SPECJALNE - BRUDNOPIS

Lu:D
This Is Nighttime

2005, Rec90 5.3

Ten album teoretycznie nie mógł mi się spodobać, bo ostatnio nie przepadam (o dziwo) za smęcącymi brit-rockami. A jednak. Norwegowie z Oslo nie posuwają muzyki pop nawet o centymetr do przodu, ale zaletą This Is Nighttime są urokliwe, choć dość zwyczajne patenty, będące hołdem dla starego Coldplay, stadionowego Kent i Keane. New acoustic na zmianę z tonącymi w rozmarzonych klawiszach rockerami i wokal trochę z Buckleya plus wyraźnie nordyckie wpływy (elfickie harmonie) w "Tincan", rzewne smyki - to wszystko brzmi zaskakująco świeżo(a nie powinno, patrząc racjonalnie na taki opis). Piosenki są bardzo melodyjne, ułożone w zbanalizowanej melodramatycznej tonacji - to wszystko ułatwia konsumentowi ewentualną decyzję. Ale smaczki się znajdą. Mamy coś w rodzaju pożyczenia dynamiki amnesiakowego "Dollars And Cents" ("The Great Intent"). Anders Moller nie boi się też pohałasować (w stylu The Bends). Lu:D w sumie rzadko przynudzają, choć ich twórczość do nowatorskich na pewno nie należy. Do zachwytów mi daleko, ale powodów do nienawiści też zbyt wiele nie ma

Piotr Kowalczyk    
13 kwietnia 2006
BIEŻĄCE
Ekstrakt #9 (Ekstrakt vs RA 00-25)
Ekstrakt #8 (2025)