INNE - FORUM

Glissando / Piero Scaruffi

15 lipca 2005

Niedługo ukaże sie nowy numer(4!), jest więc okazja żeby pogadać o tym czasopiśmie... Jak się zapatrujecie?
Mam wcześniejsze 3, ale jeszcze nie miałem okazji się zagłębić(gwoli wyjaśnienia: przyszły wszystkie 3 razem, przysłane z serpent.pl) ale tak na rzut oka nie jest źle. Nawet Księżyk się podniecał pierwszym numerem na łamach ś.p. "Zine"'a.

-
  • tak a propos scaruffiego: "w dobie internetu liczy się ROZKMINA, a nie NAMECHECKING!" (Dejnarowicz, 2008) hehe
    taki koleś (31 października 2008)
  • > nie pamiętam gdzie to było i nie mogę teraz tego znaleźć (może ktoś pomoże?). W każdym razie borys gdzieś kiedyś w jakimś artykule/recenzji/poście (może to nie było na porcysie) napisał, że sgt pepper to płyta genialna/wybitna i jeśli ktoś twierdzi inaczej, to dyskusja na temat muzyki z tą osobą nie ma sensu. a tak naprawdę, nie wydaje mu się, żeby rozmowa na jakikolwiek temat z taką osobą miała sens. myślę, że stanowi to pewien klucz do zrozumienia tego wątku;) –czepiacz, 25/2/2008 10:16 http://porcys.com/Reviews.aspx?id=346 > i niestety Piero i inni historycy kultury w XXI wieku = drapacz chmur i domki jednorodzinne; NO CONTEST. –borys d, 22/2/2008 15:39 Nie wiem, o jakich historyków chodziło i jak w ich pracy rozeznany jest Borys, ale oburzony brakiem należytego podejścia do postaci Scaruffiego sam chyba zachowuje się nieelegancko. Lecz w sumie zabawnie, przykładowo, szanuję cię Umberto, ale ty domek jednorodzinny jesteś.
    Qfwfq (czyta po godzinach) (31 października 2008)
  • stary, tam jest kurwa sienkiewicz
    rzyg (24 października 2008)
  • http://www.scaruffi.com/fiction/bestpl.html o kurwa, on the niemen na 11. miazga.
    grossvan (24 października 2008)
  • Poprawiam: http://www.scaruffi.com/fiction/best100.html
    Qfwfq (24 października 2008)
  • Scaruffi to człowiek, który chce rozszyfrować "Finnegans Wake" *. Proste. * i tym samym skompromitować Joyce'a (którego walnął niżej niż Cortazara, moja znajoma byłaby zachwycona, zresztą intencje tej listy nie są dla mnie jasne http://www.scaruffi.com/fiction/best100.html).
    Qfwfq (24 października 2008)
  • "Ciekawe z czego żyje. Jeśli płacą mu za kolekcjonowanie faktów z dziedziny nauki, muzyzki czy filmu musi być szczęśliwym człowiekiem." Mr. Scaruffi, 51, a freelance software consultant and occasional university lecturer (...) Before the hobby became the job, Mr. Scaruffi, who has a degree in mathematics from the University in Turin, had worked in artificial intelligence and computers. That’s now a fallback when he needs the money. “If I need to buy a new car, then I have to go out and do software consulting,” he said in a light Italian accent. http://www.nytimes.com/2006/10/15/arts/15morr.html?_r=2&oref=slogin&oref=slogin
    kakaok. (17 lipca 2008)
  • czy kiedys jaks plyta dostanie u scaruffiego 10/10?
    sas (16 lipca 2008)
  • ten motyw:"nikt z nas do piet Mu nie dorasta,himalaje a domki jednorodzinne,ale wiecie,JA Z NIM MEJLOWALEM"to jest klasyk.
    ttt (16 lipca 2008)
  • no a co z książką scaruffiego?
    siur (15 lipca 2008)
  • u to bida
    siur (15 lipca 2008)
  • czesc numerow chyba wciaz dostepna na stronie pisma. a "nowego nr" byc moze nawet w ogole juz nie bedzie.
    _____ (15 lipca 2008)
  • tylko na serpencie można archiwalne numery zakupić?kiedy nowy numer wie ktoś a i ta książka ukazała się w końcu?
    siur (15 lipca 2008)
  • Dziękuję za zaangażowanie i sprostowanie. Nie, nie sądziłem, że to była prawdziwa merytoryczna pomyłka, bo brzmiała tak absurdalnie, że trudno byłoby w to uwierzyć. Niestety, nie zmienia to faktu, że ów artykuł jest jednym z najsłabszych w całym (trzymającym wysoki poziom) numerze. Pozdrawiam.
    popol_v (26 lutego 2008)
  • JESZCZE W SPRAWIE ARTYKULU O SONIC YOUTH Witam serdecznie dyskutantow, nazywam sie Jan Topolski i jestem redaktorem naczelnym magazynu "Glissando". Jak juz napisano, w artykule o "Dream Nation" Sonic Youth wkradlo sie pare bledow podczas korekty, w tym owo fatalne zdanie o Nirvanie. Nie byly one w zadnym stopniu wina Autorki. Chcialbym nieniejszym przeprosic Ja oraz wszystkich Czytelnikow za to nieporozumienie. Wlasnie wprowadzamy poprawiona wersje artykulu oraz oddzielne sprostowanie na strone www.glissando.pl - znajdzie sie tam ona do jutra do polnocy - a w nastepnym numerze zamiescimy oddzielna, drukowana, korekte. Tak wiec zapraszam do lektury i pozniejszej ewentualnej dyskusji na bazie tej wlasnie wersji, a nie tej, ktora znalazla sie w drukowanym numerze 13-14. Niestety, co jakis czas dochodzi do takich niemilych pomylek, wynikajacych to ze zlej organizacji, to z rozbicia procesu korekty na paru redaktorow. Postaramy sie zrobic wszystko, by uniknac ich w przyszlosci. Poki co, zycze dalszej owocnej i merytorycznej dyskusji i raz jeszcze pozdrawiam,
    Jan Topolski (26 lutego 2008)
  • Aaa, no widzicie. Teraz już wiemy skąd te wszystkie pierdoły w Teraz ROcku.
    Pan Rafał (26 lutego 2008)
  • powyzszy błąd jest wynikiem złej korekty, ktora zlała dwa zdania, w ktorych oba te zespoly wystepowaly oddzielnie i w innych kontekstach. autorka zauwazyla to zbyt pozno i chciala wycofac całą czesc artykulu, lecz w nastepsatwie nieszczęśliwego wypadku zdanie znalazło się w druku, za co ją przepraszamy. zresztą czytając resztę artykułu trudno chyba uwierzyć, że jego autor mogł napisać na serio podobną bzdurę. na stronie Glissanda pojawi się niebawem prawdziwa wersja tego artykułu i sprostowanie. redakcja 'G'
    -- (26 lutego 2008)
  • Kto to jest w ogole Agata Pyzik? Cytat z jej artykulu o Sonic Youth w Glissando: "Takie zepoły jak Nirvana(!) czy My Bloody Valentine, niosły nową jakość - nurt nazwany shoegaze (od gitarzystów wpatrujących się podczas grania w czubki własnych butów). To Sonic Youth poszerzył dla nich rockową formułę."
    popol_v (26 lutego 2008)
  • a co tam w nowym Glissando? –Michał, 25/2/2008 12:42 Scaruffi
    GM (25 lutego 2008)
  • –tygrysia maska, 25/2/2008 11:48 ale przecież nie było żadnej pyskówki, tylko wymiana zdań, w której mz poległ na argumenty. wielokrotnie padają na tym forum "kurwy" i "chuje", np. obrażanie antysemity Andrzeja (masz dziewczynę? itp.), a nikt tego nie usuwa a co tam w nowym Glissando?
    Michał (25 lutego 2008)
  • /////////////////////////////////////////////////////////////// NIEWIELE WNOSZĄCA DO DYSKUSJI PYSKÓWKA MIĘDZY MZ A PUPĄ CZYTASZ NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ //////////////////////////////////////////////////////// MZ: "mówiłem to do użytkownika pupa, a finał naszej "dyskusji" chyba potwierdził słuszność diagnozy, prawda?" bredzisz. nie mam nic do ludzi, którzy potrafią merytorycznie uzasadniać swoje uwielbienie dla jakiejś postaci, a także do tych - szczególnie ich lubię - których stać na krytyczny osąd. polihistoryzm to ciekawe wyzwanie, bo wszelkie próby usystematyzowanego ogarnięcia wszechrzeczy są atrakcyjne, ale najlepiej sprawdzają się jako prądy religijne, a nie nauki ścisłe lub projekty filozoficzne. można oczywiście systematyzować, obsesyjnie wyliczać, szukać metajęzyków zdolnych opisać obiektywne prawidła - koniec końców i tak zawsze pozostaną jakieś nierozstrzygalniki. po goedlu i derridzie trudno mówić o jakimkolwiek operacyjnym scałościowaniu wiedzy. i jeszcze jedno, ja nie twierdzę że scaruffi to buc - szacun dla gościa. bucami są dyletanci, którym do pseudointeligenckiej podjarki wystarcza wikipedyczny biogram, bez próby wejścia w temat. i pliz, nie próbuj uzasadniać geniuszu scaruffiego tym, że ci gugiel spalił na panewce, bo ja naprawdę chciałbym pogadać o meritum, a nie o twoim uwielbieniu dla omnibusów. jak cię to tak strasznie jara, to napisz do tvp, żeby wznowili "wielką grę". –pupa, 24/2/2008 00:43 sorry, ale krok po kroku zostałeś doprowadzony do takiego punktu "polemiki", że żeby uzasadnić swoje pierdolenie "po macoszemu" o Scaruffim, powinieneś zarzucić przykładami takich właśnie sympatycznych wariatów (analnych jeszcze), cierpiących na polihistoryzm (bo to jakaś jednostka chorobowa jak rozumiem?), którzy przecież nie są geniuszami, tylko takimi freakami zwykłymi. moje kryteria pozostają niezmienne, jak mi w guglu wskażesz tych wszystkich jasiów kowalskich zgodnie z tym co napisałeś: "RO-ZU-MIEM, jara cię kliniczny polihistoryzm :) poguglaj sobie, znajdziesz więcej takich ciekawych biogramów." to każdego z nich uznam za geniusza. jak będzie ich naprawdę dużo to wycofam się z opinii o scaruffim. dalszy ciąg rozmowy pokazał jednak, że pierdolisz tak ze zwykłej przekory, a za twoim "poguglaj sobie" nic nie stało. aha - ten biogram wystarczy mi do obiektywnego uznania, że gość jest geniuszem. tak jak nie musiałem czytać prac einsteina, żeby uznać, że był geniuszem (nie porównuję, jakby co) nie wystarczy mi natomiast do podjarki, która wynika z długoletniej lektury. –mz, 24/2/2008 09:42 hej, żeby zostać gdzieś doprowadzonym, trzeba mieć jakiegoś cicerone, a nie drepczącego w miejscu czytelnika encyklopedycznych notek. ale luzik, każdy ma takke kryteria do oceny czyjegoś geniuszu, na jakie go stać. jeśli jednak taka intelektualna powierzchowność ci wystarcza, to spadówa na forum erudyci.pl i daj szansę innym. no chyba że wyjawisz mi wreszcie efekty, tej "długoletniej lektury". a co do samego skarufiego, to w kognitywizmie nie jest on jakąś wielką personą. sam kognitywizm, pomimo multidyscyplinarnego charakteru, też nie jest jakąś "nauką nauk", choć rzeczywiście jest bardzo popularny i rozwija się dość prężnie. –pupa, 24/2/2008 11:13 ale jaka intelektualna powierzchowność? tak cię dotyka fakt, że ktoś używa słowa "geniusz" szerzej niż ty, że go aż bucem z tego powodu nazywasz? zrozum wreszcie, że ja mam naprawdę serdecznie w dupie to, że masz inne kryteria oceny czyjegoś geniuszu, a tym bardziej to jakie ty masz kryteria. kontynuowałem tylko wątek, w którym wszechwiedzącym tonem wyśmiewasz moją definicję, stwierdzając, że takich geniuszy to w guglach pełno. później okazało się, że ty co prawda żadnego nie znasz, ale generalnie co to zmienia, nie? "no chyba że wyjawisz mi wreszcie efekty, tej "długoletniej lektury" ???? ale mam ci streszczać te artykuły, czy przetłumaczyć na polski? po co? –mz, 24/2/2008 12:47 poproś jakiegoś erudytę umiejącego czytać ze zrozumieniem, żeby ci wytłumaczył sens moich wpisów. w skrócie: zaczęło się od tego, że część tutejszych omnibusów zaczęła zżymać się na próby krytykowania recenzenckich dokonań skarufiego, tłumacząc to tym, że tego pana NIEWOLNO krytykować za COKOLWIEK, bo on się zajmuje BARDZOMONDRYMZAGADNIENIEM i pisze takie rzeczy o ŚWIADOMOŚCI, że NORMALNIENIEZŁAJAZDA. co ma teoria logiki rozproszonej do twórczości zespołu aqua już nikt nie był mi w stanie wytłumaczyć. zachwyty i cmokania zostaw dla dziewczyny, o pracy naukowej wypada napisać coś więcej. –pupa, 24/2/2008 14:38 najwyraźniej pogubiłeś się w tej dyskusji. ale błagam skoro to tobie się pogmatwało, nie używaj argumentu, że ja nie umiem czytać ze zrozumieniem, bo to jest naprawdę niski chwyt. więc jeśli zadasz sobie trud uważnego prześledzenia rozmowy (z poczucia uczciwości sam to przed chwilą zrobiłem), zauważysz, że z tobą "dyskutowałem" tylko o tym, dlaczego uważam scaruffiego za geniusza. wydawało mi się, że w końcu udało mi się wytłumaczyć, ale widzę, że nadal nie chcesz przyjąć tego do wiadomości, bo jak małe dziecko musisz postawić na swoim - schodzisz na jakieś inne wątki (o których mi się nie chce gadać), grymasisz jaki to niski poziom intelektualny prezentuje twój adwersarz, obrzucasz inwektywami i prowokujesz, a teraz jeszcze chcesz z borysem polemizować niby to pisząc do mnie, co jest w ogóle przedszkolem. jeśli borys nie chce z tobą dyskutować to bardzo ci z tego powodu współczuję, ale mi w usta nie wkładaj czegoś czego nie mówiłem. –mz, 24/2/2008 14:55 >nie używaj argumentu, że ja nie umiem czytać ze zrozumieniem, bo to jest naprawdę niski chwyt. –mz, 24/2/2008 14:55 Kto mieczem wojuje... –............., 24/2/2008 15:35 łojezu ale się pogubiłem, aż mi się rence trzensom. fakt, ze mną popitalałeś o swojej definicji geniusza ("rzetelne i pełne znawstwa ogarnianie tak ogromnych dziedzin wiedzy jak literatura, historia, film, polityka... nauki ścisłe, jakieś prace naukowe z teorii względności, nauki kognitywne... świat, który opisuje i analizuje również aktywnie poznaje, co ujęte jest w dziale Travel"), która niestety mnie nie urzekła, ale innym wciskałeś kity o tym, że nie są równorzędnymi partnerami do dyskusji dla geniusza, bo to geniusz i kropka. ja takie rzetelne i pełne znawstwa argumentacje umieszczam w dziale "brednie". –pupa, 24/2/2008 16:07 "ale innym wciskałeś kity o tym, że nie są równorzędnymi partnerami do dyskusji dla geniusza, bo to geniusz i kropka. " wklej jakiś cytat ze mnie na poparcie tych swoich bzdurek –mz, 24/2/2008 16:10 "co ciekawe, wikipedia podaje na pierwszym miejscu, że Scaruffi to Italian music historian. tę część jego pracy możemy chyba na tym forum komentować i spierać się o jej wartość" możemy też wybiec przed blok na golasa, ale narazimy się wtedy na śmieszność, więc ja w tym nie będę brał udziału :) –mz, 22/2/2008 17:17 –xx, 24/2/2008 19:18 "nie ma sensu krytyka kogoś w temacie, w którym dla tego kogoś nie jesteś w najmniejszym stopniu równorzędnym partnerem do dyskusji" touché –pupa, 24/2/2008 19:19 1:0 w pupe –arbiter, 24/2/2008 19:41 LOL ktoś tu mówił przed chwilą o czytaniu ze zrozumieniem. wkleję ci jeszcze raz, ale z podpowiedzią: nie ma sensu krytyka kogoś ******w temacie******, w którym dla tego kogoś nie jesteś w najmniejszym stopniu równorzędnym partnerem do dyskusji" i jak to się ma do: ale innym wciskałeś kity o tym, że nie są równorzędnymi partnerami do dyskusji dla geniusza, bo to geniusz i kropka. czy teraz rozumiesz, bo mi już prościej będzie trudno? uważam, że nie ma sensu dyskusja/polemika kogoś kto zna 500 płyt z kimś kto zna 50 000, tak jak i kogoś kto zna 50 z kimś kto zna 5 000 motyw geniusza nie ma tu NIC DO RZECZY. –mz, 24/2/2008 20:10 ps. i dokładnie to samo tyczy się cytatu wklejonego przez xx. motyw genialności w ogóle się tam nie pojawia, bo to samo odnosi się do Reynoldsa, którego za geniusza nie uważam –mz, 24/2/2008 20:13 "uważam, że nie ma sensu dyskusja/polemika kogoś kto zna 500 płyt z kimś kto zna 50 000, tak jak i kogoś kto zna 50 z kimś kto zna 5 000" ma. jeśli dotyczy tych 500 lub 50. napiszę jeszcze raz, ale z podpowiedzią: MA. jeśli DOTYCZY tych ******500****** lub ---50--- i na serio, weź zadzwoń do kogoś, kto umie czytać ze zrozumieniem, bo nie ma sensu dyskusja/polemika z kimś, kto ozdabia swoje wpisy taką fajną serią gwiazdek i podnosi dramaturgię WCISKAJĄC SHIFTA w ODPOWIEDNICH MOMĘTACH, ale nie kuma co się do niego mówi. –pupa, 24/2/2008 22:04 ... słuchaj, ale ja ci tylko uwidoczniłem, że zdanie, które zacytowałeś nie może być dowodem na poparcie twojego stwierdzenia o tym, że "innym wciskałeś kity o tym, że nie są równorzędnymi partnerami do dyskusji dla geniusza, bo to geniusz i kropka.". udowodniłem, że nic takiego nie pisałem. Ty teraz znowu zmieniasz wątek i polemizujesz z jakąś moją opinią, po czym kwitujesz, nie wiem na jakiej podstawie, że nie umiem czytać ze zrozumieniem. –mz, 24/2/2008 22:21 czekaj, spróbuję jeszcze inaczej: %%%$$$$MA)))((((&**&&&&&. ))))))jeśli!!!!!! D-O-T-Y-C=Z-Y tych ******500****** lub ---50--- P Ł Y T.############ –pupa, 24/2/2008 23:38 ok, to ja jeszcze jedną próbę podejmę po czym chyba się wyłączę. tak na razie wygląda dyskusja: TY: Napisałeś, że Ala ma ładnego psa. JA: Zacytuj. TY: Proszę bardzo: "Ala ma ładnego kota". Touche. JA: Tu jest napisane, że Ala ma ładnego kota, a nie ładnego psa. TY: Ala ma brzydkiego kota! Naucz się czytać ze zrozumieniem! JA: Chciałem tylko powiedzieć, ze nie napisałem, że Ala ma ładnego psa. TY: Jeszcze raz. Ala ma brzydkiego kota! daj znać jak zrozumiesz. –mz, 25/2/2008 00:08 pies: innym wciskałeś kity o tym, że nie są równorzędnymi partnerami do dyskusji dla geniusza, bo to geniusz i kropka. ala: wklej jakiś cytat pies: "nie ma sensu krytyka kogoś w temacie, w którym dla tego kogoś nie jesteś w najmniejszym stopniu równorzędnym partnerem do dyskusji" ala: nie ma sensu krytyka kogoś ******w temacie******, w którym dla tego kogoś nie jesteś w najmniejszym stopniu równorzędnym partnerem do dyskusji. uważam, że nie ma sensu dyskusja/polemika kogoś kto zna 500 płyt z kimś kto zna 50 000, tak jak i kogoś kto zna 50 z kimś kto zna 5 000 pies: ma. jeśli dotyczy tych 500 lub 50. ala: mam kota –kot, 25/2/2008 01:06 mz, użytkownik pupa próbuje wyciągnąć z Ciebie dlaczego Scaruffi, w porównaniu z innymi ludźmi renesansu, jest geniuszem. w czym jego artykuły muzyczne i te w temacie nauk kognitywnych wyróżniają się na tle innych badaczy nauk kognitywnych i recenzentów. każdy może badać różne dziedziny życia, ale to czy bada je twórczo zależy od innowacyjności tych badań. geniusz to ktoś, kto wyprzedza swoją epokę, wnosi nowy punkt widzenia. w czym artykuły z dziedziny nauk kognitywnych są nowatorskie? które ich fragmenty, tezy? Scaruffi mógł też przesłuchać 500.000 kiepskich płyt, dlatego jego rankingi mogą być słabe (na co wskazuje wysoka pozycja Aquy) o to chodziło użytkownikowi pupa, tylko że nie zadał Ci tych pytań, mz, bezpośrednio, bo sprawdzał Twoją inteligencję. mam nadzieję, że nie włączy Wam się znowu opcja: nie doceniasz "mojego geniusza", więc jesteś głupi (lub jesteś retardem, jak to się modnie mówi) nie ma świętości, są tylko autorytety. tylko człowiek bierny intelektualnie przyjmuje czyjeś zdanie za pewnik. pozdrawiam. –Michał, 25/2/2008 01:12 jutro skasuję cały wątek rozmowy z użytkownikiem pupa, bo to forum nie powinno służyć dowodzeniu komuś przez 20 postów, że 2 x 2 = 4 (czyli, że coś napisałem albo czegoś nie napisałem). mówię z wyprzedzeniem, żeby nie było nieporozumień. Michał, polecam twojej uwadze mój ostatni post, gdzie pokazałem "dyskusję" z użytkownikiem pupa na modelu z pierwszej klasy podstawówki. ps. to porażające, że po dwóch dniach tłumaczenia, że dla mnie "nowatorstwo" nie decyduje o geniuszu (udało się to zrozumieć nawet użytkownikowi pupa), ty się mnie pytasz - gdzie to nowatorstwo scaruffiego. najwyraźniej pobieżnie przeczytałeś pierwsze fragmenty dyskusji, ale nie wymagaj ode mnie, żebym to samo teraz pisał innej osobie, bo temat jest dzięki mojej determinacji - zamknięty, a jutro skasowany. –mz, 25/2/2008 01:28 > jutro skasuję łaaał! > dla mnie "nowatorstwo" nie decyduje o geniuszu jak już sobie wyjaśniliśmy, każdy ma swoje definicje. żul stefan spod mojego bloku ma bardzo pojemną definicję "ubikacji" i średnio pojemny pęcherz, więc sika gdzie popadnie. dobra, miło było. a teraz zamykaj, kasuj i czyść. jak mus to mus. :) –pupa, 25/2/2008 01:57 //////////////////////////////////////////////////////////// APELUJE O POWSTRZYMANIE SIĘ OD KOMENTOWANIA TEJ WYMIANY ZDAŃ
    przeklejone (25 lutego 2008)
  • nie chodziło o kasowanie wątku tylko lekko wymykającej się spod kontroli pyskówki z pupą (nie oceniam, kto miał racje a kto nie, męcząca po prostu i lekko beztreściwa ta wymiana uprzejmości i tyle)
    tygrysia maska (25 lutego 2008)
  • –mz, 25/2/2008 01:28 rozumiem dlaczego go cenisz(badanie muzyki, nauk kognitywnych itd.), ale pupa chciał podnieść poziom dyskusji i podyskutować o tezach Scaruffiego, jego światopoglądzie, artykułach, postawie, na co się nie zdecydowałeś. nie wiem czemu, być może nie masz czasu, choć widząc Twoją determinację i ilość wpisów nie sądze, by tak było. nie rozumiem dlaczego chcesz kasować ten wątek. bo ktoś podważył geniusz Twojego idola i przegadał Cię w dyskusji? >dobra, miło było. a teraz zamykaj, kasuj i czyść. jak mus to mus. :)–pupa, 25/2/2008 01:57 pupa, żółwik. wchodzę w Ciebie jak w masło! ;) >no tak. wystarczy wejść na stronę: >http://www.scaruffi.com/vol1/beatles.html >żeby zrozumieć mz. rzeczywiście z panem scaruffi dyskusja o >muzyce nie ma najmniejszego sensu. ja też widzę słabe punkty w kilku płytach The Beatles (muzycznie, z dzisiejszej perspektywy, nie - historycznie i w kontekście ich znaczenia dla muzyki popularnej). czy też jestem geniuszem i dyskusja nt. muzyki ze mną nie ma sensu?
    Michał (25 lutego 2008)
  • mz, nie kasuj tej dyskusji, wystarczy, że na jej miejsce dasz wielką uśmiechniętą twarz, która będzie znikała czasami tak na jedną sekundę
    PKS (25 lutego 2008)
  • "nie ma sensu krytyka kogoś ******w temacie******, w którym dla tego kogoś nie jesteś w najmniejszym stopniu równorzędnym partnerem do dyskusji" no tak. wystarczy wejść na stronę: http://www.scaruffi.com/vol1/beatles.html żeby zrozumieć mz. rzeczywiście z panem scaruffi dyskusja o muzyce nie ma najmniejszego sensu. ---- nie pamiętam gdzie to było i nie mogę teraz tego znaleźć (może ktoś pomoże?). W każdym razie borys gdzieś kiedyś w jakimś artykule/recenzji/poście (może to nie było na porcysie) napisał, że sgt pepper to płyta genialna/wybitna i jeśli ktoś twierdzi inaczej, to dyskusja na temat muzyki z tą osobą nie ma sensu. a tak naprawdę, nie wydaje mu się, żeby rozmowa na jakikolwiek temat z taką osobą miała sens. myślę, że stanowi to pewien klucz do zrozumienia tego wątku;)
    czepiacz (25 lutego 2008)
  • "nawet jeśli uda się Scaruffiemu jaśnie i przejrzyście napisać historię ludzkiej wiedzy, docieramy do granic "ogarniania wszystkiego". stąd może faktycznie ciekawsza byłay historia niewiedzy i radzenia sobie z nią." i tu szacun za pomysł. rzeczywiście, historia "czarnych plam" jest o wiele ciekawsza. coś takiego robił foucault w "archelogii wiedzy" - to już klasyka, ale nadal inspirująca.
    pupa (24 lutego 2008)
  • Kapuściński argument roku . To że jego książki się nie kurzą sprawia,że można go postawić w czołówce polskich myślicieli wszechczasów.
    db (24 lutego 2008)
  • "pfff... rozumiem, że ty też wszystkim nielubianym artystom bezpośrednio wygarniasz, co o nich myślisz? poza tym takich absurdów w jego zestawieniach jest zdaje się mnóstwo." nie jest mnóstwo, jest bardzo mało. i przecież nie chodziło o powiedzenie w twarz tylko o groteskowość argumentu. "gdyby Ryszard Kapuściński miał podejście Scaruffiego, to jego książki z rzadka czytane kurzyłyby się w bibliotekach" ale czyli jakie, do czego to była analogia? kapuściński zatem nie uważał, że wszyscy powinni robić tyle, na ile ich stać, i dzięki temu nie kurzy się w bibliotece? nie rozumiem. "to przykład pierwszy z brzegu, mówię o swoim niedosycie z lektury. brak próby głębszego albo nietypowego wytłumaczenia fenomenu i magnetyzmu tej muzyki w połowie XX wieku jest pewnym brakiem" sądzę, że zbyt pochopnie stawiasz znak równości pomiędzy swoim niedosytem z lektury i brakami scaruffiego. z tym dyskutowałem. "widzę, że kwestionowanie czy "sprzeciw wobec pozycji na kolanach" wyjątkowo wam się nie podoba, " ale ja się tylko odnosiłem do tezy pawła, że to niby znak czasu ma być ten cały scaruffi. stwierdziłem, że czasy są odwrotne właśnie. "co do bezpośredniej krytyki mojego akapitu. nie, nie zgadzam się z twierdzenie, że "dochodzi do kwestionowania sensu wartościowania i uszeregowania.", wprost przeciwnie dostrzegam nagły przesyt w wartościowaniu, tym nie mniej połączony z niepokojącą zmiana formy tegoż wartościowania na bardziej płytką i mniej refleksyjną jego wersje. czy zaprzeczysz, że zapewne większość czytelników naszego portalu w roku 2008 rzuca okiem na ocenę i nie czyta nawet recenzji? uważam że jeszcze parę lat temu tak nie było. dalej, casus last.fm" ale ja po prostu mówiłem o naszym czasie w sensie naszej epoce (postmodernizm czy coś). sorry ale nie sądziłem, że chodzi ci o kilka ostatnich lat w odróżnieniu od kilku wcześniejszych i że scaruffi ma się wpisywać w te ostatnie. przecież on robił to co robi zanim my w ogóle o internecie usłyszeliśmy. powstanie last.fm i rateyourmusic nie wpłynęło na metodologię pracy scaruffiego :)
    mz (24 lutego 2008)
  • >PN - a czemu ja mam ci podawać wszystko na tacy? przyzwyczaiłeś się do paru kliknięć? znajdź sobie. ale dobrze wyczuwasz, że pewnych informacji na temat osiągnięć Scaruffiego nie znasz. także "ręce opadają", indeed. dlatego, że ze mną dyskutujesz, bronisz jakiejś tezy? nie wiem czy wiesz ale w ten sposób dość idiotycznie uchylasz się od kontynuowania tej dyskusji, czyli jak mniemam brak ci argumentów. >Nie rozumiem na czym miałaby polegać ujma dla Lema w porównaniu do Scaruffiego, to jest podobny format postaci. "jeszcze krótki przytyk co do sprawy Lem - Scaruffi, która wyszła trochę przy okazji. otóż nie byłoby tematu gdyby Borys poprzestał na stwierdzeniu, że Lem i Scaruffi to osobowości tego samego formatu, nie był by jednak sobą gdyby nie wtrącił kontrowersyjnej tezy o wyższości jednego nad drugim. tezy o tyle nietrafionej, że nie bardzo widzę nawet płaszczyznę do porównań dorobku obu panów. >ja akurat nie wychwalałem jego nowatorstwa tylko geniusz. ale podobno: "We pioneered business applications of Artificial Intelligence and Internet-based commerce since the 1980s.". Zakładam, że mówi prawdę. ale zdajesz sobie sprawę, że cytujesz prospekt reklamowy jego firmy? bo wiesz "co drugi Polak sięgnął po Warkę"... nie, ale serio. owszem Scaruffi to poważany naukowiec w dziedzinie nauk kognitywnych, świadczy o tym dobitnie jego praca naukowa, wykłady, publikacje etc. być może, w ostatecznym rozrachunku, jego praca na tym polu jest nawet ważniejsza niż na innych. nie sadzę jednak by ktokolwiek z nas tutaj na tym forum miał jakiekolwiek kwalifikacje by o tym sobie podyskutować. moją intencją nie było krytykanctwo tylko zwrócenie uwagi na fakt, że Scaruffi nie jest bynajmniej jakimś wyjątkiem w pracy badawczej na temat ludzkiej świadomości, nie działa w próżni i jest częścią całej, niesamowicie prężnej, gałęzi współczesnej nauki. nie krytykuje Scaruffiego na siłę, ja po prostu na siłę go nie mitologizuje. >cały ten akapit uważam za kompletnie chybiony. dlaczego niby ma to być szaleństwo? dlatego, że normalny człowiek miałby siły funkcjonować w takim trybie 5 dni, a Scaruffiemu udaje się całe życie? gdyby wszyscy mieli takie podejście nadal siedzielibyśmy w jaskiniach i zastanawiali się jak najłatwiej rozpalić ogień. niech każdy robi tyle na ile go stać. po drugie nie jest to znak czasów - wręcz przeciwnie. znakiem czasów w świecie nauki jest jak największa specjalizacja, a w świecie kultury kwestionowanie sensu wartościowania i uszeregowania. siedzielibyśmy również w jaskini gdybyśmy nie posiadali umiejętności krytycznego myślenia, albo gdybyśmy jej sobie z niewiadomych powodów odmawiali. owszem jest rzeczą godną najwyższego uznania, że Scaruffi działa z powodzeniem na tak wielu polach ludzkiej aktywności. nikt tego w tym wątku nie kwestionuje. uprzejmie jednak proszę o pozwolenie na wstrzymanie się z mumifikacją dokonań Scaruffiego w poszczególnych dziedzinach, tylko z racji tego, że posiada osiągnięcia w tak wielu różnych. co do bezpośredniej krytyki mojego akapitu. nie, nie zgadzam się z twierdzenie, że "dochodzi do kwestionowania sensu wartościowania i uszeregowania.", wprost przeciwnie dostrzegam nagły przesyt w wartościowaniu, tym nie mniej połączony z niepokojącą zmiana formy tegoż wartościowania na bardziej płytką i mniej refleksyjną jego wersje. czy zaprzeczysz, że zapewne większość czytelników naszego portalu w roku 2008 rzuca okiem na ocenę i nie czyta nawet recenzji? uważam że jeszcze parę lat temu tak nie było. dalej, casus last.fm skrupulatnie podliczająca ilość odsłuchań, piosenek, konkretnych wykonawców i tak dalej. to też pewne wartościowanie i szeregowanie, coraz popularniejsze. wpisuje się w to wszystko kult list, któremu ulega Scaruffi. listy są fajną zabawą, ale kiedy zaczyna się je fetyszyzować czar pryska. paradoksalnie jednak uważam, że w momencie kiedy nie tyle ukazuje się tysiące wydawnictw miesięcznie, bo to działo się być może już z 30 lat temu, co raczej wiedza i dostęp do nich upowszechnia się, rozsądne wartościowanie staje się niezbędne. pytanie tylko co to jest rozsądne wartościowanie. nie wiem, ale mam przeczucie że układanie przepastnych list nim nie jest. o problemie kultu mierzalności (bo być może jest to precyzyjniejsze określanie moich zastrzeżeń) wypowiadał się krytycznie Neil Postman w "Technopolu" do lektury, jak najbardziej polemicznej, zachęcam. "znakiem czasów w świecie nauki jest jak największa specjalizacja" i tak i nie. z jednej strony jest powszechnie dostrzegalnym problemem, że już nie tylko dwóch naukowców z zupełnie odmiennych dziedzin nie może się dogadać co do natury swoich dociekań, ale nierzadko ten problem dotyka dwóch ludzi po tych samych studiach, ale pracujących nad innymi zagadnieniami. z drugiej strony patrz rozwój nauk kognitywnych, pojawiania się coraz nowych dziedzin nauki i zawodów na styku dziedzin, które dotychczas trudno było ze sobą powiązać świadczą o czymś zupełnie odmiennym (tym razem odsyłam do lektury Tofflera "Szok przyszłościowy") nie to, że nie mam sympatii co do intencji i śmiałego planu Scaruffiego. jestem tylko sceptycznie (a może pesymistycznie, kto wie?) nastawiony co do jego sukcesu. stąd pozwoliłem sobie na być może za ostre określania. nie zmienia to faktu, że nawet jeśli uda się Scaruffiemu jaśnie i przejrzyście napisać historię ludzkiej wiedzy, docieramy do granic "ogarniania wszystkiego". stąd może faktycznie ciekawsza byłay historia niewiedzy i radzenia sobie z nią. dobra nie chce mi się dalej produkować. ale mamy fajny wątek, nie pozwólmy mu umrzeć. keep the light on
    tygrysia maska (23 lutego 2008)
  • a teraz wyobraź sobie, że idziesz do Berkeley i po wykładzie zagadujesz Scaruffiego. "Pan jest wariat!". "Dlaczego?" "No bo dał pan Aqua na 17 miejscu w rankingu techno". Pfff... pfff... rozumiem, że ty też wszystkim nielubianym artystom bezpośrednio wygarniasz, co o nich myślisz? poza tym takich absurdów w jego zestawieniach jest zdaje się mnóstwo. ale szanuję Scaruffiego za jego tytaniczną pracowitość i, tak, uważam że jest genialnym umysłem >gdyby wszyscy mieli takie podejście nadal siedzielibyśmy w >jaskiniach i zastanawiali się jak najłatwiej rozpalić >ogień. gdyby Ryszard Kapuściński miał podejście Scaruffiego, to jego książki z rzadka czytane kurzyłyby się w bibliotekach. ale szanuję Scaruffiego za jego tytaniczną pracowitosćć i, tak, uważam że jest genialnym umysłem. >o właśnie o tym mówię. po pierwsze - z perspektywy >wieloletniego czytelnika scaruffiego trochę śmiesznie >wygląda ten ton. to przykład pierwszy z brzegu, mówię o swoim niedosycie z lektury. brak próby głębszego albo nietypowego wytłumaczenia fenomenu i magnetyzmu tej muzyki w połowie XX wieku jest pewnym brakiem . ale szanuję Scaruffiego za jego pracowitość i, tak, uważam że jest genialnym umysłem >znakiem czasów w świecie nauki jest jak największa >specjalizacja, a w świecie kultury kwestionowanie sensu ?wartościowania i uszeregowania. widzę, że kwestionowanie czy "sprzeciw wobec pozycji na kolanach" wyjątkowo wam się nie podoba, ale to na moje oko czysta retoryka na potrzeby tego wątku - zazwyczaj wasze wypowiedzi(twoje i Borysa) mają charakter silnie polemiczny - czyli wam wolno to robić, innym nie (ad. Borys bardziej). sami chętnie rzucacie się na "świętości", powyższa wypowiedź też jest kwestionowaniem zresztą ;) co ja poradzę, że czołobitność wobec części muzycznej pisarskiego dorobku Scaruffiego jest dla mnie bardzo zastanawiająca. ale szanuję go za pracowitość i, tak, uważam że jest genialnym umysłem. gdybym był Borysem, to powoziłbym się jeszcze - jakaś szpileczka wbita od niechcenia, jakieś "co ty tam wiesz, nie kompromituj się", ale po prostu napiszę, że EOT z mojej strony
    PK (23 lutego 2008)
BIEŻĄCE
Ekstrakt #9 (Ekstrakt vs RA 00-25)
Ekstrakt #8 (2025)