INNE - FORUM
Glissando / Piero Scaruffi
15 lipca 2005Niedługo ukaże sie nowy numer(4!), jest więc okazja żeby pogadać o tym czasopiśmie... Jak się zapatrujecie?
Mam wcześniejsze 3, ale jeszcze nie miałem okazji się zagłębić(gwoli wyjaśnienia: przyszły wszystkie 3 razem, przysłane z serpent.pl) ale tak na rzut oka nie jest źle. Nawet Księżyk się podniecał pierwszym numerem na łamach ś.p. "Zine"'a.
-
"problem w tym, że renesans to był 500-600 lat temu" ale co to ma wspólnego z "człowiekiem renesansu"? nie słyszałeś wcześniej takiego określenia? "a pracowitość i rozległość zainteresowań nie równają się geniuszowi. nie równały się w renesansie i nie równają się teraz. " dobrze, ale bycie ekspertem w tylu dziedzinach już się równa. dla mnie. "zresztą, geniuszy też należy krytykować. " nie ma sensu krytyka kogoś w temacie, w którym dla tego kogoś nie jesteś w najmniejszym stopniu równorzędnym partnerem do dyskusji. "i nie sprowadzaj tego do kłócenia się z nielubianymi redaktorami." mówiłem to do użytkownika pupa, a finał naszej "dyskusji" chyba potwierdził słuszność diagnozy, prawda? "ja tam luuubięę waaas i bardzo chciałbym przeczytać, dlaczego uważacie Scaruffiego za wielki autorytet." no ja już pisałem. "no, a czytam bez przerwy, że Scaruffi wielkim człowiekiem jest i kto tego nie kuma, ten jest ignorantem, lanserskim kulturoznawcą albo bezczelnym anonimowym uzytkownikiem. zachowujecie się wobec Scaruffiego jak wieksza część naszego narodu wobec JP2. najwybitniejszy teolog, dramaturg, poeta, filozof, narciarz, wędrowiec, szansonista i smakosz kremówek. NAJWYBITNIEJSZY POLAK. zero dyskusji." po pierwsze ja nic takiego nie pisałem, po drugie o czym mam z tobą dyskutować, bo nie rozumiem.
mz (23 lutego 2008) -
problem w tym, że renesans to był 500-600 lat temu, a pracowitość i rozległość zainteresowań nie równają się geniuszowi. nie równały się w renesansie i nie równają się teraz. zresztą, geniuszy też należy krytykować. i nie sprowadzaj tego do kłócenia się z nielubianymi redaktorami. ja tam luuubięę waaas i bardzo chciałbym przeczytać, dlaczego uważacie Scaruffiego za wielki autorytet. no, a czytam bez przerwy, że Scaruffi wielkim człowiekiem jest i kto tego nie kuma, ten jest ignorantem, lanserskim kulturoznawcą albo bezczelnym anonimowym uzytkownikiem. zachowujecie się wobec Scaruffiego jak wieksza część naszego narodu wobec JP2. najwybitniejszy teolog, dramaturg, poeta, filozof, narciarz, wędrowiec, szansonista i smakosz kremówek. NAJWYBITNIEJSZY POLAK. zero dyskusji.
xx (23 lutego 2008) -
no nic ci nie wyskoczyło? fuck!
pupa (23 lutego 2008) -
i co dalej mistrzu, jak mam tych konkretnych ludzi renesansu, których jest tak wielu przecież, znaleźć. dajesz.
mz (23 lutego 2008) -
to proste, wpisuj wszystkie dziedziny nauki jakie ci przyjdą do głowy
pupa (23 lutego 2008) -
z ciekawości - zapodaj kilka nazwisk, bo nie wiem co mam w google wpisać
mz (23 lutego 2008) -
RO-ZU-MIEM, jara cię kliniczny polihistoryzm :) poguglaj sobie, znajdziesz więcej takich ciekawych biogramów.
pupa (23 lutego 2008) -
>>>>>>dla mnie<<<<<<< osoba która może pochwalić się takim fachowym dorobkiem w tylu dziedzinach jest geniuszem, nawet jeśli w żadnej z tych dziedzin osobno nie jest geniuszem. (choć o tym też można dyskutować, ale nie ze mną o naukach ścisłych i oprogramowaniu, bo się na tym nie znam). jeśli dla ciebie taka osoba nie jest geniuszem, to jakby jest twoja sprawa i nie musimy się w tej kwestii zgadzać. rozumiesz?
mz (23 lutego 2008) -
ale jak tu się można zgadzać lub nie zgadzać z redaktorami, skoro oni opisują swoje emocje, a nie jakiś badawczy problem. ja przyjmuję do wiadomości, że jak czytasz biogram tego pana to masz ciary na plechach, ale co z tego?
pupa (23 lutego 2008) -
ale ja już pisałem tutaj na czym polega jego geniusz. Powtórzę: "znacie jakiegoś poważnego krytyka muzycznego, który napisałby zarówno historię rocka jak i jazzu? I pewnie nie mniej wie o muzyce poważnej. Ja nie kojarzę takiej postaci. Do tego dodajcie rzetelne i pełne znawstwa ogarnianie tak ogromnych dziedzin wiedzy jak literatura, historia, film, polityka. Dodajcie nauki ścisłe, jakieś prace naukowe z teorii względności, nauki kognitywne. I jakby tego było mało, świat, który opisuje i analizuje również aktywnie poznaje, co ujęte jest w dziale Travel." rozumiem, że dla użytkownika pupa to jest standardowy, pracowity koleś o szerokich horyzontach. dobra no mnie generalnie nie rusza opinia użytkowników pupa, dupa czy nawet kupa, która zresztą na kilometr śmierdzi zwykłą chęcią nie zgodzenia się za wszelką cenę z nie lubianymi przez siebie "redaktorami", i nie czuje potrzeby jakiejś obszernej dyskusji z takim stanowiskiem.
mz (23 lutego 2008) -
ale jak się chce być kimś więcej niż tępym wyznawcą, to trzeba umieć swoją czołobitność uzasadnić czymś więcej niż zachwytem nad rozmiarem dzieła. nawet jenna jameson w końcu to skumała i pomniejszyła sobie piersi! oczywiście możemy poprzestać na banalnej konstatacji, że "słowacki wielkim poetą był", ale myślałem, że tu chodzi o jakieś głębsze analizy. tacy wyznawcy, którzy sami niewiele kumają, jara ich głównie to, że nie rozumieją kolesia, więc to co robi MUSIBYĆBARDZOMONDRE, raczej nie robią mu dobrej reklamy.
pupa (23 lutego 2008) -
Ej, ale ja tam nie znam Scaruffiego poza jego artykułami o muzyce, ale co ma do tego Modest Mouse i Radiohead? Wiem, że chciałeś by to byli twoi kolesie od piwa, ale kiedy my umrzemy i będziemy stanowić pokarm dla grzybów to ich dzieła pozostaną niewzruszone jak Hamlet i Don Kichot i nie ma się co obrażać, tylko właśnie podchodzić z tą "czołobitnością".
kuba (23 lutego 2008) -
Nie nazwałbym go geniuszem, ani wariatem. Scaruffi to bardzo pracowity człowiek z wieloma pasjami. Ciekawe z czego żyje. Jeśli płacą mu za kolekcjonowanie faktów z dziedziny nauki, muzyzki czy filmu musi być szczęśliwym człowiekiem. Choć ponoć im więcej wiedzy tym w większe problemy wpadasz (egzystencjalne myśli itd.) Pomniku bym mu nie postawił, ale czołobitna postawa w stosunku do twórców i dziennikarzy redaktorów Porcys jest znana powszechnie nie od dziś (patrz: recenzje płyt Radiohead i Modest Mouse).
Michał (22 lutego 2008) -
Imponujące. Tak trochę jak Borges jeśli chodzi o literaturę tu jednak mamy do czynienia z dużo większym obszarem zainteresowania...
Rudestus (22 lutego 2008) -
wow, ma stronę internetową pełną artykułów. zlukałem jeden: "free will and identity". najmniejszych śladów geniuszu nie stwierdzono.
pupa (22 lutego 2008) -
"no ale mistrzu, na czym ten geniusz polega?" www.scaruffi.com
mz (22 lutego 2008) -
no ale mistrzu, na czym ten geniusz polega? i na czym polega to WSPÓŁ-TWO-RZE-NIE? z jednej strony ktoś tu wyśmiewa "dzisiejszych młodych culture addicts", a z drugiej sam nie potrafi wykazać się jakąkolwiek wiedzą na wychwalany temat. jasne, można sobie do usranej śmierci pisać o tym panu, że JEST ZA-JE-BI-STY, ale skoro się komuś stawia zarzut upraszczania, to należałoby samemu wykazać co ów delikwent upraszcza, jak upraszcza i dlaczego to upraszczanie jest nieuprawnione. "Zakładam, że mówi prawdę." sorry, ale takim zakładaniem nie wykazujesz znajomości tematu, niczym ci bogu ducha winni "culture addicts".
pupa (22 lutego 2008) -
"jakie są zasługi wychwalanego przez Borysa i Michała Scaruffiego? " www.scaruffi.com "proponuję wskazać nowatorstwo jego myśli." ja akurat nie wychwalałem jego nowatorstwa tylko geniusz. ale podobno: "We pioneered business applications of Artificial Intelligence and Internet-based commerce since the 1980s.". Zakładam, że mówi prawdę.
mz (22 lutego 2008) -
mądrze prawi dupa, polać mu, jakie są zasługi wychwalanego przez Borysa i Michała Scaruffiego?
Michał (22 lutego 2008) -
z tego co widzę, to fascynacja tym panem jest u niektórych tak wielka, że przeradza się w nabożny wstyd przed próbą jakiejkolwiek interpretacji jego dzieła. że niby tak wiele dokonał, tak wielki gmach wybudował, że bezczelnością byłoby do niego wejść bez wcześniejszego zamknięcia oczu. zamiast z zapałem wciskać caps lock przy co drugim słowie proponuję wskazać nowatorstwo jego myśli. majuskułą to mogą sobie internetowi frustraci pomagać, a nie ludzie o merytorycznym zacięciu. jeśli ten pan jest rzeczywiście tak wspaniały, to oprócz rozmiarów jego projektu należałoby wskazać coś więcej. pan stefan z psychiatryka też może sobie postawił za cel życia policzyć wszystkie głazy narzutowe na kuli ziemskiej i niby dlaczego jego szajba miałaby być mniej wyjątkowa. argumenty typu "czytam jego prace od siedmiu lat" albo że jego książka o pipsztykologiczej naturze postpipsztyckości to "niezła jazda, mówię wam" są zbyt mikre. no i jak od, do cholery, WSPÓŁ-TWO-RZYŁ ten internet, bo to ciekawe!
pupa (22 lutego 2008) -
"padanie na kolana przed "wariatem", które np. teraz Borys wykonujesz (nie tylko Ty), średnio mi się podoba. " a teraz wyobraź sobie, że idziesz do Berkeley i po wykładzie zagadujesz Scaruffiego. "Pan jest wariat!". "Dlaczego?" "No bo dał pan Aqua na 17 miejscu w rankingu techno". Pfff... "ale nie uważam go za ciekawego autora piszącego o muzyce. "Beatlesi byli przereklamowani" jako najoryginalniejsza opinia?" Tak, ale to wg ciebie jest jego najoryginalniejsza opinia, a nie według samego autora. Scaruffi zapisał setki stron na temat szerzej nieznanych grup i artystów, i wie więcej na temat historii rocka niż my wszyscy razem wzięci, więc właściwie skąd się bierze ten zapał do oceniania go, ustawiania w szeregu poniżej innych historyków rockowych, a na końcu jeszcze potrzeba uzasadnienia swojego stanowiska jakąś krytyką Scaruffiego zupełnie na siłę. Wystarczyło poprzestać na stwierdzeniu, że Reynoldsa ci się lepiej czyta i byłoby git. Uniknęlibyśmy tej smutnej groteski, czyli pisania o tym wielkim, świetnym człowieku w tonie protekcjonalnym, nie mówiąc już o jakichś frustrackich odjazdach z analem w roli głównej. "olanie wątku seksualnego w pisaniu o historii rockandrolla? duży brak." o właśnie o tym mówię. po pierwsze - z perspektywy wieloletniego czytelnika scaruffiego trochę śmiesznie wygląda ten ton. po drugie - z tej samej perspektywy, gdybyś zechciał poświęcić lekturze scaruffiego więcej czasu i uwagi (ale ja do tego nie namawiam, namawiam tylko do powściągliwości w wyrażaniu krytycznych opinii na podstawie pobieżnej lektury) zrozumiałbyś, że nie jest to dla scaruffiego żaden brak, tylko nic nie warty aspekt, który go nie interesuje. "co ciekawe, wikipedia podaje na pierwszym miejscu, że Scaruffi to Italian music historian. tę część jego pracy możemy chyba na tym forum komentować i spierać się o jej wartość" możemy też wybiec przed blok na golasa, ale narazimy się wtedy na śmieszność, więc ja w tym nie będę brał udziału :) "uważam podobnie jak piotrek, że to szaleństwo. skądinąd znak czasów wyrażony w irracjonalnym i niestety skazanym na niepowodzenie pędzie do uszeregowanie wszystkiego. czas samotnych geniuszy, którzy ogarniali wszystko minął bezpowrotnie. nie oznacza to że misja pana Scaruffiego nie wydaje mi się jak najbardziej godna podziwu i wielkiego szacunku, jakkolwiek zakrawa na DonKichotyzm." cały ten akapit uważam za kompletnie chybiony. dlaczego niby ma to być szaleństwo? dlatego, że normalny człowiek miałby siły funkcjonować w takim trybie 5 dni, a Scaruffiemu udaje się całe życie? gdyby wszyscy mieli takie podejście nadal siedzielibyśmy w jaskiniach i zastanawiali się jak najłatwiej rozpalić ogień. niech każdy robi tyle na ile go stać. po drugie nie jest to znak czasów - wręcz przeciwnie. znakiem czasów w świecie nauki jest jak największa specjalizacja, a w świecie kultury kwestionowanie sensu wartościowania i uszeregowania. "2. ale sęk w tym że on NIE JEST ANALITYKIEM. (...) zresztą on nawet zaznacza, że jego dzieło ma być syntezą ludzkiej wiedzy, co już jest lekko nawiedzone, bo to na dzień dzisiejszy jest niemożliwe bez przyjęcia pewnych uogólnień i skrótów. Podejrzewam że Scaruffiemu, ani żadnemu innemu człowiekowi nie starczyłoby życia żeby przeczytać wszystkich książek zgromadzonych dajmy na to w Bibliotece Kongresu ect." Pawle, taki banał - wszystko jest niemożliwe bez przyjęcia uogólnień. Napisania książki o ostatnich latach w dziejach Ursynowa byłoby również niemożliwe bez uogólnień. Kto decyduje na jakim poziomie uogólnienia ma to jeszcze sens? Skąd wiesz, że taka pozycja w wykonaniu Scaruffiego nie byłaby interesująca i wartościowa? Stwierdzenie, że nie da się wiedzieć wszystkiego nie przekreśla idei takiej historii, bo ja się spytam - po co robimy listy roku, skoro nie przesłuchaliśmy wszystkich płyt jakie powstały w tym roku? To głupi argument. I jeszcze na koniec. Nie czuję się kompetentny, żeby porównywać nowatorstwo Scaruffiego i Lema w konkretnych dziedzinach, w których byli pionierami. Ale zapytam się was - znacie jakiegoś poważnego krytyka muzycznego, który napisałby zarówno historię rocka jak i jazzu? I pewnie nie mniej wie o muzyce poważnej. Ja nie kojarzę takiej postaci. Do tego dodajcie rzetelne i pełne znawstwa ogarnianie tak ogromnych dziedzin wiedzy jak literatura, historia, film, polityka. Dodajcie nauki ścisłe, jakieś prace naukowe z teorii względności, nauki kognitywne. I jakby tego było mało, świat, który opisuje i analizuje również aktywnie poznaje, co ujęte jest w dziale Travel. Nie rozumiem na czym miałaby polegać ujma dla Lema w porównaniu do Scaruffiego, to jest podobny format postaci.
mz (22 lutego 2008) -
english jest cool, amirite?
human bell (22 lutego 2008) -
Borys, myśle że po tylu latach rozkminiania Scaruffiego powinieneś śmignąć o nim doktorat. tylko proszę, unikaj ogólników, bo UPRASZCZANIE jest złe.
xx (22 lutego 2008) -
anegdota jest ważna, bo pokazuje szerszą perspektywę (również czasową) w jakiej postrzegam tego gościa. w 2001 też z Michałem byliśmy podejrzliwi, ale minęło sporo czasu, stopniowo poznaliśmy jego prace lepiej i właściwie nie ma słabej strony w jego dorobku naszym zdaniem. może ci którzy odkryli Piero dziś, za 7 lat przyznają nam rację (a może nie - ale to kryterium może być istotne). ja przytaczam tylko fakty, które w dodatku wnoszą nowy wymiar do polemiki o tym człowieku. PN - a czemu ja mam ci podawać wszystko na tacy? przyzwyczaiłeś się do paru kliknięć? znajdź sobie. ale dobrze wyczuwasz, że pewnych informacji na temat osiągnięć Scaruffiego nie znasz. także "ręce opadają", indeed. PK - to nie jest żaden wrzut osobisty pod TWOIM adresem, nie schlebiaj sobie aż tak bardzo. to raczej krytyczna diagnoza pewnej tendencji do nie-kanonizowania za wszelką cenę, do strachu przed wygłaszaniem doniosłych deklaracji. ów trend jest charakterystyczny dla dzisiejszych młodych culture addicts i mnie ostro drażni. problem was obu i wam podobnych to UPRASZCZANIE. taki trochę syndrom naszych czasów - brak głębszej refleksji, bo to takie mało cool. liczy się szybka diagnoza, drobny namecheking dla lansu i wychylenie kolejnego browca. otóż błąd. spędziłem "troszkę" więcej minut od was na sceptycznej analizie postaci Scaruffiego. i niestety Piero i inni historycy kultury w XXI wieku = drapacz chmur i domki jednorodzinne; NO CONTEST. i powtórzę po raz trzeci, że nie padam na kolana, tylko właśnie POWAŻNIE podchodzę do tego i takie mam wnioski po latach śledzenia działalności kolesia. rest in peace yo, I'm out.
borys d (22 lutego 2008) -
a nie padanie przed czymś na kolana świadczy o poważnym podejściu do tego, a nie żadnym baunsie.
xx (22 lutego 2008) -
o, widzę że dodałeś PS-a po paru minutach z wrzutem osobistym pod moim adresem. ja mysle, ze i tak jestem miły, bo niektórzy skomentowali, że twój stosunek do pana Scaruffiego ma charakter analny i w sumie nie sposób odmówić im słuszności. anegdota o magisterce czy o tym, że JUŻ W 2001 ROKU Z NIM MAILOWAŁEŚ OMG OMG w ogóle nie jest lansem/baunsem, w ogóle noooo :) pozdrawiam serdecznie, jak to sie zwyklo ostatnio mowic
PK (22 lutego 2008) -
>ten człowiek przewidział internet dokładnie jak Lem, z tą różnicą że on internet WSPÓŁSTWORZYŁ w praktyce, a nie pisał powieści o tym. ... borysie litości, porównujesz człowieka który z grubsza przewidział doniosłość kulturalno-cywilizacyjną nowych form komunikacji, gdy te jeszcze nie miały stosownej nazwy z człowiekiem który "współtworzył" Internet w tym sensie, że jako jeden z pierwszych wykorzystał to medium w celach publicystyczncych. no ręce opadają. no chyba, że o czymś nie wiem. jakiż to przełomowy wpływ miał Scaruffi na rozwój Internetu - uchylisz rąbka tajemnicy, czy pozostaniesz dobrym kumplem i nie będziesz ośmieszał mojej niewiedzy publicznie?
tygrysia maska (22 lutego 2008) -
no ale oddzielmy dorobek Scaruffiego w kognitywistyce czy fizyce od jego pisarstwa od muzyce. nie wiem jak wy, ale ja nie mam kompetencji, aby krytykować bądź wychwalać pod niebiosa jego prace naukową. mogę tylko powiedzieć - szacun, bo wygląda na to, że zrobił wiele. co ciekawe, wikipedia podaje na pierwszym miejscu, że Scaruffi to Italian music historian. tę część jego pracy możemy chyba na tym forum komentować i spierać się o jej wartość - niezależnie od tego, co jeszcze Scaruffi zrobił w swoim życiu, jakim jest zajebistym człowiekiem czy ile płyt przesłuchał. nie róbmy z niego świętej krowy, no.
xx (22 lutego 2008) -
"o tak, prywatnie Piero to wyjątkowo sympatyczny gość. pamiętam jak pierwszy raz z nim mailowałem w 2001 o Solex - ujął mnie wtedy kompletną bezpretensjonalnością i serdecznością tonu. od tego czasu zdarzyło się nam kilka przemiłych korespondencji. rzeczywiście ostatnio doradzał mi przy magisterce, a to było z rok temu - muszę się do niego odezwać..."
nosz kurwa co za burak (22 lutego 2008) -
no tak jak podejrzewałem Piotrze i Pawle - nikłe macie pojęcie o dorobku Scaruffiego. ten człowiek przewidział internet dokładnie jak Lem, z tą różnicą że on internet WSPÓŁSTWORZYŁ w praktyce, a nie pisał powieści o tym. mógłbym dalej wymieniać, ale... znam ton was obu w realu i jak sobie wyobrażam że mi nawijacie nad uchem na temat Scaruffiego to robi mi się za was wstyd. nie ośmieszajcie się już i skończmy wątek. elo elo. PS: jakże mnie mierzi ta obsesja - "nie padać przed niczym na kolana!". bo jeszcze się może okazać, że to coś ma słabe strony i będzie wpadka, nie? to takie cool, uczyli tego na wyższej szkole baunsu/lansu tudzież na kulturoznawstwie, brawo. żenada. (co nie znaczy że ja padam na kolana, bo z wieloma rzeczami które Piero pisze o muzyce się nie zgadzam - ale chodzi o zachowanie jakichś zdrowych proporcji, na litość boską.)
borys d (22 lutego 2008)