INNE - FORUM

Six.by Seven

8 czerwca 2005

Własnie wydali swoją piatą (szóstą) płytę i się rozpadli, źle. Masterzy i spokojnie w top 5 ostatnich lat, Mieli taki motoryczny, miażdzący sound, zlokalizowany idealnie pomiędzy My Bloody Valentine a Spiritualized. Jeden z takich bandów, dla których inni zakładają swoje. Kurwa, ale szkoda. ciekawe czy teraz zostaną docenieni.

"Nothing ever gets this good, I've got style and I'm misunderstood"

stefan
  • gdzie kupowałeś? nówka droga w miarę, second hand właśnie pojawił sie na allegro. mi brakuje, mimo że mam cztery inne. way I feel today jest super. ja rozumiem o co chodzi w sprawie MBV, ale zasypiam troche przy tym, przykro mi. spiritualized mieli wiecej fajnych niuansów, ciekawych rozwiązań, zniewalających melodii. loveless jest bardzo ok, musze doznawac bardziej przy tym? zwonisz mnie borysie?
    ?? (5 maja 2007)
  • Czy kwestia kasy wyciągniętej i spożytkowanej ma tu znaczenie to nie wiem, ale przy Loveless podobne odczucia jak Low mam. Moja ignorancja, ale od miesięcy zastanawiam się, jak takie coś się robi i czemu nikt tego nie skopiował bezczelnie do tej pory, skoro minęło już sporo lat od wydania płyty, a codziennie ludzie zrzynają od siebie po sto razy. Ciężko uwierzyć, że wszyscy mają tą samą zagwozdkę co ja. Ej, a w ogóle widzicie melodie u MBV, te oczywiste i prostolinijne melodie z Isn't Anything (nawet bardziej) i z Loveless. To jest dopiero rzecz, bo po pierwszym starciu z natłokiem ścian one dopiero przekonały mnie do tego grania, w sensie, że uporządkowały co nieco i zaczęło być możliwe słuchanie nie tylko na słuchawkach. ?? - No, niestety, nie zadowolę cię. Powodzenia ;) Perkusiści to zadufane mendy - róbcie bity lepiej :) Yo, własnie położyłem łapy na oryginalnym Way I Feel Today... No cóż, znamy się na pamięć, kochanie, więc dobrze jest mieć cię nawet w ubraniu i z książeczką zatkniętą.
    homek_toft (5 maja 2007)
  • mam CD, taka opercja jest możliwa!
    ?? (5 maja 2007)
  • >Kevin Shields ciagnał funciaki od Alana McGee na "Loveless", wyciagnał 250 tys. Tylko mi nie mówcie, że to dobitnie słychac na płycie.. słychać. wiesz ile godzin potrzeba, by tak idealnie zegrać ze sobą takie symfonie gitarowe, jakie tam zachodzą? to nie jest - jedna gitara przester + jedna delay, tylko całe ściany gitar. może nawet przebijające ściany siamese dream pod względem użytych ścieżek, a na pewno pod względem różnorodności. wrzuć sobie na słuchawki i *usłysz* jakie cuda dzieją się tam w tłach, a nawet na pierwszych planach. abstrahując od tego, czy ci się ten krążek widzi płytą dekady, czy się nie widzi.
    Low (5 maja 2007)
  • homek_toft a na czym grasz i skąd jesteś? idealna odpowiedź:z centrum, gram na perkusji. szukam ostatniego ogniwa do składu, rozumiesz..
    ?? (5 maja 2007)
  • a dlaczego ona jest chora ta płyta? fakt, że poza tymi dwoma trackami reszta jest o wiele bardziej senna, statyczna właśnie. posłuchajcie jak Run znakomicie antycypuje granie w klimatach goldfrapp, ladytron. tu dopiero słychać moc soundscape'u, zupełnie jakby shields nabrał te funty od creation i przekazał kilka lat później spacemanowi na porządną produkcję, brzmienie. a pod ten termin to podpada też pierwszy okres Lush np., dreampop znaczy.
    ?? (5 maja 2007)
  • >najlepszym dreampopem nie jest mbv lecz niedocenione, hipnotyzujace pierwsze spiritualized. 'lazer guided melodies' pipl to jest chora płyta, nie powinno się jej słuchać niedocenione? raczej pół-klasyk tej sceny, więc nie bardzo natomiast dziwne dlaczego tę statyczną, rozlazłą psychodelię uparcie kwalifikuje się do "dream-POPU" taki termin to posiada Cocteau, ewentualnie Mercury Rev
    borys d (5 maja 2007)
  • lepszym niz heaven or las vegas?
    grossvan (5 maja 2007)
  • i dochodzim do sedna, najlepszym dreampopem nie jest mbv lecz niedocenione, hipnotyzujace pierwsze spiritualized. 'lazer guided melodies' pipl
    klaudiusz&joanna (5 maja 2007)
  • przyznaję, że porównanie do loveless mojego autorstwa było nietrafione. nie że loveless najlepsza płyta dekady jednak, ale że faktycznie nieco inne spektrum, mniej transowości, oniryczności na debiucie 6x7. chociaż co mną kierowało to faktycznie wspólna przynależność do nie tak znów szerokiego pola shoegazowego obu płyt, z tym że the things we make trochę bliżej do velvet underground, spacemen3, afghan whigs czy wczesnego floyd, kiedy loveless to w zasadzie kwintesencja czystego shoe. narażę sie paru osobom, ale tytuł płyty dekady dla loveless i nazywanie mbv jednym z najgenialniejszych zespołów ever jawi mi się jako klasyczny overhype. gdyby całe loveless było wypełnione takimi numerami jak Run czy I Want You Spiritualized, wtedy moglibyśmy rozmawiać. closer loveless najlepszy na całym LP.
    ?? (5 maja 2007)
  • Zajebisty zespół, przy The Closer You Get po raz pierwszy pomyślałem, że, kurwa, też chcę grać :) Debiut masakrą, kupiłem go w ciemno żeby w ogóle zyskać pogląd od czego zaczynali, i był to jeden z bardziej trafionych płytowych zakupów. Porównania do Loveless raczej słabo trafne moim zdaniem, może jakieś dotykające się pola pod względem stylistyki są do wyhaczenia (że shoe), ale klimat zupełnie inny - a to w przypadku takich składów jest różnica fundamentalna, bo szczytowe osiągnięcia obu pozostawiają realne wrażenia, nie jest to tylko niemrawe klik przy końcu płyty. Właściwie jak myślę gitarowa muzyka myślę po pierwsze Six.by Seven. Mniej więcej takiego grania bym oczekiwał od zajebistego zespołu rockowego, obojętnie z jakim tam przedrostkiem: drone, space, stone i inne tam. W pierwszej trójce wielkich niedocenionych, no i dobrze. Szczególnie, że wółaściwie to mieli tylko zwykłego pecha - wiecznie coś im stawało na drodze. Pozostają solowe projekty Olleya, które niestety raczej zabawnymi wysiłkami są.
    homek_toft (5 maja 2007)
  • Jeden z najbardziej niedocenionych bandów ostatnich 10 lat. Nie ma nawet wątpliwosci. Ale może to i lepiej...
    ?? (6 stycznia 2006)
  • NME described ‘European Me’ as “one of the greatest debut singles of all time” back in 1997. They were cited as a rock band “capable of the impossible” by Time Out, given album/single/band of the week/month/year by any number of magazines.
    ?? (6 stycznia 2006)
  • Poza tym nie żałowałbym gdyby proporcje klimatu "Soon" a reszta materiału zostały odwrócone.
    ?? (5 stycznia 2006)
  • Ej dobra a gdzie jest powiedziane, że every man alive musi mieć plakat ze zrzutem z okładki "Loveless" i wersję samej płyty z dodatkową obwolutą (taka też wyszła, widziałem w Londynie :-)?? Za to na przykład nie doceniacie raczej na Porcys debiutu Roses. Spokojnie możemy zturnować stolik. Debiut 6x7 jest jak "Loveless", któremu nadano jakis kierunek konkretniejszy. Ej, Kevin Shields ciagnał funciaki od Alana McGee na "Loveless", wyciagnał 250 tys. Tylko mi nie mówcie, że to dobitnie słychac na płycie..
    ?? (5 stycznia 2006)
  • ej dobra kolega ceni Loveless spoko no nie ma o czym dyskutować hehe
    mz (5 stycznia 2006)
  • Tak to sobie mozemy rozmawiać do jesieni... Coś nie mam szczęścia do spotkań z evermighty Borysem na tym forum. Albo rzeczywiście to ja piszę TAKIE bzdury ;-), albo to Pan Borys jest highly inflexible. Cheers!
    ?? (5 stycznia 2006)
  • >Również lubię, cenię i również uwarzam
    borys d (5 stycznia 2006)
  • ...a na "The Things We Make" dzieja się rzeczy nieziemskie. Mind you, że to jest debiut!!
    ?? (5 stycznia 2006)
  • Fajno. Bardzo tendencyjny wpis Panie Borysie :-). A może spytam tylko czy słyszał Pan kiedyś w calości debiut 6x7?"Loveless" również posiadam. Również lubię, cenię i również uwarzam, że jedna z płyt wszechczasów to to nie jest after all. Nie oszukujmy się - Roses mieli wtedy muzycznie do powiedzenia dwa łokcie więcej. Oczywiście nie dismissuje "Loveless" jako pozycji bardzo istotnej, zeby zaraz nie było...
    ?? (5 stycznia 2006)
  • >album na miarę "Loveless" (dla mnie lepszy).can I get a ":)" again?
    borys d (5 stycznia 2006)
  • Jeżeli chodzi o wściekłe, punkowe, ale pełne transu piosenki to na "The Closer You Get" i "The Way I Feel..." Six By Seven są nie do przebicia. Jak Trail Of Dead nagrają kiedyś taki album to pogadamy. Jest jeszcze natomiast debiut "The Things We Make", jeden z albumów lat 90ych, być może jedna z najbardziej nowatorskich płyt konca dekady. Velvet Underground, troche grania shoeagazeowego, może szczypta post punkowej nowej fali z samego początku lat 80ych - to wszystko jest, ale jest silny pierwiastek własny. Wszystko tak wymieszane i poprowadzone, że zapiera dech - album na miarę "Loveless" (dla mnie lepszy). Posłuchaj tego monumentalnego wybuchu butli z gazem in very slow motion a potem możemy sobie pogadać o klasie obu bandów. Szczęsliwego Nowego Roku
    ?? (5 stycznia 2006)
  • słucham własnie "Bochum" i co mogę powiedzieć... kawałek jest uroczy, zresztą jak cała płyta, ja nie mówię, że Six. by Seven to zły band, ale Trail of Dead na dwóch albumach "madonna" i "source" kładzie ich na łopatki. Ok, dostaje solidny song z ładną melodią, dość mało wyszukaną aranżacją i niezłą charmonią wokalną, przeciwko np. takiemu "another morning stoner" z tesktem wyśpiewanym z niesamowitą pasją, melodiami utkanymi w cudne arppegia, emocjonalnym przełamaniem w środku utworu, a to tylko jeden kawałek tej płyty... na "04" są często miejsca całkowicie jałowe jak np. "lude 2"
    szafi (5 stycznia 2006)
  • Aha i jeszcze - "ile "source tags and codes" traci u Ciebie tylko dlatego, że nie jest to brytyjski band?"Oczywiście jest to prawda gdyby nie to, że jest nieprawda. Kojarzę conajmniej kilka zespołów z USA, które niczego u mnie nie tracą dlatego tylko, ze są spod Statuy Wolności. Skojarzenie z 6x7 z Trail jest myślę jak najbardziej na miejscu, nie będę tu wyłuszczał... 6x7 są po prostu o pół nieba conajmniej lepsi. A w sumie na "Worlds Apart" jest kilka super momentów..
    ?? (5 stycznia 2006)
  • Błąd - "Bochum" z płyty przedostatniej studyjnej "04" oczywiscie.
    ?? (5 stycznia 2006)
  • Dobra dobra dobra. "Source, Tags..." zupełnie nie płynie. Też posiadam cd, zakupiłem kiedyś i nie słucham często. Oczywiscie, że to dobra rzecz. Ale gdzie to do Six. By Seven? Gdzie anger jest wycelowany z precyzją a nie utopiony w chaosie (jak u Trail), gdzie brzmienie jest klarowne, selektywne (u Trail brzmienie jest zwyczajnie zwyczajne), gdzie melodie łączą w sobie desperację z wrażliwoscią na chwytliwość, przebojowość (u Trail niby też, ale są gorsze). Posłuchaj sobie Szafir "Bochum" z ostatniej płyty (która tak dobrze znasz) i porównaj z czymkolwiek z "Source..".Nawet dziecko wie, że te dwa bandy trochę dzieli. Ale mądre dziecko! Rodzicu dbaj o wychowanie swoich potomków w duchu mądrości i szerokiej świadomości! Ulotki naszej kampani rozdajemy w ten czwartek przed hotelem Victoria od 12:35. Zapraszamy.
    ?? (5 stycznia 2006)
  • a ja w oóle nie rozumiem dlaczego wszyscy się tak podniecili trail fo dead. fajna płyta, ale nada surf grało tak znacznie wczesniej.
    Low (5 stycznia 2006)
  • głupoty panie bredzisz... ile "source tags and codes" traci u Ciebie tylko dlatego, że nie jest to brytyjski band? podejrzewam, że sporo. dobrze znam dwie ostatnie płyty Six by Seven i one nawet się nie umywają do porcysowej płyty roku 2002. Ostatnio sporo słucham Trail of Dead i jest to genialnie skonstruowany album, pełen klasycznych melodii, niebanalnych tekstów, brzmieniowych hooków. Czytając Twoje posty mam wrażenie, że tkwisz w britrockowym złotym wieku lat 90 i wszystko poza już jest miałkie i niedobre. Mnie też wkurza ta moda na indie. ale jeśli byś się dobrze rozejrzał, odnalazł wiele wartościowych rzeczy (w stanach nie w anglii) powstających współcześnie. yo!
    szafi (5 stycznia 2006)
  • O czym my tu mówimy - pierwsze cztery płyty ośmieszają (mimo wszystko przeceniane) "Source Tags And Codes". JAMC na imprezie u Kevina Shieldsa słuchają ambientu. Jeden z tych naprawdę kilku bandów ostatnich lat przy których te wszystkie indie-boysbandy i 'trendy' wynalazki jawią się jako czysta konfekcja. Dobranoc.
    ?? (5 stycznia 2006)
  • Także na THE THINGS WE MAKE znajdziesz coś podobnego --> 'Candlelight', 'Spy song', może '88 92 96', sięgające nieba gitary są również w 'New Year' z 2 Lp.
    stefan (10 czerwca 2005)
BIEŻĄCE
Ekstrakt #9 (Ekstrakt vs RA 00-25)
Ekstrakt #8 (2025)