INNE - FORUM

robbie williams

28 października 2005

fajny jest ten gość. prawdziwy.

palczak90
  • Słabość Pana Borysa do Pharelli, Nerdów, Timbalandów i innych podobnych wynalazków z USA jest juz chyba oczywistością. Pojawi się jaki Tico W.E.S.T. dajmy na to, funkujący bass nawinie na igłę, potem tak zaszyje, że i orientalny bębenek będzie co 2.46 sekundy napierdalał, retro syntezator będzie tworzył plamy od co drugiego dźwięku bassu pociagniete i co tam sobie jeszcze chcecie, może być nawet jeszcze to klikanie językiem z "drop it like it's pop, top it like it's flop" Snoopa. Tico W.E.S.T. sprzeda kawałek Nickowi Laszejowi (mężowi pięknej i bogatej Dżesiki Samson) i Borys napisze pochwalny playlist.Robbie Williams to jedna z ostatnich proper inspired pop ikon. Z charakterem, ze swadą. "Lazy Days', "Let Me Entertain You", "Millenium", "No Regrets", "She's The One" (z repertuaru World Party, czy Dżastin zna w ogóle Waterboys??:-)), "Kids", "Feel" - jedne z najlepszych popwych singli ostatnich 10 lat (pozostałe niewiele gorsze). Na szczęscie Robbie z "Rock DJ" trwał tylko moment. Robbie jako entertainer bardziej kojarzy się z MTV European Music Awards z powiedzmy 5 pierwszych edycji, kiedy impreza wciaż miała europejską twarz niż z tym cyrkiem pompowanym przez śmiercionosną kulturę masową of N. American origin. Za to brawa.
    ?? (2 listopada 2005)
  • jesli juz mowa o oczach Robbiego , to LOL :D:D:D ,a le ogladałem film o nim, gdzie mówił, że nauczyl sie juz tak patzrec na reflektory zeby jego pekne oczy sie pieknei sweiciłły :) ale Robie to i tak koles koles boss.pzodro 600
    Google (1 listopada 2005)
  • >"chłopie" to ja skądś kojarzę na tym forum już? dlaczego niektore nicki nagle z niewiadomych przyczyn znikają a pojawiają się nowe? A tak sobie sprawdzilem pokrotce w wyszukiwarce i znalazlem slowo "chlopie" przez okolo 4 osoby uzyte wiec ... P.S. Sam z reszta tez uzywam czasem tego zwrotuP.S.2. A jak juz sie tak lubicie bawic ostatnio w dochodzenie prawdy, to moze jako webmasterzy byscie sprawdzali z jakiego IP jest pisany dany post, bo zakladam, ze wiekszosc uzytkownikow pisze z domow. Wtedy juz bylaby pelna inwigilacja.
    d_nac (1 listopada 2005)
  • Kończac temat- co do muzyki nie będę się spierać, ale Robbie ma przewagę na poziomie osobowości/kreacji, piękne oczy może pominę, ale ta opcja "samotne bożyszcze" za serce chwyta bardzo.
    Nn (1 listopada 2005)
  • czekajcie, czekajcie, "chłopie" to ja skądś kojarzę na tym forum już? dlaczego niektore nicki nagle z niewiadomych przyczyn znikają a pojawiają się nowe? ja od poczatku istnienia tego forum postuje pod jednym. musze mowic cos wiecej? hi hi.
    borys d (31 października 2005)
  • chłopie, dobrze, że prowadzisz tylko serwis muzyczny i nie interesujesz się polityką, bo z tym krajem byłoby gorzej niż przez następne cztery lata,szkoda mi tylko tych dzieciaków, dla których jesteś autorytetem,zapraszam do wątku: dlaczego powstał porcys?
    interview (31 października 2005)
  • >Na koncercie płakał prawdziwymi łzami. Jego piękne oczy...heh czlowieku. ok doznałem, w tym miejscu sie wycofuje.>jest on prawdziwy w wersji "wiekzość muzycznych erudytów - osłuchanych, wykształconych, z backroundem prędzej doceni justina niz robbiego"(diametralnie różna recepcja krytyczna jt i rw - i w prasie, i w necie, i na forach -od ILM po dissensus, blogach etc...jest faktem)tak no właśnie o to mi chodziło i o nic więcej. ponadto zaznaczyłem że to moje nieśmiałe przypuszczenie - i o jego "pradziwości" czy "bzdurności" moglibyśmy mówić po przeprowadzeniu odpowiedniego rekonesansu, choćby w necie. jesli komus sie chce, ma czas, to go on i wtedy sprawdzimy wyniki i zobaczymy czy miałem racje. >robbie jet po prostu lepszym performerem, ma wieksza sceniczna charyzme niz justin, ale płyty nagrywa gorsze to tez jest dyskusyjne. na razie zaplusował abstrakcyjnym żartem gdy nazwał beatlesow w strojach z Sgt. Pepper's - beach boysami. ale sorry jego "charyzma" do mnie nie dociera.>waćpan chcesz narzucić swoje zdanie, pouczać, kierować, ale pedagogicznych umiejętności w Tobie ani krztynyja już wyzej wyartykułowałem PO CO jestem w tyn watku; było czytac - mailman przeczytał i jakos zrozumiał, bo to chyba trudne nie było. wiecej luzu, dziewczyny.
    borys d (31 października 2005)
  • niezal-borys d: zbawca umęczonego narodu polskiego?waćpan chcesz narzucić swoje zdanie, pouczać, kierować, ale pedagogicznych umiejętności w Tobie ani krztyny,jeśli słowa mówiące o poświęcaniu się i cywilizowaniu czytelników Porcys, ba, kraju to żart - jest mało śmieszny,jeśli to szczere wyznanie nie żart jest śmieszny, a osoba pisząca te słowa...
    interview (31 października 2005)
  • borys - bo prawie wszystko juz powiedziane, wiec wole grac w fife 2006 :)poczucie misji juz chyba nie...ja nie chce nikomu psuć radości ze słuchania robbiego , rammsteina czy czegokolwiek innego-i nie po to - to do palczaka90 - sie dyskutuje.co do argumentu "wykształceni, osłuchani ludzie..."- to powyzej został on po prostu nieprecyzyjnie wyslowiony. jest on prawdziwy w wersji "wiekzość muzycznych erudytów - osłuchanych, wykształconych, z backroundem prędzej doceni justina niz robbiego" (diametralnie różna recepcja krytyczna jt i rw - i w prasie, i w necie, i na forach -od ILM po dissensus, blogach etc...jest faktem)to nie musi byc dla nikogo argumentem do zmiany swych upodobań czy wizyty u laryngologa, może być jednak jednak argumentem pomocnym w dyskusji a po argument "ilościowy" - "tysiace ludzi sie bawiło" raczej siegał bym ostroznie, bo było już pare postaci w historii, które sie sprawdzały na wiecach, a poza tym nie za bardzo...robbie jet po prostu lepszym performerem, ma wieksza sceniczna charyzme niz justin, ale płyty nagrywa gorsze
    luke (31 października 2005)
  • co do bzdur to raczej opcja *czy coś*robbie vs justin roznica mizerna.a sluchacze u pierwszego bardziej europejscy u drugiego juesejscy i tyle.czynienie w tym kierunku zdan-twierdzeń jest juz nie tylko bezsensowne co bardzo karkołomne.porponuje sondaż exit polls po wyjściu z dyski.>ten hard/prog/bluesowy kraj.wtf? chyba zyjemy w innym lub w innych czasach.
    wkn-bluesman (31 października 2005)
  • Założyłem ten wątek więc czuję się upoważniony do wyrażenia.Tak się stało, że byłem w Londynie na Live8, bo przeskoczyłem przez 2 płoty i miałem nieco farta.Widzałem Floydów (poprawnie, bez jaj), the Who (nie moje),McCartneya (chyba pisać nie muszę, bo to było absolutnie najważniejsze konertowe wydarzenie mojego życia, osrałem się) no i Robbie Williams. Bawiłem się zajebiście i nigdy nie widziałem tak baewiącego się tłumu! I to chociażby, Borysie, a nie ilość analiz i artykułów, świadczy o znaczeniu muzyka w świecie pop. Ludzie płakali (Angels), śpiewali każde słowo każdej pieśni, akstatycznie tańczyli i widać było, że Robbie nie ma fanów- ma wyznawców.Kilka dni temu widziałem w multikinie koncert Robbiego z Knebworth. Polecam każdemu. Facet jest autorem tekstów i one są naprawdę o jego życiu. Jest samotnym bogiem, ma pod stopami każdą kobietę świata, a jest samotny i głęboko nieszczęśliwy. Na koncercie płakał prawdziwymi łzami. Jego piękne oczy...Chodzi mi o to, że wyznacznikiem sztuki jest dla mnie emocja. U mnie muzyka tego pana wywołuje emocje, podobnie jak u stu tysięcy ludzi w Knebworth i dwustu w Hyde Parku. Dlatego Robbie jest artystą i mi to wystarczy. Kupuję jego płyty i mam w dupie czy jest gorszy czy lepszy od Justina.
    palczak90 (31 października 2005)
  • nie no, ok, mnie się wydawało, że to zdanie nie jest jakoś dramatycznie skomplikowane, ale najwyraźniej się mylę.
    Nn (31 października 2005)
  • ej ale luke to jest nie fair no! ja tu trace cenne minuty z zycia, tlumacze doglebnie pewne oczywistosci, poswiecam sie i cywilizuje ten hard/prog/bluesowy kraj, a ty sobie wchodzisz i jednym zdaniem wyrazasz od niechcenia opinie i idziesz? kiedys bylo inaczej, kto tu mial poczucie misji no? kto oczekiwał argumentow na poparcie tez? do LICHA. he he.(odnosnie bzdur - polecam wpierw *uważnie* czytac, potem przemyslec, a dopiero potem odpowiadac, bo inaczej polemika staje sie beztresciowa. ja wiem, że to internet i wiele nie wymagam, ale to są takie podstawy w stylu "pierwsze kroki początkującego dyskutanta" czy coś)
    borys d (31 października 2005)
  • może rzeczywiście. ale bzdura nad bzdury
    Nn (30 października 2005)
  • No raczej bzdura. Ale juz nie gadajmy o tym.
    d_nac (30 października 2005)
  • >zwykłe porownanie muzycznego backgroundu ludzi słuchajacych justina i słuchajacych robbiego ujawniłoby bogactwo zainteresowan i wiedzę pierwszych oraz przypadkowość gustów i niewielki przygotowanie merytoryczne drugich ale bzdura
    wkn (30 października 2005)
  • take that "pray" lepsze niż cały robbiekażdy jeden kawałek timberlake'a lepszy niż całe n'syncmiędzy justinem i robim jest taka różnica jak między cameron diaz w "masce" a andreą z the corrs :)no contest
    luke (30 października 2005)
  • Dzięki za propozycję może wreszcie przesłucham "Justified" w całości i się nawrócę
    mr.mailman (30 października 2005)
  • >generalnie nie zapominajmy, ze Justinowi czy Britney nie zalezy raczej zeby ich nowy numer byl znakomity od strony artystycznej - wiadomo, ze chodzi o sprzedaz i slawe1. to mnie kompletnie nie interesuje, liczy się efekt (= zosia OTM)2. nic nie "wiadomo", tak na marginesie>z takimi podkladami to i z Wisniewskiego bysmy zrobili niezal-ikone przy lekkiej pomocy panow z pitchforka itp.uhm, NIE>Zwróć uwagę ilu fanów ma Williams na świecie i jak ważną jest postacią w muzyce poprobbie williams zupelnie nie jest WAZNA postacia w muzyce pop, ponieważ jego muzyka nie jest w ogole przedmiotem zadnych analiz, dysput i kontekstow w mediach. jego znaczenie mozna jedynie mierzyc iloscia sprzedanych plyt (kupionych przez niewyrobionego sluchacza ktoremu wcisnac mozna wszystko za pomoca machiny MTV), a to element ktory mnie tu nie zajmuje. z justinem sytuacja wyglada dokladnie odwrotnie - Justified, byc moze szczytowe dokonanie produkcyjne neptunes, rozstrzasano na blogach, forach i serwisach skupionych na aspekcie artystycznym muzyki; przykładowo - clip do "senority" (btw ja jebie pharrell na bebnach boss!) zobaczyłem dopiero w te wakacje choć płytę miałem już dawno wcześniej - mechanizm promocyjny zupełnie nie zadziałał; zwykłe porownanie muzycznego backgroundu ludzi słuchajacych justina i słuchajacych robbiego ujawniłoby bogactwo zainteresowan i wiedzę pierwszych oraz przypadkowość gustów i niewielki przygotowanie merytoryczne drugich (na podstawie choćby ILM i postaci w rodzaju d. leone, ludzi ktorzy wiedza o muzyce ZA DUŻO - imho to nie koincydencja, taka zbieżność, ale to tylko teza).>Może nie gra muzyki najwyższych lotów ale Timberlake również tym nie grzeszy. w tym punkcie "dyskusja" staje się jałowa o tyle, że każdy zostanie przy swoim zdaniu (ewentualne sugestie interpretacyjne takiego stanu rzeczy - końcówka poprzedniego mojego akapitu). ja mogę zakończyć takim stwierdzeniem, że nasz portal sobie istnieje, istnieje to forum i ja tu w tym wątku (który niespodziewanie przerodził sie w "TS: justin VS robbie") jestem tylko PO TO, żeby polecić Justified jako rzecz na luzie kompromitującą postaci typu robbie williams. niech wasze uszy - nie uprzedzenia ("boysband!") - ocenią. a jeśli ktoś pozna w całosci album timberlake'a i uzna, że woli robbiego - niech sobie słucha robbiego; ja wiem, że udzieliłem mu rady i jestem w zgodzie z samym sobą. "and that's it".
    borys d (30 października 2005)
  • "ale Timberlake również tym nie grzeszy."jeśli dobrze czytam bd twierdzi dokładnie odwrotnie i dlatego przede wszystkim woli justina.nowy robbie - pierwsza jego piosenka, która mi się podoba, pogra kolejne 10 lat i sumując dokonania dojdzie do "justified"
    mz (30 października 2005)
  • co z tego czy im chodzi o slawe czy o kase czy o co, a zreszta co w tym zlego:> zalezy od rezultatu a nie czy ktos mial intencje.
    z (30 października 2005)
  • aha. "zaraz powyzej" chodzi o wpis bd.
    z (30 października 2005)
  • Wydaje mi sie że ty po prostu lubisz Justina a nie lubisz Robbiego.Zwróć uwagę ilu fanów ma Williams na świecie i jak ważną jest postacią w muzyce pop.Może nie gra muzyki najwyższych lotów ale Timberlake również tym nie grzeszy.
    mr.mailman (30 października 2005)
  • co z tego jak jest kojarzony. zgadzam sie z tym co zaraz powyzej z tym rockmanem i boysbandem, ze cos takiego ciagle pokutuje, ale tak konkretnie tutaj to i williams i justin niekoniecznie jak dla mnie. wole toxic:>
    z (30 października 2005)
  • A mi sie wydaje, ze bardziej smieszna jest dyskusja na tym forum na temat wyzszosci Robbiego nad Justinem i na odwrot. Mysle, ze Justin czy Robbie maja raczej gleboko w powazaniu tzw. niezal-srodowisko, a o dziwo niektorzy jego uczestnicy zbytnio dorobili mitologie cala wokol tych postaci. Stwarzajac z nich niemal polbogow, podobnie z reszta jak wokol Britney czy Kylie. Rozumiem, ze zdarza sie, ze ktos z tego grona nagra ciekawy numer i mozna sie cieszyc i go sluchac, ale generalnie nie zapominajmy, ze Justinowi czy Britney nie zalezy raczej zeby ich nowy numer byl znakomity od strony artystycznej - wiadomo, ze chodzi o sprzedaz i slawe. Poza tym jak im kawalki wycinaja np. Timbaland czy Neptunes to nic dziwnego - z takimi podkladami to i z Wisniewskiego bysmy zrobili niezal-ikone przy lekkiej pomocy panow z pitchforka itp.
    d_nac (30 października 2005)
  • "kojarzony" - zależy przez kogo i gdzie. właśnie o to mi głównie chodzi w takich "dyskusjach", że "słodki chłopiec z bojsbendu" na kontynencie ma z miejsca negatywne konotacje, a "rockman z ostrymi gitarami" zapewnia status bossa. tymczasem mnie te kategorie mało obchodzą, zaś na gruncie muzycznym porównywanie czegokolwiek sygnowanego nazwiskiem robbie williams do Justified i jeszcze nazywanie tego "masą genialnych singli" jest zwyczajnie śmieszne.
    borys d (30 października 2005)
  • Sorry Borys ale sie z tobą nie zgadzam.Robbie jest bossem a Justin ma na razie tylko jedną dobrze przyjętą płytę solową.Robbie miał już całą masę genialnych singli i ma status megagwiazdy i wielkiego showmana wystarczy przypomnieć jego występ z live8.Justin jest natomiast ciagle kojarzony ze słodkim chłopcem z bojsbendu
    mr.mailman (30 października 2005)
  • jesli chodzi o popularnosc i medialną "ikoniczność" wykonawcow, to odpowiedz jest prosta: kariera solowa williamsa trwa równo 10 lat, a Justified (solowy debiut timberlake'a) wyszło 3 lata temu. nic dziwnego więc, że mysląc "robbie" myślimy "robbie" częściej, niż myśląc "justin" nie myślimy "n'sync". natomiast patrzac od strony dorobku, to sorry - w ciągu tych 3 lat justin zrobił wiecej niż robbie przez 10: wydał garść singli, z których KAŻDY był killerem oraz jedną z bezdyskusyjnie najmocniejszych commercial-popowych płyt dekady. robbie? spójrzmy zaś: między 96 a 98 robbie miał "freedom", "angels", "let me entertain you" i "millennium" - nie ma co, same hity! chyba w znaczeniu dosłownego okupowania list przebojow i poklasku gawiedzi, bo te glam-pop-balladowe gnioty nie są nawet warte przytaczania, a falset w "signs" kopie je w dupę od niechcenia. reszta "dorobku" williamsa - spuścmy zasłonę milczenia. wreszcie - może to kwestia pokoleniowa, ale lepiej kojarzę take that jako "topowy" boysband od n'sync. ponadto, zjawisko o którym jest tu mowa (autonomiczność wizerunku robbiego w kontekście n'sync) to efekt zabiegów marketingowych wokalisty wynikających z jego słynnych kompleksów wobec brit-rockowców. justin nigdy nie miał ciśnienia na udawanie "rockmana wiarygodnego dzięki osrym gitarom w miksie", bo po prostu *artystycznie* przerósł - wciąż na czysto popowej płaszczyźnie estetycznej - swój macierzysty zespół. łatwiej więc wiązać nagrania sygnowane jego nazwiskiem z n'sync niż robbiego z take that. im bliżej polski, tym "pop" ma więcej zabarwienia pejoratywnego? wyznacznik cywilizowanego świata? LOL!
    borys d (30 października 2005)
  • No ale co to za porównanie - Take That (czy ktoś jeszcze w ogóle pamięta ten zespół?) i 'NSyncFakt, i Justin i Robbie to byli członkowie boysbandów, tyle tylko kiedy na topie byli Take That, a kiedy 'NSync? Poza tym, abstarchując od jakości utworów Robbie'go Williamsa (które nie są wcale takie złe), jego sukces polega też na czymś innym. Nie wiem do końca jak to wytłumaczyć, więc sporóbuję maksymalnie uprościć - myśląc o Justinie od razu myślimy 'NSync, a myśląc o Robbie'm myślimy... Robbie. Mało kto już kojarzy Take That, a już na pewno skojarzenie Robbie Williams - Take That dawno się zatarło...
    Ruud (30 października 2005)
  • >jako jedyny były członek boysbandu nagrywa do dziśdude, have you heard Justified? williams przy Justified to popowy śmietnik.
    borys d (30 października 2005)
BIEŻĄCE
Ekstrakt #9 (Ekstrakt vs RA 00-25)
Ekstrakt #8 (2025)