INNE - FORUM
100 najbardziej wkurwiających rzeczy na świecie
17 września 2007Dawać dziatwa.
100- jebane emotikony
-
adblock nie boli. i tv kłamie,korzystaj z torrentów.
arturo (8 października 2009) -
Możecie sobie pisać, ale jestem absolutnie i dogłębnie przekonany - chociaż pewnie już to było - iż w świecie współczesnym nie ma nic, ale to nic bardziej wkurwiającego od jebanych bez mydła reklam. Za każdym razem kiedy się przemogę i włączę telewizor mam nadzieję natrafić na fajny program/film/serial, ale zawsze - KURWA ZAWSZE - natrafie na rozpromienioną blerwę z proszkiem do prania, szczeniaków wpierdalających tofifi, cwela mówiącego coś o brzuszkach itp - a kiedy włącze radio, to kurwa zgadnijcie co puszczają!!! A co, gdy otwieram poczte na WP i chce kliknąć na jeszcze nieodświeżonej stronie link z listem? Otóż kurwa nie, nie otwiera się list, a strona odświeża się dokładnie 1/4 sekundy przed kliknięciem, otwiera się reklama na pol ekranu i klikasz w tę jebaną w dupe reklame. Alleluja!!
miszaczek (8 października 2009) -
wazne decyzje zyciowe wolalabym byc w tej chwili pantofelkiem
nierozowa pantera (6 października 2009) -
paradoks orzechów włoskich, są zarazem maksymalnie wkurwiające i maksymalnie zajebiste.
krzy (6 października 2009) -
Daj sobie spokój z rowerem na jakiś czas
Twój Stary (6 października 2009) -
radzę zaszczepić się przeciwko grypie i na przeziębienia też chyba troche pomaga..
jbuła (6 października 2009) -
wciaz jestem chory, to juz drugi raz w tym roku, co tu sie dzieje?! kiedy w nocy na zmiane robi ci sie bardzo goraco/bardzo zimno, bez przerwy chce sie pic i nie mozna zasnac az do rana. SYF.
em c (6 października 2009) -
długopisy. zawsze jak spadnie to kulką na dół. oczywiscie potem nie da sie nim pisac
masło (6 października 2009) -
rezerwacje, konieczność dokonywania jakichkolwiek rezerwacji czegokolwiek. ja przychodzę, jadę, coś chcę i ma to być wtedy. a nie, że muszę myśleć, co będę chciał za jakiś czas. skąd ja mam część rzeczy wiedzieć? to jedno. drugie, że powinno być tyle dóbr, miejsc, biletów, produktów, żebym mógł nie myśleć o tym, czy dla mnie wystarczy, a nie daj boże żebym musiał robić rezerwację. a kiedy słyszę, że jakiś społecznik chce zrobić "rezerwację w knajpie", to mam ochotę go skasować siłą typu psi. i to jest tak studenckie, prowincjonalne, jedna miejscówka, jeden sklep, który zamykają o 17... ale tu, kurdę, inny świat jest! no, i kolejki do kas na pkp. poza rezerwacjami najbardziej wkurwia mnie, kiedy mam być gdzieś przed czasem. a czasem, żeby kupić bilet na pkp, musiałbym stać pół życia w takiej pojebanej kolejce. klimat pkp jest chujowy, ale wielu kojarzy się z dzieciństwem i tymi zajebistymi czasami, o to chodzi, a nie o jakieś szczyny w korytarzu. i ci ludzie, 1000 pytań przy kasie pkp! won do informacji! jak gdyby nigdy nie jechali pociągiem, co mnie to obchodzi, że nie wiedzą. w ogóle nie wiem o co można pytać przy kasie...
jajko (6 października 2009) -
>I to jeszcze spoko, ale weź mi spróbuj znaleźć bilet z Wiednia do Bazylei (to 800km) za mniej niż 50 euro w jedną stronę...Nie ma szans. Mogę zaproponować przejazd w Japonii (która, szczególnie w porównaniu z Polską, zdecydowanie należy do Zachodu) w klimatyzowanym, czystym pociągu z Hiroszimy do Tokio (prawie 1000 km) za równowartość 18 euro w ramach biletu wakacyjnego, dostępnego podczas ferii wiosennych, letnich i zimowych. Szczegóły tutaj: http://www.japan-guide.com/e/e2362.html Generalnie lubiane przez mieszkańców krajów postkomunistycznych przeciwstawianie "klimaciku" (będącego w rzeczywistości połączeniem syfu i burdelu) i taniości (as in: sikanie w krzakach tańsze od stawiania toalet publicznych) dobrze wpisuje się w temat.
bh (6 października 2009) -
–bazanba, 5/10/2009 22:53 w Hiszpanii na przykład na dluższych trasach nie płacisz tych około 10 jurów za 100 km tylko jesli bilet kupisz z przynajmniej 2tygodniowym wyprzedzeniem. I to jeszcze spoko, ale weź mi spróbuj znaleźć bilet z Wiednia do Bazylei (to 800km) za mniej niż 50 euro w jedną stronę...Nie ma szans.
Jędrzej (6 października 2009) -
California Stories Uncovered
bambo (6 października 2009) -
miejscówki sprzedawane są po kolei wagonami - najpierw miejsca przy oknach, potem od korytarza, a potem środkowe - chyba że ktoś sobie zażyczy jakoś specjalnie. jeden wagon się zapełni, zaczyna się sprzedaż następnego, itd.
pkp (6 października 2009) -
–Jędrzej, 5/10/2009 17:58 gdzie jeździłeś? bo ja przejeżdżałem cały benelux za 4,5 euro
bazanba (5 października 2009) -
biliety tansze niz na zachodze to duzy plus, ale kompletny brak myslania podczas planowania naprawde miejscami rzuca sie w oczy, a ja jednak wole sterylna przygode niz zdecydowanie niesterylne jechanie obok kibla bo gdzie indziej nie ma miejsca. swoja droga: calkiem niedawno jechalem z rowerem, wg pkp.pl pociag nie mial przedzialu rowerowego, wg ekranow lcd na centralnym tez nie, wiec od razu ustawilem sie tam gdzie mial stanac pierwszy wagon (bo jak nie ma przedzialu to rowery przewozi sie albo na poczatku albo na koncu skladu). no i wiadomo, przeszkadza to wsiadajacym i wysiadajacym (choc nie jakos dramatycznie), przypiac ulockiem tez nie ma do czego wiec na kazdej stacji patrze czy mi jakas, dobra dusza roweru nie wynosi, az przy czwartej kontroli biletow (po ponad 7h jazdy) konduktor patrzy na pieczatki na bilecie i pyta mnie (MNIE) dlaczego nikt mi nie powiedzial, ze pare wagonow obok jest przedzial dla rowerow. przynajmiej zrobilo sie wesolo. co do tlumow dzikich: na dluzszych trasach i zapchanym pociagu warto spytac konduktora (albo sprawdzic w necie) czy na ktorejs stacji nie dolaczaja/przelaczaja wagonow, w tych 'nowych' liczba pasazerow potrafi byc drastycznie inna. kiedy pokrojony w sklepie zolty ser skleja sie w jedna mase.
em c (5 października 2009) -
prosze sie odwalić od PKP - niewygód masa owszem ale ma to swój klimacik zawsze no i przede wszystkim biety są tanie. spróbujcie sobie gdzieś pociągiem pojeździć na zachodzie - ja już wolę dostępną dla każdego przygodę niż sterylną nudę za 10 euro za każde sto kilometrów (i to z wszystkimi zniżkami).
Jędrzej (5 października 2009) -
>pkp które wrzuca do jednego pociągu tyle ludzi, ile się da to jeszcze nic - najgorzej jak poza sezonem wakacyjnym upychaja ludzi po 8 osob w przedziale w dwoch wagonach, a pozostale 2 jada prawie calkowicie puste. jechalam do trojmiasta ostatnio i znalazlam sie w takiej sytuacji. gdy popadlam w konflikt z matka bachora z adhd ktory terroryzowal caly wagon, konduktor okazal sie fajnym gosciem i zamiast stanac po stronie matki z dziecieciem jak polak katolik, powiedzial mi na boku o sekrecie pustych wagonow - w rezultacie pozostale 4 godziny do gdanska spedzilam sama w przedziale i prawie sama w wagonie :> ale nie zdradzajcie tego nikomu;> a jak juz tworzymy katalog grzechow pkp - klimatyzacja w intercity (wintercity?), czyli wichry niespokojne od okien.
z (5 października 2009) -
jechałeś pociągiem na ukrainie? a są wygodniejsze bo zwykle jedzie się tam całą noc i nawet jazda płackartą jest lepsza od naszego klasycznego siedzącego pociągu
dzieciaku (5 października 2009) -
pkp ssie na całego. ej no, nawet w ukrainie pociągi są punktualne i wygodniejsze. pewnie w gruzji i azerbejdżanie też. a my musimy radzić sobie z pazernym, pkp które wrzuca do jednego pociągu tyle ludzi, ile się da. najgorzej tradycyjnie na linii gdańsk, warszawa, kraków, zakopane. ale ogolnie samą podróż wygodnym pociągiem baaardzo lubię i powinno się znaleźć w tym innym temacie.
dzieciak (5 października 2009) -
> Myśle, że samotne pląsy w domu jak najbardziej nadają się do wątku o najzajebistszych rzeczach, sama także praktykuję ;) ja też, przyznaję, ale w moim przypadku to się nadaje też do wątku o retardach, bo jakby mnie ktoś wtedy nagrał, albo chociaż zobaczył, to byłoby słabo. a co do wkurwiających rzeczy to sytuacje, kiedy wyczajam sobie w sklepie małą kolejkę przy kasie (w porównaniu z innymi), zapierdalam, stoję szczęśliwy, że szybko pójdzie i wtedy osoba stojąca przede mną ma milion pytań do kasjerki, dokłada do zakupów milion pierdół dostępnych przy kasie tylko (typu gumy, żyletki jednorazowe czy chuj wie co jeszcze) albo jakiś problem z kartą, albo kupuje coś tak dziwnego, że potrzebna jest interwencja kogoś z zewnątrz, sprawdzanie jakichś kodów czy czegoś w tym stylu i ostatecznie te zajebiście długie kolejki przy innych kasach się kończą a ja ciągle stoję i czekam. bezsenność też jest wkurwiająca, bo o ile zazwyczaj nie mam z tym problemu, to akurat dzisiaj mam. dzis kiedy muszę wcześnie wstać, bo czeka mnie w chuj długa podróż polskim pociągiem, od którego to chyba nie ma bardziej wkurwiającej rzeczy (w ogóle pkp). no.
krzesło (5 października 2009) -
–e.agent, 4/10/2009 22:58 Myśle, że samotne pląsy w domu jak najbardziej nadają się do wątku o najzajebistszych rzeczach, sama także praktykuję ;) Co do nieśmiałości jako przyczyny niewyczuwania rytmu i generalnie kiepskiego tańczenia oraz mozliwości rozkręcenia się pewnie masz sporo racji. Ale już komentowanie, narzekanie cokolwiek w trakcie tańca jest dla mnie dowodem niezłego tupetu. Sama nie jestem jakoś strasznie nieśmiała, ale coś takiego wprawia mnie w duże zażenowanie no i wnerwia.
jęczybuła (5 października 2009) -
kiedy przychodzisz na peron 10 min. przed odjazdem pociągu, a osoba w jedynej czynnej kasie blokuje ją, bo sama nie wie, gdzie ma jechać dokładniej, gdzie się przesiąść, ile czekać,jaki kupić bilet, czy ma zniżkę, czy można palić w przedziale. czas ucieka i mimo, że przezornie przyszedłem wcześniej i tak muszę biec na pociąg lub kupować droższy u konduktora. sam planuję sobie podróż za pomocą sieci i kupuję konkretne bilety, a jak czegoś nie wiem, to słucham, kurwa, ze zrozumieniem. kiedy chcesz obejrzeć powtórki bramek na stronie www, która się zacina. myślisz, że nie ma sensu czekać, wrzucasz adres porcys. com i w trakcie ładowania filmik z bramką startuje.
damian (5 października 2009) -
jesli zamienimy w 1 akapicie fajnego kolesia na fajna dziewczyne, to tez ide jak w ogien;) no ale wracajac do tematu - mam takie wlasne obserwacje i przemyslenia na temat ludzi tanczacych. ze wiekszosc takich ludzi, dla ktorych taniec to tylko obroty itd. oraz narzekaja na tempo tanca, to w rzeczywistosci osoby nie wiem, no... niesmiale, niezbyt pewne siebie itp. czasem wlasnie okazuje sie, ze takowa persona musi sie po prostu rozkrecic, a czasem konczy sie to typowa skifa wlasnie. no ale mowie - to teoria wysnuta na podstawie moich doswiadczen i obserwacji. w ogole odpowiednie wyczucie rytmu - wydaje mi sie, ze to nie jest az tak trudna sprawa do nauczenia sie. wystarczy jakos tam przelamac swoja niesmialosc i zaczac odpowiednio wywijac, sprobowac pare razy "na sucho" w domu. nie wiem. w ogole lubie czasem sam w domu pojsc w tany (taka moja mala tajemnica hahaha), jesli akurat mam w tle muzyke, ktora sie do tego nadaje. i kursy tanca - no ok, ale zawsze jakos podobalo mi sie bardziej, gdy tanczac ktos dodaje jakies swoje elementy, niekoniecznie w jakiejs tam kolejnosci, tak spontanicznie, a nie wszystko wedlug jakichs regul i zasad. no ale moze sie myle, bo nie znam sie w ogole na takich kursach. nigdy nie bylem (jesli nie liczyc 1 klasy podstawowki i kursu tanca hip hop we ferie zimowe haha).
e.agent (4 października 2009) -
oj żeby to się dało wyczuć. często ktoś fajnie się porusza, ale w parze idzie mu beznadziejnie. poza tym, wiesz, jak podchodzi do mnie fajny koleś i chce tańczyć, to ja się tam dwa razy nie zastanawiam i nie obserwuję tylko idę jak w ogień ;) no i potem często żałuje. ale już szczyt wkurwienia następuje gdy ktoś taki np powie mi w trakcie tańca coś w stylu "że dlaczego się tak spieszę" albo "że unikam kontaktu wzrokowego" etc. i właśnie na uwagę, ze "dlaczego jestem taka spięta" odrzekłam ze owszem jestem bo robię co mogę żeby tańczyć do rytmu i strasznie mnie frustruje że me wysiłki idą na marne...no i się chłopiec obraził
jbuła (4 października 2009) -
Kopsnij przykłady jakieś, może zabawnie będzie. –stef, 4/10/2009 13:03 są raczej żałosne, typu TwojaStara!, Menele, Zdzisiek, Może teraz zadziała, Chuj, itd.,
uuuu (4 października 2009) -
ja w sumie dosc niedawno powiedzialem pewnej pannie wprost, ze nie umie tanczyc, to niby sie smiala, ale ile pozniej sie plotek o sobie nasluchalem... generalnie wydaje mi sie, ze taniec to fajna sprawa, no ale trzeba wyczuc partnerke/partnera, no bo inaczej moze byc niewesolo/wesolo (zalezy, jak to ktos okresla)... nie wiem, moze jakies obserwacje przed poproszeniem do tanca... w ogole jeszcze przypomnial mi sie motyw, jak na imprezie z 3-4 lata temu wraz ze znajomymi wyzwalismy na pojedynek ludzi tanczacych profesjonalnie w jakims zespole tanca. byly jaja, mowie wam.
e.agent (4 października 2009) -
i jeszcze jak koleś myśli że taniec w parze słada się z samych obrotów i wywijania partnerką. noż do kroćset, leci fajny kawałek, chciałoby się popląsać do rytmu, ale nie..bo wywija toba a to w prawo to w lewo bez ładu i składu, a uciec głupio :/
jbuła (4 października 2009) -
a propos partnerów to partnerzy do tańca wkurzają, mam na myśli tych, kt nie potrafią za bardzo tańczyć. Sama tańczę średniawo, ale jak trafię na kogoś kto dobrze prowadzi to jest naprawdę świetnie, nie depczę po nogach, sie nie plączę i w sumie okazuje się że tańczę całkiem nieźle.. Za to jak już przyjdzie mi tańczyc z "księciem z drewna" to mimo ze nie jest moją winą że nam nie idzie to to ja czuję się głupio i jak łamaga. Co gorsza zwrócenie uwagi partnerowi, ze ma kłopoty z wyczuciem rytmu i dlatego jest kiepsko raczej nie spotyka się ze zrozumieniem (próbowałam. raz.)
jęczybuła (4 października 2009) -
>gdy nie możesz trafić na partnera nie popadającego w nałogi tudzież w nie zapisującego się w akta policyjne. Ale przecież wy to lubicie, nie?
Twój Stary (4 października 2009) -
nazwy sieci bezprzewodowych - ludzie, to widać, zwłaszcza jak szukam jakiegoś WiFi za pomocą iPoda –uuuu, 3/10/2009 19:39 Kopsnij przykłady jakieś, może zabawnie będzie.
stef (4 października 2009)