INNE - FORUM
napisy.org zamkniete
17 maja 2007http://wiadomosci.onet.pl/1537181,11,item.html
brak slow po prostu...
zamknieto strone napisy.org
-
<Dziedziel> Przedwczoraj policja zamknęła napisy.org , wczoraj hakerzy zamknęli policja.pl
z basha (21 maja 2007) -
oczywiście, że byłam w kinie i widziałam, film jednak mi się tak spodobał,że zapragnęłam mieć go w swojej domowej kolekcji. jeżeli uspokoi to wasze sumienia-obiecuję uroczyście spalić kopię, jak tylko dorwę dvd :)
sivi (20 maja 2007) -
w kinie jednak "miss sunshine" bylo, wiec czemu nie zainwestowac w tamten biznes?
neutralny (20 maja 2007) -
jakaś paranoja, mam wrazenie, ze ci, co się tutaj oburzają z powodu ściągania głupich napisów(biedny pan Gutek i itp.) w wątku o ściąganiu mp3 wypisywali, że jakie to fajne, no bo płytki drogie a dzięki temu można poznać full nowej muzyki, nawet tej niedostępnej w kraju. oczywiście, że ściągnełam "little miss sunshine", u nas nie ma tego na dvd, a ja nie mam kasy by zamawiać to dvd ze stanów za 25 + przesyłka + ewentualne cło, no bo po co-za rok może dwa, będzie u nas (może)a te pieniadzę wolę zainwestować w jakąś cd.
sivi (20 maja 2007) -
z drugiej strony, stronki udostępniające linki do "nielegalnych plików", przynajmniej te z których korzystam ;) działają w najlepsze. a biednych tłumaczy, o przepraszam, "zorganizowaną szajkę tłumaczy" zaraz zamkneli, w końcu ich łatwiej namierzyć, w koncu to biedne studenciaki...
abraham lincoln (20 maja 2007) -
sprawa nie jest jednoznaczna - to fakt. "a każdy dystrybutor filmowy napisy do swoich filmów pobierałby po prostu z sieci, z napisów.org a nie zlecał marnemu tłumaczowi który niejednokrotnie robi to gorzej niż Ci co robią to za darmo" - to tylko pozory. w swiecie idiotycznych licencji "all rights reserved" tlumacze z napisy org mogliby wowczas pozwac cwaniaka z warnera czy innego best filmu za wykorzystanie ich tlumaczen i czerpanie z nich zyskow. sam przetlumaczylem niejeden film i powiesilem go na napisy.org wiec i mnie to po czesci dotyczy. z drugiej strony, bawiac sie adwokata diabla, tlumacz ma prawa autorskie do swojego tlumaczenia, ale pamietajmy ze tlumaczy JAKIS tekst, ktory ktos wczesniej napisal. dla mnie nie ma roznicy czy to dzielo audiowizualne, czy ksiazka. przed filmem byl scenariusz i on rowniez jest chroniony w tej samej mierze co obraz. idac tropem, ze tlumaczenie tekstu filmow nie podlega tej samej ochronie co tlumaczenie ksiazek, moznaby nakrecic film na podstawie istniejacego, ale przetlumaczonego scenariusza i go sobie rozdystrybuowac, czerpiac zyski albo nie. obecne prawo na to raczej nie pozwala. "dystrybuowanie w księgarniach wiązałoby się z dochodami - a to jest nielegalne. jest taka ksiązka Kinga RAGE i fani ją sobie w Polsce tłumaczą i udostępniają bo NIE MA POLSKIEJ wersji i pewnie nie będzie. " - na tej samej zasadzie dziala cala scena tlumaczen mangi i anime. poza wielkimi produkcjami wydawcy przymykaja oko na fakt, ze pojawiaja sie zeskanowane i przetlumaczone na angielski filmy i komiksy. idiotyzm istniejacych przepisow polega na tym, ze "piractwem" okresla sie rowniez redystrubucje dobr intelektualnych bez czerpania korzysci z tego procederu. czyli kolegow z napisy org stawia sie na rowni z cynicznymi ruskami ze stadionu, ktorzy z tego zyja. na koniec, kolejny glos rozsadku: http://prawo.vagla.pl/node/7266
kruk (20 maja 2007) -
http://di.com.pl/news/16549,List_otwarty_tlumaczy-hobbystow_w_sprawie_zatrzyman.html
ryba (19 maja 2007) -
Z tym Gutkiem to nie było tak, że on chiał wycofania tylko napisów do filmów, których jego firma prowadzi dystrybucje? Bo w sumie zamykanie całego serwisy z napisami, często do filmów, których nie ma szansy zobaczyć w Polszy to jednak słabo..
shingo (19 maja 2007) -
dystrybuowanie w księgarniach wiązałoby się z dochodami - a to jest nielegalne. jest taka ksiązka Kinga RAGE i fani ją sobie w Polsce tłumaczą i udostępniają bo NIE MA POLSKIEJ wersji i pewnie nie będzie. tłumacz ma prawa autorskie do SWOJEGO tłumaczenia - gdyby nie miał, to każdy wydawca mógłby sobie wypuszcza na rynek książki tłumaczone przez kogokolwiek bez wiedzy i bez płacenia tłumaczowi. a każdy dystrybutor filmowy napisy do swoich filmów pobierałby po prostu z sieci, z napisów.org a nie zlecał marnemu tłumaczowi który niejednokrotnie robi to gorzej niż Ci co robią to za darmo tak więc Kruk, nie mędrkuj (nie żebym popierał nielegal)
Beno (19 maja 2007) -
książka nie jest utworem audiowizualnym.
look (19 maja 2007) -
Idąc twoim tropem, po tłumaczeniu tworzy się jakiś nowy byt autorski w oderwaniu od oryginału. Niestety nie masz racji, Andrzej. Przetłumacz sobie na Polski Stevena Kinga i zacznij go dystrybuować w księgarniach, w internecie, itp. Gwarantuje ci, że zainteresuje się tobą policja szybciej niż chłopakami z napisów.org.
Kruk (19 maja 2007) -
osobiście uważam, że sprawa jednak jest otwarta - jeśli napisy.org zdobędą dobrego adwokata, mogą wyjść bez szwanku. A opinie prawnika z gazety wyborczej to tylko spekulacje. Bo jak dotąd nie mamy polskiego orzecznictwa w tej sprawie.
Andrzej (19 maja 2007) -
Skoro tłumaczenie nie jest naruszeniem prawa autorskiego, to rozpowszechnianie tego tłumaczenia również nie jest. Gdyby było, to np. tłumacze przysięgli, którzy rozpowszechniają w sądach, firmach i instytucjach swoje tłumaczenia łamaliby prawa autorskie. A nie łamią.
Andrzej (19 maja 2007) -
ale lamanie prawa autorskiego nastepuje w momencie rozpowszechniania tego tlumaczenia. patrz piatkowa wyborcza i rozmowa z prawnikiem na ten temat...
kruk (19 maja 2007) -
Sąd najwyższy kiedyś już orzekł iż tłumaczenie nie jest łamaniem praw autorskich. Wyrok z dnia 23 stycznia 2003 r., II CKN 1399/00 Sentencja wyroku: "Dokonanie tłumaczenia warstwy słownej utworu audiowizualnego nie stanowi jego opracowania jako całości." I co na to zwalczający wolną sztukę ZPAV ?
Andrzej (18 maja 2007) -
A'proposy redystrybucji zysków - Karagarga rzeczona jest ciekawym przykładem na to, że jak ktoś lubi i chce, to płaci (pomijam fakt, że jak ktoś chce i lubi, to płaci również za płyty oryginalne i chodzi grzecznie do kina). Po konfiskacie serwera przez policję szwedzką (mieli miejsce w tej samej serwerowni, na której był serwer innej torrentowni Pirate Bay) po kilku miesiącach (w przeciwieństwie do odrodzonego po 24h PB) kupili nowe miejsce na serwerze i rozpoczęli wśród użytkowników zbiórkę pieniędzy. Kilka miesięcy później zebrali prawie 3000 euro na nowy zajebisty serwer - ja sam dałem 40 euro. I powiem szczerze, że płaciłbym jakieś 10-30 euro miesięcznie za możliwość ściągania dowolnej liczny filmów z ich serwera - po prostu nie mam telewizora, nie korzystam z Hollywood Video a na oryginalne płyty DVD z oryginałami z amazonu mnie nie stać. Krótko mówiąc, albo powstanie rozsądny system wynagradzania artystów (a nie złodziei z ZAIKSów czy RIAA) albo P2P będzie trwało w najlepsze.
kruk (18 maja 2007) -
Jeszcze co do wypowiedzi Tygrysiej. O ile wiem ze sprzedaży nosników a chyba też odtwarzaczy organizacje typu ZPAV ściągają sobie haracz. Nie tędy droga. Projektów zmian prawa już kilka widziałem, także ten lessigowski ze śledzeniem przepływu plików poprzez znaki wodne, ale chyba takie rozwiązanie ma same wady. Gdybym ja mógł decydowac, raczej dążyłbym do minimalizacji czasu wyłączności praw autorskich artysty/wytwórni. Rzućmy liczbę z dupy: 90 dni. W tym czasie bezwzględnie ściga się rozpowszechniających pliki, a potem można nimi sie wymieniać, oczywiście nie czerpiąc z tego zysków, bo te zarezerwowane byłyby dla właściciela praw autorskich. We Francji próbowano wprowadzić specjalny podatek nakładany na uzytkowników sieci, ale ustawa w końcu nie weszła w życie.
kuba (18 maja 2007) -
chyba coś w stylu nóż kuchenny z ostrzem ze stali wzmacnianej włóknem węglowym (czytaj wypas) i rączką też z jakiegoś wzmacnianego gówna. długość ostrza 25,0cm (przyzwoicie). opakowanie "prezentowe" w cenie. w skrócie po prostu zwykły nóż który nie złamie się przy krojeniu haszu
do janka (18 maja 2007) -
>Tak w ogóle to jałowe dywagacje. a i owszem procederu ściągania mp3 czy filmów z netu nawet najsprawniejsze akcje policji i pana Gutka na dzień dzisiejszy nie zatrzymają. potrzeba jest wymyślić nowy system praw autorskich pozwalający wyjść z te patowej sytuacji. >albo inna idea - wprowadzić globalny podatek tantiemowy dla każdego użytkownika netu, z którego by wypłacać pieniądze twórcom - można by wprawadzić koncesje dla najbardziej popularnych ściągarek, zdelegalizować inne i byłoby po sprawie. przeglądarki by się zajmowały monitorowaniem i sprawideliwym rozdzielniem pieniędzy pomiedzy artystów. to jest nierealne nie da się monitorować sieci na tyle skutecznie by mechanizm który opisałeś choć minimalnie pozwalał sprawiedliwie dzielić wpływy z takich tantiem. Poza ty wszelkie sankcjonowanie internetu, płodziły na legalne udostępnianie plików i nielegalne kłóci się z ideą wolności informacji w internecie i jego mechanizmami, na miejsce zdelegalizowanej strony czy programów udostępniania plików pojawi się dziesięć innych umiejętnie wykorzystujących luki prawne. już teraz toczą sie walki prawne ze stronami z torrentami ale z racji mechanizmu protokołu bittorrent są one niezmiernie trudne i nieskuteczne bo po zamknięciu jednego serwera pojawiają sie następne. były próby dobrania się do isohunta jak widać nieudane. nie da się rozdzielić udostępniania legalnych plików od nielegalnych, nie tędy droga
tygrysia maska (18 maja 2007) -
sorry za offtopa ale czy ktoś może mi to przetłumaczyć? : "Kochmesser mit einer Klinge aus High Carbon Stahl und einem Griff aus 18/8 Edelstahl. Klingenlänge 25,0 cm. Lieferung inkl. dekorativer Geschenkverpackung." Dotyczy to noży i jest mi potrzebne :)
janek (18 maja 2007) -
ta i najwięcej kasy by szło do rubika i zamiast wspierać artystów bym płaciła za coś czego nie tykam
- (18 maja 2007) -
albo inna idea - wprowadzić globalny podatek tantiemowy dla każdego użytkownika netu, z którego by wypłacać pieniądze twórcom - można by wprawadzić koncesje dla najbardziej popularnych ściągarek, zdelegalizować inne i byłoby po sprawie. przeglądarki by się zajmowały monitorowaniem i sprawideliwym rozdzielniem pieniędzy pomiedzy artystów.
szafi --> ale to nie jest mój pomysł (18 maja 2007) -
Roznica miedzy obejrzeniem filmu w kinie a obejrzeniem go na 17" monitorze jest jednak bardziej drastyczna niz sluchanie z mp3 a sluchanie z CD - gdzie roznicy prawie nie ma. Choc wiec zawsze beda tacy, ktorym wystarcza nowy spiderman w wersji cam z kina hong kongu, to jednak w przypadku blockbusterow (i nie tylko) nie ma jak wartosc dodana w postaci gasnacych swiatel, popcornu i uciszania krnabrnych sasiadow. O roznicy w przekatnej ekranu nie wspomne. A teraz w wawie toczy sie doc review. I czasu mi brakuje na zobaczenie wszystkich filmow.
kruk (18 maja 2007) -
poszlo do hol. –kruk, 18/5/2007 13:42 dzieki, nie zawiode oczekiwan ;)
hollyfield (18 maja 2007) -
Chyba ze 2 tyg temu czytalem o internetowych wypozyczalniach. Trzeba miec szybkie lacze. Cena za wypozyczenie filmu to 5 PLN. Na razie wybor jest skromny ale za jakis czas... Podziwiam ludzi ktorym sie chce sciagac film przez kilka dni. Przeca prad nie jest za darmo. A jesli chodz o kino... wole se w domu ogladac z ludzmi majacymi podobny gust. Ach to obcowanie z wielka sztuka niczym psalterze Rubika, ach te miny snobow widoczne nawet po ciemku. Kiedyś na nocnym seansie, godzina cos po 22ej i nagly krzyk jakiegos ojca: "Kaśkaaaaa!"
leń (18 maja 2007) -
>no i nie jestem pewien, czy portfel jest najwazniejszym narzedziem, ktorym sie go wyraza. jeśli nie będzie wpływów z kin, szanse na to, że dany twórca stworzy następny film, maleją. kupienie biletu to sposób na zakomunikowanie, że chcesz zobaczyć następne produkcje jego autorstwa. jak dla mnie dość dobitna forma wyrażania szacunku. w kinie niezależnym chyba jeszcze bardziej niż w tym "hollywoodzkim", cokolwiek miałoby to znaczyć. a co do tych fanów kina niezależnego z pcimia dolnego: bardzo współczuję. z drugiej strony: mieszkam w warszawie i nie jest mi obcy typ kinomana, dla którego przegląd kina niezależnego w kinie za rogiem stanowi li i jedynie źródło informacji o tym, co wpisać w isohuncie.
bh (18 maja 2007) -
To znaczy chyba chodzi raczej o poskapienie kilkudziesięciu złotych później na dvd w ładnym opakowaniu, ewentualnie kilku gdy jest z gazetą. Jednak wyprawa do kina za 10-15 zł wciąż jest dość ciekawą alternatywą. Zesztą znam ludzi, którzy do kina chodzili raz na trzy miesiące, pewnej nocy zostawili na miesiąc włączony komputer i było sto giga stuffu. Mam uwierzyć, ze na każdy ten film poszliby do kina? Wątpie. Tak w ogóle to jałowe dywagacje.
kuba (18 maja 2007) -
a mnie to gówno obchodzi, zarabiam marne grosze, ledwo starcza mi na życie, lubie muzyke i filmy. na miesiąc mogę sobie pozwolić na 1-2 płyty lub film. reszty jak nie kupię to ukradnę z netu. "kradłem" napisy do filmów, kradne filmy z internetu, czasem mp3 - jestem złodziejem i mam to w dupie. zawsze bedę to robił - nie tylko ja. pozdrawiam hipokrytów robiących naloty na mieszkania o 6.00 rano a potem w domu oglądających pirackie produkcje, lub słuchających ripowanych mp3.
mr Jack Sparrow (18 maja 2007) -
poszlo do hol.
kruk (18 maja 2007) -
hollyfield - bierz ;)
. (18 maja 2007)