INNE - FORUM

oficjalny wątek dla rankingu 100 Singli 2000-2004

11 lipca 2005

tu codziennie podawana będzie liczba punktów jakie uzyskały kolejne kawałki na liście. system punktowania: 9 list indywidualnych po 100 miejsc, gdzie miejsce 100 = 1 punkt, miejsce 99 = 2 punkty, miejsce 98 = 3 punkty i tak dalej, aż miejsce 1 = 100 punktów. w przypadku równej liczby punktów decydowały odpowiednio: większa liczba osób głosujących na utwór, wyższa nota u kogokolwiek z głosujących (stąd ułamki punktów poniżej).

100 Broadcast: Come On Let's Go 114
099 Kanye West: Through The Wire 116
098 Postal Service: Such Great Heights 116,3
097 King Geedorah feat. Biolante: Fastlane 116, 6
096 TV On The Radio: Staring At The Sun 121
095 Björk & Thom Yorke: I've Seen It All 129
094 Sparklehorse: Piano Fire 132
093 Twilight Singers: Verti-Marte 134
092 Enon: In This City 136
091 Merz: Lotus 138
090 Avril: Like Everybody Else 138,5
089 Barbez: The Relationship Between Man And Bird 139
088 Ted Leo / Pharmacists: Biomusicology 140
087 Schneider TM: Reality Check 140,3
086 Outkast: So Fresh, So Clean 140,6
085 Dizzee Rascal: I Luv U 141
084 Wilco: War On War 142
083 Cansecos: In Bloom 142,5
082 Blur: Music Is My Radar 143
081 Roots feat. Cody Chestnutt: The Seed 2.0 143,5

borys d
  • aha, btw.:"miast budowac nurt, ktory wprowadzi krytyke na tory socjologiczne i antropologiczne takze (takie zamierzenie macie?)"nie do końca rozumiem zdanie (jaki nurt budować wprowadzający krytykę na tory?) ale odpowiedź brzmi nie
    mz (18 lipca 2005)
  • "Moze macie 7 wysp a nie 4, ale nad tymi czterema panowaliscie a nad tymi siedmioma juz nie."a czy jakieś argumenty na poparcie tej opinii? na czym polega "nie panowanie" nasze. brakuje odniesień, narzędzi opisu? czego?"Widac to po Pana recenzjach, Panie Borys."a co konkretnie widać. ja widzę, że w porównaniu do tych sprzed dwóch są prawdopodobnie bogatsze merytorycznie, sprawniej napisane i mniej naiwne - mniej płytkiego patosu, w którym wczesny porcys celował. a ty widzisz odwrotnie czy jak?"Argumenty o brytyjskich smutach nie tycza sie mnie. Wole "Hey Ya" niz six by seven i starsailor razem wziete."w takim razie jeszcze raz mi przypomnij jaki związek z pkt o odsiewie (stawiającym w opozycji podejście brytyjskie smęty vs czarny flava w kontekście singli) miało to:"dot.4 Odsiew? Nie istniejecie od 2004 roku. Sa tu ludzie, ktorzy pamietaja jak polecaliscie wielkie "The Moon & Antarctica" a nie mowiliscie ktory radiowy hit wypada sluchac, a ktorego nie. Moze to dla was awans, dla mnie degradacja."bo oczywiście możesz wysunąć tezę, że serwis uległ jakościowej degradacji, ale jaki ma to związek (cały twój post) z tym do czego rzekomo się odnosiłeś"Ja te wasza przemiane rozumiem: z emo-recenzentow (tu juz wyrazenie red. Zagroby) na "badaczy" (a moze glownie Pana, Panie Borysie), ale tu jak z Yeah Yeah Yeah's. Chcieli byc doroslejsi i bardziej ulozeni i nie wyszlo. Tez wole Bang niz Maps."ale heh, maps to emo, bang to present-day Porcys, więc analogię należałoby chyba odwrócić"Tyle, ze wam to pisanie o Tok Tok nie za bardzo wychodzi. Jesli kiedys po przeczytaniu waszych "kiczowatych" recenzji chcialem siegac po plyty, tak obecne wasze wynurzenia sa zupelnie nieistotne i miast budowac nurt, ktory wprowadzi krytyke na tory socjologiczne i antropologiczne takze (takie zamierzenie macie?), nadaja sie czestokroc na niewysokiej klasy forum."ja rozumiem, to jest opinia, którą oczywiście szanuję, ale zastanawiam się czy jakiś aspekt konkretny o tym decyduje (mówię o różnicy w twoim postrzeganiu writingu na porcys w 2002 i w 2004/05 powiedzmy).a to że kiedyś sięgałeś po polecane płyty, a teraz nie świadczy głównie o twojej złej woli, bo przyjrzyj się chwilę naszej liście 2004 (TO są właśnie te płyty, ktore teraz polecamy, nie polecamy płyt na 5.8, którym poświęcamy 4 zdania), przeczytaj recki płyt z tej listy. obiektywnie są one na dwa razy wyższym poziomie niż recenzje albumów z list 2001 (tam patos i writerska nieporadność) i na pewno nie gorsze od tych z 2002 czy 2003.nie chce ci się sięgać po department of eagles czy solex, a po Lali Pune i Maquiladore chciało? spoko, ale to nie nasza wina, recki Department i Solex sa lepsze
    mz (18 lipca 2005)
  • aha, i hotel yorba i fell in love with a girl nie ma, bo serwis doznaje cala plyte pewnie. szkoda.
    krewki (18 lipca 2005)
  • Moze macie 7 wysp a nie 4, ale nad tymi czterema panowaliscie a nad tymi siedmioma juz nie. Widac to po Pana recenzjach, Panie Borys. Nie bede wymienial fajnych recenzji, ktore dostaly wysokie coeny, bo tu mozna argumentowac, ze pisac wtedy jest o wiele latwiej, ale chocby opisy McLusky czy Grandaddy sa swietne. Argumenty o brytyjskich smutach nie tycza sie mnie. Wole "Hey Ya" niz six by seven i starsailor razem wziete. Tak samo uwazam ze USA pokonuje Wielka Brytanie jak chce obecnie. Nie przedkladam kazdej miernej kopii Joy Division nad murzynski komercyjny pop. Nie mam na polce wszystkich plyt SOAD, Pearl Jam i Metalliki, a nawet wiecej, nie czepiam sie, ze nie ma moich faworytow na waszej liscie. Pare zastrzezen, ktore sformulowalem spotkaly sie nawet z pozytywnym odzewem red. Zagroby. Ja te wasza przemiane rozumiem: z emo-recenzentow (tu juz wyrazenie red. Zagroby) na "badaczy" (a moze glownie Pana, Panie Borysie), ale tu jak z Yeah Yeah Yeah's. Chcieli byc doroslejsi i bardziej ulozeni i nie wyszlo. Tez wole Bang niz Maps. To dlaczego czytam?1. Z sentymentu2. Mimo wszystko nie ma wiele recenzji takiej muzyki w jezyku polskim.3. Bo zdarzaja sie i dobre teksty, ostatnio glownie w wykonaniu red. Greczyna i Michalaka. I wyjasnienie pewnego mojego nieprecyzyjnego sformulowania. Nie o to chodzi ze wyszukiwanie mniej znanych plyt i ich praise jest chwalebny a pisanie o Beyonce nie. Tyle, ze wam to pisanie o Tok Tok nie za bardzo wychodzi. Jesli kiedys po przeczytaniu waszych "kiczowatych" recenzji chcialem siegac po plyty, tak obecne wasze wynurzenia sa zupelnie nieistotne i miast budowac nurt, ktory wprowadzi krytyke na tory socjologiczne i antropologiczne takze (takie zamierzenie macie?), nadaja sie czestokroc na niewysokiej klasy forum. To jak z parodiami filmow. Koledze sie podoba i usilnie was przekonuje, ze przeciez to jest smieszne, bo tutaj jest aluzja do Gwiezdnych Wojen a tu do Ojca Chrzestnego. A ty mozesz zadac tylko jedno pytanie: i co z tego jak to nie jest smieszne? Forma "Pan" pretensjonalna, ale nie chcialo mi sie zmieniac.
    rankoman (17 lipca 2005)
  • to co, lista płyt 2000-04 tez bedzie?
    jarek śmietana (17 lipca 2005)
  • rankoman, krótki kurs z logiki. wyobraźmy sobie, że Porcys to ekipa etnografów, którzy do tej pory penetrowali rejony pewnego archipelagu wysp, rezydując na 4 z 10 wysp wchodzących w jego skład i stosując metodę badawczą o symbolu X. na tych 4 wyspach można też spotkać innych polskojęzycznych naukowców - niektórzy powielają nasze metody i pomysły, niektórzy mają własne, ale nie o to chodzi. nie bardzo rozumiem dlaczego za degradację mielibyśmy uznać fakt, że jako jedyny z w/w zespołów badawczych zajęliśmy się kolejnymi 3-ma z pozostałych 6-ciu wysp (let's say - komercyjny pop, hip-hop, electro/IDM), pozostając wierni metodzie X.przeobrażenia portalu w ostatnich 2 latach uznajemy może nie za "awans" - bo do niczego nigdy nie aspirowaliśmy i nie mieliśmy jasno określonych "celów" jako serwis (nawet nie ma u nas działu "objaśniającego", żadnego "mission statement") - a raczej za ekscytujące poszerzenie horyzontów gatunkowo-stylistycznych na mapie muzyki rozrywkowej jaką się od początku zajmujemy. krótko ujmując - interesuje nas więcej rzeczy niż interesowało kiedy Porcys startował w 2000 roku, i stąd moja sugestia że powoli ten statystyczny czytelnik powinien ewoluować (e.g. otwierać się na coraz więcej genres) razem z nami.zrekapitulujmy więc - czy poszerzenie zakresu badań przy utrzymaniu tych samych metod badawaczych (wściekłe umiłowanie DOBREJ MUZYKI, od zawsze, "i nie zmienia się nic") mielibyśmy uważać za swoją degradację? jak bardzo musielibyśmy postradać zmysły, zwłaszcza, że ta metamorfoza jest w naszym przypadku zupełnie świadoma, kontrolowana i wynika tylko i wyłącznie z tego, jakiej muzyki słuchamy z przyjemnością? HELLO.jasne, przeczuwam argument o wyższości jednej wyspy nad drugą, ale niestety argument ten od paru lat do mnie nie trafia. to nie nasza wina, że w polsce istnieje silnie zakorzeniona tradycja wywyższania gitar nad komercyjny pop, ale nas zajmuje - co podkreślam tak często, jak się da - MUZYKA. a nie otoczka, wygląd artystów, "wiarygodność". na jednej wyspie ciągle się modlą i płaczą nad tym że codziennie zachodzi słońce, i są w tym już nudni. na innej wyspie tańczą, grają w chowanego i sie całują. nie mi oceniać kto jest "lepszy" czy "bardziej wartościowy" - dla mnie są to różne przejawy kulturowe, pozwalające przeprowadzić badania (e.g. posłuchać muzyki i wypowiedzieć się o jej jakości). to są podstawy badania czegokolwiek i przykro, że jeden luke na całe nasze forum to rozumie.aha, przyklad z M&A jest jakby poza moim zrozumieniem. zajebiscie, że niegdys "polecałem" te płyte - dzis jest ona jedna z moich plyt zycia - ale co to kurwa ma wspolnego z lista >>>S I N G L I<<< - pozostaje slodkim sekretem autora.a sam fakt że napisałeś takiego posta oznacza, że absolutnie istniejemy, i to >>dla ciebie<<! bo ja nie odwiedzam i nie postuję na stronach, które się dla mnie zdegradowały. to schizofrenia logiczna przy której gwara rotflowałby ostro gdyby zagladal do netu w tej swojej szwajcarii.("the time is now" dla mnie przeciętny popowy kawałek, pewnie w 100-ce utworów roku co najwyżej)
    borys d (17 lipca 2005)
  • (ale jest na 32 u jacka.)
    mz (17 lipca 2005)
  • "Time is now" Moloko, oprócz "Sing it back" to flagowy utwór zepołu i wydaje się być dla mnie rzeczywiście nieśmiertelny (jeden z niewielu, które mogę dawkować w dużych ilościach i nie powoduje odruchu wymiotnego). What is more- wybitnie singlowy. Szkoda, że nie można go znaleźć w rankingu.
    <> (17 lipca 2005)
  • ja mogę barbez udostępnić niedługo na jakimś edysku czy gdzieś. i ewentualnie jakieś tok tok. a pozostalych 98 to mi się wydaje łatwo ściągnąć
    mz (17 lipca 2005)
  • brakuje mi idealnej pop piosenki: time is now-moloko, tylko ktos ja tam w indywidualnej wymienil. tak delikatna, a wstrzasa wewnetrznie. i mozna jej bez konca sluchac(ach ten stlumiony bicik w tle i wiele innych smaczkow)i dandy warhols-you were the last highi janet jackson feat missy elliott-son of a guntak poza tym :wreszcie jakies miecho do czytania!
    krewki (17 lipca 2005)
  • czy ktoś może udostępnić całą setkę na soulseeku?
    fender bender (17 lipca 2005)
  • mówiąc szczerze to większość (wszyscy?) z listą bez tok tok zapomnieli się z tym kawałkiem zapoznać obawiam się, i może stąd wynika jego niska pozycja. po drugie to nie jest ten trop rozumowania, bo uwaga odnosiła się do ogólnej idei listy singli z justinami kyliemi itd. zamiast z idlewild, sool etc., a nie że nie ma jakiegośtam kawałka (i borys to bardzo klarownie ujął). po trzecie co ma wspólnego przywiązanie do etapu dzialalności Porcys, kiedy "polecaliśmy" (huh) moon z domaganiem się brytyjskiego smęcenia na liście singli. bo jeśli miało to oznaczać, że kiedyś byliśmy bardziej "emo" (i kiczowaci bardziej też) to racja, tylko że przyklad z moon zupełnie tu nie pasuje, jako że ten album dzisiaj oceniony by został, heh wyżej heh. i z polecania "dobrej" muzyki nie zrezygnowaliśmy, jedynie mniej dobrych plyt wychodzi lub mniej nas jara, albo najprawdopodobniej obie opcje. po czwarte sam się nie zgadzam z tym punktem do końca, bo byśmy musieli greka odsiać hehe. ale fakt, że więcej wyluzowanych fanów muzyki ogólnie by się w tym kraju przydało, a nie same smutasy repeatujące sobie brytyjskie smęty (i wymagający tego samego od normalnych ludzi hieh)
    mz (17 lipca 2005)
  • dot.4 Odsiew? Nie istniejecie od 2004 roku. Sa tu ludzie, ktorzy pamietaja jak polecaliscie wielkie "The Moon & Antarctica" a nie mowiliscie ktory radiowy hit wypada sluchac, a ktorego nie. Moze to dla was awans, dla mnie degradacja. Poza tym idac takimi kryteriami to i czesc redakcji, ktora nie umiescila borysowego hitu nr 2 na liscie, to wiesniaki bo u nich Tok Tok w ogole nie ma.
    rankoman (17 lipca 2005)
  • z kinolem chodzilo tylko o to ze z tego co widzialam tylko on uwzglednil adult. (patrz moj pierwszy wpis w tym watku), z honorem serwisu myslalam ze czytelne ze to polserio bylo, w kontekscie tego wpisu o glue your eyelids i tak zwanego smiley'a.
    z (17 lipca 2005)
  • rekapitulacja wszystkiego do czego chciałem sie odniesc, kolejno:1. w jakim stopniu nasza lista "nie pretenduje do bycia obiektywną"? interesuje mnie co w niej jest mniej obiektywnego niż w innych podobnych zestawieniach. osobiście uznaję jedno kryterium "obiektywizmu" w takich sytuacjach - "kto przesłuchał więcej płyt/piosenek". akurat nie czuję się specjalnie ułomny w tym temacie, więc nie widzę powodu żeby nie nazwać naszej listy super-hiper-mega-max-obiektywną.2. permanent lol miesiąca.3. ciekawa kwestia została podniesiona (choć refleks marny, bo o tym byla dyskusja 2 dnia rankingu, we wtorek) - mianowicie miejsce "pyramid song" za komercyjnym popem. mysle, że nalezy tu (jak małym przedszkolakom) przypomnieć, że to lista >>SINGLI<< a nie >>WYKONAWCÓW<<. czy ktoś naprawdę mysli, że klasyfikujemy >>RADIOHEAD<< jako >>grupę<< *za* >>BRITNEY<<?? cóż, ten serwis uznawany jest często za stowarzyszenie fanatyków radiohead i zwykliśmy bronić sie przed zarzutami o ślepe zapatrzenie w zespół, zwłaszcza w 2003, po wybraniu HTTT płytą roku. wybaczcie, ale do "toxic" czy "love at first sight" wracam sobie regularnie i odtwarzam często kilka(naście) razy z rzędu. do "pyramid song" samej nie wracam; do Amnesiaca raz na pół roku, biorę na sluchawki, przeżywam arcydzielo i odkładam. to smutne, że tak podstawowe kryterium, jak wybieranie ulubionych kawałków 00s pod względem przyjemności i częstotliwości w słuchaniu nie zostało zrozumiane.4. kolejna ważna, być może najważniejsza sprawa się tu wykluła w miedzyczasie. mianowicie, cieszę się, że wszyscy forumowicze wypisują tracki których im w zestawieniu brakuje, niektóre wypowiedzi dodatkowo bardzo zabawne (absurd "kinol uratował honor serwisu" na poziomie "tylko jeszcze zakrocki ciągnie porcys" hihi), choć szczerze mówiąc żadne z "uzupełnień" do mnie nie przemówiło - albo są to kawałki z longplayów (nie traktujemy jako singli), albo po prostu nie znajdują się w puli naszych ukochanych. natomiast odnośnie "życia w dwóch dekadach". otóż jedną z moich, prywatnie, ambicji w organizowaniu tego podsumowania była (co zaznaczyliśmy we wstępie) próba naszkicowania krajobrazu w jakim się ten serwis, stylistycznie i estetycznie, obraca - swoisty blueprint dla tego, co pojawia się w dziale Playlist przykładowo. to zaś oznacza, że jeśli ktoś ma kompletnie odmienne zdanie o najfajniejszych piosenkach minionej pięciolatki (nie w sensie drobnych różnic - ten numer spoko, ale tamten już nie - a w sensie właśnie "żyjemy w dwóch innych dekadach"), to powinien zrozumieć, że wartościując muzykę nie mamy mu nic do zaoferowania. innymi słowy, gdyby jakiś portal zrobił ranking 100 singli 00s i wymienił tam soundtrack of our lives, six by seven czy brmc (akurat doves było na mojej liście indywidualnej!) - artystów, do których nagrań prawie w ogóle nie wracam - to zwyczajnie więcej bym go nie czytał, bo zreflektowałbym się, że pole zainteresowań tego serwisu i moje nie mają, albo mają bardzo małą, część wspólną. ponieważ ja na codzień wracam do timberlake'a, brit, kylie, missy i sophie ellis-bextor. może zabrzmi to brutalnie, ale jednym z (wielu) celów takiego feature jest pewien odsiew wśród czytelników - chyba najwyższa pora spojrzeć prawdzie w oczy i zdeklarować się czy porcysowa wizja aktualnej rzeczywistości muzycznej danej osobie odpowiada, czy nie. marzę o tym, by przeciętny odwiedzający naszej strony nie marudził o braku brytyjskich smętów i gitarowej nudy, a kłócił się o to, że zapomnieliśmy o all saints, girls aloud, kelis i wskazywał inny hit tok tok. niestety, jeden luke wiosny nie czyni; to nie ten kraj - polska to nie usa, do polskiego ILM fucking far (from ok). 5. luke, właśnie, nasz spór a propos MIA wynika z różnych definicji "przekazu całościowego". będę nadal się upierał (i nie jest to twardy upór na potrzeby dyskusji, tylko stanowisko poparte głębokimi przemyśleniami na ten temat w ostatnich latach), że gdy *oceniam* (e.g. "wartościuję", wybieram "hey ya!" na miejscu pierwszym - bo od tego wątek się zaczął) fragment muzyki, to kieruję się analizą aspektów kompozycyjnych, aranżacyjnych, produkcyjnych. na dalszym etapie dochodzi warstwa tekstowa - to miłe, gdy tekst mnie porusza / jest piękny (a są takie, które pretty much zmieniły moje życie), ale znam też milion songów o płytkich, grafomańskich, pozbawionych większych sensów lirykach i one wciąż ostro wymiatają, więc to co MIA skanduje nie skupia aż tak mojej uwagi na gruncie interpretacyjnym, a raczej fonetyczno-ekspresyjnym. wreszcie, na samym końcu funkcjonuje cała sfera backgroundu ideologicznego etc, ale prawie nigdy nie biorę jej pod uwagę jako czynnika negatywnego (jako pozytywnego - zdarzyło się, niektórzy nazywają to "słabością" bądź "sentymentem"). aby naświetlić sprawę: przykładowo, gdyby autorem "hey ya!" był zdeklarowany faszysta, piosenka wciąż pozostawałaby dla mnie genialna. najwyżej znielubiłbym andre (obecnie uwielbiam) jako człowieka (casus travisa m. z którego poglądami politycznymi nie zgadzam się zupełnie), ale dlaczego ucierpieć ma na tym melodia, błyskotliwy podzial rytmiczny, krucha i tryskająca świeżością instrumentacja? i na koniec dodam może, że ów proces percepcyjny zachodzi u mnie *naturalnie* i *mimowolnie*, a więc ani nie zlewają mi się wszystkie omówione elementy w jedno w "przekazie", ani nie czuję wcale żebym coś od czegoś oddzielał w ciągu "recepcji". ponieważ nie widzę wokoło, żeby ktoś jeszcze prócz Porcys w podobny sposób podchodził do oceniania płyt, używam właśnie terminu "ostatni mohikanie" - jako określenia priorytetowego umiłowania MUZYKI jako takiej. hope this makes things clear.6. o egzystowaniu "takich postaci jak Brit, Beyonce, Justin" - że się powtórzę - te postaci to odpowiednio: największa ikona muzyki pop ostatnich 5 lat, przypuszczalnie największa wokalistka r&b ostatnich 5 lat i największy na dzień dzisiejszy wokalista pop na świecie. sorry że wzięliśmy ich pod uwagę, man. w przypadku ciągłych wątpliwości - check ostatni akapit punktu 4.7. zosiu - dzięki za kontrowersyjne typy, powiedz o tej missy i annie PFM i ILM, natomiast w trybie uściślenia - Arular to rok 2005.8. reznor? "She shines / In a world full of ugliness". "In essence, Reznor is Marilyn Manson without the makeup". aha, ktoś słyszał o buddyhead? polecam lekturę skoro zagadnienie "obrażania artystów" zostaje tu poruszone. you see, jesteśmy grzeczni jak aniołki, wszystko zależy od perspektywy.9. "sing it back" moja 20-ka lat 90-tych (rok 1999). takiego pominięcia bym sobie nie wybaczył.10. nie wiem czy powinna być aguilera.. samej spears tez nie powinno byc jako postaci, gdyby nie to że nagrała "toxic". nie przypominam sobie zajebistych hitów xtiny z 00-05.
    borys d (17 lipca 2005)
  • Skoro jest Spears - powinna być Aguilera. Coś z Stripped. Tam, gdzie nie rapuje, jest naprawde świetnie. Borys, chyba przyznasz, że warunki głosowe ma o niebo lepsze od Britney."Walk away" czy nawet "Beautiful" dają radę.
    real bleble (17 lipca 2005)
  • (huh)a moloko - sing it back to nie czasem 2000?
    rodion (17 lipca 2005)
  • "Reznor to ćwok" - z recenzji coveru NIN "Hurt" w wykonaniu Johnny Casha autorstwa Borysa Dejnarowicza.A kim jest Borys Dejnarowicz? Ok. dwudziestoletnim chłopcem ze stolicy, zapatrzonym w Radiohead i kilka(dziesiąt/set - co za róznica?) innych zespołów, a swój lęk przed światem wyraża jeżdżąc rowerem nad Wisła z muzyką w słuchawkach nastawioną na cały regulator i obrażając artystów na swoim "niezależnym serwisie muzycznym".Przyjrzyj się najpierw bigrafii muzyka(szczególnie ważne jest porzucenie przez rodziców), przesłuchaj dokładnie wszystkie płyty, POMYŚL co nim kieruje, skąd biora się jego lęki i obawy, a dopiero później się wypowiadaj. Niby istnieje wolność słowa, ale jest jeszcze coś takiego jak powazne traktowanie czyichś sądów. Sto singli z okresu 2000-2004 początkowo wydawało się ciekawą kolekcją opinii, ale jeden głos potrafi całość spierdolić. Panie Borys - wracaj Pan do Teraz rocka, tam przynajmniej redaktor naczelny czegoś Pana nauczy. Tymczasem powodzenia na studiach.
    Norm (17 lipca 2005)
  • dopiero indywiduane listy przeczytalam, kinol uratowal honor serwisu:>poza tym - hey ya nie az tak (moze dlatego ze juz osluchane, w radiu katowane), raczej chewing gum i helpless for love niz heartbeat, ellis-bextor nie moge sie przekonac, rock your body nie lubie, na cry me a river bym zamienila, z missy elliott bym dala slide, maxa tundre wyzej, z arular jeszcze10dollars,z avrila be yourself,za malo fiery (chociaz na pewno to tylko dlatego ze ich sie slucha w calosci, podobnie z of montreal, chociaz rapture rapes the muses nalezy sie chyba jednak), z luomo tessio,yy no dobra juz mi sie nie chce wymieniac:>
    z (16 lipca 2005)
  • no nie, justina bede bronic, 'rock your body' jest fantastyczne, sama dorzucilabym jeszcze 'like i love you'.a jezeli mowa o the rapture, to troszke boli mnie brak erotyczno-hipnotyzujacego 'sister saviour'.
    marta (16 lipca 2005)
  • Timberlake - totalna porażka, zgadzam się z przedmówcą. Outcast - to też kupa, sprzedali HH :)Rapture - dobrze, ze znalazy się tu praktycznie wszystkie ich single. Mają kurwa wielką moc w muzyce, i jak on śpiewa... Ten taki, hmmmmm... pseudofałszujący głos? Zajebista sprawa.
    real bleble (16 lipca 2005)
  • Ranking jak to ranking zawsze sie mozna do czegos przyjebac .Ja sie moge przyczepic do tego ze wogole egzystuja na liscie takie postaci jak Britney Spears,Justin Timberlake,Beyoncé. Jakos nie moge katowac sie taka muzyka to jest jak dla mnie rownowazne z sluchaniem death metalowych bandow zero wzruszen tylko odruch wymiotny. Outkast Hey Ya! - Myslalem kilka dnie temu wlasnie o tym ze go prawdopodobnie wrzucicie na 1 tez jest jak dla mnie w tych rejonach. . Pamietam jak pierwszy raz uslyszalem ten kawalek w radio i gdy uslyszalem "to jest nowy singiel outkastu" to niezle faux pas ze strony tego pana Outkast??? no crap.Rapture "House Of Jealous Lovers" to jest po prostu masakra moge tego sluchac dzien w dzien. Zawsze gdy slucham tego kawalka to przypomina mi sie pol roku mieszkania z moja kobieta i nasza wspolna kolezanka Jannele w tejze domu :) HOJL. Napewno brakuje mi wymiatacza dance punkowych potancowek Liars "Mr. Your On Fire Mr." oraz Roots Manuvy - Witness.
    intoeyes2001 (16 lipca 2005)
  • <3 katuję pod rząd ze 100 razy...
    Let's Get Ready To Crumble (16 lipca 2005)
  • to jest zamknięte koło. wiadomo, że lecimy schematem:Panowie Znawcy, członkowie redakcji, piszą to czy tamto --> z ciekawością czytamy to co piszą (by the way nie za wiele tu można robić ciekawych rzeczy :-) --> wielu czytelników się nie zgadza z Panami Znawcami, bądź nie zgadza się na umur (generalnie nie popiera zapatrywań Panów Znawców) --> następuje wymiana zdań na forum --> Panowie Znawcy, członkowie redakcji, piszą to czy tamto --> z ciekawością czytamy to co piszą (by the way nie za wiele tu można robić ciekawych rzeczy :-) ITD.stąd też nie za bardzo rozumiem sens podważania sensu :-)działalności tego portalu, narzekania, że się ranking w ogóle pojawił itd.z drugiej strony takie różne, cytuję MZ: "sorry stary, ale po prostu śmieszy mnie wytykanie *protekcjonalnym* tonem, że na liście najchętniej/najczęściej słuchanych tracków brakuje kapel z nurtu brytyjskich gitarowych smętów oraz jednoczesna manipulacja" też chyba są bezcelowe.rozmawiamy sobie o muzyce, wymieniamy poglądy, oceniamy poglądy o muzyce innych. Po co zahaczać o takie bezcelowe pretensje? Jeśli ktoś tu powraca, to znak, że go to jakoś ciekawi, bawi, to całe Porcys. A poza tym Wasza setka w stopniu mikromini pokrywa się z moją, przynudzacie i nie ma na liście wielu ważnych tracków.
    ?? (16 lipca 2005)
  • a, widzę, że coś niedokłądnie przeczytałem i pierwsze zdanie w efekcie nie na temat.
    Jędrzej (16 lipca 2005)
  • "Ja nie wierze w Wasze kryteria. Jedrzej przez pol roku nie sluchal Specialist (odsylam do recenzji "Antics") a wczesniej jak to poznal katowal 800 razy na repeacie?"to jest interesująca uwaga. on the mark jak by to borys powiedział. należy w takim razie dopowiedzieć, że czasami wyborem kieruje kategoria "reapeatowości", a innym razem chęć wyróżnienia kawałka z powodzeniem funkcjonującego w odosobnieniu, piosenki wybijającej się na tle albumu/dorobku zespołu, piosenki nie zawartej na długograju, absolutu, którego nie ma sposobności uhonorować w inny sposób (np. poprzez listy albumów)"Ja mam troche inny chyba system sluchania, nawet tak fantastycznych singli jak Wasza pierwsza trojka nie potrafie lykac wiecej jak kilka razy z rzedu."nie no ja prawie niczego nie słucham więcej niż dwa razy z rzędu. w moim przypadku "repeat" oznaczał raczej powracanie do piosenki/piosenek w oderwaniu od albumu. przykładowo nie słucham całego "justified" tylko "rock your body", "senorita", "like i love you" i "cry me a river". co nie znaczy, że katuje te piosenki po 20 razy z rzędu.
    mz (16 lipca 2005)
  • To, że miałem połroczna przerwę w słuchaniu Specialist nie znaczy, że nie katowałem go wcześniej przecież.ja też dość rzadko słucham jakiegoś utworu więcej niż dwa razy. często za to wyrywam piosenki z płyt, słuchając tylko wybranego tracka a nie całości. To podstawa dla kryteriów, o większym znaczeniu niż sam przysłowiowy repeat (jak dla mnie).
    Jędrzej (16 lipca 2005)
  • Ja nie wierze w Wasze kryteria. Jedrzej przez pol roku nie sluchal Specialist (odsylam do recenzji "Antics") a wczesniej jak to poznal katowal 800 razy na repeacie? Ja mam troche inny chyba system sluchania, nawet tak fantastycznych singli jak Wasza pierwsza trojka nie potrafie lykac wiecej jak kilka razy z rzedu. Swoja droga w wielu miejscach swietny ranking, plus za przypomnienie fantastycznego "Let's Get Ready To Crumble". Szkoda tylko, ze tak zmasakrowaliscie Kylie, przesadnie ja promujac.
    rankoman (16 lipca 2005)
  • och ok, ok, od was nikt nie wymaga pokornego zgadzania się, gdzieżby śmiał;)widziałabym też somebody told me gdzieś tam w ogóle, no i to wytykanie braku Idlewilda nie jest chyba aż tak chujowe, bo naprawdę mieli parę świetnych singli.nie czepiam się Kylie, bo to świetne numery są, dziwię się tylko, że tylko Borys (chyba) zareagował na Red blooded woman, heh, ale może co za dużo...Zajebiste Milky, tylko tej waszej jazdy na My heartbeat nie chwytam.
    . (16 lipca 2005)
  • "no to podobno miał być wątek do zgłaszania wątpliwosci, więc przestańcie odpowiadać, jakbyście za każdym razem byli kurwa, strasznie obrażeni."sorry stary, ale po prostu śmieszy mnie wytykanie *protekcjonalnym* tonem, że na liście najchętniej/najczęściej słuchanych tracków brakuje kapel z nurtu brytyjskich gitarowych smętów oraz jednoczesna manipulacja ("Śmieszne, że nikt z załogi nie słyszał o (...)", "3 na 7 w ogóle zna XTRMNT Primal Scream") i cała wypowiedź osobnika ehh w tonie porcysa nie ma. to nie podpada pod zgłaszanie wątpliwości (nie mówię, że to źle), więc wolno chyba zareagować nie? "zasady doboru (nie dajemy singli z albumów, na które wymiekamy w całosci)) dla mnie tez nie do konca jasne""co innego zastrzeżenia do zasad, które nie tworzą jak dla mnie spójnego systemu"ehh.. że tak powiem. czego nie wiecie?
    mz (16 lipca 2005)
BIEŻĄCE
Ekstrakt #9 (Ekstrakt vs RA 00-25)
Ekstrakt #8 (2025)