INNE - FORUM
Coldplay - X & Y
21 maja 2005No i mamy nową płyte Coldplaya... Jaka jest Wasza opinia? Moim zdaniem jest baaardzo przeciętna, wtórna i generalnie słaba niestety...
-
tylko nie timbaland.
m. (27 marca 2007) -
Myślę, że Timbaland nadal jest super producentem, ale jego bity niesamowicie brzmią z żeńskim wokalem - vide płyta Aaliyah z 2001 roku. Z Coldplay go sobie nie wyobrażam, chyba że Chris Martin będzie miał wyjątkowo pedalski wokal;-)
Andrzej (27 marca 2007) -
no i jeszcze to: "Timbaland has revealed that he is to work with Coldplay on their fourth album. The super-producer revealed that he is coming to the UK in April to meet with the band, whom he is known to be a big fan of."
tomek wasko (27 marca 2007) -
In an interview with Kristy Lang on BBC Radio 4's Front Row program today, producer/musician/artist/god Brian Eno revealed that he is producing the next Coldplay album. "I think [the album] will be very original and very different from what they've done before," Eno said.
borys d (27 marca 2007) -
no doprawdy
c-u (9 grudnia 2006) -
no, doda rządzi...o, a tokio hotel - przy tym nie zaśniecie :)spierdalajcie.ah, ludzie ludzie :)doprawdy, aż żal :)
marcyska (9 grudnia 2006) -
A nawet Wiel(ki)błąd :D
byłędy, byłędy, ach wskażcie do sło(w)nika drogę... którędy? (16 września 2005) -
Camel a nie Camela, błąd w podpisie :P
C. (16 września 2005) -
no mnie się x and y bardzo podoba np.
Camela (16 września 2005) -
btw dziwna zaleznosc - chujowa plyta - chujowe teledyski (te z x&y to masakra)
znowu popers (16 września 2005) -
huh a ja gdziez przeczytalem jak kolesie z coldplaya mowia ze wszystko spoko i nie czuja zadnej zenady w tym co robia - wkurza ich tylko to ze przestali byc postrzegani jako "zajebisty zespol" (w sensie cool) tak jak white stripes.. smutne bardzo a na raz cale x&Y przesluchac ciezko doprawdy - basinski to przy nich chilloutowa sesja.
popers (16 września 2005) -
2 razy przesluchalem x&y w calosci. wezcie mi nie przypominajcie.
koniu (15 września 2005) -
Oj przepraszam ale zawsze, ZAWSZE dodaje "real", więc sie nie podszywam. Peace bleble :)
real bleble (15 września 2005) -
Wbrew wrogiej propagandzie, to ja byłem (i jestem) prawdziwym bleble, nie żaden tam real Bleble!
bleble (15 września 2005) -
no ja rozumiem podszywać się pod rybę, Permanenta, bleble, - czy nawet borysa, ale żeby pode mnie? ;)
prawdziwy /\ (15 września 2005) -
jej wreszcie udało mi się przesłuchać całe X&Y, prawie zasnąłem ;)
i. (15 września 2005) -
nie ma takiego forum
/\ (15 września 2005) -
"I voted for X&Y. In fairness I haven't listened to Ok Computer or any other Radiohead albums. But even then, I doubt they have something that's better than X&Y.X&Y is a modern classic and people will still be talking about it 30 years from now." (cytat z w/w forum, nie wymaga chyba komentarza)
on (15 września 2005) -
http://forums.coldplay.com/viewtopic.php?t=35195&postdays=0&postorder=asc&start=0
hmmm (15 września 2005) -
recka krótka i treściwa. brawo!
szafi (15 września 2005) -
te ceny to jakie snieporozumienie w emipkach za 68pln
radek (6 czerwca 2005) -
w MM za 59.99
Wacek (6 czerwca 2005) -
e kto mówił ze nie ma w sklepach?dzisiaj leżal ladnie na połeczce w empiku za niecałe 79.90.phi!
zocha (6 czerwca 2005) -
piekny album począwszy od openera square one, fix you, czy chociazby talk.stefan w 85 u2 tworzyło pop rock? lol
Wacek (6 czerwca 2005) -
Pewnie że miało dobry sound na UF (choć na Achtung Baby i Zooropie pewnie jeszcze lepszy) problem w tym ze Coldplay ma tylko sound.
stefan (6 czerwca 2005) -
jeśli u2 miało kiedyś dobry sound to właśnie 20 lat temu na "Unforgettable Fire" :)co nie znaczy, że Coldplay dobry, choć Martin to sympatyczny chłopak.singiel wymęczony - autopilot, autoplagiat, autoparodia.
luke (6 czerwca 2005) -
Brakuje mi tu bardziej surowych kawałków typu daylight. Miałobyć inaczej ale panowie sie przestraszyli "wiernych fanów" i wyszło "x and y", no cóż może następnym razem.
michał (5 czerwca 2005) -
Czas na Coldplay Coldplay mierzy w rockowy Olimp Jest marcowe popołudnie w Los Angeles, a zespół Coldplay ogłosił właśnie w lokalnym programie radiowym, że tego wieczoru po raz pierwszy od półtora roku zagra na żywo w maleńkim klubie Troubadour na Sunset Boulevard. Trzystu szczęśliwców, którym uda się wejść do klubu - wśród nich znajdzie się żona wokalisty Gwyneth Paltrow - po raz pierwszy usłyszy utwory z długo oczekiwanego albumu "X&Y". Na razie grupa sprawdza sprzęt, a na widowni są tylko dwie osoby: agentka zespołu, która wystukuje e-maila do redaktora ważnego pisma, obrażonego, że nie dowiedział się wcześniej o imprezie, oraz dziennikarz "Newsweeka". - Cześć - mówi Chris Martin do mikrofonu. - Dziękuję za przybycie. Nie jestem pewien, czy nas pamiętacie. Kiedyś byliśmy wielcy.Czy nadal są wielcy, dopiero się okaże. Wszystko zależy od tego, czy publiczności spodoba się ich nowa płyta "X&Y" (premiera 6 czerwca, EMI Polska). Mniej więcej w 60. sekundzie otwierającego płytę utworu "Square One" strumień dźwięków gitary sprawia, że grupa Coldplay staje się czymś, czym mimo wszystkich jej talentów nigdy przedtem nie była - grzmiącą kapelą rockową. Głęboki, pędzący riff - zupełnie inny niż czarujące melodie, które stały się ich znakiem rozpoznawczym - nadaje ton całemu albumowi. Martin nie grzeszy skromnością, powtarzając, że jest członkiem "najlepszego zespołu na świecie". - Człowiek chce być w tej samej lidze, co McCartney i Bono. To właśnie mnie napędza - mówi 28-letni wokalista. - Chcemy wejść na następny poziom. Na najwyższy. Chcemy być lepsi od Mozarta. Mierzenie niżej kompletnie mija się z celem - dorzuca.Mankamentem Coldplay były dotychczas niezbyt porywające występy na żywo, ale mocne melodie z "X&Y" powinny poprawić reputację zespołu. Ta płyta składa się z numerów przeznaczonych do wykonywania na stadionach wypchanych 20-tysięczną publicznością. W każdym utworze gitara jest najważniejsza. To ona sprawia, że rockowe piosenki o łagodnym tempie ("White Shadows", "Talk") stają się eksplozjami dźwięków, a tym najbardziej subtelnym z kategorii "to oczywiście o Gwyneth" ("What If" i "Fix You") nie brakuje energii. Obie są śliczne, ale "Fix You", który ma być drugim singlem, jest najbardziej poruszającym utworem grupy od czasów ich pierwszego przełomowego hitu, "Yellow". Analiza tekstu ("Po twarzy / płyną łzy / gdy stracisz coś / czego nie zastąpi nic") sugeruje, że jest to zapewne piosenka o śmierci ojca Paltrow w 2002 roku. Martin twierdzi, że to "prawdopodobnie ich najważniejszy kawałek". I ma rację. "Fix You" jest dla Coldplay tym, czym dla U2 było "With or Without You".Jedyne, co przydałoby się "X&Y", to szczypta brawury. Z wyjątkiem operowego utworu tytułowego na płycie nie ma żadnej piosenki, która oryginalnością struktury mogłaby równać się z "Politik" z ich ostatniego albumu. Zespoły takie jak U2 były w stanie zmienić się, kiedy wyeksploatowały jakieś brzmienie. Coldplay jest co prawda jeszcze na wczesnym etapie kariery, ale na razie nic nie wskazuje, żeby miał w zanadrzu potencjał do takiej przemiany. Jeśli za pięć lat zespół będzie nadal grał tak samo, nie będzie już tak ważny. Na razie jest być może jedyną na świecie grupą rockową - oprócz właśnie U2 - zdolną przyciągnąć i zelektryzować szeroką, wielopokoleniową publiczność. Martin jest niewątpliwie motorem napędzającym zespół, ale poza nim w grupie jest jeszcze trzech muzyków. Gitarzysta, basista, perkusista - normalka. Idę o zakład, że nie macie najmniejszego pojęcia, jak się nazywają. Nawet jeżeli macie oba poprzednie albumy Coldplay - "Parachutes" z 2000 r. i "A Rush of Blood to the Head" z 2002 r., które sprzedały się w 20 milionach egzemplarzy, a nawet jeżeli czytaliście inne artykuły o tej grupie, w których byli wymieniani z nazwiska. Jednak przynajmniej jeden z nich - gitarzysta - nie ma nic przeciwko temu. - Nikt nigdy nie zna innych członków kapeli - mówi Johny Buckland godzinę po próbie dźwięku, rozprostowując swoje 190-centymetrowe ciało na kanapie w przytulnym apartamencie w hotelu Chateau Marmont w Los Angeles. - Wszyscy znają tylko wokalistów. Spójrz na R.E.M. Który to gitarzysta? Nazwisko Petera Bucka znam tylko dlatego, że zrobił rozróbę w samolocie. Jedynym sposobem, żebym to osiągnął ("to" oznacza sławę Martina, który jest tak popularny, że jego córeczka Apple jest bardziej znana niż wszyscy pozostali członkowie Coldplay razem wzięci), byłoby wpakowanie się w jakieś kłopoty. Musiałaby to być niesława, a nie sława - dodaje. To, co mówi, jest oczywiście bez sensu. Często gitarzysta dorównuje popularnością liderowi zespołu. A Keith Richards? - Straszny narkoman - ucina. Próbuję go przekonać: Richards nie tylko dlatego jest znany, że lubi narkotyki. - Ale gdyby nie brał, czy byłby równie sławny? - pyta gitarzysta. Dobrze, a Jimmy Page? - Czary. The Edge? - Wąsy. No i ile osób zna jego prawdziwe nazwisko? - Dave Evans czy jak mu tam? - śmieje się.W rockowej tradycji wokaliści to balony wypełnione helem, a gitarzyści to faceci trzymający za sznurek, utrzymujący całą ekipę na ziemi. Coldplay byłby może bardziej porywający, dziki i w ogóle, gdyby gitarzysta nie był taki cholernie... spokojny. - Ci, co tak mówią, to kutasy - twierdzi Martin. - To właśnie tych spokojnych trzeba mieć na oku. Popatrz na Chiny. Kiedy za dwadzieścia lat wszyscy zaczniemy mówić po chińsku, ludzie będą mówili: "Kurczę, w ogóle nie zdawałem sobie sprawy - tacy byli cichutcy". I kiedy w całej Anglii nazwisko naszego gitarzysty będzie już wyryte w marmurze, będą mówili tak samo - dodaje. Mroźnym lutowym popołudniem na Manhattanie członkowie Coldplay zbierają się w studiu, żeby skończyć pracę nad "X&Y". Martin, ubrany dziś w czarne spodnie i czarny golf, od niecałego roku jest ojcem. Jak sam mówi, ojcostwo to "zajebista sprawa". - Nigdy się nie jest na nic gotowym - tłumaczy. - Takie jest życie. Ale bycie ojcem daje mi tylko szczęście. Zdaję sobie sprawę, że muszę teraz ciężko pracować. Wiem, że nie mogę nagle odejść z zespołu i zostać ćpunem. Choć są w życiu rzeczy bardziej przerażające. Ogłuchnięcie. Albo oglądanie filmu Anthony'ego Minghelli - śmieje się.Teksty na "X&Y" pełne są niepokoju człowieka, który zdaje sobie sprawę, że życie nieuchronnie odbierze to, co jest mu najdroższe. - Z każdym albumem jesteśmy o dwa lata bliżej do śmierci - szczerzy zęby Martin. Chętnie rozmawia o ojcostwie, ale pytany o to, czy konkretne utwory z "X&Y" są o jego żonie i córce, odpowiada wymijająco: - Nie, w zasadzie nie... Ale za sekundę się denerwuje. - To znaczy, no nie wiem. Gówno mnie obchodzi, o czym one są. Są o tym, o czym są - mruczy. Zmiany w zespole w ciągu ostatnich paru lat nie dotyczą tylko życia rodzinnego. Grupa powróciła ze światowej trasy w 2003 r. odmieniona. "A Rush of Blood" okazał się hitem, którego popularność osiągnęła szczyt w momencie wydania singla z utworem "Clocks". - Gdybyśmy się naprawdę postarali, na pewno mogłoby nas być wszędzie jeszcze więcej - śmieje się perkusista Will Champion (27 l.). - Ale czuliśmy, że pora się na jakiś czas usunąć. Grupa musiała dostosować się do życia w mainstreamie rozrywki, w równej mierze kochana i nienawidzona. - Nie jesteśmy już cool, jak Strokes albo White Stripes, i czasami trochę mnie to oburza - mówi basista Guy Berryman (27 l.). W jego oczach pojawia się błysk. - I jeszcze zobaczymy, kto dłużej przetrwa.Martin przyznaje, że zabolało go, kiedy Thom Yorke z Radiohead, jeden z jego idoli, nazwał Coldplay muzyką lifestylową - co miało być przytykiem do częstotliwości pojawiania się ich utworów w filmach, w sklepach, na lotniskach i w iPodach pań w średnim wieku. - Jesteśmy jak ten łaszący się piesek - żartuje Martin. - Uwielbiam wiele rzeczy, wiele osób. Niektóre odwzajemniają moje uczucie. A niektóre nie, jak na przykład Radiohead.Na początku praca nad "X&Y" szła powoli. (Martin zdradza tylko dwie rzeczy o tytule albumu: że chodzi w nim o "napięcie między przeciwnościami" oraz że drugim, odrzuconym pomysłem na tytuł był "The Outstanding Pectorals of Guy Berryman" - "Wspaniała Klata Guya Berrymana"). Zaczęli nagrywać niecałe dwa tygodnie po powrocie z trasy, kiedy - jak mówi Buckland - byli wciąż jeszcze trochę zbyt pijani sukcesem.- Kończysz trasę i czujesz, że jesteście najlepszą kapelą w historii. Gracie wciąż to samo, więc w końcu naprawdę świetnie wychodzi - mówi 27-letni gitarzysta. - I wchodzisz do studia wciąż w przekonaniu, że jesteś najlepszy. Więc ci się wydaje, że wszystko, co napisałeś, jest cudowne. Potem to odsłuchujesz i zdajesz sobie sprawę, że to nie jest wcale takie dobre - wspomina. Tego wieczoru w studiu Coldplay nareszcie zbliża się do mety z "X&Y". Buckland i Champion gmerają w laptopach w sąsiednim pokoju, a Martin i Berryman przesłuchują ostatnią wersję "Fix You". Kiedy piosenka rozlega się przez głośniki, Martin zaczyna wykrzykiwać instrukcje dla inżyniera dźwięku. - Basy muszą być odrobinę ostrzejsze. Ma być bardziej w stylu New Order. Inżynier podkręca jakąś gałkę, a Berryman kiwa głową. - Właśnie o to chodziło. Już nie mogę tego słuchać. Przychodzi taki moment, kiedy słyszałeś to już 8 milionów razy i czas sobie odpuścić.Zrobiło się późno i wszyscy tęsknią za kolacją. Martin wstaje i bierze kurtkę. Ale jeśli on nie chce słuchać piosenki więcej niż 8 milionów razy, czy to znaczy, że my musimy? Odkłada kurtkę. - OK, jeszcze jeden raz. Devin Gordon
eeeeeeeeeee (5 czerwca 2005) -
Tragiczna płyta, fatalnie przeprodukowana. Brzmienie mają jak U2 20 lat temu, soft rock, mydło. własny ogon zeżarty doszczętnie, A mogli się rozpaść po ARBTTHW nme 9/10 lol
stefan (5 czerwca 2005) -
na razie słyszałem "speed of sound", dzisiaj na mtv 2 wieczorem będzie ponoć koncert, to może usłyszę więcej nowych numerów, myślę, że może nie będzie tak najgorzej, Coldplay mogę słuchać np. w radiu, albo gdy już naprawdę nie mam jakiej płyty włożyć do odtwarzacza, a jakby zagrali koncert w Polsce to wybrałbym się z czystej ciekawości
i. (5 czerwca 2005)