INNE - FORUM

muzyczna "arcydzielność" kiedyś i teraz

16 grudnia 2005

Problem mógłby brzmieć – czy jest możliwe, żeby powstała współcześnie płyta w obszarze muzyki pop, której arcydzielność nie ulegałaby (ogólnie) kwestii. Nie – popowe arcydzieło, bo z tym łatwiej, lecz – płyta pop będąca muzycznym arcydziełem. Czymś wielkim. Jedną z kilku. Jeśli wymieniać największych w historii przywołujemy zespoły popowe (The Beatles, The Beach Boys). Współcześnie sytuacja zmienia się – arcydzieł szukamy w rejonach oddalonych od popu ( Kid A, Ok Computer, M&A, The Glow pt2). Używając celowo naiwnie kategorii psychologicznych (i bardzo upraszczając zagadnienie) – przeszłość to arcydzielność „radosna”, współczesność – „melancholijna”. Jeżeli pomyślimy o genialnej współczesnej płycie popowej nasuwa się „Satanic...”. Płyta, której inwencję, melodie, aranżacje, wszystko w zasadzie ocenia się na 10, z tym, ze sama płyta nie da się na 10 ocenić, nie da się porównać (nie tylko stylistycznie, ale „wielkością” właśnie) z Microphones czy MM.
O czym to świadczy? O wyeksploatowaniu się – jednak – formuły popu? O „duchu czasów”? A może zbyt wąsko rozumiem kategorię „pop”?

naphta
  • pisałem o popowym acydziele w przeciwieństwie do idealnej popowej płyty, która oczywiście musi być muzycznie genialna. czasem sie mówi "popowe arcydzieło" właśnie w tym sensie, że jest to coś na co masy się rzucą. natomiast co do nowatorskości (btw-chyba jednak nie ma takiego słowa), to w idealnej płycie popowej (wg tej definicji popu którą zapodałem) jest ona w jakiś sposób ograniczona. trzymajmy się przykładu satanic chociażby. okej, płyta jest skomplikowana, pokręcona, czytelnicy porcysa, stanowiący jak wiadomo kwiat polskich miłośników muzy, dostają przy niej intelektualnych orgazmów, mogliby rozrysowac każdy kawałek na układzie współrzędnych itp., ale to nie przeszkadza mojemu kumplowi powiedzieć "fajne piosenki". z autechre jest trochę inaczej.
    lolipop (19 grudnia 2005)
  • lolipopie. jesli sobie tak zarysowujesz brzegi idealnej popowej plyty to chyba jej nigdy nie uslyszysz a na pewno nie bedzie ona arcydzielem muzycznym bo arcydziela muzyczne polegaja przeciez tez na nowatorskosci, a moze nawet przede wszystkim.
    kakaok. (19 grudnia 2005)
  • jeszcze. popowe arcydzieło to idealny produkt, coś co idealnie trafia w potrzeby masowej publiki w określonym czasie, choć muzycznie niekoniecznie genialne. "what's the story morning glory" np.
    lolipop (18 grudnia 2005)
  • ale pop rozumiemy tutaj bardzo wąsko. o ile dobrze czytam intencje zajebista popowa płyta w tym wątku to:- piosenki, wokal- mocne, w przewadze wesołe melodie (i melodia jako podstawa utworu)- ogólna przystępność - puszczam to komuś przypadkowemu, takiemu na przykład kumplowi co uparcie uważa, że słucham brit-popu i on nie mówi "ale schiza" albo "smęty"- i nie boisz się tego puścić, kiedy pijecie piwo z koleżankami (w myśl doktryny, że "fruzie wolą optymistów")przykłady, które podałeś sa jakby poza dyskusją. szeroko pojęta elektronika łatwiej załapie się na etykietkę "arycydzieło", bo tu zawsze dochodzą takie haczyki, jak nowatorskość itp. ale zauważ, że prędzej powiesz tak o boardsach (jakieś wesołe toto nie jest) niż na przykład o "kish-kashu" albo "discovery". okej, może tu jest jakaś róznica jakości, ale zestawienie "since i left you" vs "geogaddi"? płyty jak dla mnie jakościowo raczej podobne, ale pierwsza imprezowa więc odpada.dj shadow. nie ma znaczenia, czy on wiedział, czy nie wiedział, bo chodzi o nasze etykietki, my wiemy. kiedy my się zastanawiamy, czy to arcydzieło arcydzielne, zawsze będziemy porównywać do płyt, co do których nie mamy wątpliwości. takie to pojęcie, że nie da się inaczej, zawsze na tle. i tutaj się pojawia ta historyczna perspektywa. że mamy szacun, więc płytki do podrygów nie uświęcimy z taką łatwością, jak czegoś o większym kalibrze. poza tym przykład nieszczęśliwy bo przecież dj shadow, w ogóle wszelkie turntablizmy, to jest jak najbardziej przejaw jakiegoś wyczerpania. i żeby nie było - wydaje mi się, że w muzyce jest jeszcze dużo do zrobienia.a, i jeszcze trzeba uprzedzić posądzenia o swetry, okulary i syfy
    lolipop (18 grudnia 2005)
  • i jeszcze kwestia najistotniejsza - czym jest ten domyslny pop ? od tego trzeba by wogole zaczac
    kakaok. (17 grudnia 2005)
  • nie zgadzam się z tezą o tłoku na pranasie - choc brzmi zwiezle i mozna jej sie dac poniesc, odnosze wrazenie, ze odnosi się do popu w wezszym rozumieniu tego slowa niz mozna by je traktowac. dj shadow nagrywajac endtroducing nie musial znac/wiedziec o niczym co bylo nagrane wczesniej/kiedykolwiek. w takim historiozoficznym podejsciu do tego tematu ukryta jest pułapka "ograniczoności zasobów" albo "jednego korzenia" podczas gdy muzyka jest jak trawa a nie jak drzewo, jak planety a nie jak Mother-Earth. nie mozna wiec powiedziec, ze jest juz za duzo trawy albo, ze jest za duzo planet.czy wraz z upływem lat coraz trudniej jest zrobić ponadczasowy pop? nie sądzę. czy boards of canada są w jakiejś ciągłości z beatelsami? na pierwszy rzut oka raczej nic ich nie łączy, jednak mozna o nich wspolnie mowic jako o czyms ocierającym sie o doskonałosc kompozycyjną przynajmniej w popowym wydaniu (penderecki na boards of canada by sie pewnie odlał na kucaka). uwazam wiec, ze na pyt. – czy jest możliwe, żeby powstała współcześnie płyta w obszarze muzyki pop, której arcydzielność nie ulegałaby (ogólnie) kwestii? - mozna odpowiedziec, wszystko jest przeciez mozliwe. chcac celowac w prawdopodobienstwo takiego znaczenia - to oczywiście 100% aczkolwiek z wytypowaniem roku i miesiąca tego zdarzenia juz by był kłopot. typuję przyszły rok miesiąc październik (i nie bedzie to Various Production)aha i nie wiem na czym polega roznica: Nie – popowe arcydzieło, bo z tym łatwiej, lecz – płyta pop będąca muzycznym arcydziełem
    kakaok. (17 grudnia 2005)
  • dobre. ja sobie myślę, że różnica między wtedy a teraz jest taka, że w porównaniu do sixtisów na przykład muzyka popularna (nie-klasyka, ortodoksyjny jazz itp.) ma więcej na sumieniu. w sensie, że więcej jajogłowych się za nią zabrało, więcej papieru zapisano, jest coś na kształt aparatu krytycznego, mamy encyklopedie, książki (w polsce mniej rzecz jasna), setki zajebistych płyt. za bitelsów mniej mędrków rwało się do rokendrola;] teraz, kiedy już wiemy na pewno, że to może być sztuka przez duże S, mamy też tę samą sytuację co w innych jej dziedzinach. zabawa jest niska i użytkowa, cierpienie i deprecha to ci dopiero sacrum. to więc jak ktoś dzisiaj zrobi coś w tylu satanic...(mi tutaj trochę pasuje chociażby stereolab, chociaż on wywołuje pojęcie eksperymentu, które również skutecznie stymuluje muzycznych inteligencików), to więc jak zrobi, to jest to jedynie cytat ze złotych lat, z całym szacunkiem dla szacownych praszczurów, ale jednak nie sztuka. nie wypada, żeby w sumie takie sobie wesołe pioseneczki były w kontekście całego tego stanu badawczego, rozległej galerii sław i jeszcze związanych z nimi historii (a to zamach, a to samobój, a to kaznodziejstwo w jakiejś rewolucji światopoglądowej) nazwane mianem arcydzieła. na parnasie zrobiło się ciasno. teraz to musi być 'coś więcej'. trudniej się wyluzować w tym tłumie.tak na szybko, raczej intuicyjnie. idę patroszyć rybę.
    lolipop (17 grudnia 2005)
  • dzięki za zrozumienie intencji:)przynajmniej część z zawartych w tej wypowiedzi nieścisłości była uświadomiona i wynikała z chęci uproszczenia/wyostrzenia mojego stanowiskacały temat, żeby doprecyzować do końca, wynikł z zastanowienia nad "Satanic..." Of Montreal. Uwielbiam tę płytę, nie mogę postawić jej żadnych zarzutów, jest - w nie zbanalizowanym sensie tego słowa - doskonała, skończona. A jednak nie ma szans być moją płytą wszechczasów (czy nawet,dajmy na to, dekady) - wiem to od razu, czego nie wiem odnośnie m&a czy the glow. Nie da się tego jak sądzę wyjaśnić kwestią odmienności gustów - czy ktoś uważa Satanic za płytę dekady?A mówimy o rzeczy "doskonałej", "kwintesencji" popu.słowa rock - nie użyłem, celowo, nie chodziło mi o "szukanie arcydzieła w rocku", chodziło mi o szukanie go w tym czymś co jest jakimś, bardzo szerokim,(uproszczenie:) wspólnym mianownikiem dla radiohead, modest, microphones,(użyłem tu nieprecyzyjnego słowa melancholia - z braku lepszego - i żeby wyzyskać opozycję wobec "wesołości") a co nie obejmuje choćby of montreal.pozdr.
    naphta (16 grudnia 2005)
  • temat ciekawy1. najistotniejsze: podstawowym medium w muzyce pop jest singiel nie album.i to stawia pytanie w nieco innym świetle.2. nie zgadzam się z podziałem na arcydzielność "radosną" i "melancholijną" - "pet sounds" czy scott walker "4" - także upraszczając - to zarówno świadectwa ( z perspektywy twórcy), ale i soundtracki (z persp.odbiorcy) stanów melancholijnych 3. i bb i beatlesi to przykłady sprzed epoki rocka - więc pierwszy człon tezy: "kiedyś szukaliśmy w obrębie popu, nie rocka" jest nie do końca prawdziwy - bo gdyby zacząć od "are you experienced?", albo "vu and nico" albo "sticky fingers" - by wymienić najbardziej głośne przypadki...???człon drugi: że dziś nie ma arcydzielnych albumow popowych - do dyskusji, ale - moim zdaniem - najsensowniej w kontekście mojego odnosnika nr.1 4. na razie zaznaczam tylko, ze przykłady współczesnych "arcydzieł niepopowych" niekoniecznie mi pasują, ale teraz nie mam czasu i nie chcę zbyt pochopnie rzucać innych. może nieco później, gdy się dyskusja rozwinie (???).5. 1-4 odnosiły się do Twojej propozycji podziału pop/rock. dla mnie słowko "pop" ma zasięg szerszy niż "rock".dla Warhola i VU i Rolling stones byli "POP".ale mozemy pozostać przy Twojej klasyfikacji by nie rozmywać tematu :)pozdrawiam
    luke (16 grudnia 2005)
BIEŻĄCE
Ekstrakt #9 (Ekstrakt vs RA 00-25)
Ekstrakt #8 (2025)