INNE - FORUM
najtrefniejsza muzycznie dekada
24 czerwca 2007JW
-
zapuść se dirt
koleżanka (27 czerwca 2007) -
najlepiej olac wspoleczesne hype'y sluchaj tego, co lubisz swiata narzekaniem nie zmienisz
i kogo to kurwa obchodzi? (26 czerwca 2007) -
zobaczcie, że początek dekady był faktycznie dużo lepszy niż kolejne lata. wszystko zmierza w kierunku nieczytelnego szumu medialnego - dużo hałasu, mało konkretów. pierwszy raz w historii zaczyna być tak, że nie ma już wielkiego oczekiwania na czyjąś drugą czy tam czwartą czy szóstą płytę, w sensie, że nie zostało już wiele czynnych zespołów, o których wiadomo, że są w stanie przyjść z czymś mocnym, a mają już na koncie coś bardzo mocnego. radiohead, blur, spiritualized... wielu jeszcze? jeszcze nigdy w takiej ilości nie powstawały numery zrobione na bazie hitów z przeszłości. ostatnio namierzyłem takowe z wykorzystaniem m. in. walking on the moon, blue monday, ain't it over (till it's over) i the wall, a wiem, że jest tego dużo więcej. jeden gorszy od poprzedniego. do tego dziwna fala come backów, jeden po drugim, jakby wszyscy nagle ocknęli się, że kiedyś grali ze sobą. efektem koncerty na których prawie dziadki śpiewają rześkie i przełomowe niegdyś (dawnooo)tematy i nagrywają do tego czasami nic nie wnoszące nowe płyty. przynajmniej podreperowali konto, yeah!. wskażcie pięć mocnych debiutów z tego roku. ciężko? ano właśnie. w ogóle spójrzcie w releases calendar. wieje wicher pustki. nie ma za bardzo na co czekać. kręcimy się w kółko, wszystko idzie na przemiał..
?? (26 czerwca 2007) -
muszę przyznać Ci rację w tym, że czas nie działa na korzyść Source Tags and Codes, ale za to uklasycznia Discovery i Moon and Antarctica! –szafi, 26/6/2007 15:42 nie zgadzam się. source tags znakomicie znosi próbe czasu...
pan żaba (26 czerwca 2007) -
muszę przyznać Ci rację w tym, że czas nie działa na korzyść Source Tags and Codes, ale za to uklasycznia Discovery i Moon and Antarctica!
szafi (26 czerwca 2007) -
i nie wiem kim jest kuba radkowski. wiem tylko, ze wpisal sie w obronie grundzowego mitu, a potem sie zasepil.
?? (26 czerwca 2007) -
do szafi: tak, cale to gadanie o tym, ze nie mozna oceniac za wczasu. rzeczywiscie blyskotliwe. spojrzcie sobie na liste najwazniejszych plyt 1997, nie wiem czy w obecnej dekadzie wyszlo duzo wiecej tak wyraznych, miodnych plyt co w tamtych 12 miesiacach. koncza sie czasy ikon, klasycznych albumow i madrych piosenek podejmujacych dialog z rzeczywistoscia, w ten czy inny sposob. jakie czasy taka muzyka. coraz mniej zaskoczen, prawdziwych wydarzen i plakatow do powieszenia nad lozkiem bez zenady(jesli ktos wiesza). nadeszla era anonimowosci, ktos na laptopie pomiesza downbeat jazz z alt-country, doprawi to elektronika i bedzie kolejny hajp i miejsce w podsumowaniach roku w niezal prasie i w niezal portalach, that's entertainment! 92% ludnosci i tak nigdy sie o tej muzyce nie dowie, bo takie sa reguly dzisiaj, zwycieza mialkosc, masowe media skupiaja sie na rzeczach słabych i chodliwych maksymalnie. i w tym kierunku to bedzie szlo chyba. nie bedzie juz raczej przełomowych wielkich rockowych płyt, pop idzie w bounce, a elektronika to muzyka do wind. wychowalem sie w czasach, kiedy muzyka ciagle wiele znaczyla, wywolywala dreszcze. nie usypiala, bywala tez kolem zamachowym spolecznych przemian. tego juz nie ma. nie sadze, ze ktos kupi te 5 calkiem nieznanych plyt z top 10 2007 porcys, tylko dlatego, ze borys znakomicie doznał przy jakims tam Kid The Impersonator z Australii. może pare osób ściagnie.. poza tym niektore hajpy sa smieszne. source tags na 9.8, no jasne. troche belkotliwa, niezbyt fajnie wyprodukowana płyta progresywno-angst-rockowa z mocnym zadeciem, pasja (najwieksze atuty), robienie z tego 4. tajemnicy fatimskiej jest niedorzeczne. go team! czy M.I.A. sa ok ale to one trick ponies.. itd.
?? (26 czerwca 2007) -
ja pierdole, ale tego sie nie da powartościować. dla mnie np wybitniejsza była Nirvana niż Pixies, tudzież sunny day real estate niż Dinosaur Jr. tak sie nie da
Piczka (26 czerwca 2007) -
>idz odpal Dirt, przypomnij sobie złote dni rocka, tylko >sie nie targnij. to by byla SCHIZA! haha, o ile się nie mylę Kuba Radkowski ma na co dzień w kwestiach muzycznych zdecydowanie inne upodobania. to tylko pokazuje jakimi stereotypami jedziesz
PK (26 czerwca 2007) -
Ale gościu, nie jesteś na forum Comy i nikomu nie musisz tłumaczyć, że w latach 80. grali Husker Du i Dinosaur Jr. bo wszyscy to wiedzą. Zejdź z poziomu dojmującego banału. –kuba, 26/6/2007 03:55 to ma być kontra jakaś? 'poziom dojmujacego banału'. myslisz, ze trafiles w dyszke? slabe to jest no. napisalem, ze te zespoly bez pompy zrobily ciekawsze rzeczy kilka lat przed grundzem, ktory pompowany byl niemilosiernie. a nie, ze 'hej, oni tez istnieli'. zreszta widac jak na dloni, ze nie mozesz przebolec, ze podwazylem sprawcza role grunge'u. idz odpal Dirt, przypomnij sobie złote dni rocka, tylko sie nie targnij. to by byla SCHIZA!
?? (26 czerwca 2007) -
> Source Tags And Codes srepokowe wydarzenie, ze sie tak madrze wyraze.
em c (26 czerwca 2007) -
billy bragg, joe jackson, elvis costello, suzanne vega, lloyd cole - nuuuuda może i z klasą ale jednak nuda
pixi barbarulna (26 czerwca 2007) -
to czy jest wogóle dyskutować o dekadach jako pewnych całościach, skoro one same w własnym obrębie miały spore wahania i zdecydowane zróżnicowanie? łatwiej by to było podzielić może epokowymi wydarzeniami:) Sgt. Peppers --> Ziggy Stardust --> Never Mind The Bollocks --> Unknown Pleasures --> Daydream Nation --> Doolitle --> Nevermind --> OK Somputer --> Moon And Antarctica --> Source Tags And Codes --> Piotr Rubik czy coś..
Pismejker (26 czerwca 2007) -
jest jakaś nutka frustracji w wypowiedziach ?? mit "złotego wieku" nęka ludzkość od samego początku np. wergiliusz myślał, że Rzym za czasów Oktawiana Augusta to paskudna, amoralna epoka, dlatego chwalił w utworach bukolicznych rustykalny tryb życia sprzed 200 lat. Dziś wiadomo, że był szczytowy okres rozwoju kultury cesarstwa. I podobnie ma każde pokolenie, ja sam uważam, że moje dzieciństwo np. było dużo bogatsze niż teraźniejszych dzieciaków, zamiast mega konsoli do gier miałem klocki lego, amigę i budowanie baz w życie na polu. co do oceniania epoki 00' to radziłbym jeszcze poczekać, ponieważ nie można jej w miare obiektywnie pomierzyć z perspektywy 07' halo, może wyjdzie w tym roku jeszcze ok computer dekady? a poza tym uważam 00' - 03' za bardzo udane, coś na zasadzie szczytowego osiągnięć muzyki postmodernizmu - vide daft punk!
szafi (26 czerwca 2007) -
Ale gościu, nie jesteś na forum Comy i nikomu nie musisz tłumaczyć, że w latach 80. grali Husker Du i Dinosaur Jr. bo wszyscy to wiedzą. Zejdź z poziomu dojmującego banału.
kuba (26 czerwca 2007) -
no coś powinno zostać po 'największym tąpnięciu dekady', coś więcej niż kilka płyt. jakiś określony wpływ na póżniejsze wydarzenia. poza tym taka nirvana np. opróćz faktycznie blisko dziewiątkowych moemntów miała na płytach sporo siermiężnego łojenia z męczącym darciem gardła, takiego na jakieś 3.2, szczególnie na In Utero.
?? (26 czerwca 2007) -
A '??' oceniasz (nazwijmy to) wielkość kapel poprzez pryzmat pózniejszych naśladowców, skoro pytasz o te płyty po 93 tam roku?
Jem Co Popadnie (25 czerwca 2007) -
to fakt, że nawet MTV Europe bardzo łyknęło całą etykietę grunge i grało te zespoły często, do 1993 roku gitarowych brytyjczyków nie grało prawie wcale, a już szczególnie w okresie, kiedy madchester i indiepop ustąpiły miejsca shoegaze'om. britsy można było zobaczyć tylko w 120 Minutach albo Hitlist UK. potem dopiero pojawili się Suede i złapali dzienny airplay. następnie przyszła Cool Britannia i Europa przez chwilę mówiła wreszcie własnym językiem (ze stolicą w Londynie, rzecz jasna, bo to po tamtej stronie kontynentu produkowano najwięcej dobrych rzeczy i tam choćby były studia MTV). i to były świetne lata, nawet w Polsce w komercyjnych radiostacjach na playlistach pojawiały się alternatywne zespoły. można niby uznać, że to nirvana skierowała medialne tuby z powrotem na rock. ale ja tego nie podpiszę, to nie jest do udowodnienia. jednak ogólnie ameryka zawsze chyba miała specjalne względy, niestety. nie zliczę tych wszystkich absolutnie śmieciowatych grup z USA, które próbowano nam na kontynencie wcisnąć na siłę choćby w ostatnich 10 latach.
?? (25 czerwca 2007) -
w ogóle jestem przeciwko takim pytaniom "co styl X zmienił na lepsze". w lokalnym kontekście Seattle i amerykańskiego undergroundu przełomu 80's/90's było to świetne zjawisko, a że panowie od Sub Popu wyrobili mu niesamowicie mocny brand, to doczekaliśmy się w efekcie wielu niepotrzebnych przeszczepów tej stylistyki
PK (25 czerwca 2007) -
Czy Face implikował, że tak jak w tej analogii Vedder zwyciężył? ;)
penisław (25 czerwca 2007) -
sam sobie odpowiedziałeś na pytanie o historyczność - Nirvana i cała kultura rocka alternatywnego wczesnych 90's (MTV 120 Minutes, Lollapalooza, Beavis & Butthead, książki Douglasa Couplanda, "Singles", koncept Generacji X) jako mega-zjawisko socjologiczne, omawiane do wyrzygania, w ten sposób nobilitowane i dodatkowo nakręcane. w Polsce przełożyło się to na plecaki-chlebaki z naszywkami grunge nic nie zmienił na lepsze, co nie znaczy że należy mu odmówić historycznej roli. w "The Face" swego czasu zdaje się był taki materiał, gdzie britpopowców przyrównywano do wodzów III Rzeszy, a grandżowćów do Związku Radzieckiego. Eddie Vedder był Stalinem
PK (25 czerwca 2007) -
a nu metal to już ścieki, samo dno. nie wiem czy jest sens w ogóle o tym rozmawiać.
?? (25 czerwca 2007) -
nic nie rozumiesz? może powinieneś faktycznie przejść do wątku o Nirvanie, na pewno taki jest. tam najpewniej wszystko jest oczywiste. historyczna rola grunge'u :-) na czym niby polegała? co grunge zmienił (na lepsze)? nie ma jak frazesy. o wiele więcej ważnych i ciekawych rzeczy wydarzyło się przed boomem na Nevermind i Ten. pixies, dinosaur jr, husker du, sonic youth, jane's addiction. oni byli wcześniej i zrobili to dużo lepiej. ale jakoś nie widuję ich naszywek na plecakach chlebakach. cóż, kurt to kurt. zbawca rocka.
?? (25 czerwca 2007) -
po słabej drugiej połowie 80tych... –Jem Co Popadnie, 25/6/2007 11:58 Fakt, sama miernota wtedy była. The Smiths (QID 1986), Pixies, Sonic Youth, My Bloody Valentine, Dinosaur Jr, Stone Roses, Cowboy Junkies, Big Black, Jane's Addiction
fritz (25 czerwca 2007) -
grunge to gówno, od którego nawet wczesny numetal był lepszy jeśli chodzi o warstwę stricte muzyczną, a nie jakiś tam przekaz flanelowych flejtuchów.
rebeliant (25 czerwca 2007) -
Wprowadzasz tyle chaosu do swojej argumentacji, że nie sposób nic zrozumieć. Nie trzeba być miłośnikiem Cobaina by uznawać historyczną rolę grunge'u. Jeśli ją podważasz to naprawdę lepiej nie przy ciosach poniżej pasa, bo tak traktuje odwołanie się do rzekomego stereotypu polskiego słuchacza rocka. Groch z kapustą ten wątek.
kuba (25 czerwca 2007) -
czy nawet nagraną po 93'. żeby nie było, że pierwsze płyty tych trzech zespolików były ok..
?? (25 czerwca 2007) -
"rozfilozofowanego frustrata buntownika" znasz mnie na pamięć, dobrze wiedzieć. jak zapomnę którędy wszedłem i nie będę mógł wyjść to dam Ci znać, liczę na pomoc! dobrze, że przyznałeś, że 'pewne zjawisko'. tak no, miał wpływ na wszystkie silverchairy, bushe i offspringi. pokaż mi dobrą płytę nagraną po 95' , która wyrażnie czerpie z grandżu. kilka w miarę sprawnych, ciężkostrawnych jednak piosenek u zarania tego subgatunku powstało, ale całosć zjawiska bardzo przeceniana i po prostu komiczna.
?? (25 czerwca 2007) -
widze że trafiłem na jakiegoś rozfilozofowanego frustrata buntownika, który pewne zjawisko w muzyce lat 90tych pragnie nazwać "plamką"... nie, nie uwierzyłem w żaden mit grunge, ale nie umniejszam jego wpływu na początek lat 90-tych i faktycznie podtrzymuje że był to mocny powiew. Pisałem to w kontekscie obecnej sytuacji, która również takiego wstrząsu wymaga. Grunge był ważny, i tego nie przekreślisz. Jeśli chodzi o mnie to lata 90te to fascynacja radiohead czy nawet oasis, więc nie uważam siebie za, jak to nazwałes, 'wyznawcę grunge'u"
Jem Co Popadnie (25 czerwca 2007) -
ten mit ma w naszym narodzie wyjatkowo wielu wyznawców. lata 90e - lata grandżu! dwie płyty nirvany, debiut pearl jam, dwa soundgardeny, czejns i pajlots, coś tam screaming trees i mudhoney. i temple of the dog! oto jest i grandż. abstrachując już od samej, najczęściej przaśnej jak konstrukcja poloneza Caro, zawartości - to była plamka, kilka płyt na początku dziesięciolatki. media podchwyciły temat i stworzyły sobie generację x. a ty uwierzyłeś, że grandź coś zmienił. zresztą grandż jako zbiór cech, zarówno muzycznie jak i na polu mody, to raczej niefajność podniesiona do którejś tam potęgi. ta moda na bródkę, szorty, naszywy i glany na nogach, która do dziś u nas żywa, echh - "schizowa muzyka, zajebista na doła, kurt to kurt, a na perl dżemów jedziesz? ciekawe czy chłopaki zagrają dżeremi, kurwa, robię kurs na nich, szkoda tylko, że red hoci nie grają na saporcie a linkin parki, ale linkin też zajebisci są". oto masz grandżowy etos made in PL.
?? (25 czerwca 2007)