INNE - FORUM
Manics & Cardigans
23 marca 2007http://www.youtube.com/watch?v=BJjMcKDDCeY
Co sądzicie ?
-
Z coverów tez byli niezli, zwłaszcza w zelaznym repertarze... http://www.youtube.com/watch?v=tLt3CtsVSlI
OneKillWonder (26 marca 2007) -
świetnie powinien działać box, jeśli taki wyjdzie kiedyś. coś w stylu clash on broadway. wtedy po odcedzeniu niepotrzebnego materiału spokojnie uda się wypełnić 3 cd jakościowym graniem.
?? (25 marca 2007) -
najlepszą ich płytą jest everything must go bez dwóch zdań, wypełniona prawdziwymi hymnami, numer tytułowy zabija mnie do dziś, zauważcie też, że jest to najlepiej wyważona płyta manics - 46 min konkretnego grania... this is my truth... jest nierówna i zadługa, zawiera dwa absolutnie genialne utwory, o których nikt mi nie powie, że są grafomańskie: you're tender and you're tired i born a girl. know your enemy kompletnie się nie broni, jest banalna w treści, hooki są wytarte doszczętnie, lifeblood jest nijaka, a singiel love of richard nixon na maksa fatalny. holy bible masakruje, ale nie wracam do niej tak często jak do everything...
szafi (25 marca 2007) -
widze troche ściągneliśmy z ?? rozmowe na inne tory, ale nie zaczynajcie o swoich ulubionych płytach maników bo ten temat był już kiedyś przerabiany.
Low (25 marca 2007) -
ja najbardziej cenie Everything Must Go, ale podoba mi się także "cukierkowe" Lifeblood
darw (25 marca 2007) -
fuck off.
palczak90 (25 marca 2007) -
I don't buy it
naprawdę niefajne (24 marca 2007) -
wlasnie sprzatam po sobie z liceum i 'this is my truth...' z tym okresem zwiazane i cale piosenki teraz po glowie mi leca+nieuchronne swieczki w oczach, wiec nie moze byc zle
blog (24 marca 2007) -
this is my truth, everything must go i holly to dla mnie płyty ukochane. generation ani trochę. solowa Bradfieldla też świetna jak dla mnie, a nowy singiel nie z bardzo.
palczak90 (24 marca 2007) -
>truth osobiscie lubię. nie wiem jak można twierdzić, że to słaba rzecz. tyle mocnych melodii, elegancka produkcja. no właśnie dla mnie this is your truth jest takie trochę nieokreślone. potrafi mieć zajebiście mocne melodie i przełamywać je słabymi. poza tym, elektronika brzmi momentami baardzo amatorsko. przestery dodają tez troche brudu, co kompletnie nie pasuje do koncepcji 'czystego' popowego albumu, nad jakim chyba pracowali i powoduje u mnie zniekształcenie odbioru.
Low (24 marca 2007) -
ten typ bandu czyli hearts on their sleeves, zero mizdrzenia się, sporo patosu, romantyczne ideały, rozdmuchane ego. nie żeby suede i manics byli podobni jakoś bardzo, ale oba zespoły mają za sobą etap bycia w absolutnej czołówce, dziś jednak zachwycanie się nimi jest już trochę passe (jeśli ktoś chce wstąpić do fanklubu nowego gitarowego grania i wypić drinka z zane'm lowe, ja nie zamierzam mu poświęcić minuty, ale są i tacy). więc tak: dwie pierwsze płyty bardzo fajne momenty obok nietrafionych, brzmieniowo, aranżacyjnie irytujących. holy bible muzycznie monumentalna, lirycznie sumienie okrutnego wieku dwudziestego (hehe). must go klasowe gitarowe hymny. truth osobiscie lubię. nie wiem jak można twierdzić, że to słaba rzecz. tyle mocnych melodii, elegancka produkcja. know your enemy prawie gniot. lifeblood początek ery dinozaurów, miejscami przyjemne. posłowie: co z tego że bywali zbyt patetyczni, mieli czasami nieco grafomanskie teksty i zdarzało im się nagrywać nierówne płyty skoro pozostają jednym z najlepszych zespołów 90s. niewiele bandów może się pochwalić tak mocnym best ofem, a tam nie ma z połowy kapitalnych rzeczy. i nie wiem dla kogo byli pośmiewiskiem. raczej szanowano ich, również w prasie.
?? (24 marca 2007) -
w sumie to holy bible wymiata, kiedyśtam wróciłem i mimo ze za długa to jednak chyba i tak najlepsza. generation terrorists nie wymiata dla mnie wcale. i to powoływanie się na sentyment w odbiorze czegokolwiek jest moim zdaniem kompletnie bez sensu, bo poza takimi akcjami to musi być też coś w samym kawałku. można mówić o jakims kontekście, ale ja znam ich wzdłuż i wszerz i jakoś nadal nowa piosenka wydaje mi sie zbęda jak 30 poprzednich (hiperbola, były momenty tak wiem).
Low (24 marca 2007) -
W sumie mam sentyment do wszystkich płyt MSP i wszystkie lubię -chyba zadnemu zespołowi nie udało się nagrać tyle swietnych hymnów z równie swietnymi melodiami -a na piedestale oczywiscie jest 'The Holy Bible", płyta do której wracam raz na jakis czas i która za kazdym razem rozpierdala mnie calosciowo -okładką, mottem z tyłu, konceptem, muzyką i przede wszystkim słowem -zaden chyba brytyjski zespoł nie nagrał płyty z równie wywrotowymi tekstami
OneKillWonder (24 marca 2007) -
Ten typ bandu - tzn.? Oraz - officially cool? A kto teraz jest? Klaxons? Blagam... MSP nigdy nie byli cool. Byli albo pośmiewiskiem, albo czymś kultowym. Większość ludzi nie brała ich nigdy na poważnie. A ze Suede to trochę inna historia... ich natchnieniem była heroina, stąd się wzieło arcydzieło Dog Man Star, a po Coming Up to już raczej Brettowi został tylko cement w mózgu. Na co dowodem jest śpiewanie frazy "Plastic people..." na najnowszym singlu, i to w dodatku w refrenie... gilotyna!
amory blaine (24 marca 2007) -
jak wiele innych zespolow stracili na waznosci po prostu. w sensie ze nie nagrywaja juz istotnych plyt. no i tez troche ten typ bandu przestal byc officialy cool, troche jak ze suede.
?? (24 marca 2007) -
To jest tak - podziwiać/lubić MSP za sprawy muzyczne, tylko i wyłącznie, to trochę jednak nieporozumienie... np. najbardziej cenić "This is my truth", które było o wiele gorsze od "Everything must go"... nie mówiąc już o zupełnym ignorowaniu /nieznajmości "Holy bible" i "Generation terrorists"... to taki syndrom Krytyka Muzycznego, albo tzw. Fan Rocka. MSP to zespół w którym w bardzo dużej mierze chodzi o tzw. Historię, która naprawdę łamie serce, no a przede wszystkim też o znajomość tego co się działo jak jeszcze był Richey. Bez tego to jest tylko zespół rockowy, który faktycznie nagrywa obecnie płyty średnie i średnio potrzebne. Ale można z nimi dalej jechać na czystym sentymencie. Bez tego sentymentu (jezu, trzeba być chyba naprawdę starym żeby go mieć i to wszystko pamietać, tak jak ja...) nie warto do nich w ogóle podchodzić. Mimo wszystko oni są w pewnym sensie święci.
amory blaine (24 marca 2007) -
>nie wiem czy spostrzegles ale ona od kilku lat niewiele wnosi tak w ogóle, generalnie. heh, no tak jak najbardziej, tylko że manicy ją zaprosili to chyba miała coś sobą "wnieśc", ale nie wyszło.
Low (24 marca 2007) -
lifeblood też było, przynajmniej dla mnie, doświadczeniem raczej traumatycznym. czyli mamy 2 ostatnie płyty w kategoriach tragicznych. o tej domniemanej 3 może się nie wypowiem, bo istnieje pokaźna, choć dla mnie to niezrozumiałe, grupa sympatyków tego krążka i nie wygram z wami/nimi, chocbym się starał. no ale powróćmy do tematu nowego singla..
Low (24 marca 2007) -
... i ostatnie dokonania Cardigans też słabawe. 4. wpis pod rząd, proszę o bana.
?? (24 marca 2007) -
jeszcze "skoro nawet nina nic nie wnosi." napisał Low nie wiem czy spostrzegles ale ona od kilku lat niewiele wnosi tak w ogóle, generalnie. polecam zapis występu na szwedzkich grammy wraz z soundtrack of our lives gdzies sprzed 3 lat. niepewny, chwiejący się głos. świeżości jak na lek.
?? (24 marca 2007) -
a knwo enemy to ich najgorszy LP, zgadzam się.
?? (24 marca 2007) -
low chyba trochę w ciemno podkręcasz piłkę. nagrali 3 tragczne płyty ostatnio? coś nie przypominam sobie. a singiel nowy jest more or less ok. nic więcej, ale i nic mniej.
?? (24 marca 2007) -
a jak sie ma najlepszy singiel z ich ostatniej dobrej płyty do tragedii 3 kolejnych?
Low (23 marca 2007) -
http://www.youtube.com/watch?v=7a9fPMpsBIU genialne video, to cos dla malkontentów, którzy twierdza, ze MSP sa patetycznie odpychający, przynudzajacy i źli... i ta ulewa na końcu...
darw (23 marca 2007) -
http://www.youtube.com/watch?v=jeYbB_xC3fk
bu (23 marca 2007) -
a dla mnie to jest od niepamietnych czasów w końcu udany singiel manics...Jest fajnie,miło,melodyjnie...I Nina też się nieźle wpasowała...a tak swoją drogą to ona wciąż ślicznie wygląda
otto (23 marca 2007) -
Fakt, NYE to potworna kupa, największy gniot w ich dyskografii -ale reszta płyt moim zdaniem -OK
OneKillWonder (23 marca 2007) -
nudziarze, niesamowici. mogliby sie rozpaść, skoro nawet nina nic nie wnosi. nie wiem na ile ludzie rozpatrują to jako powrót do formy, ale dla mnie włączenie przesterów i zróżnicowanie refrenu to nadal stary, zły, przynudzający manik który ma w sobie coś patetycznie odpychającego. to nie 2002, nie dam sie drugi raz nabrać na know your enemy.
Low (23 marca 2007)