INNE - FORUM

Wypowiedz się na forum i wygraj zakazaną w Chinach książkę Mian Mian Cukiereczki!

4 lipca 2007

Witamy forumowiczów!

Przygotowaliśmy dla was wakacyjny konkurs, w którym nagrodą jest powieść "Cukiereczki" młodej chińskiej autorki Mian Mian.


KSIĄŻKA:

Akcja "Cukiereczków" dzieje się w Chinach przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Siedemnastoletnia Hong porzuca renomowaną szkołę i wyjeżdża z Szanghaju, by pracować jako piosenkarka w nocnych klubach…

Książka wywołała w Chinach prawdziwą burzę obyczajową – cztery miesiące po publikacji cenzura zakazała jej rozpowszechniania. "Cukiereczki" doczekały się jednak przekładu na kilkanaście języków, m.in. włoski, francuski, niderlandzki, hiszpański, grecki, japoński i doskonale sprzedają się poza granicami Chin. Od czerwca dostępne w księgarniach jest także wydanie polskie.

Mimo że Polska i Chiny są oddalone od siebie o setki kilometrów, sytuacja w niektórych dziedzinach nie różni się od siebie tak bardzo. Na przykład w kwestiach literackich i kanonu lektur... Jeżeli ktoś lubi czytać „zakazane” książki, to warto zapoznać się z „Cukiereczkami” nim znajdą się na liście „ocenzurowanych” ze względu na takie fragmenty, jak poniższy:

„Mówią na mnie Siostra Morfina. Miałam kiedyś kochanka w tym mieście i nie potrafiłam bez tego faceta żyć. Bez niego wszystko było nie tak. Myślałam, że na tym polega miłość. Kiedy mnie zostawił, zaczęłam ćpać heroinę. Pragnienie narkotyku było ogromne, moja odporność rosła, a ja uwielbiałam „ścigać smoka” tak długo, aż byłam totalnie nawalona, aż poczułam się bardziej martwa niż żywa. Kiedy żyłam, chciałam umrzeć, a gdy byłam bliska śmierci, chciałam żyć. Nie musiałam już myśleć o niczym innym i nareszcie czułam się wolna.
Czasami, kiedy się porządnie narąbałam, myślałam o facetach. Tęskniłam za ustami mężczyzny. Żaden z tutejszych facetów nie potrafił posługiwać się ustami, gdy był w łóżku z kobietą. Po prostu nie mieli tego w zwyczaju, a może nie lubili tego robić kobietom, których nie znali. Nie znam powodu. Zaczęłam spotykać się z różnymi mężczyznami. Wszyscy prawili mi identyczne, wyświechtane komplementy. Mówili mi różne miłe rzeczy, lecz były to wciąż te same stare banały, żaden nigdy nie powiedział nic nowego. I każdy spuszczał się jak dziecko. Byłam zawsze pod spodem, a oni nie czekali nawet, aż ściągnę ubranie. Ogarniała mnie tak wielka nuda, że prawie nie mogłam się ruszyć. Miałam z tego odrobinę prostej przyjemności; wszystko odbywało się bez słowa.
Uwielbiałam natomiast obserwować ich, gdy się przede mną rozbierali. Była to chwila szczególna, jedyny liryczny moment. Działo się to w pośpiechu i w mgnieniu oka było już po wszystkim.”…




KONKURS:

Od pewnego czasu w mediach mówi się wiele o Chinach i ich dwucyfrowym wzroście gospodarczym, o tanich pracownikach i ograniczeniach wprowadzanych przez rząd. Ale mało się mówi o tym, że rozwija się u nich także życie kulturalne - debiutują nowi reżyserzy, malarze oraz pisarze i pisarki.

A jakie jest Wasze wyobrażenie o Chinach, z czym Wam się kojarzy Państwo Środka? Macie może zdjęcia z własnych podróży, chcecie się podzielić swoimi przeżyciami i przemyśleniami?

Jeśli tak, opiszcie to tu na forum! Najciekawsza wypowiedź zostanie nagrodzona książką „Cukiereczki”.


ZASADY KONKURSU:

W konkursie biorą udział wszystkie wypowiedzi umieszczone w niniejszym wątku na forum w terminie od 5 lipca 2007 do 19 lipca 2007 wyłącznie przez zalogowanych użytkowników.

Komentarze muszą być w pełni autorskie i powinny dotyczyć Waszych wrażeń lub wyobrażeń na temat Chin, nie ma żadnych dodatkowych wymagań dotyczących długości lub stylistyki wpisów.

Wśród wszystkich wypowiedzi zostanie wybrana jedna najlepsza i jej autor otrzyma w nagrodę egzemplarz powieści "Cukiereczki" Mian Mian.

O wygranej poinformujemy najpóźniej do 25 lipca!


Życzymy powodzenia w konkursie i jak najciekawszych wypowiedzi!

Zespół 121 PR, czyli organizatorzy konkursowego zamieszania :-)



Regulamin konkursu: http://121pr.pl/Regulamin_konkurs_cukiereczki.pdf

cukiereczki
  • Witamy ponownie! :-) Ze względu na małą ilość wypowiedzi konkursowych, przenosimy książkowe boje na forum Relaz.pl, gdzie rozdane zostaną wszystkie "Cukiereczki" :-) Tak więc zainteresowanych konkursem zapraszamy na Relaz.pl - tam już wkrótce odbędzie się jego finał! Aktualny wątek konkursowy: http://relaz.pl/forum/viewtopic.php?p=73885 Jeszcze raz zachęcamy do wypowiedzi i życzymy powodzenia! Zespół 121 PR, czyli organizatorzy konkursowego zamieszania :-)
    cukiereczki (13 lipca 2007)
  • Godz. 9:00. Niedaleko dworca w Datongu, jakieś 100 metrów jest hotel, w hotelu jestem ja. Nie byłem jednak długo, żadnego gnicia w pokoju, dojrzewania, przeczuwając zew i nie chcąc uronić żadnej z ostatnich chińskich chwil wyruszyłem niebawem w Drogę. Do atrakcji turystycznej, zabytku imieniem Wiszący Klasztor. Złapawszy autobus i ustaliwszy cenę na 8 juańców usadowiłem się wygodnie na tylnych siedzeniach. Po kilkunastu minutach wsiadła ona. Młoda, jaskrawa, śliczna (nawet gdyby nie była i tak trudno to dziś orzec, czy to słoń czy nosorożec), zadbana, wymalowana, figlarnie wymachująca malutką a tandetną chińską torebeczką. Usadowiła się obok mnie. Z miejsca zdarzenia w swym zeszycie relacjonowałem rozgorączkowany: Zaczęła się standardowa gadka, tyle że oczy nasze patrzyły wzajem na usta a ciała niebezpiecznie się ocierały. Flirt ten swoisty trwał całą drogę, głównie na ocieraniu i przypadkowym, zdałoby się, ocieraniu polegał. Gdy wysadził nas autobus wzięliśmy taxi – jeepa, który zawiózł nas do klasztoru. Małą została na dole, ja opłaciwszy 35 juanów pozachwycałem się i porozczarowywałem jednocześnie. Ładne, urokliwe, ale przepełnione i małe. Mała czekała więc na dole, ja jak obłąkaniec pełen marzeń i podejrzeń. Zaznaczyć muszę powód owych podejrzeń. Nie znałem i nie znam powodu, dla którego koleżanka pojechała do klasztoru, bo przecież doń nie weszła, a poza tym znała wielu miejscowych. Uśmiechy i porozumiewawcze spojrzenia odbierały scenie lekkość i nie pozwoliły rozwinąć skrzydeł. Osiemnastolatka ta śliczna poprosiła mnie o zdjęcie, a ja oczywiście uległem. Przytuleni efektownie pozowaliśmy do Polaroida. Za fajną fotę jak z misiem z Zakopca uiściłem 10 juanów, zdjęcie na tle skał i klasztoru dałem małej. I tyle. Wiszący w powietrzu klasztor. Potem szliśmy trzymając się za ręce i jechaliśmy przytuleni taksówką. Pikanterii sprawie dodaje fakt, iż jest to proceder w Chinach zabroniony. Wsadziła mnie w powrotny autobus, umówiła spotkanie na 8:00 (będę już wtedy na dworcu w Datongu) i odjazd. Wieczór Datong spędziłem bratając się z lokalną społecznością. Przysiadłem więc na papierosa na krawężniku obok staruszka, spożyłem kolację w najpodlejszej knajpce jaka stała na drodze nawiązując kolejne fantastyczne relacje, potem poszedłem na karaoke. W małym lokaliku zrobionym jakby w garażu odważyłem się pośpiewać i radosny jak dziecię bawiłem się z Chińczykami. Potem stopy poniosły mnie tam, gdzie byli ludzie. Na piętrze, w wypełnionej po brzegi sali wielkości kina, odbywało się nie jakieś tak karaoke. To był wielki koncert karaoke z jurorami, a wykonawcy błyszczeli tandetnych estradowych kostiumach. Kiedy pojawiłem się i stanąłem samotnie w kąciku z tyłu, śpiewająca pani w jasnej sukni z cekinami przestała istnieć. Wszystkie twarze zwróciły się do tyłu oglądając widok dalece bardziej niecodzienny – biały kosmita. Żal mi było pani. Pierzchłem zaraz celem nie dezorganizowania imprezy i spożywszy jeszcze jedno piwko na zewnątrz, pograwszy w bilard poczłapałem do hotelu z poczuciem domykania naprawdę pięknego dnia.
    palczak90 (12 lipca 2007)
  • może to opowieść w odcinkach?
    tygrysia maska (11 lipca 2007)
  • Z kasą było krucho. Od kilku już dni oszczędzałem na czym się dało. Jadłem bagietki z serkiem topionym 2 razy dziennie. Piłem wodę mineralną. Kiedyś znalazłem market, w którym w promocji częstowano jakimś frykasem. Obróciłem trzy razy. Poszedłem na dworzec. Wieczorem ruszał pociąg do Lao Cai przy chińskiej granicy. Wymeldowałem się z hotelu, bo choć nora kosztowała tylko dolara z kawałkiem, to był to wydatek zbyt tłusty. Plecak wyniosłem rano do przechowalni koło recepcji i zabijałem czas do wieczora. Trudne to, kiedy nie ma się kasy, przewodnika ani chęci. Po prostu czekałem. Kiedy przyszło popołudnie przedarłem się do hotelu pod pozorem skorzystania z kibla. Krętymi schodami wdrapałem się na ostatnie piętro i wyżej. Na dachu mieściła się pralnia, a szarawa pościel powiewało na wietrze. Opodal leżał stary materac. Położyłem się i usnąłem. Spokojnie było o cicho. Nikt nie próbował mnie wygonić, spałem smacznie mając na uwadze prawo, iż spóźnienie się na pociąg oznacza kolejny kibel w mieście. Po drzemce jakby nic zszedłem na dół, gdzie poznałem Angielkę imieniem Louise, które słabo już pamiętam. Wyszło, że jedziemy tym samym pociągiem. Ona brała taksówkę, ja szedłem piechotą. Ona jechała sypialnym, ja najtańszym wagonem na siedziaka. Pociąg zagwizdał i majestatycznie poderwał się do marszu. Był to pociąg jednoznacznie magiczny. Między wagonami przejście przywodziło na myśl westerny, mogłem siedzieć na platforemce i dyndając nogami wdychać ostatnie hausty wietnamskiego powietrza. Kiedy noc zaczęła odbierać siły pasażerom, wyciągnąwszy karimatę ułożyłem się pod siedzeniami wzbudzając, jak zawsze, niemałą sensację. Na każde przewrócenie na drugi bok musiałem wybudzić się, wysunąć spod siedziska, okręcić i wsunąć się z powrotem. Żmudne to operacje, ale ciało wyciągnięte w nocy śmiało podejmuje wyzwania dnia, jak się podówczas zeszycie podróżnym zanotowało. Pięknie było! Świt obnażył okolicę. Sunęliśmy wzdłuż rzeki, toczyliśmy się majestatycznie przez dżunglę, ryżowe pola. Nie spieszyłem się bardzo. Było mi dobrze, pysznie, beztrosko. Niestety po kilkunastu godzinach pociąg zatrzymał się. Koniec podróży oznacza koniec sielanki. Trzeba wyjść na świat, znowu opędzić się od nachalnych sprzedawców, hotelarzy, taksówkarzy, rikszarzy i wszelkiej maści naciągaczy. Zbliżała się też granica. Angielkę spotkałem na peronie. Wyspana, wypoczęta, radosna. Złączeni celem udaliśmy się razem w stronę granicznego przejścia. Byłem dla niej przewodnikiem, bo choć koleżanka odbywała właśnie samodzielną podróż dookoła świata, to w Państwie Środka jeszcze nie była. Ja zaś wjeżdżałem do Chin po raz czwarty. Tłumaczyłem lokalne zawiłości, pomagałem zrozumieć plwociny i uczyłem tolerancji na niepojęte zafascynowanie wzrostem mojej kompanki. Angielka była blondynką, wysoką i brzydką Angielką. Radość ogromna być tu znowu! Wypady z Chin do Laosu czy Wietnamu czułem zawsze jak opuszczanie Domu, bezpiecza, które zdążyłem już nieco zrozumieć i pokochać bardzo. Znowu rozumiem zaczątki lokalnej mowy i bez kozery potrafię zamówić piwo wzbudzając niemały zachwyt. Tak było i tamtym razem. Nie bez perypetii złapaliśmy autobus do Kunmingu. Wiózł przez Yunnan, a my w nim opowiadaliśmy sobie o naszych życiach i przez życia podróżach. Fajnie było. Naturalnie i niezobowiązująco. Miała ze sobą discmana i multum płyt, wtedy po raz pierwszy usłyszałem „Parachutes” Coldplay. Urzekło mnie bardzo. Spędziliśmy razem jeszcze klika dni: pokazałem jej miasto, jeden dzień, pamiętam, padało i nie chciało nam się wychodzić, więc cały dzień bumelowaliśmy w pokoju. Innym dniem poszliśmy na targ, gdzie miejsce jak z bajki: tysiące ptaków, ryb, robaków, kotów, psów, kwiatów, wędek i innych pierdół. Pan Kleks. Plan Louise był napięty, następnym punktem na mapie miało być Chengdu. Namówiłem koleżankę na zrezygnowanie z wygody sypialnego hermetycznie wagonu na rzecz hard seatera. Pewnie żałowała niejedną z minut tam spędzonych, ale też pewnie nabyła jedną z najbardziej kolorowych historii swej drogi. Bo w hard seaterze było jak zwykle: gęsto od ludzi, ślisko od śliny, biało od fajek. Do tego szczere zainteresowanie dziwną parą.
    palczak90 (11 lipca 2007)
  • mnie cos ciekawego kiedys ktos w sieci napisal (jakas wysoce strasznie zla rzecz co ja rzad chinski popelnil), ale za cholere nie moge sobie przypomniec kto to byl i gdzie to bylo :/
    czyli z darmowej ksiazki... :( (9 lipca 2007)
  • Może wypiszecie swoje żale odnośnie Chin? ;) Książka wbrew tytułowi nie jest "cukierkowa", więc nawet będzie do tego pasować :)
    cukiereczki (9 lipca 2007)
  • Jeszcze nie znaleźli pierwszego czytelnika?
    zbulwersowany (7 lipca 2007)
  • FREE TIBET!!!
    Harun ar-Raszid (7 lipca 2007)
  • a pamietacie cziku-cziku sprzed kilku lat? http://youtube.com/watch?v=yWl8Xy2X178 a tu jeszcze ciekawy komentarz: http://www.grunge-forum.com/topics9/mala-chinka-vt835.htm?sid=55edcfaf8b556e57ca48e36ef04f4e74 milo wracac do tych starych przebojow.
    bartoszes (7 lipca 2007)
  • Zbulwi! Zbulwi!
    tadam (6 lipca 2007)
  • hmmm. maila można podać dowolnego :-) Nie wykorzystamy go do niecnych celów. Jest to potrzebne, by nikt się pod nikogo nie podszył i by można się było ze zwycięzcami skontaktować :-) O logowaniu nieopatrzniem napisali My - czyli sprawcy zamieszania z teamu 121, za pomyłkę przepraszamy :o) Pozdrowionka przedweekendowe!
    cukiereczki (6 lipca 2007)
  • to jest taki tajny socjalistyczny projekt redakcji. niby fajnnie, niby konkurs, wszyscy beda podawac maila skuszeni wycieczką i nagle sie okaże, ze to wszystko wał, wycieczka i książka to podpucha, a my będziemy mieli obowiązkową rejestracje z podawaniem danych osobowych i recenzje na kartki.
    chopinpederasta (6 lipca 2007)
  • co?
    co? (6 lipca 2007)
  • może coś przegapiłem, ale wygląda mi to na wstęp do rejestracji użytkowników.
    palczak90 (6 lipca 2007)
  • Ej, jak się zalogować ?!
    kacpr (6 lipca 2007)
  • mniam mniam cukiereczki?
    chopinpederasta (5 lipca 2007)
  • Ha! Może i modny, ale ta Destination Calabria to tylko wisienka na torcie wycieczki do Kraju obok - Mongolii. Nie chcę ślinić się jak Paulina, ale jestem podjarany i tyle.
    mateusz w (5 lipca 2007)
  • stawiam browca, ze zbulwersowany zgarnie knige... o ile poda maila;>
    darw (5 lipca 2007)
  • http://www.hemmy.net/2007/04/29/chinese-fake-brands/
    real_bleble (5 lipca 2007)
  • Cu - Kie - Re - Czka ?
    Zenon Bombalina (5 lipca 2007)
  • Co tam płyty, buty kup.
    kuba (5 lipca 2007)
  • generalnie ja do Chin jadę za 2 tygodnie - kupić komuś jakieś płyty? ;)
    mateusz w (5 lipca 2007)
  • Ze względu na konieczność weryfikacji użytkowników, przy postowaniu należy podać swój adres email w polu formularza do tego przeznaczonym.
    admin (5 lipca 2007)
BIEŻĄCE
Ekstrakt #9 (Ekstrakt vs RA 00-25)
Ekstrakt #8 (2025)