INNE - FORUM

Six.by Seven

8 czerwca 2005

Własnie wydali swoją piatą (szóstą) płytę i się rozpadli, źle. Masterzy i spokojnie w top 5 ostatnich lat, Mieli taki motoryczny, miażdzący sound, zlokalizowany idealnie pomiędzy My Bloody Valentine a Spiritualized. Jeden z takich bandów, dla których inni zakładają swoje. Kurwa, ale szkoda. ciekawe czy teraz zostaną docenieni.

"Nothing ever gets this good, I've got style and I'm misunderstood"

stefan
  • heh, ja tyko mogę dopisać, że ostatnia płyta(if symptons persist, kill your doctor), po 2 słabszych, jest znakomita a solowe projekty olleya nie są złe. fuckmeusa świetnie elektropunkowym transem operuje. choc zżyna troche z underworld warto sprawdzić
    tato, pomnik jestem (13 kwietnia 2008)
  • Another Love Song live z końca zeszłego roku w dwóch częściach, niestety nagrywane amatorsko, dźwięk fatalny (tym bardziej, że oni bardzo głośno grają), obraz nieco lepszy. w wakacje widziałem w Wawie Trail Of Dead, parę lat temu 6x7 w Londku. to co zagrali Trail wydaje się chyba jednak żartem na tle 6x7, przynajmniej od strony soniczno-emocjonalnej. jak ktoś ma wątpliwości jaki jest najważniejszy niezależny rockowy zespół ostatnich lat (przejął pałeczkę Velvetów, Mary Chain, Spacemen 3 i Nirvany) niech sobie odpali, szczególnie drugą część. tu nie chodzi o hooki, melodie, aranże i co tam jeszcze. zupełnie inna szkoła jazdy, tylko nieliczni potrafią tak to zrobić, szczególnie dzisiaj. ostatnie dwie minuty drugiej części są warte więcej niż wszystkie koncerty polskich zespołów gitarowych z ostatnich 5 lat wzięte razem. noisy hypnotic angry r n'r at its best. mistrzostwo świata. http://pl.youtube.com/watch?v=i-g3RBwAQv8 http://pl.youtube.com/watch?v=CsMDuQ9_ACc
    ?? (13 kwietnia 2008)
  • >Pozostają solowe projekty Olleya, które niestety raczej zabawnymi wysiłkami są. –homek_toft, 5/5/2007 00:55 Ale zdarzają się momenty takie jak "I hung a stone around our love" Twelve - transowe, ciekawe rozwiązania kompozycyjne, rytmiczne, brzmieniowe. Dużo przestrzeni, ściana gitar na tle szybiego, perkusyjnego bitu i rozlazły wokal.
    imię (7 maja 2007)
  • ponieważ ja jestem od propagandy i muszę dbać o psuty przez borysa wizerunek serwisu
    mz (7 maja 2007)
  • dlaczego mz ciągle adwokaci borysowi d?
    Jan (6 maja 2007)
  • oka oka, sorki że się wtrącam ale mam pytanie przy okazji. czy spiritualized wskoczyli wcześniej ponad poziom ladies and genteman?
    N (6 maja 2007)
  • dokładnie. i loveless JEST jedyne w swoim rodzaju, zgadzam się. a spiritualized jest pełnoprawnym zespołem, dysponującym własnym stylem i pewnymi osiągnięciami na polu przecierania szlaków, sprowadzanie ich do jakiegoś parobka wielkich MBV jest pomyłką. tyle.
    ?? (6 maja 2007)
  • sorry wczytałem się, że mówisz o równoległości spacemen 3 i dyskutujesz z tezą, że mbv byli pierwsi w shoegazie. cóż, nie jest specjalną tajemnicą, że mbv samodzielnie tego nie zainicjowali, wszystko rodziło się jakoś w latach 85-88, a Isn't Anything nie było pierwszym longplayem shoegaze, to są znane fakty.
    mz (6 maja 2007)
  • jak na mój gust chodziło bardziej o konstatację, że chora płyta, a nie że zabrania się jej słuchać twoja linia pt. "przed mbv było spacemen 3!" to chyba kpina. abstrahując od jakości muzyki, bo do tego się nie przekona, wymyśliłeś sobie nagle, że jakimś punktem odniesienia dla "loveless" ma być zespół spacemen 3 i nie bardzo wiem na jakiej podstawie, ani to pierwowzór dla loveless, ani inspiracja. można sobie wiele kapel psychodelicznych, dream-popowych według tego klucza wymieniać, ale zaprzeczenie najoczywistszemu - że nie jest nam znana wcześniej (i chyba później) płyta która brzmiałaby jak loveless, a nawet być może że nie ma drugiego tak unikatowego pod względem soundu albumu - to chyba wyraz złej woli. tylko czym ci to mbv zawiniło?
    mz (6 maja 2007)
  • ciekawe więc co wyczerpał Bor swoim wczorajszym postem. każdy może napisać 'a tak w ogóle nie sluchajcie plyty x bo tam jest zlo i samo zlo'. czasami lepiej powiedziec o zdanie za duzo niz rzucic ochlapem, z ktorego niewiele wynika, tak dla dobra dyskusji..
    ?? (6 maja 2007)
  • kit i cat! (nie uważam całej płyty za totalną, wartościowanie istnieje, już prędzej Ladies And Gentlemen..., wiadomo)
    ?? (6 maja 2007)
  • Niektórzy mają ciśnienia na "wyczerpywanie tematu jednozdaniówką" i właściwie w większości takich przypadków już lepsze jedno zdanie niż elaboraty. Myślę, że szkoda, że weszliśmy w wartościowanie płyt, które cholernie słabo do siebie przystają zamiast trzymać się tematu wątku.
    homek_toft (6 maja 2007)
  • ale się miło zrobiło
    Mustaffo (6 maja 2007)
  • jak jest o czym rozmawiać, to piszę więcej, kotki drogie
    borys d (6 maja 2007)
  • celebrities, no
    Mustaffo (6 maja 2007)
  • ja tu musze przyznać że jakkolwiek irytujący byłyby wypowiedzi forumowiczów to jednozdaniówki borysa są żenujące na maxa.
    N (6 maja 2007)
  • mam wrażenie, ze zaczyna się uprawianie sztuki dla sztuki. bez sensu jest ciągle odbijać piłeczkę. bo ja teraz napisze, że jesus & mary chain było poprzedzone les rallizes denudes, które było półtora dekady wcześniej i obudzimy się dopiero na euro 2012. i to bez sensownych wniosków. a co do spirutalized, to możesz sobie uważać te płytę za większą, nie zabroni ci nikt przecież.
    Low (6 maja 2007)
  • psychocandy bylo 6 lat przed loveless, ok.. to psychocandy bylo albumem pionierskim na swoj czas, mimo ze jest tam nawet kilka autoplagiatow. isn't anything to granie surowsze, mocniejsze, bardziej dysonansowe niz mary chain do roku 1988, ale mimo wszystko podobne. poza tym caly czas nie widze wyjasnienia dlaczego to niby spiritualized byli tylko beneficjentami wielkiego dziela mbv. domyslam sie, ze gdyby nawet mbv nie istnialo, to droga spacemana bylaby bardzo podobna. i w ogole chyba cala sprawa rozbija sie o to, ze jest pare osob, ktore widza w mbv jakas nieziemska sile sprawcza, the ultimate band czy cos w tym stylu. bardzo wazny zespol byl (jest) to, ale takich bylo troche wiecej niz jeden.. joy division, clash, smiths, jamc byli jeszcze wazniejsi. wypadaloby przesledzic historie nieco dokladniej. a ty borysku zadufku wracaj do public affair, z toba nie ma zadnej dyskusji. wpisales sie wczoraj, jakies absurdalne zdanie bez uzasadnienia o tym ze lazer guided nie nalezy sluchac i potem jak zwykle wylaczyles sie, teraz nagle wielki powrot. poza tym, ze jestes specem bywasz tez bucem, wiedziales?
    ?? (6 maja 2007)
  • tak, oczywiście, z chronologii masz u mnie 5. ale to, ze spacemen 3 wytwarzali gitarową psychodele uderzając fragmenami w klimat shoegaze nie czyni ich pionerami tego, co zdefiniowali mbv i co pociągnęło za sobą fale slowdive'ów i lushów. coś się wzbierało w powietrzu i pech chciał, ze to akurat mbv postanowiło skierować to bezpośrednio na ten tor. przykro mi. ide posłuchac isn't anything, z 1988 roku. i to ta płyta, a nie loveless z 1991, wyznaczyła szugejz. więc psychocandy nie było 5 lat wczesniej.
    Low (6 maja 2007)
  • ziew
    borys d (6 maja 2007)
  • w ogole skad o tym czy MBV byli z takim graniem pierwsi czy nie - niedawno przed koncertem ścianki rozmawialem z dwoma porzadnie osluchanymi znajomymi i jakos wszedl temat mbv. mowie wiec, ze jak dla mnie spiritualized mieli troche wiecej perel na szyi, na co oni obaj, ze nie moze tak byc, bo mbv to pionierzy byli absolutni, a spirit to juz poklosie. chyba zapomnieli, ze przed spiritual dzialal juz zespol spacemen3 (druga polowa 80s), w ktorym gral j. pearce i ktory poruszal sie w nie tak odleglych rejonach stylistycznych od tych w jakich potem dzialali spirit. mbv bylo jakos rownolegle, chocby chronologia wiec podwaza teorie moich wspolrozmowcow.
    ?? (6 maja 2007)
  • 1. Ok, sorry, nie ten słownik, już już: Jakbym nawet miał wybierać, przy czym powinienem doznawać to wybrałbym Buszującego. 2. Z drugiej strony próbowałem zinterpretować swoją wypowiedź tak, aby zrozumieć ją opacznie i nie udało mi się (to ty masz talent, just do it), więc nie dojebujmy się do szczegółów, hej. 3. A w trzeciej opcji zauważam twoje 'raczej' i to, że dotyczy czegoś tak mglistego jak próba określenia intencji człowieka, który nie tylko nie żyje, ale którego chyba raczej na pewno nie poznałoś osobiście - i dyskredytuję sobie ciebie we własnych oczach. Ależ żartobliwy mam dzień dzisiejszy.
    homek_toft (6 maja 2007)
  • Jakbym nawet miał wybierać, przy czym powinienem się wzruszać to wybrałbym Buszującego –homek_toft, 6/5/2007 11:59 lol, raczej intencją napisania Procesu nie było wywołanie wzruszenia
    aja (6 maja 2007)
  • JAMC i parę innych składów mieszczą się, nie wiem, w kategorii bardziej proto-. Coś musi położyć podwaliny pod jakieś zjawisko, podstawy, których samo rzeczone zjawisko użyje do zbudowania tego, o co chodzi naprawdę :) I nie muszą to być zespoły wcześniejsze, mogą być równoległe, czy nawet późniejsze - nie jest powiedziane, że odkryć Amerykę trzeba na debiucie. Ogółem chodzi o śledzenie inspiracji - mania postmoderny jakiejś, ale satysfakcjonująca w miarę i taka radykalna. >>dla mnie to tak jakby anonimowy użytkownik netu wyskoczył z hipotezą, że "buszujący w zbożu" jest lepszą książką niż ten w sumie fajny ale przereklamowany "proces" i dziwił się dlaczego reakcja jest pobłażliwa. No to spoko - myślę, że Buszujący w zbożu jest porównywalnym kawałem literatury, równie udaną próbą diagnozy sobie współczesnej społeczności, i obie te historie są równie "piękne". Jakbym nawet miał wybierać, przy czym powinienem się wzruszać to wybrałbym Buszującego. Proces w porównaniu z Zamkiem - szczytem literatury Kafki i zwieńczeniem trylogii samotności - jest mały i ma formę na brudno pisanego brulioniku, co objawia się choćby w prowadzeniu postaci. Łyknij Zamek, jak jeszcze nie miałeś okazji. I nie jest to żadna metafora, w której pod nazwami ksiażek ukrywają się nazwy Six.by Seven, My Bloody Valentine, czy jakichkolwiek innych zespołów.
    homek_toft (6 maja 2007)
  • w ogóle opinia, że MBV byli pierwsi z takimi pomysłami shoegaze'ującymi jest trochę niezrozumiała dla mnie. równolegle nagrywali spacemen3, pięć lat wcześniej już było psychocandy, nawet w stanach SY w miarę (!) podobne rzeczy robili wcześniej..
    ?? (6 maja 2007)
  • o stone roses pisałem ponad rok temu. tak dla porządku. słyszę i mnie tu zagłoba nie indoktrynuj.
    ?? (6 maja 2007)
  • ale ty generalnie słyszysz to co się dzieje na "Loveless" czy chodzi o to, że same melodie dobiegają i ci się bardziej Stone Roses podoba? dla mnie to tak jakby anonimowy użytkownik netu wyskoczył z hipotezą, że "buszujący w zbożu" jest lepszą książką niż ten w sumie fajny ale przereklamowany "proces" i dziwił się dlaczego reakcja jest pobłażliwa.
    mz (6 maja 2007)
  • ciekawe skad wzial, wiesz e u nas dostawy wszystkiego docieraja do miejsca przeznaczenia nieco szczuplejsze:]
    ?? (5 maja 2007)
  • Trudno uwierzyć, ale kupiłem na Jarmarku Majówkowym w Gdańsku, rozstawiają takie namioty z różnymi pierdołami, pośród nich stał sobie facet z dwoma kartonami płyt i miał rzeczony albumik za 25 zł. Ten koleś bywa też na Dominikańskim, więc może wtedy będzie miał Closer You Get :) Wszystkie liczące się true-shoegazy miały w składzie kobietę? Spiritualized, MBV...
    homek_toft (5 maja 2007)
  • zwol
    ?? (5 maja 2007)
BIEŻĄCE
Ekstrakt #9 (Ekstrakt vs RA 00-25)
Ekstrakt #8 (2025)