z tej całej sytuacji :Pkiedyś podobała mi się w w miarę np. Korova teraz twierdzę, że pod względem zarówno pordukcyjnym, brzmieniowym jak i muzycznym( a często- o zgrozo!- tekstowym) to rozczarowanie...szczegolnie po czymś takim jak Miłość w czasach pokultury,Z Rozmyślań czy nawet debiucie i Sun Machine (która miała niesamowitą energię i rozbrajająca naiwność, mająca wiele uroku)...heh zresztą poczytajcie sobie moje posty na forum myslo ;)pzdr
camel (18 grudnia 2005) -
"nie dotarloby sie do kupy wartosciowych i bezwartosciowych plyt bez tego"tylko że to powinien ocenić każdy ze słuchaczy z osobna. oczywście wielu ludzi nie ma czasu - praca, uczelnia i tutaj pojawia się problem. po drugie każdy się jakoś ogranicza, bo za dużo tego. ja np. mam swoje ulubione wytwórnie (trochę jest ich) i przesłuchuję to co oferują w swoim dziale mp3."dpiera tylko teze, ze muzyka jest (tylko) przekazywaniem emocji - jest czyms znacznie wiecej. no a intelektualna muzyka to chociazby lwia czesc norweskiej sceny jazzowej, nie jestem ekspertem ale sprawdz rypdala i bjornstada, co tworza. no albo lwia czesc elektronicznej sceny, bezemocjonalnosc boards of canada pelna ale muzyka wielka. przyklady mnozyc w nieskonczonosc."tutaj masz rację. choć są osoby które potrzebują takiej bardziej emocjonalnej muzyki i chyba ja do nich należę. może to kwestia dojrzewania do pewnych dźwięków. dlatego nie zasłuchuję się obecnie w twórczości artystów z rune grammofon, bo po prostu nie czuję jej i nie chcę nikomu udowadniać jakim jestem znawcą i teoretykiem muzyki. a jeżeli ma być elektronika to właśnie ta bardziej emocjonalna typu The Books czy Khonnor."powtorze tylko jedno - jesli wychodzisz z takiego zalozenia, ze przeboj najwyzsza forma muzyki, to odcinasz sie od ogromu pieknej muzyki. no, ale przynajmniej musisz lubic beatlesow."nie bo nie jestem wielkim sympatykiem grania ala Franz Ferdinand, ale jestem w stanie zrozumieć ludzi, którym ta muzyka się podoba i powiedzieć, że mają coponiektóre kawałki niezłe. potem napiszę resztę. teraz pooglądam sobie Celtic.
Tindersticks (18 grudnia 2005) -
kokokoko... rób wersje edited. jak do radia.. bo czasami się serio nie chce czytać czegoś, co na końcu okazuje się niezbyt rewolucyjne w treści.pozdro.
Low (18 grudnia 2005) -
"a może po prostu recenzje muzyczne są nikomu niepotrzebne."nikomu nie, oczywiscie. pytanie brzmi tylko - czy tobie sa potrzebne, czy mi sa potrzebne. bez uogolniania. no a poza tym mz ma racje, nie dotarloby sie do kupy wartosciowych i bezwartosciowych plyt bez tego."wyjaśnij ten termin. przecież w zapisie nutowym Mars Volta góruje nad The Clash. i nie wyciągaj śmiesznego wniosku, że o kolejny fan Omara i Cedrica, bo zespołu nie lubię. a może wykształcenie ma jakieś znaczenie."zle rozumiesz. nie pisze - skomplikowanie muzyki jest wprost proporcjonalne do jej jakosci, bo nie jest. odpiera tylko teze, ze muzyka jest (tylko) przekazywaniem emocji - jest czyms znacznie wiecej. no a intelektualna muzyka to chociazby lwia czesc norweskiej sceny jazzowej, nie jestem ekspertem ale sprawdz rypdala i bjornstada, co tworza. no albo lwia czesc elektronicznej sceny, bezemocjonalnosc boards of canada pelna ale muzyka wielka. przyklady mnozyc w nieskonczonosc."wiesz co jest najtrudniejsze. napisać przebój i takim cieniasom jak the Killers się udało. klimat i neurotyczne granie to nie taki problem wykombinować czego najlepszym przykładem jest wejście w ślepą uliczkę postrocka"schemat, banal, to juz mi sie takie gadanie przejadlo. napisac przeboj wcale nie jest najtrudniejsze, i the killers ktorym sie to udalo wcale przez to super gosciami sie nie stali. a klimat i neurotyczne granie wcale nie tak latwo stworzyc. wszelkie dyskusje o wyzszosci prostej tworczosci nad skomplikowana i na odwrot juz uskutecznialem na tylu forach, ze sobie odpuszcze. powtorze tylko jedno - jesli wychodzisz z takiego zalozenia, ze przeboj najwyzsza forma muzyki, to odcinasz sie od ogromu pieknej muzyki. no, ale przynajmniej musisz lubic beatlesow."no i placebo nie jest cieniutkie bo czy chcesz czy nie zespół nagrał Without You, płytę nieosiagalną dla naszych alternatywnych milusińskich."twoje zdanie, moge sie nie zgadzac (imo nic wielkiego, serio)."odcinanie sie od swojej przeszłości jest śmieszne. jak czytam te teksty studenciaków: "kiedyś byłem głupi i słuchałem placebo - wiadomo wiek, ale potem zmądrzałem i teraz słucham tylko Microphones czy Radiohead (kocham te zespoły, ale nie utożsamiam się ze słuchaczami tej muzyki, którzy są tutaj) to żal mi się tych ludzi robi."cos w tym jest, ale to zjawisko raz, ze powszechne, dwa ze malo szkodliwe (no bo co, przeszkadza ci to? smiej sie z nich i tyle!), a trzy - czasem trudno od niego uciec. w wieku podstawowki mialem pare fascynacji, niektore pielegnuje do dzis (armia), a z niektorych moge sie juz tylko smiac (power metal). wiem, to smieszne mowic: "kiedys sluchalem blind guardian, a teraz slucham milesa davisa czy microphones". pociesze cie, ze ratunkiem jest tu autoironia."myślę że dzięki temu że Ci młodzi ludzie słuchają Placebo potem łatwiej im dojść do słuchania Sufjana."niezbadane sa drogi muzyczne, zapewniam cie. ja do sufjana i ogolnie muzyki roznej (jazzu, indie, elektroniki) doszedlem, mimo ze wyroslem na metalu, punku i grunge'u. wiec raczej bym nie stosowal metody kompromisow - "lepiej, ze sluchaja kiepskiej namiastki dobrej rockowej muzyki, bo przez to dojda do tej dobrej, niz zeby sluchali dobrego hiphopu, bo do rocka moze juz byc im w zyciu nie po drodze". imo tak dlugo, jak starasz sie trzymac wysoki poziom sluchanej muzyki, to sami uwielbiani artysci popchna cie ku kolejnym odkryciom. dzieki frippowi odkrylem stevena wilsona, dzieki wilsonowi ambient i eno, i tak dalej, i tak dalej.
kokokoko (18 grudnia 2005) -
dobra tindersticks, Twoja hermeneutyka przerasta moje mozliwosci pojmowania. bo zaden chuj nie rozumiem o co Ci chodzi :-/po pierwsze primo nie mam zamiaru wstydzic sie ze mi sie podobaly jakies piosenki z debiutu stellastarr. moze prosciej - gdyby mi sie nic nie podobalo, zapewne nie meczylbym sie z harmonies i ta recenzja w ogole by nie powstala.po drugie primo nie jestem czlonkiem staffu porcysa i nie czuje zeby mnie jakies konkretne kanony wielbienia czegokolwiek obowiazywaly (nie wiem tez czy w jakikolwiek sposob obowiazuja staff). zreszta moje preferencje muzyczne sa znane w sposob dosc oczywisty i wbrew pozorom lubie takie granie jak stellastarr. tylko ze im plyta nie wyszla. pozdro M
Mauss (18 grudnia 2005) -
1. wiem, co obrazują serwisy muzyczne na całym świecie. 2. sprawa druga. tylko że recenzent powinien dwa razy pomyśleć zanim coś napisze. bo pewnie chciał zabłysnąć w "towarzystwie" a mu moim zdaniem nie wyszło. zjebywanie płyt jest najtrudniejsze o czym powinien wiedzieć będąc recenzentem. mogę się całkowicie zgodzić z oceną tej płyty w brudnopisie. ale z samym tekstem nie. dziwi mnie to że w momencie otwartego wielbienia Toxic na Porcysie recenzent pisze o My Coco i Jenny, że mu się podobały, ale robi to w takim klimacie, że trochę wstyd na mieście, że tak jest. pewnie i tak ktoś napisze że nadinterpretuje.
Tindersticks (18 grudnia 2005) -
"dlatego ze nie znany jest zaden lepszy mozliwie ogolnodostepny miernik? przeciez nie bedziemy mierzyc skomplikowaniem zastosowanych skal, to nie ten poziom."a może po prostu recenzje muzyczne są nikomu niepotrzebne."'intelektualne' granie"wyjaśnij ten termin. przecież w zapisie nutowym Mars Volta góruje nad The Clash. i nie wyciągaj śmiesznego wniosku, że o kolejny fan Omara i Cedrica, bo zespołu nie lubię. a może wykształcenie ma jakieś znaczenie. wtedy tytuł magistra i można jakieś noise'owe pitu pitu i jest sztuka. wiesz co jest najtrudniejsze. napisać przebój i takim cieniasom jak the Killers się udało. klimat i neurotyczne granie to nie taki problem wykombinować czego najlepszym przykładem jest wejście w ślepą uliczkę postrocka"nie utozsamiaj sie tak z placebo"nie utożsamiam się, muszę Cię rozczarować. nie lubię pewnych schematów i utartych sloganów w śmiesznym światku alternative i tylko tyle. no i placebo nie jest cieniutkie bo czy chcesz czy nie zespół nagrał Without You, płytę nieosiagalną dla naszych alternatywnych milusińskich. i tu wiek nie ma znaczenia. odcinanie sie od swojej przeszłości jest śmieszne. jak czytam te teksty studenciaków: "kiedyś byłem głupi i słuchałem placebo - wiadomo wiek, ale potem zmądrzałem i teraz słucham tylko Microphones czy Radiohead (kocham te zespoły, ale nie utożsamiam się ze słuchaczami tej muzyki, którzy są tutaj) to żal mi się tych ludzi robi."nastoletni czlowiek jest karmiony takimi rzeczami ze naprawde gust sie wykoslawia"myślę że dzięki temu że Ci młodzi ludzie słuchają Placebo potem łatwiej im dojść do słuchania Sufjana.
Tindersticks (18 grudnia 2005) -
"a dlaczego o wartości płyty maja decydować słowa i argumenty."dlatego ze nie znany jest zaden lepszy mozliwie ogolnodostepny miernik? przeciez nie bedziemy mierzyc skomplikowaniem zastosowanych skal, to nie ten poziom."dla mnie muzyka to wyrażanie emocji (siebie), które mają wpływać na emocje innych (słuchaczy). jeżeli to wszystko jest skuteczne jest ok."serio? emocji wyrazanie? no to sorki, ale odcinasz sie od ogromu muzyki wyzbytej emocji, a pieknej. a przynajmniej - nie wzbudzajacej w sluchaczu innych emocji niz calkowity zachwyt. 'intelektualne' granie to potega."placebo ma pecha nie dlatego, że kiepsko gra, tylko dlatego, że odniosło sukces. a nawet nie. dlatego, że ich muzyki słuchają pewne osoby, które przecież nie dorównują intelektem panu mz."ech, facet, ale ty jestes urazony ze ktos krytykuje zespol jakis. nie utozsamiaj sie tak z placebo, co ty, szwagrem wokalisty jestes? ja tez sadze ze placebo gra mierniutko i nie dlatego, ze sluchane jest przez nastolatki. obawiam sie, ze wynikanie zachodzi w druga strone: jest sluchane przez nastolatki, bo jest cieniutkie (a obecnie nastoletni czlowiek jest karmiony takimi rzeczami ze naprawde gust sie wykoslawia).
kokokoko (18 grudnia 2005) -
No coś w tym jest bo ja też od tych zespołów zaczynałem.Dodałbym jeszcze Nirvane i Blur.Te zespoły są po prostu dobrym wprowadzeniem w niezal.
mr.mailman (18 grudnia 2005) -
szafi, ty przypadkiem nie jesteś mną? bo bym to samo na temat mojego muzycznego rozwoju napisał (w sensie, że zespoły);)a co do placebo. to jeśli o mnie chodzi, to mi osobiscie nie są potrzebni. skończyli się. i jeden camel tego nie zmieni.
Low (18 grudnia 2005) -
Tindersticks, co Ty tak czepiasz się tego wieku dorastania... właśnie dzięki Placebo dla mnie ten okres to były wspaniałe lata, bo przy pierwszych miłościach, szaleństwach, placebo czy np. smashing pumpkins były zawsze obecne, służyły nijako za ścieżkę dźwiękową coś na kształt klipu do "1979":) niestety człowiek rósł, pojawiały się nowe rzeczy, niektóre sięgające absolutu (radiohead), które zmieniały moje postrzeganie muzyki. nagle placebo nie miało już takiego uroku. nagle to "let down" był powodem wzruszeń a nie "black - eyed" np. nie zgadzam też się z mztowym stwierdzeniem, że placebo to nie potrzebny band. każdy zespół na którego jest zapotrzebowanie płytowe czy koncertowe ma prawo istnieć. a więc reasumując: to nigdy nie wyprę się, że placebo leży u podstaw mojego świadomego słuchania muzyki. to że obecnie ich nie słucham wynika z naturalnego rozwoju gustu muzycznego. wybiore się na ich koncert. zachowam ich wszystkie płyty. będę śledził nadal ich karierę i życzę im genialnej 5 płyty.
szafi (18 grudnia 2005) -
a dlaczego o wartości płyty maja decydować słowa i argumenty. dla mnie muzyka to wyrażanie emocji (siebie), które mają wpływać na emocje innych (słuchaczy). jeżeli to wszystko jest skuteczne jest ok. placebo ma pecha nie dlatego, że kiepsko gra, tylko dlatego, że odniosło sukces. a nawet nie. dlatego, że ich muzyki słuchają pewne osoby, które przecież nie dorównują intelektem panu mz. dzieki bogu słucham muzyka tylko dla siebie tzn. słucham jej bo sprawia mi przyjemność. wogóle to ten serwis jest bardzo antykobieco-antynastolatkowy. może to przez traumę związaną z czasami gimnazjalno-licealnymi?tak wogóle to smieszy mnie koleś który napisał recenzje, co prawda płyty bardzo nijakiej, nowego stellastarr. dobry jest ten tekst że zespół powinien się rozpaść.
Tindersticks (18 grudnia 2005) -
"idiotyczność postu mz"geez, facet, tys sie jeszcze nie przywyczail do przedstawiania *wlasnych opinii* redaktorow jako faktow? mz pisze ze cos jest takie i smiakie bo to jego opinia jest. ja wiem, rozumiem ze nie wrzucil tam ani razu "moim zdaniem" ani "imo" ani "sadze, ze", ale to akurat zjawisko powszechne.kazda recka i kazda wypowiedz w tym portalu jest subiektywna opinia tego, kto sie pod nia podpisal. tak samo twoje posty, tak samo post mz, tak samo moj.a wartosc merytoryczna jest: nudne, nijakie, bezplciowe, przelatuje przez czlowieka. chcac sie spierac, powiedz czemu *nie jest* nudne, nijakie itd.tak jak sie zgadzam ze slowami mz raz na pol roku, tak tym razem musze stanac po jego stronie.
kokokoko (18 grudnia 2005) -
no ok. mi bardziej chodziło o posty na temat placebo, nie radiohead. bo to temat placebo. a jak uważasz, ze radiohead jest chujowe, załóż temat, uzasadnij i juz.
Low (18 grudnia 2005) -
nie chodzi o zdanie, zeby byla jasność nie sądze ze placebo to "najnudniejsze zjawisko muzyczne mainstreamu" tym bardziej RH ale o idiotyczność postu mz:-dlaczego najnudniejsze zjawisko, czy aby na pewno nie istnieją nudniejsze?-jak mozna stwierdzać ze czyjs album jest "niepotrzebny", ostracyzm? ja pierdole....chociazby dla fanów, stelki nowe placki były potrzebne.napisał bełkot, zero wartości merytorycznych i jest ok, bo to mz.ja powieliłem i sie zaczęło.ciao
ozim (18 grudnia 2005) -
sorry, ale ja się zgadzam z mz w tym konkretnym przypadku. i tak w ogóle, ja tego nie rozumiem, jak ty mozesz nie rozumieć, ze niektórzy mają po prostu takie samo zdanie na niektóre tematy.
Low (18 grudnia 2005) -
dlaczego nikt nie oskarzal mz, nie bronił placebo, po radiohead nie mozna jezdzic?staje sie wtedy nawet łysym w dresie?nie mozna łamac porcysowego a raczej borysowego kanonu?śmyeszny ten serwis jak borys albo mz wejdzie na forum pokaże czerwoną kartkę to od razu zsypuje sie armia przybocznych-wtoryujących.łysy w czerwonym dresie.
ozim (18 grudnia 2005) -
hmmm trudno sie nie zgodzic czasami :/
camel (17 grudnia 2005) -
W sumie jak to czytam to forum, bez względu na sympatie/antypatie dochodze do smutnego wniosku że 90% ludzi słuchających muzyki którą kocham to banda nienawistnych i sfrustrowanych idiotów których pod względem intelektu przerasta łysy gośc w dresie spędzający życie na ławce pod blokiem. Żenada po prostu, wstyd mi że tacy ludzie mogą być kojarzeni z tą muzyką.
Mikael (17 grudnia 2005) -
naprawdę zabolało...to się dopiero ktoś inteligentnie odgryzł
mz (17 grudnia 2005) -
zalosnie to zawsze wychodzi jak ktos tak przepisuje tekst ze zmiana nazwy. nie wiem, mysli ze jest taki cwany i przechytrzył mz, czy co? smieszne
Eric (17 grudnia 2005) -
"Radiohead to najnudniejsze zjawisko muzyczne mainstreamu, a ich ostatnia płyta stanowi sztandarowy przykład albumu tak mdłego i niepotrzebnego, że po dwóch miesiącach trudno już pamiętać czy się go w ogóle słuchało."rozkoszny jesteś
paweł (17 grudnia 2005) -
Nieprawda.
GT (17 grudnia 2005) -
bingo
kara (17 grudnia 2005) -
Radiohead to najnudniejsze zjawisko muzyczne mainstreamu, a ich ostatnia płyta stanowi sztandarowy przykład albumu tak mdłego i niepotrzebnego, że po dwóch miesiącach trudno już pamiętać czy się go w ogóle słuchało.
ozim (17 grudnia 2005) -
poczekajmy moze na 13 marca....
camel (17 grudnia 2005) -
ja to widzę tak: statek kosmiczny nie zbliża się do dni wiatru, białe wakacje nie zbliżają się do statku kosmicznego, plagiaty nie zblizaja sie do bialych wakacji, a sleeping with ghosts nie zbliza sie do plagiatowPlacebo to najnudniejsze zjawisko muzyczne mainstreamu, a ich ostatnia płyta stanowi sztandarowy przykład albumu tak mdłego i niepotrzebnego, że po dwóch miesiącach trudno już pamiętać czy się go w ogóle słuchało. (a za całokształt beatlesi)
mz (17 grudnia 2005) -
Scianka płytowo jest lepsza bez dwóch zdań...ale ścianka to zespół alternatywny a Placebo to raczej mainstremowy (choć piękny) rock :]
camel once again (17 grudnia 2005)