INNE - FORUM

najtrefniejsza muzycznie dekada

24 czerwca 2007

JW

??
  • pierdolisz z jakimś tanecznym przewrotem. disko nigdy nie zbawiało muzyki, a raczej pchało ją ku popowej przepasci (co banalne to masowe) i jak już mam wskazywać jakiś wyrazisty punkt zwrotny to wlaśnie jest nim grunge...
    Jem Co Popadnie (25 czerwca 2007)
  • wiec pewnie czeka nas wstrząs na początku 10's jak to było z grungem po słabej drugiej połowie 80tych... –Jem Co Popadnie, 25/6/2007 11:58 zmuszacie mnie do elaboratów!!!! tak jasne, bajka o tym jak to grunge uratował muzykę. to elektroniczny, taneczny przewrót czy nawet shoegaze były krokiem naprzód. a nie banda heroinowych brodaczy w kraciakach stękających na tle siermiężnego riffowania.
    ?? (25 czerwca 2007)
  • mimo że mam podlączony internet od 1999r i korzystam gęsto, to, jakie to niemodne, jestem przeciw dalszej ekspansji. i tak już za daleko to zaszło. zresztą podobnie jest z kinem, z telewizją. wszystko ma się niby w końcu przenieść do sieci, a jednym telefonem komórkowym niedługo będzie można nakręcić profesjonalny film albo będą telefony z protoolsem i będzie można płyty nagrywać:-) wcześniej żeby zrobić coś niezwykłego, uzyskać jakieś niepowtarzalne brzmienie czy nakręcić spektakularną scenę trzeba było ruszyć głową, napracować się, o ile to możliwe zdobyć specjalny sprzęt, nauczyć się skomplikowanej często obsługi, wykazać tęgą głową. ten wysiłek włożony przez twórców smakował zupełnie inaczej niż dziś. i właśnie paradoksalnie dzisiaj kiedy prawie wszystko można już myszką (nawet wokal elegancki zrobić z nieudanej partii) to uciekł gdzieś ten nieziemski pierwiastek. i ten ludzki przy okazji też.. postęp przestał nas wzbogacać, że tak pretensjonalnie się wyrażę. a przepowiadana śmierć fizycznych nośników i iPODomania? pytam tylko:czy dla kogoś płaski przenośny CD-player to aż taki balast? proponuję cały świat zamknąć w główce szpilki!
    ?? (25 czerwca 2007)
  • Chodzi Ci o naprawdę dobre zespoły, czy o geniuszy? Tych pierwszych jest naprawdę sporo. Do tych drugich to zaliczam raczej takie zjawiska jak Queen czy Bowie, a nie jakiś tam Mansun. Ale oni nagrywali po trzydzieści lat i ciężko ich zaliczyć do którejś konkretnej dekady. Co do mainstreamu to bounce naprawdę ssie i już nawet Limahle i inne tego typu ścierwa były lepsze, bo nie takie nadęte. Jeśli chodzi o radość szukania nowych rzeczy to internet zmienił wszystko i nic na to nie poradzisz.
    Pan Zdzichu (25 czerwca 2007)
  • >>jeśli coś merytorycznie Cię gniecie, nie możesz się zgodzić, albo zrozumieć, to pisz, co nie? ok, niepotrzebne to było, nie mam ochoty ani czasu dyskutować, a robie jakieś wrzuty. z mojej strony eot, póki co
    ryba (25 czerwca 2007)
  • wiec pewnie czeka nas wstrząs na początku 10's jak to było z grungem po słabej drugiej połowie 80tych...
    Jem Co Popadnie (25 czerwca 2007)
  • nie wiem kto słucha tylko indie smutów, to jakaś porcysowa tarcza jest? że Ci co nie łapią zajawek porcys to pewnie jakieś indie mazepy? ? UNKLE dają radę cały czas. LCD SOUNDSYTEM ok, ale jednak minimalny overhype, gdzie tam jest geniusz?? LE TIGRE jak dla mnie niesłuchalne (soundtrack na spacer przedszkolaków przed podwieczorkiem?) SOPHIE ELLIS BEXTOR że niby re-we-la-cja? MODEST M trudno się przyczepić, fakt GOLDFRAPP, THE KNIFE nie padam na kolana, bo jestem akurat na zakupach poza tym nikt nie mówi, że NIC się nie dzieje. chodzi o to, że dzieje się mniej i przede wszystkim coraz więcej nieznośnej miałkości dookoła. i całą modę na bounce też generalnie z czystym sumieniem pierdolić można. rihanna niech będzie dowodem na to, że można robić po amerykańsku, nie sprzeciwić się środowisku, a jednak nie żenować imperatywem kręcących tyłków.
    ?? (25 czerwca 2007)
  • A na hasło "muzyka gitarowa z wysp" to dostaje wysypki. Przecież tam już dawno zastygło i zakrzepło. W przeciągu ostatnich paru lat wyszło ze 300 płyt z tego nurtu i wszystkie brzmią jak jedna
    Pan Zdzichu (25 czerwca 2007)
  • Eee tam pieprzenie. Jak to nic się nie dzieje. Jak się słucha tylko jakichś tam wtórnych indie i innych smut rocków to się może nic nie dzieje. A Lcd soundsystem? A Le tigre? A UNKLE? A Cassius? A Goldfrapp? A Imogen heap? A Venus hum? A Sophie Ellis Bextor? A Modest Mouse? A Juno reactor - Labirynth? A Rasputina? A Tweaker - Chris Vrenna solo? A THE KNIFE ?????!!! I to tylko to co mi przyszło do głowy w tej właśnie chwili. Nic się nie dzieje??? Jesteście zwykli malkontenci po prostu
    Pan Zdzichu (25 czerwca 2007)
  • tzn? rozprawa tyczy się całości zdarzeń, toteż chodzi o syntezę, jak najbardziej. jeśli coś merytorycznie Cię gniecie, nie możesz się zgodzić, albo zrozumieć, to pisz, co nie?
    ?? (25 czerwca 2007)
  • >>Poza tym mieszasz porządki. to przede wszystkim
    ryba (25 czerwca 2007)
  • to co się stało w ostatnich latach z muzyką z wysp brytolskich, nie tylko gitarową, ale przede wszystkim. nagle prawie każdy nowy band zniechęca całkowitym brakiem charyzmy i charakteru, nuda nuda nuda. nie ma osobowości, nie idzie odróżniać już tych mordek ładnie uczesanych. nędza. tak się bluźni na britpopowe czasy, a ile wtedy absolutnie kapitalnych grup wymierzało ciosy. nie wszystko zestarzało się tak samo dobrze, to wiadomo. ale znajdźcie dzisiaj zespoły na miarę SFA, Radiohead, Boo Radleys, Spiritualized, Mansun, Supergrass, Suede, Blur czy nawet Elastica, Charlatans (że wymienię tylko bardzo kilka, te najszerzej znane). tamci potrafili z płytę na płytę wspaniale się przepoczwarzyć (vide Mansun, Radiohead, Suede, Blur, Radleys), dzisiaj drugie płyty gwiazdeczek nowego uderzenia są tylko minimalnie zmodyfikowanymi kalkami jedynek. również tak bogaty w tradycję elegancki brytyjski pop w zasadzie zniknął. i nie zapominajmy, że to britole dokonali tanecznej rewolucji na przełomie 80s/90s i chwilę potem. wszystkie klimaty okołohaciendowe, acid house, potem trip-hop i mocne klubowanie Underworld-Chemical Bros-Prodigy. od tamtej pory jest słabo, niewiele się dzieje..
    ?? (25 czerwca 2007)
  • przesadzacie... 00's przyniosło pare znakomitych 'frapujacych' rzeczy jak płyty Modest Mouse, debiut Interpola, zaskakujących The rapture i poniekad Sigur Ros... nie jest tak źle... BTW w 60's było bardziej monotonnie, wtedy to dopiero była jazda na jedno kopyto (w sensie przez znaczną część dekady, bo po 1968 coś się zaczeło)
    jewgienij (25 czerwca 2007)
  • a w 80sach trzeba odcedzić to co niepotrzebne (jest sporo tego, fakt) i okazuje się, że było świeżo, pomysłowo i najczęściej mądrze. dziś już nikt nie pisze tak eterycznych, organicznych jednocześnie piosenek jak billy bragg, joe jackson, elvis costello, suzanne vega, lloyd cole (pole singer-songwriter, rzecz jasna). do tego alternatywny pop - the the, orange juice, japan, kate bush. a przecież new romantic, mainstreamowy pop czy (no przecież) gitarowa alternatywa też wysmażyły wtedy niejedną arcymocną rzecz. jednak takie Rio, Dare!, Like A Prayer, Thriller czy Purple Rain to płyty, których na razie nikt w tej dekadzie nie przeskoczył (a popu niby mamy pod dostatkiem, spytajcie redaktora Borysa). i nie męczcie mnie Beyonce (o boż, ten nowy klip) czy Justinem (kilka pomysłowych momentów, ale następcy jacksona czy prince'a to w nim nie zobaczysz, chyba że jedziecie na jakiś smart drugs otwierających klepkę nową, dajcie znać).
    ?? (25 czerwca 2007)
  • jak się poszuka to coś się znajdzie. tym bardziej, ze ilościowo muzyki (nazw, płyt) jest jakieś dwa razy więcej niż w latach 90ych. jednak rozwodnionych rzeczy jest cała masa. wiadomo, że to co hypuje Porcys czy jakiś tam Pitchfork to często bardzo bystre, niedające ciała rzeczy. tylko, że rozmyte plumkanie mnie raczej nudzi, generalnie. a rzeczy pokroju go team! atakujące niby mocniejszym uderzeniem bywają fajowe, tylko powiem jednak, że nabyłem LP Go! Team i gdzieś od piątki wszystko zlewa się w jedno, jakbym słuchał cały czas jednego numeru.
    ?? (25 czerwca 2007)
  • ja lubie obecną 00 dekadę, dużo kierunków, jest w czym wybierać ino trza poszukać subiektywnie powiem że niegustuję w '80, pop był przepaskudny, alternatywa taka sobie ulubiona dekada - zdecydowanie 60, ale ta już pod koniec z początkami 70
    juhu (25 czerwca 2007)
  • gdzie napisałem, że uważają?
    ?? (25 czerwca 2007)
  • Wciąganie w to zestawienie obecnej dekady nie ma sensu. Niech oceniają ją słuchacze za 20, 30 lat tak jak my lata 70. Wtedy słuchanie współczesnych sżóstkowych nowości, dziś frapujące jak wizyta na stacji po Tyskie stanie się fascynującym okdrywaniem nieznanego. Poza tym mieszasz porządki. Ci którzy kochają Sufjana raczej nie uważają drugiej płyty Coldplay za album dekady.
    kuba (25 czerwca 2007)
  • właśnie w tym rzecz, że muzyka rozrywkowa jako gałąź popkultury to nie tylko jakieś całkiem offowe projekty z drugiego krańca świata, na które wypada się snobować, to całość wydarzeń, pełne spektrum. o takich coldplay, muse i red pepperz mówi się najwięcej i tak jak w latach 80ych (jaka niedoceniana dekada!) był przesyt lukrowanego popu i hair metalu, tak teraz męczy wszechobecna miernota, o której pisze się, mówi zbyt często zbyt dobrze. to symptomatyczne dla obecnej dekady, że w aż tak dużej ilości pojawiają się nowi wykonawcy spod ziemi, którzy działają w ograniczonym obiegu, nagrywają przy tym często rzeczy wydumane, które, tak na dobrą sprawę, nie przynoszą nic oprócz iluś tam minut bardzo eklektycznego, sprawnego, wyrachowanego, ale nudnego, zupełnie pozbawionego kontaktu z rzeczywistością grania. jeszcze dziesięć lat temu mało kto mógł rzucić na stół taką osobistą playliste, na której inni (osłuchani!) połykacze muzyki nie znaliby ani jednej nazwy. teraz takich projektów o dziwacznych nazwach jest pełno i to one rzekomo mają stanowić alternatywę dla popu czy masowego rocka/indie rocka. mnie w większości nudzą i takiej alternatywy w nich nie widzę. biorę do ręki podsumowania płyt sprzed lat 10, 15 czy 25 i gdzies co druga rzecz jest jak dla mnie zwyczajnie frapująca, interesująca. sorry no, ale surfjan stevens, junior boys, the go! team mimo, że są bardzo ok, to nie przywracają do życia tego uczucia jakie towarzyszyło szukaniu nowych wykonawców kiedyś. frazes bo frazes, ale co to za atrakcja jak prawie wszystko można przed premierą ściągnąć, a na albumy dekady kreuje się pierwszy strokes, drugi coldplay, ze dwie płyty white stripes czy debiut arctic monkeys. *przyjemne* elektroniczne dziełka Phoenix, Junior Senior, Air, Daft Punk czy Avalanches prędzej widziałbym jako kluczowe, przełomowe LPs 00s. a to przecież też nie są rzeczy, które przeskakują najlepsze dokonania Orbital, Massive Attack, Portishead, 808 State, Underworld czy Leftfield. Konkluzja: wszystko już było, najlepsi już dawno pozamiatali.
    ?? (25 czerwca 2007)
  • ja rozumiem, tylko właśnie pytam, czy diagnozowanie muzyki XXI na tego podstawie ma sens?
    ryba (24 czerwca 2007)
  • chodzi o status. sprzedaja galony płyt i osiem na dziewiec medialnych tub glosi, ze: (wklej sobie). a ludzie to generalnie przyjmuja za pewnik. nie wszyscy, ale prawie wszyscy.
    ?? (24 czerwca 2007)
  • no mnie przykładowo mainstream kojarzy się mówieniem o coldplay jako gigantach indierocka i rhcp jako geniuszach
    ryba (24 czerwca 2007)
  • co to są mainstreamowe media? bo mam wrażenie, że podział, cała koncepcja świata jaka istniała przez te kilka dekad dziś już nie ma racji bytu. jakie to są niemainstreamowe media? miesięcznik Lampa, jakaś tam aucycja radiowa w internecie? istnieje w ogóle jakiś prężny off? zresztą dlaczego mainstreamowość miałaby od razu dyskwalifikować. musi być jakiś mainstream, zawsze. tak to działa. btw kiedyś mainstream bywał bardziej arty i alt niż dzisiaj wiele przejawów tzw. niemainstreamowego działania.
    ?? (24 czerwca 2007)
  • ale co, będziemy prawić nad chujowością 00's na podstawie tego,co mówią mainstreamowe media? to tak, chujowo jest, grunge przegrywa z bripopem
    ryba (24 czerwca 2007)
  • 00's
    Low (24 czerwca 2007)
  • zostały jeszcze trzy lata, ale bez wahania wpisuję: 00's bezczelne czerpanie z osiągnięć przeszłości przy jednoczesnym braku własnego charakteru, na dwóch palcach do policzenia pola, na których nastąpił rozwój, pojawiło się coś nowego, miernoty konra wydumańszczyzna, obleśny bounce kontra Coldplay 'giganci indierocka', powrót Chilli Peppers w charakterze 'tych niepokornych geniuszy' (heh), muzyka gitarowa jako produkt z supermarketu, całkowita kompromitacja mediów (mtv bez muzyki, radio z muzyką z komputera)... ogólnie subiektywne (chociaż na pewno obiektywne) poczucie zaniku prawie całej fajności.
    ?? (24 czerwca 2007)
BIEŻĄCE
Ekstrakt #9 (Ekstrakt vs RA 00-25)
Ekstrakt #8 (2025)