INNE - FORUM

100 najbardziej wkurwiających rzeczy na świecie

17 września 2007

Dawać dziatwa.

100- jebane emotikony

juhu
  • kto nie wywrócił się wychodząc z autobusu (czy innego dyliżansu) prosto na miniaturowe boisko NHL, ten nigdy nie żył! :)
    kotlet krabowy (23 grudnia 2010)
  • kompleksy mnie wkurwiają własne
    swan nastolatka (23 grudnia 2010)
  • ooo tak. Najbardziej wkurwia, gdy gdzieś trafi się kawałek wybitnie śliskiego lodu i na niego stajesz. Tak jak ja wczoraj: idę porządnie wypiaskowanym chodnikiem i nagle gleba z całej siły jebie mnie w plecy, a ja oglądam błękitne niebo, bo akurat stanąłem na niezbyt dużym, nieposypanym spłachetku lodu. Miazga.
    Strzyż (23 grudnia 2010)
  • nie wiem jak sie ustosunkowac do chodzenia po oblodzonych chodnikach, ale skoro ten temat jest wyzej... wczoraj wywrocilem sie 5 razy, w tym raz absolutnie spektakularnie, wychodzac z autobusu. poezja.
    em c (23 grudnia 2010)
  • ale właśnie o to chodzi, że nikomu nie wiszę kasy, wszystko co mam do spłacenia mam na bieżąco regulowane itp. - a poza tym głównie chodziło mi o sytuację, w której w jakiejś prywatnej sprawie z zastrzeżonego dzwoni jakaś konkretna, znana mi osobiście osoba. Nosz kurde, wstydzi się nru czy co?
    Strzyż (23 grudnia 2010)
  • *klienta kt NIE kwapi się.., miało być.
    jbuła (23 grudnia 2010)
  • hm w niekt sytuacjach dzwonienie z zastrzeżonego numeru ma sens. np mój ojciec raz na jakiś czas ma klienta kt kwapi się do zapłaty za projekt kt już dostał i unika jak może kontaktu, nie odbiera telefonów etc. więc ojciec dzwoni wtedy z zastrzeżonego i za którymś razem ciekawość takiej osoby wygrywa, odbiera, a wtedy już mój rodziciel może powiedzieć coś w stylu "skoro jest pan niewypłacalny to zgłoszę gdzie trzeba wniosek o wszczęcie postępowania upadłościowego.." ;> zorganizowane wycieczki są megawkurzające. kto w ogóle przy zdrowych zmysłach pakuje się w coś takiego.
    jęczybuła (23 grudnia 2010)
  • powinieneś chyba wziąć długi urlop
    gawroński (23 grudnia 2010)
  • kiedy załatwiasz swoją sprawę w pewnej instytucji. o dziwo panie urzędniczki są bardzo kumate i działają sprawnie, ale wszystko idzie o kant dupy potłuc gdy tuż przed tobą trafia się fafik (na oko - koniec studiów albo sam początek pracy), który przez 5% czasu (góra) załatwia swoja sprawę, a całą resztę zajmuje mu przymilanie się do pań urzędniczek, dowcipkowanie, popisywanie się erudycją (..."jak powiedział Bogart w "Afrykańskiej królowej"...) - a oczywiście to, że swoje już załatwił, a za jego plecami rośnie ogonek coraz bardziej wkurwionych ludzi, to w ogóle go nie interesi. W końcu dyplomatycznie zwracam mu uwagę, że może by tak pozwolił innym pozałatwiać swoje sprawy, po czym w odpowiedzi słyszę rozbawione "o, widzę że nie kumamy czaczy..." Kuźwa, takiej zjeby jak ten fafik jeszcze nikt ode mnie nie dostał. Inna instytucja. Tym razem pani urzędniczka jest znów bardzo kumata, za to kobieta siedząca przed nią sprawia wręcz wrażenie upośledzonej. O każdą rzecz musi zapytać po kilka razy z rzędu, bo pewnie się jej wydaje, że jak spyta drugi i trzeci raz, to odpowiedź się zmieni; najprostsze rzeczy pani urzędniczka musi tłumaczyć po kilka minut, a odpowiedzi ze strony kobiety padają tak debilne, że wręcz zaczynam się rozglądać, czy to nie jakaś ukryta kamera - ale nie. Co najlepsze, babka ma zaświadczenie z pracy o stałym zatrudnieniu, ma karty kredytowe, jako jeden z dokumentów przedstawia prawo jazdy; a ja się zastanawiam, jakim cudem tak nierozgarnięta baba może gdziekolwiek pracować i jeździć samochodem. W efekcie, po odstaniu prawie pół godziny, wreszcie zasiadam na fotelu przed panią urzędniczką, ale zanim zdążę powiedzieć, o co mi biega, niekumata strikes back i nawija, że chciałaby się jeszcze o coś spytać, i zadaje pytanie, które zdążyła już babie zadać trzy razy. Więc, jeśli mogę przeprosić pana... Nie, nie może pani, bo chciałbym wreszcie załatwić jedną prostą sprawe, a poza tym spieszę się do pracy. I pani niekumata wręcz unosi się w tym momencie oburzeniem. Teksty fanów muzyki/zespołu X (tu wstaw obojętnie co), gdy publicznie oświadczasz, że nie trawisz X. Oprócz tradycyjnego "to słuchaj sobie dalej Ich Troje/Dody/disco polo/itp.", totalnie wkurwia mnie tekst: ale ty przecież tak naprawdę nie znasz X, tyle co słyszałes w radiu, a tam czysta komercha leci, jakbyś posłuchał sobie takiej i takiej płyty, to byś zmienił zdanie. Sorry, można psie gówno oblać czekoladą i zapakować w sreberko, ale gdy ktoś je ugryzie, dalej będzie smakować jak psie gówno. Szukanie wszędzie polityki: gdy na pewnym forum przez przypadek zamiast "Podczas" napiszesz "POdczas" i na nastepny dzień masz dwie strony odpowiedzi, z czego połowa wyzywa cię od tuskomatołów i POpaprańców. Co istotne, całe forum, ani dany konkretny wątek, ani moja wypowiedź nie ma kompletnie nic wspólnego z polityką. Dzwonienie z zastrzeżonych numerów. Sorry, rozmówcy nie ma. Życzę sobie wiedzieć, kto chce ze mną rozmawiać. Nigdy nie odbieram takich połączeń. Debilni współtowarzysze podróży, coś jak historia Agenta Tnegi o wycieczce do Hiszpanii. Turcja parę lat temu i mama, która na wycieczkę (a w lipcu w Turcji panują łatwe do przewidzenia temperatury) taszczy wszędzie półroczne bliźniaki, "żeby zobaczyły kawałek świata" - tak, jasne, one najwięcej z tego wyniosą. W efekcie dzieciaki się cały czas drą, po kilku godzinach w ponad 40 stopniach mama ma już dość i męczy całe otoczenie, żeby pomogło jej nieść dzieciaki. Gdzie się tacy rodzą? Kilka lat wcześniej, wycieczka objazdowa po Niemczech. I starsze, w rozmowie całkiem inteligentne małżeństwo, które kompletnie nie rozumie koncepcji wycieczki w większym gronie osób. W Hanowerze przewodnik prawie doznaje zawału, bo mu się zgubili gdzieś. Okazało się, że po wyjściu z muzeum, nic nikomu nie mówiąc, poszli sobie gdzieś do knajpki na szarlotkę, kawusię i lody, i w ogóle są zdziwieni, że ktoś ma do nich pretensje, bo oni sobie na podwieczorek poszli. Debilny zwyczaj postukiwania kogoś dwoma palcami po ramieniu, żeby zwrócić uwagę. Nie da się po prostu powiedzieć: "Przepraszam"? Ostatnio nagminne, zwłaszcza w autobusach.
    Strzyż (23 grudnia 2010)
  • 'nie wiedza' miało być razem. niewiedzą.
    dzieciak (22 grudnia 2010)
  • trole internetowe i chwalenie się nie wiedzą. jak można porównywać stronkę, która w jednej sekundzie robi maksymalnie 3 zapytania do bazy, z wiki, której serwery muszą sobie poradzić z ponad 80 tysiącami zapytań do bazy danych. 80 tysięcy zapytań na sekundę. to musi kosztować. z innej beczki - coś co mnie powoli zaczyna denerwować - czeka mnie dziś podróż Gdańsk - Katowice. PKP. boję się.
    dzieciak (22 grudnia 2010)
  • ja przepadam za skrótami niewygodnymi
    zafascynowany (22 grudnia 2010)
  • puryści językowi jak np. "Aha, nie ma takich skrótów jak kt albo dop więc może nie stosujmy ich? –paj, 22/12/2010 01:16" z innego wątku. To, że coś nie jest wpisane do słownika nie znaczy, że tego nie ma. ja tam jestem za wygodnymi skrótami i spontanicznym tworzeniem neologizmów.
    jęczybuła (22 grudnia 2010)
  • http://upload.wikimedia.org/wikipedia/foundation/d/dd/2010-11_Wikimedia_Foundation_Annual_Plan_FINAL_FOR_WEBSITE.pdf macie. strona 21
    17 (21 grudnia 2010)
  • "mój kolega Wales"
    zafascynowany (21 grudnia 2010)
  • czy ja dobrze widzę że tam na górze ktoś porównał wikipedię do strony internetowej swojego kolegi?
    17 (21 grudnia 2010)
  • ale 43 000 dolarów za dobę? no bez jaj.
    Strzyż (21 grudnia 2010)
  • Strzyż, no to teraz sobie pomyśl, że w dziesięć minut na wikipedię wchodzi tyle użytkowników co Twojemu znajomemu przez rok, czy dwa. Za transfer się płaci, niestety.
    glootech (21 grudnia 2010)
  • ostatnio zmienili baner, dzisiaj kliknąłem raz na krzyżyk i już mi się nic nie pojawia, czysta wikipedia, bez zabaw adblockiem.
    zafascynowany (21 grudnia 2010)
  • a ja nie, jak? póki co zablokowałem tylko jego twarz
    kkk (21 grudnia 2010)
  • ha. o tym to ja wiem.
    Strzyż (21 grudnia 2010)
  • nie musi się wyświetlać "zablokuj", żeby coś tam zablokować.
    zafascynowany (21 grudnia 2010)
  • >–Strzyż, 21/12/2010 19:26 O kurwa.
    Twój Stary (21 grudnia 2010)
  • nie wiem czy pojebem jest ktoś, kto nie może kliknąć krzyżyka lub posiadać adblocka, czy twórca wikipedii. nie wiem. (teraz jest reklama z krzyżykiem, nie wiem jak wcześniej było) –zafascynowany, 21/12/2010 17:46 no właśnie, mistrzu, adblock pana Walesa z jakichś przyczyn nie widzi i nie może go zablokować. Poza tym 16 milionów zielonych rocznie to wychodzi 1 330 000 na miesiąc - znajomy prowadzi stronę poświęconą muzyce w necie i właśnie się dowiedziałem, że na serwery itp. zrzucają się w gronie redakcyjnym 120 zł/miesiąc - czyli jakieś 30-40 dolarów. Więc na co ten gość wydaje ten milion baksów miesięcznie? Nosz kurde Ameryka to pod wieloma względami pojechany kraj, ale trudno mi uwierzyć żeby za utrzymanie iluś tam serwerów itp. szło 40000 dolarów na dobę.
    Strzyż (21 grudnia 2010)
  • A tak w ogóle, to czemu jeszcze o nim nie pogadaliśmy –Twój Stary, 21/12/2010 16:20 bo go nie ma
    kapitał (21 grudnia 2010)
  • jezu, serio, zbieraja kase na wikipedie banerem na wikipedii. POWIESIC CHUJKOW.
    em c (21 grudnia 2010)
  • nie wiem czy pojebem jest ktoś, kto nie może kliknąć krzyżyka lub posiadać adblocka, czy twórca wikipedii. nie wiem. (teraz jest reklama z krzyżykiem, nie wiem jak wcześniej było)
    zafascynowany (21 grudnia 2010)
  • Poważnie? Ja do tego zdjęcia tak się przyzwyczaiłem, że już go nie zauważam. A jak zaczyna mi przeszkadzać, to je wyłączam. W 2010 roku reklama w internecie wkurwia 100x bardziej, niż reklama w 2000. Wtedy to był obrazek, ewentualnie prosta animacja. Chociaż myślę, że taka Coca Cola za reklamę wyświetlaną na każdej stronie w Wikipedii spokojnie zapłaciłaby więcej, niż 16 milionów na rok. W zasadzie z reklamą na Wikipedii byłoby podobnie, jak z reklamą na koszulce Barcelony, przy czym reklama na koszulce jest normalna, a reklama na stronie Wikipedii zwyczajnie by nie pasowała.
    Twój Stary (21 grudnia 2010)
  • ej ale serio - co za różnica? wolałbym oglądać jakąś reklamę niż tego pojeba przez pół roku
    kkk (21 grudnia 2010)
  • http://www.google.com/adplanner/static/top1000/index.html wikipedia miejsce piąte Has advertising? No. <-- jedna z niewielu stron która ma tam napisane "No"
    zafascynowany (21 grudnia 2010)
BIEŻĄCE
Ekstrakt #9 (Ekstrakt vs RA 00-25)
Ekstrakt #8 (2025)