INNE - FORUM
Glissando / Piero Scaruffi
15 lipca 2005Niedługo ukaże sie nowy numer(4!), jest więc okazja żeby pogadać o tym czasopiśmie... Jak się zapatrujecie?
Mam wcześniejsze 3, ale jeszcze nie miałem okazji się zagłębić(gwoli wyjaśnienia: przyszły wszystkie 3 razem, przysłane z serpent.pl) ale tak na rzut oka nie jest źle. Nawet Księżyk się podniecał pierwszym numerem na łamach ś.p. "Zine"'a.
-
analność, analność i jeszcze raz analność. jeśli koleś ma ambicję ogarnięcia wszechrzeczy, spisania, sklasyfikowania, policzenia, to taka akcja może budzić podziw, ale nie jako projekt naukowy, tylko monstrualna obsesja.
pupa (22 lutego 2008) -
ej no, halo! co z tego, że koleś przesłuchał najwięcej płyt w całym wszechświecie!? ilość przesłuchanych płyt logicznie sugeruje, że 99% z nich przesłuchał raz, góra 2 razy i to pisząc przy okazji recenzję poprzednio przesłuchanej płyty. wystarczy spojrzeć na DOWOLNY jego ranking, żeby zauważyć, że szanowny Pan płyty tylko masowo słucha, ale nie koniecznie słyszy. kupuje ileś tam płyt dziennie/tygodniowo, przesłuchuje raz, "odhacza" jako przesłuchana, dodaje do listy, itd. nie wiem jak inne kategorie, może tam jest wypada lepiej. ale przejrzałem kilka rankingów i generalnie jak to się mówiło? jak ktoś się zna na wszystkim, to tak naprawdę nie zna się na niczym?
czepiacz (22 lutego 2008) -
1. uważam podobnie jak piotrek, że to szaleństwo. skądinąd znak czasów wyrażony w irracjonalnym i niestety skazanym na niepowodzenie pędzie do uszeregowanie wszystkiego. czas samotnych geniuszy, którzy ogarniali wszystko minął bezpowrotnie. nie oznacza to że misja pana Scaruffiego nie wydaje mi się jak najbardziej godna podziwu i wielkiego szacunku, jakkolwiek zakrawa na DonKichotyzm. 2. ale sęk w tym że on NIE JEST ANALITYKIEM. zbiera fakty i zestawia je w sposób encyklopedyczny, jeśli nazwać to analizą to naprawdę jest to analiza na najniższym z możliwych poziomów, jego suche fakty z trudem można nazwać wiedzą, i paradoksalnie im więcej tych faktów stara się on zgromadzić w jednym miejscu tym bliżej im do pospolitej w informacji, a nie do wiedzy per se. zresztą on nawet zaznacza, że jego dzieło ma być syntezą ludzkiej wiedzy, co już jest lekko nawiedzone, bo to na dzień dzisiejszy jest niemożliwe bez przyjęcia pewnych uogólnień i skrótów. Podejrzewam że Scaruffiemu, ani żadnemu innemu człowiekowi nie starczyłoby życia żeby przeczytać wszystkich książek zgromadzonych dajmy na to w Bibliotece Kongresu ect. Co do zachwytów nad jego dorobkiem w dziedzinie nauk kognitywnych, to nie jest tu bynajmniej jakimś rodzynkiem, samotnym geniuszem, czy jak tam chcesz go widzieć. nie oznacza to bynajmniej, że deprecjonuje jego osiągnięcia na tym polu. odczuwam jednak, że popadasz w jakąś czołobitność jakby jego praca nad "rozwikłaniem zagadek świadomości" była czymś niepowtarzalnym, a od ładnych kilkudziesięciu lat nie jest. to obecnie jedna z prężniej rozwijających się nauk multidyscyplinarnych. (http://www.fizyka.umk.pl/~duch/Wyklady/Cog_plan.html polecam, ciekawa lektura) 3. popadasz w przesadę borysie. nie sadzę by ani ja ani piotrek mieliśmy intencje deprecjonować dorobek Scaruffiego, dlatego, że nie we wszystkim mamy podobny gust. rozumiem że w naszym internecie to ryzykowne bo zaraz znajdzie się jakiś gimnazjalista, który ściągnął sobie dyskografie joy division z torrentów i uważa się za bóg wie kogo. z tym, że akurat sadzę, że i ja i piotrek znamy miarę i bynajmniej nie uzurpujemy sobie prawa do czegokolwiek ponad stwierdzeniem, podobnie zresztą jak zrobiłeś to ty, faktu, że "z ogromną ilością jego "werdyktów" na temat muzyki się nie zgadzam". >chociaż - z całym szacunkiem dla GENIUSZU Lema - Scaruffi to człowiek wybitniejszy, ale to już moja prywatna opinia, a nie przyczynek do dalszych porównań obu panów. umknął ci ważny aspekt momentu historycznego. geniusz Lema polega również na tym, że dostrzegł on pewne możliwości, pewien potencjał całościowy w momencie, gdy ten istniał tylko w zarysie. Lem stał na rogatkach przyszłości i z rozkładu dróg wjazdowych potrafił z grubsza powiedzieć jak wygląda topologia centrum (chodzi głownie o dostrzeżenie potencjału cybernetyki, jedna z urban legends mówi, że Lem ostatecznie pożegnał się z medycyną po tym jak przeczytał wybitne dzieło Shannona "Matematyczna teoria komunikacji", biblie teorii informacji). to był umysł wybitnie analityczny, co możemy ocenić z perspektywy czasu. tej perspektywy brak w stosunku do pracy Scaruffiego i chociażby z tego względu trudno porównywać te dwie osobowości tak jak to uczyniłeś. a są tam w tym Freshu jakieś fajne dupy? P.S. jak rozumiem ten numer glissando można już sobie poczytać w empiku tak?
tygrysia maska (22 lutego 2008) -
hej, ale Scaruffi jak najbardziej jest krytykiem. świadczą o tym wszystkie jego autorskie listy i oceny, jakie przyznaje albumom (zresztą, jeśli dobrze pamiętam, np. 7 u niego to "buy it" - czyli jest samoświadomym krytykiem o ambicjach opiniotwórczych). jeśli według Ciebie to historyk, to mógłbyś mi w jakichś zarysach nakreślić metodologię, jaką się posługuje w swojej pracy? ja takiej nie widzę, przynajmniej w przypadku muzyki popularnej. to tylko zbiór tekstów krytycznych właśnie.
xx (22 lutego 2008) -
brakuje na tę postawę słowa w słowniku? jest takie słowo: analność. AA, czyli Analna Analityczność. co nie zmienia faktu, że imponująca rozmachem (choć rozmach to chyba złe słowo w kontekście analności, lepiej mówić o skrupulatności:))
pupa (22 lutego 2008) -
nie oceniam całościowego dorobku Pana Scarufiego i jego jako osoby; jedynie stwierdzam, że jest dla mnie w swoim pisaniu o muzyce raczej mało inspirujący ani tym bardziej przyjemny w czytaniu, mimo - a może z powodu - encyklopedycznej wiedzy. w przeciwieństwie do Stanisława Lema zresztą. i w naszym małym światku ludzi interesujących się trochę bardziej muzyką popularną cieszy się nieproporcjonalnie wielką estymą. i to może jest powodem tego, że się tym wątkiem tak emocjonuję - padanie na kolana przed "wariatem", które np. teraz Borys wykonujesz (nie tylko Ty), średnio mi się podoba. a funkcje krytyka i historyka w przypadku PS są raczej nierozerwalne - przecież on sam tworzy hierachie bardzo chętnie, "beatlesi byli przereklamowani" - ta jego opinia nawet chyba jest w wikipedii ad. 1 - czyste szaleństwo ad. 2 - Reynolds właśnie skończył historię - i może dlatego właśnie ma dystans do pewnych metod "ogarniania świata" podziwiam tytaniczną pracowitość Scaruffiego (chociaż raczej brakuje na tę postawę słowa w słowniku), sprawność intelektu i optymizm poznawczy (żadnej z wymienionych cech nie posiadam w stopniu zadowalającym), ale nie uważam go za ciekawego autora piszącego o muzyce. "Beatlesi byli przereklamowani" jako najoryginalniejsza opinia? olanie wątku seksualnego w pisaniu o historii rockandrolla? duży brak. nawet suche kalendarium można napisać tak, że czyta się potem z zapartym tchem (patrz "Words And Music" Morleya), nie trzeba tylko udawać, że "mnie" w tekście nie ma i jestem medium prezentującym jedyną, obiektywną wiedzę i wizję dziejów. och, jak postmodernistycznie się zrobiło P.S. stwierdzam, że mój inicjalny zawód, że wydana zostanie książka Scaruffiego był rytualnym mendzeniem, bo to raczej fantastyczna informacja ("raczej"). także z tego "oczywiście musiał to być Scaruffi" wycofuję
PK (22 lutego 2008) -
o tak, prywatnie Piero to wyjątkowo sympatyczny gość. pamiętam jak pierwszy raz z nim mailowałem w 2001 o Solex - ujął mnie wtedy kompletną bezpretensjonalnością i serdecznością tonu. od tego czasu zdarzyło się nam kilka przemiłych korespondencji. rzeczywiście ostatnio doradzał mi przy magisterce, a to było z rok temu - muszę się do niego odezwać... co do odbioru postaci Scaruffiego, to ważne są 3 kwestie: 1. dla mało zorientowanych w jego "misji" czy "projekcie życia" - wszystkie streszczenia na stronie internetowej (zestawienia, suche notki, hasłowe chronologie etc.) są stopniowo rozwijane i pewnego dnia mają być połączone w wielotomową Historię Świata, obejmującą wszystkie segmenty działalności ludzkości. zdaje się że tylko te dziedziny, które posiadają drukowane "książki" (jak właśnie rock albo jazz albo pop sprzed ery rocka) - są ujęte w formie zamkniętej. reszta to ledwie przedsmak (= szkic w punktach) tego, co koleżka pragnie osiągnąć przed śmiercią. 2. najczęstszy błąd popełniany przez tych, co dopiero niedawno odkryli tego pana przez Google szukając czegoś o wybranym wykonawcy: otóż Piero Scaruffi - w przeciwieństwie do wspomnianego wyżej przykładowo Reynoldsa - nie jest KRYTYKIEM POSIADAJĄCYM GUST. on jest HISTORYKIEM. on nie operuje fascynującymi wspomnieniami i kapitalnym stylem literackim (jak Reynolds w swojej prozie). on operuje FAKTAMI. jest być może najbardziej merytorycznym analitykiem historii rocka w dziejach, aczkolwiek coś tak marnego jak rock nie stanowi dla niego głównego przedmiotu zainteresowań. największe pasje Scaruffiego (poza Historią Świata naturalnie) to, mówiąc w skrócie - rozwikłanie mechanizmu świadomości (ostatnio z koleżanką się wgryzamy w jego książkę o tym - niezły odjazd) oraz unifikacja szczegółowej i ogólnej teorii względności. z ogromną ilością jego "werdyktów" na temat muzyki się nie zgadzam, ale nie pisnę słówkiem, bo mam do czynienia z profesjonalnym HISTORYKIEM, a nie przeciętnym ziomem słuchającym sobie Arcade Fire z iPoda i wklepującym dla lansu oceny na RateYourMusic - if you know what I mean. 3. a teraz proszę wybaczyć mi - nie chcę was drodzy moi urazić. lecz niestety obserwowanie jak Piotr Kowalczyk i Paweł Nowotarski (o anonimowych forumowiczach to nawet nie wspominam) "oceniają" gust Piero Scaruffiego zwyczajnie budzi niesmak i zalatuje groteską. otóż różnica polega na tym, że my - w naszym wieku i z naszym dorobkiem - każdą rzecz na świecie oceniamy głównie na podstawie intuicji, subiektywnego wyczucia czy chęci zaistnienia (= bycia "cool"). myśliciel formatu Scaruffiego bazuje zaś na zgromadzonym przez całe dekady ogromie wiedzy - i co ważne, zarówno na teorii, jak i na praktyce (proponuję UWAŻNIE prześledzić jego biografię - nie tylko ten link który zapodał Michał wyżej). facet mógłby podyskutować z kimś pokroju Lema. (chociaż - z całym szacunkiem dla GENIUSZU Lema - Scaruffi to człowiek wybitniejszy, ale to już moja prywatna opinia, a nie przyczynek do dalszych porównań obu panów.) w dobie internetu każdy kto liznął trochę (pop)kultury chciałby niby polemizować z każdym. otóż tutaj akurat za wysokie progi dla nas. także nie chcę być niegrzeczny, ale reasumując - Piotrze pójdź na koncert Maków I Chłopaków, Pawle wracaj na potańcówkę w Jadłodajni, ja sobie skoczę na imprezę do Fresha i zamknijmy temat Scaruffiego raz na zawsze. PS: jak rozumiem fragmenty tej książki po polsku publikuje niezastąpione "Glissando". swoją drogą ciekawe czy Piero kojarzy ten periodyk i co sądziłby o artykułach tam prezentowanych.
borys d (22 lutego 2008) -
pochwal się swoim, pośmiejemy się. nie serio nie jestem fanem ulistawiania wszystkiego, aczkolwiek jest to poniekąd wymogiem czasów. gust pana Scaruffi uważam za znośny, acz miejscami bym się pokłócił
tygrysia maska (21 lutego 2008) -
Co z tego że przesłuchał ileś tam tysięcy płyt? Liczy się jakość nie ilość a gościu ma chujowy gust po prostu
... (21 lutego 2008) -
no robi wrażenie jego dorobek intelektualny. pełen szacunek. mimo wszystko, jako autorytet w dziedzinie muzyki popularnej jest dla mnie mało przekonujący, głównie ze względu na kosmiczne wartościowania i swoistą hermetyczność podejścia do muzyki, bo oczywiście ilości przesłuchanych płyt i orientacji w pewnych stylach nie można mu odmówić. i może nawet miałeś trochę racji z tym człowiekiem renesansu. pozdro.
xx (21 lutego 2008) -
Scaruffi chyba jako jedyny człowiek na świecie wydaje się rozumieć, o co chodzi w "Trout Mask Replica". Fragmenty z Glissando naprawdę miło się czyta, ale lista najlepszych albumów z jego strony jest żenująca.
popol_v (21 lutego 2008) -
czy aqua to przypadkiem twórcy hiciora sprzed lat "barbie girl" ?
17 (21 lutego 2008) -
"być może przy przesłuchanych 10.000 czy ile tam albumów dojdę do wniosku, że The Beatles są przereklamowani, ale chyba nie zacznę doceniać Aqua, prawda?" nie wiem, dowiesz się jak przesłuchasz, a nawet wtedy - oceny mogą być różne. ja sobie tego nie wyobrażam, ale gdyby ktoś mi powiedział 7 lat temu, że będę słuchał kylie minogue i kolesia z n'sync.. przy czym na pewno można się zgodzić, że hip-hop czy techno nie są tym co jego fascynuje najbardziej, więc tego bym jakoś drobiazgowo nie analizował. "dla mnie to mądrzejszy Andrzej bez ksenofobicznych uprzedzeń, a nie żaden człowiek renesansu. i bez profanowania Lema proszę. " najwyraźniej w temacie scaruffiego jesteś ignorantem. proponuję na początek: http://www.scaruffi.com/service/about.html
mz (21 lutego 2008) -
przeczytałem 1 część, o prehistorii rockandrolla - tłumaczenie daje radę, faktografia i research oczywiście mega solidne, klasa naprawdę, choć tak jak myslałem - bardzo chłodno i encyklopedycznie to wszystko napisane, w sumei mógłby po myślnikach lecieć bez straty dla treści. dalej na temat rocka w Glissando: Zappa, Theoretical Girls, 6 stron o krautrocku, Sonic Youth, Magma, "Piper At The Gates Of Dawn", kolejne części tłumaczenia Scaruffiego etc.
PK (21 lutego 2008) -
fragmenty ksiązki Scaruffiego zamieszczone sa w glissandzie, wiec kazdy bedac chocby w empiku moze sprawdzic czy tłumaczenie mu odpowiada.
grossvan (21 lutego 2008) -
w tym wypadku nie ma znaczenia, ile on w sumie płyt przesłuchał. jestem w stanie zrozumieć jego różne odpały, ale ta lista go zwyczajnie kompromituje. 80% wydawnictw, które na niej umieścił ma niewiele wspólnego z techno, a do tego pojawiają się tam rzeczy zupełnie nieistotne, a nawet dramatycznie złe. być może przy przesłuchanych 10.000 czy ile tam albumów dojdę do wniosku, że The Beatles są przereklamowani, ale chyba nie zacznę doceniać Aqua, prawda? dla mnie to mądrzejszy Andrzej bez ksenofobicznych uprzedzeń, a nie żaden człowiek renesansu. i bez profanowania Lema proszę.
xx (21 lutego 2008) -
czy ta rock encyklopedia weissa nie została przypadkiem wydana tylko do litery "k" 2 tomu?, ktoś mi kiedyś mówił, że dalej nie było kasy na wydawanie czegoś takiego w pwnie, ale to było dosyć dawno, może się coś zmieniło? a powyżej ten link, teraz dopiero skojarzyłam, jakoś pare lat temu było artykuł o tym człowieku w gazecie, weszłam na ta strone i byłam w mega szoku, że tego dokonała jedna osoba, co tu gadać..
fahrmi (21 lutego 2008) -
(historia pisana jak leksykon, coś pomiędzy suchą encyklopedią a formą recenzji. natomiast forma jest oczywiście chronologiczna, według najdrobniejszych nurtów w obrębie których wspomina się o najważniejszych zespołach).
mz (21 lutego 2008) -
bardzo zdawkowo, to historia rocka. zresztą warto zaznaczyć, że jest to historia w formie bardziej leksykonu, próby streszczenia i kategoryzacji zjawisk - setek drobnych nurtów w obrębie większych gatunków. dlatego dla niektórych może to być po prostu nudna lektura. mnie przede wszystkim interesuje jak to będzie rozwiązane od strony tłumaczeniowej - zakładam, że Tomasz Kamiński jest pasjonatem, bo nie sądzę by wydawnictwo płaciło za to dużą kasę. nie jest to zwykła książka muzyczna typu biografia red hot chilli peppers, dlatego musi to robić osoba bardzo wkręcona, która poradzi sobie z tym specyficznym językiem. oby się udało. słyszałem, że książka reynoldsa została przetłumaczona dramatycznie źle. "17 miejsce - Aqua nie, koleś w ogóle nie jest wariatem " nie ma sensu drobiazgowe analizowanie jego list. w myśl zasady, że partnerami do dyskusji są dwie osoby, które przesłuchały porównywalną liczbę płyt, ze Scaruffim będziemy mogli polemizować za jakieś 170 lat :>
mz (21 lutego 2008) -
17 miejsce - Aqua nie, koleś w ogóle nie jest wariatem
PK (21 lutego 2008) -
a o techno w tej książce pisze? bo na stronie bardzo ciekawa lista: http://www.scaruffi.com/music/techno.html
xx (21 lutego 2008) -
Przyznam, że tego się kompletnie nie spodziewałem. Jeśli ktoś ze znajomych ma zamiar kupić, to z zainteresowaniem porównam polskie tłumaczenie z oryginałem, który mam przyjemność posiadać (nabyłem kiedyś w amazon used). Osobom, które nie trawią internetowego Scaruffiego - nie polecam, to praktycznie to samo. Ale o samym Scaruffim chyba nie ma co dyskutować, przynajmniej nie z naszej pozycji, bo byłoby to bufonadą. Obserwując, czytając z rosnącym podziwem jego stronę od bodajże 2002 roku nasuwa się wniosek, że takich myślicieli, ludzi renesansu to jest mało na świecie, żeby nie powiedzieć nie ma ich wcale (kategoria Stanisława Lema czy coś w tym stylu). To jest gość, którego doba trwa chyba około 70 godzin, z których 8 wykorzystuje na spanie a 62 na pogłębianie wiedzy o świecie. Zresztą naprawdę nie ma co pierdolić o wielkości Scaruffiego bo można by tak nawijać przez kilkanaście stron i wymieniać jego osiągnięcia, nie no absolut. Przy tym wszystkim to bardzo serdeczny gość, z którym jest kontakt! Kiedyś wdałem się z nim w życzliwą dyskusję na temat Jana Pawła, a Borysowi pamiętam podpowiadał źródła do pracy magisterskiej.
mz (21 lutego 2008) -
nie, no spoko, pewnie kupię, jeśli nie będzie to zbyt encyklopedyczne dzieło
PK (18 lutego 2008) -
no, ale w sumie lepsza ta pozycja niz zadna. wydaje: niklas/grafika i rzecz. tłumaczy Tomasz Kamiński.
grossvan (18 lutego 2008) -
a kto jest tłumaczem? i kto wydaje? oczywiście musiał być to Scaruffi. nie mógł być to Reynolds, Morley czy David Toop, tylko Scaruffi. jeśli on streszcza Historię Wszystkiego tak jak wygląda jego sajt internetowy, to już chyba wolę Andrzeja Budę, przynajmniej jest weselej
PK (18 lutego 2008) -
nowe glissando o muzyce rockowej. choc dopiero przejrzalem pobieznie to musze przyznac, ze jest duzo ciekawych rzeczy. w maju ma sie ukazac w naszym jezyku historia muzyki rockowej wg Piero Scaruffiego. myle sie, czy moze jednak bedzie to pierwsza pozycja ksiazkowa na naszym rynku, w ktorej obszernie beda opisane takie nurty jak no wave, minimal rock, post rock itd od razu sie przyznaje, ze nie widzialem encyklopedii weissa, ale raczej watpie czy zglebial on np scene louisville lub chciago. jesli mijam sie z prawda to niech mnie ktos poprawi.
grossvan (18 lutego 2008) -
swoja droga jestem ciekaw, co tam na temat Jelinek i Mintona wymodzili, wiec trzeba chyba kupic
PK (25 października 2006) -
jak ostatnio zagladalem na strone glissadno, a musialo to byc juz po warszawskiej jesieni, to jeszcze zadnej informacji na ten temat nie bylo. przepraszam, ze nie odwiedzam dzialu prasowego w empiku codziennie
PK (24 października 2006) -
dla kogo niepostrzeżenie dla tego niepostrzeżenie (zwłazzcza, że leży siobie na półeczce w empiku jak zwykle)
tygrysia maska (24 października 2006) -
http://glissando.pl/index.php?s=czasopisma_szczegoly&id=13&t=1niepostrzezenie ukazał sie nowy numer, 9(9)
PK (24 października 2006)