INNE - FORUM

Lao Che - Powstanie Warszawskie

27 czerwca 2005

co sądzicie?

ryba2801
  • a lao che jest w kosmos wyjebane. energetyczne świeże. ja na przykład nie widze świezosci w CKoD,a w nich i owszem. na woodsctocku dobry Boże, co to się działoooo gdy Lao che grało!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    petejtoł (11 listopada 2008)
  • do kogos wymądrzającego się: sam lennon twierdził ze lucy in the sky własnie jets piosenką O LUCY i DIAMENTACH NA NIEBIE, nie o LSD, jakkolwiek byscie chceili rozszyfrowywac tytuł jako rozwinięcie skrótu,a sama treśc jako narkotyczną wizję. lennon mówił, z e po prostu jego syn miał kumpele lucy o'donnel którą kiedys namalował pośród diamnetów wiszących na niebie. czyzby 6-letni julian był wtedy naćpany?
    patatay (11 listopada 2008)
  • Tzn. miałem napisać "wielką sztuką" zamiast samo "sztuką"... ;/
    Michał (31 sierpnia 2008)
  • "Dla Porcys liczy się muzyka, dla słuchaczy Lao che sztuka." No patrz, całe życie myslałem, że muzyka to sztuka... Płyta Lao Che mam mało wspólnego z ambitną muzyką oraz ze sztuką. Jest silnie nabita emocjami, ale niewiele poza tym. Gdy emocje opadną i posłuchamy tego, co nagrali, wychodzi całkiem przecietny album... Choć wg. mnie nie tak słaby, jak oceniono to na Porcysie - niemniej jednak nie uważam, żeby robili to "pod publikę". (a dokładniej na przekór publice) Płyty początkowo nawet nie miałem zamiaru słuchać. (byłem uprzedzony, ponieważ została wydana na fali promowania przez mass media tego tematu) Jednak usłyszałem ja przez przypade i zauważyłem, że "Powstanie Warszawskie" wcale nie jest takie złe... Patos kontrastuje tu z prostotą i podwórkowoscią, co tworzy specyficzny, mocno oddziaływujący nastrój. Pierwszy utwór co prawda niepokojąco słaby, ale potem sytuacja się poprawia - są energetyczne, wpadające ucho melodie, kontrastujące z brudnym tłem;(co prawda znajdą się też elementy "pidżamowskie", ale na szczęście nie dominują) są zarówno momenty dzikie i brawurowe, oraz spokojne i refleksyjne. Zaletami tej płyty są jej dorze przemyślana kompozycja oraz niezłe teksty. (podwórkowe powiedzonka mieszające się z cytatami z "wiekich" poetów - bardzo fajny pomysł) Moim zdaniem album jako całość jest dużo lepszy od utworów traktowanych osobno. Mógłby być ciekawym podkładem do słuchowiska, kiedy muzyka nie jest wystawiona na pierwszy plan a ma stanowić jedynie budujące nastrój tło. Jej prymitywizm jest w tym przypadku jej zaletą - w powstaniu walczyli ludzie prości, zwykli, nie myślący zbyt głęboko, i to ta płyta pokazuje... Zgodzę się, że płyta ta jest przesadnie wychwalana, ponieważ w rzeczywistosci jest to przyzwoite słuchowisko i nic ponadto. Wydaje mi się, że recenzent specjalnie dał tak niską notę, aby ludzie zastanowili się, czy rzeczywiscie warto wychwalać "Powstanie Warszawskie" pod niebiosa - i słusznie. Ja lubię ją czasami posłuchać.
    Michał (31 sierpnia 2008)
  • nie moglem sie przec, ale fakt, racja, to wszyscy i tak wiedza. no to sorry
    ed (6 lipca 2008)
  • olaboga!
    odwłok (5 lipca 2008)
  • nmh w jednym watku z lao che. luudziee.
    Low (5 lipca 2008)
  • nie moge sie oprzec by powstanie warszawskie zestawic z in the aeroplane over the sea - spojrzmy powstanie jest doslowne ,patosowe, zrobione na buca, bo dostac wczesniej wspomniany poklask. Podejscie do tematu czysto gimnazjane znaczy sie natomiast Magnum, prawdziwie natchniony, zauroczony i pochloniety historia Anne pisze do niej kilkudzudziesiecio minutowa symfonie/ode. Co jest najwiekszym mocarzem jego podejcia to to ze ona nigdy sie tam fizycznie nie pojawia, natomiast w kazdej sekundzie czuc jak jej ducha. w ogole plyta brzmi jakby magnum przeczytal, rozplakal sie, po czym wzial gitare, skrzyknal kolegow i od razu to wszytsko nagral. Tak sie nagrywa plyty - holdy
    ed (5 lipca 2008)
  • a ja bylem nwet na koncercie kiedys /lao che z tym materiałem, oczywiscie za darmo , i wynudzilem sie niesamowicie; duzo rzężenia i gledzenia, nudy straszne
    donaldu (4 lipca 2008)
  • "według mnie lao che odwaliło kawał dobrej roboty ponieważ , w bardzo oryginalny sposób przedstawili powstanie warszawskie" jakbym przedstawił powstanie warszawskie w formie martwych komarów i pająków to też bym odwalił kawał dobrej roboty?
    szatan (4 lipca 2008)
  • według mnie lao che odwaliło kawał dobrej roboty ponieważ , w bardzo oryginalny sposób przedstawili powstanie warszawskie . Płyta jest świetna , słucham jej często i nadal mi podoba ;D
    sindbad (4 lipca 2008)
  • przcież Usendejska naprade dobra muzyka to wory Tom Waitsa. i koniec.
    sin (1 czerwca 2008)
  • > Nie to miałem na myśli. Raczej panuje tutaj powszechne zajaranie zachodnią kulturą i tą miarą odmierza się polską muzykę. z tego co zdazylem zauwazyc to tutaj juz jest jedna osoba od mega podjarki polska muzyka. i chyba jeden czlowiek wystarczy przeciez polska naprawde dobra muzyka to twory roberta brylewskiego. i koniec.
    rageman (1 czerwca 2008)
  • co robi sin zapytany o historie: mysli o Jarku K –nie ogarniam, 1/6/2008 14:33 jak się domyśliłeś?
    sin (1 czerwca 2008)
  • co robi sin zapytany o historie: mysli o Jarku K
    nie ogarniam (1 czerwca 2008)
  • aha, czyli my tu nie znamy historii znaczy? –lol, 1/6/2008 13:42 Przypomniał mi się żenujący kawał, co robi Jarek K zapytany o sex: odwraca kota ogonem
    sin (1 czerwca 2008)
  • aha, czyli my tu nie znamy historii znaczy?
    lol (1 czerwca 2008)
  • sin: robisz logical fallacy. tu sie nie ocenia nisko polskich rzeczy z racji jakiejs zawisci, ale dlatego, ze sa po prostu AZ TAK slabe –feelolog, 1/6/2008 10:03 Nie to miałem na myśli. Raczej panuje tutaj powszechne zajaranie zachodnią kulturą i tą miarą odmierza się polską muzykę. Co do "Powstania Warszawskiego", album odkryłem tydzień temu: Minimalna znajomość historii jest potrzebna by zrozumieć dlaczego: Hitlerowcy brzmią jak ramsztajn? Zrzuty brzmią jak brzmią Przebicie do śródmieścia ma "punkowe oj" itd. Podsumowując gdy gdzieś spiracone po moim dysku przemykały kawałki z Powstania Warszawskiego rzygać mi się chciało gdy coś na PL się włączyło. Gdy do mojej ręki trafiła płyta czułem się jak odkrywca, wszystko nabrało sensu. Dlatego tą płytę trzeba przesłuchać od dechy do dechy.
    sin (1 czerwca 2008)
  • już nie podoba mi się gospel. nuda.
    palczak90 (1 czerwca 2008)
  • tak, nie płakaliśmy, wszyscy, na stos z nami.
    rojalista (1 czerwca 2008)
  • problem jest w tym, ze tutaj sie nie docenia geniuszu najwazniejszej polskiej grupy ostatnich lat pewnie nawet po papiezu nie plakaliscie, jebani ateisci, nie?
    sanitariuszka (1 czerwca 2008)
  • przecież porcys całkiem wysoko ocenia (w przypadku porcastu to tam tak raczej niewymiernie się jara) wiele polskich rzeczy. w czym problem? że lao che nie? po to jest kurwa ten cały porcys, żeby nieco inaczej naświetlał pewne sprawy.
    mja (1 czerwca 2008)
  • sin: robisz logical fallacy. tu sie nie ocenia nisko polskich rzeczy z racji jakiejs zawisci, ale dlatego, ze sa po prostu AZ TAK slabe
    feelolog (1 czerwca 2008)
  • Ś C I A N K A człeku
    ;_: (1 czerwca 2008)
  • oprócz marnego pidżamowego Cool Kids Of Death
    sin (1 czerwca 2008)
  • może w tym miejscu zapytam. Jest polska muzyka którą na procysu się wysoko ocenia?
    sin (1 czerwca 2008)
  • Nie znam co prawda "Powstania Warszawskiego" ani debiutu, aczkolwiek słyszałem ich najnowszą płytę, która to jest bełkotem potwornym. Więc ja na to jak na zimę :/
    Staszek (31 maja 2008)
  • na plytach tego zespolu nie ma (choć gusła jakis tam urok mialy) ale juz na koncertach - czemuzby nie. nadrabiaja energia.
    rageman (31 maja 2008)
  • sluchajac gospel mam poczucie obcowania z OMOJBOZEWEZ TOWYLACZ (oczekuje glosow poparcia, bo kurwica mnie bierze od sluchania w kolko o wielkosci tej plyty i ze nic wazniejszego ostatnio nie bylo i nie bedzie)
    hater (31 maja 2008)
  • kiedy nagrali powstanie to na samą myśl czułem zażenowanie. Tanizna, narodowe nuty, pod publikę, dla taniego poklasku. Powstania nie nabyłem i z niechęcią o Lao che myślałem. kupiłem natomiast gospel i jestem pod wielkim wrażeniem. muzycznie może i bez wielkich odkryć, ale rzetelnie, z pasją zagrane i dobrze wyprodukowane. płyta jest pełna smaczków, ukrytych i przemyconych. w warstwie tekstowej jest moim zdaniem bardzo dobrze. myślę, że facet ma coś do przekazania. jest o bogu i relacji z nim bez nadęcia, odważnie i z pomysłem. jest o rozmowie z sobą (kowboje) mądrze i mocno. jest o morderstwie w lesie przejmująco jak w to nie był film myslovitz niemalże. jest o przyjaźni (miłości?) trafnie i z jajem. słuchając gospel mam poczucie obcowania z czymś ważnym, szczerym, miejscami kurewsko mocnym. w samochodzie jak znalazł, chociaż uważność na drodze spada. strzeżcie się czarnego Peugeota na ulicach poznania, bo kierowca może być rozkojarzony.
    palczak90 (4 kwietnia 2008)
BIEŻĄCE
Ekstrakt #9 (Ekstrakt vs RA 00-25)
Ekstrakt #8 (2025)