SPECJALNE - Artykuł

Steve Reich: 20 x 80

28 grudnia 2016

Nie ukrywam, że z tym ficzerem to miało być trochę inaczej. Na początku mierzyłem mega ambitnie – z okazji 80. urodzin Mistrza rozważałem hasłowe omówienie jego PEŁNEGO dorobku kompozycyjnego i nagraniowego. Do pomocy przy realizacji zadania próbowałem namówić innego Reichowskiego maniaka "na wieżowcu", czyli Matiego Jędrasa. Niestety mimo inicjalnego AKCESU, wkrótce udział redaktora EM DŻEJ w tym skrótowym leksykonie zaczął dążyć do zera, po czym rozpierzchł się, wyparował. Uciekając się do desperacko-dziecinnych argumentów w rodzaju "ten kraj czeka na Twoje trzy grosze w temacie Reicha, historia przyzna mi rację" etc., i tak natrafiłem na mur odmowy – bo Mateusz wyznał z rozbrajającą szczerością: "raczej się nie uda, ja myślę już tylko tweetami... albo statusami zjaranego ziomka". Abstrahując, że WCIĄŻ przegląd dokonań Reicha w formie statusów zjaranego ziomka by Matti CZYTAŁBYM, to proponuję: NIEWAŻNE, ZOSTAWMY TO. Tak tylko INFORMUJĘ INFORMACYJNIE.

Nagle zostałem więc sam na arenie porcysowych zmagań z minimalistyczną materią i choć jeszcze przez kilka dni łudziłem się, że podołam pierwotnej skali przedsięwzięcia, ostatecznie musiałem POWŚCIĄGNĄĆ swój optymizm. Z prostej przyczyny: "raz – że czasu coraz mniej, dwa – sił coraz mniej" (jak to ujął niedawno refleksyjnym tonem redaktor MZ: "ech, Szpakowski..." – oczywiście z przerwy finału Brazylia–Włochy 1994). Po lekkim otrzeźwieniu doszedłem do wniosku, że Ci z Was, którzy Reichem się pasjonują, nie potrzebują żadnych rekomendacji, a z kolei Ci, którzy stawiają w temacie dopiero pierwsze kroki, nie będą się przecież przedzierać przez opisy około sześćdziesięciu dzieł. Ostatecznie zamaszystym gestem wyłoniłem dwudziestkę osobistych faworytów i ułożyłem w kolejności. Oraz rzutem na taśmę wygrałem na loterii talon na publikację materiału w przerwie bożonarodzeniowo-sylwestrowej. Bo osiemdziesięciolecie to osiemdziesięciolecie. A rok Reichowski to rok Reichowski. Rzecz święta.

Natomiast bądźmy poważni: jeśli czaicie bazę w temacie Steve'a, to wiecie, że wszystkie jego pracki są godne zaufania i respektu. A zatem fakt, że na etapie subiektywnej ewaluacji wypadły z rozgrywki m.in. WTC 9/11, Proverb, The Desert Music, The Four Sections, Eight Lines/Octet, Violin Phase, Phase Patterns, Mallet Quartet, Three Tales czy The Cave wcale nie oznacza, że te utworki nie są warte waszego czasu. I mam tylko nadzieję, że dzięki poniższym cichutkim okrzykom podziwu rodzina krytyki polskim słowem silna podejmie choćby cień polemiki z Bogusławem Schaefferem, który dekady temu brutalnie zapytywał o S.R.: "czy artysta może być autorem jednego pomysłu i czy taki jeden pomysł może mu starczyć na całe długie nieraz życie?". A przecież największy geniusz Reicha tkwi właśnie w multum sposobów adaptacji tego pomysłu, w wielości, kolorycie, wachlarzu formuł, do których fundamentalną ideę zaprzęgnięto. Moje ulubione przykłady poniżej.




20 You Are (Variations) (2004)

Po kilku mniej lub bardziej dyskusyjnych decyzjach z przełomu 00s i 90s Reich wrócił do "typowego Reicha" i odniósł sukces w żwawszej niż zwykle rytmizacji charakterystycznych dla siebie elementów: barwnej orkiestracji z chórem na wierzchu i durowo-molowych skoków po skali. Ponadto odsyłam do naszego brudnopisu z epoki, bo zwięźle wyczerpuje temat.

• posłuchaj


19 It's Gonna Rain (1965)

Doceniając znaczenie historyczne, nie powiedziałbym, że puszczam to sobie regularnie do snu, aczkolwiek free-kolaże Black Dice mają tu swój początek i dla mnie coś to znaczy. Znęcanie się nad taśmowym pra-samplem sampli rzadko (jeśli w ogóle?) było tak bezpośrednie.

• posłuchaj


18 Double Sextet (2007)

Docelowo chodzi o dwa grające "przeciw sobie" zespoły sześcioosobowe, ale z przyczyn logistycznych nieraz performance polegał na zestawieniu żywego sekstetu z sekstetem odtwarzanym z taśmy, co owocowało ciekawymi konsekwencjami, zwłaszcza przy takiej werwie, takim nerwie rozpisanych konwersacji fortepianowo-smykowych. Zasłużona nagroda Pulitzera w 2009 roku (niezły zapłon).

• posłuchaj


17 City Life (1995)

"To jest muzyka miasta, człowieniu", które to motto artysta potraktował bardzo dosłownie, inkrustując urban-niepokój swoich pasaży prawdziwym miejskim rumorem – od samochodowych klaksonów i alarmów, przez hamulce pneumatyczne i pocięte okrzyki, aż po bicie serca. Soundtrack kryzysu smogowego? Kenton byłby dumny, gdyby dożył.

• posłuchaj


16 Sextet (1985)

Sześcioosobowy ansambl (dwóch klawiszowców i czterech perkusistów) spełnia się w akademickiej "muzyce hardkoru", czyli w igraszkach z nieoznaczonością sygnatur. Szczególnie trzeci z (tradycyjnie) pięciu movementów trzyma w napięciu, sprytnie alterując między trójdzielnym, a czterodzielnym metrum.

• posłuchaj


15 Nagoya Marimbas (1994)

Nieprzypadkowo ta miniaturka trafiła na składankę Classical Chillout – to błoga antycypacja soundtracku Lost In Translation, a dokładnie impresji w rodzaju "Alone In Kyoto" Air. Rozsiadacie się wygodnie w fotelu, puszczacie to i mówicie "for relaxing times... make it marimbas time", aż ktoś wrzaśnie "katto katto kaato kaatooo" i popsuje wam sjestę.

• posłuchaj


14 Different Trains (1988)

Trzyczęściowy utwór, równie osobisty, co eksploatujący w quasi-literackiej manierze niepozorne powiązania historyczno-geograficzne. "Tego stulecia ja bym wam nie polecał". Robi wrażenie studium rozjechanych staccatów smykowych podążających za dialogowymi samplami ("melodie mowy"), choć harmonicznie aura chwilami wydaje się zbyt posępna i zrezygnowana.

• posłuchaj


13 Pendulum Music (1968)

Źródłowo to anty-klasyk muzyki procesu ("Franz... Kafka... czeski pisarz..."): ruchome mikrofony i sprzęgi. Interpretacja Sonic Youth wydobywa z oryginalnie burych pomruków nie tylko wariacką miarowość, ale i treblową charakterystykę pasma, co wnosi do zatęchłego manuskryptu sporo świeżości i światła.

• posłuchaj


12 Six Marimbas (1986)

"Dobre, naprawdę dobre". Aczkolwiek od nieco monotonnej barwowo wersji oryginalnej na piana (1973) preferuję przepisanie z 1986 na marimby, które antycypuje późniejsze o dekadę "koncerty na dzwonki do drzwi" w wykonaniu Tortoise. Natomiast aranżacji Corvera nie traktuję za kanoniczną.

• posłuchaj


11 Tehillim (1981)

Wejście w lata 80. przyniosło u Reicha kolejną zmianę estetyki. Zamysł wykorzystania hebrajskich psalmów w nawiązaniu do swojego żydowskiego pochodzenia intryguje, choć wobec samej realizacji bywam sceptyczny. Np. to nieszczęsne klaskanie, pierwszy raz użyte w zerowym dla mnie Clapping Music, potem w Eight Lines/Octet, a tu już w "pełnej krasie". A zatem praising this might be like giving the nod to Piotr Rubik fourty years from now, so until then, TU ES PETRUS AND YOU'RE DANCING ON THE FUCKING SAND.

• posłuchaj


10 Variations For Winds, Strings, And Keyboards (1979)

Stopniowa rozbudowa zespołu w późnych latach 70. doprowadziła w końcu do dwudziestominutowego poematu na orkiestrę. Na "wiatry", smyki i parapety. Kompozytor wplótł w tekstury odrobinę organów elektrycznych, których sound zlał się z tymi wszystkimi lajtowymi dęciakami w jedną sterylną magmę, o właściwościach bliskich midi. Zaś w partiach smyczków skopiował Bartoka. Jak zrzynać, to od najlepszych.

• posłuchaj


09 Come Out (1966)

Tomek Gwara pisał kiedyś zdaje się o Out Hud (?), że próbowali "wypreparować czysty rytm" i dokładnie ten sposób obróbki ludzkiego głosu wynalazł tu kolo z taśmą w dłoni. Trudno rozpatrywać "didżejów" bez tej zbiorowej hipnozy z tyłu głowy, trudno zignorować faktury ulepione ze spogłosowanego timbre. Trudno tak, razem być, nam ze sobą.

• posłuchaj


08 Triple Quartet (1998)

Trzyczęściowy utwór skomponowany z myślą o Kronos Quartet. Movement pierwszy to wzburzone konwersacje altówki, dwóch par skrzypiec i wiolonczeli. W movemencie drugim opada tempo i uwydatnione zostają smyczkowe lamenty. Trzeci movement powraca do roztrzęsionej werwy movementu pierwszego. Na standardy nowojorczyka to nic nowego, ale dramaturgia tych pasaży wciąż "ryje czerep".

• posłuchaj


07 Music For 18 Musicians (1976)

Najsłynniejsze dzieło Reicha jest moim zdaniem najsłynniejsze głównie z powodu rozmachu formalnego. Godzinna narracja aspiruje do optyki symfonicznych tuzów. Troszkę mnie mierzi, że w wielkim obrazie muzyki XX-wiecznej Steve bywa spłycany do tego jednego utworu, emblematycznego i "urzędowego" – na zasadzie Einstein On The Beach u Glassa. A przecież nie wszystkie sekcje wywołują tu ciarki. Oczywiście te czołowe miażdżą – vide przewodni, wstążkowy "master hook". Bowie nazywał to "balijską muzyką Gamelan przebraną za minimalizm...", wspominał też coś o gimnastyce w białych koszulach i czarnych spodniach. "Bowie w punkt".

• posłuchaj


06 2 x 5 (2008)

"Steve Reich does rock & roll", głosił slogan reklamowy. On sam potwierdzał w wywiadach: "to naprawdę rock – coś, czego generalnie nie oczekuje się od 70-latków". I faktycznie, jest to jeszcze jedna próba wyjścia naprzeciw surrealistycznym wyobrażeniom "Pendereckiego robiącego to, co Maanam" (pamiętny wywiad z Korą). W gruncie rzeczy te trzy "ostrzejsze kawałki" kojarzą się natychmiast z Discipline-era King Crimson, z ruchem Rock In Opposition, z math-rockiem lat 90., a może nawet z nawiedzonymi, zapętlonymi riffami Joe Knighta aka Rangers. Tyle, że w dorobku wyżej wymienionych 2 x 5 byłoby przełomem, a dla Reicha to ledwie smaczna ciekawostka.

• posłuchaj


05 Music For A Large Ensemble (1978)

Kwadrans ewidentnie wyrastający z doświadczeń Music For Mallet... i Music for 18... pod wieloma względami przerasta swoich poprzedników. Zwłaszcza w aspekcie panowania nad większym aranżem, rozciągania motywów w czasie czy kontrapunktowania biegających jak mrówki smyków i flecików stojącymi, budzącymi respekt partiami trąbek. Takie minimal-maximal, o czym wspomniał niedawno Fullerton Whitman. No i to udramatyzowanie frazowe, te tyci dysonansowe smyki koło dziesiątej minuty – maaan... jak to mawiał Peter Bergstrand: "kurwa kurwa kurwa przekurwa". Całość świeci blaskiem dobrej nowiny ("to były nowiny..." – "konia z rzędem" temu, kto wie, skąd to) balansującej radość i przerażenie.

• posłuchaj


04 Four Organs (1970)

Nareszcie, jest. Otóż pojawia się bezpośredni groove (marakasy), pojawia się bezpośrednia septymowośc (organy). Pojawia się wreszcie tańczenie w tych wszystkich procesach. Tańczenie, dodajmy, o architekturze. Dynamika poszarpanych loopów organków: "to mnie nęci, to mnie kręciiii". Jeśli uznać marakasy za komórkę jajową, a cztery pary elektrycznych organów za plemniki, to tutaj byliśmy świadkami poczęcia Stereolab, dziękuję za uwagę.

• posłuchaj


03 Music For Mallet Instruments, Voices, And Organ (1973)

W kategorii błogiej przyjemności i wchłaniania muzyki ciałem rzecz niezrównana w katalogu typa. W pierwszej sekundzie budzimy się w zaklętych rewirach symulakrum wyobraźni, w samym środku rozkoszy plumkających glockenspieli – i ten sen się już nie kończy. Przeważnie trójdzielnie pulsuje ta kolektywna pozytywka, future soundtrack dla dzieci w przedziale do 6. miesiąca. Brian Eno mawiał, że muzyka awangardowa to coś, co imponuje na poziomie konceptu, ale średnio chce się tego słuchać. Tutaj mamy odwrotność: "pop avantgarde", bodaj najbardziej słuchalne dzieło Reicha, pionierskie wobec 94diskont i niespecjalnie przejęte swoim konceptem.

• posłuchaj


02 Electric Counterpoint (1987)

Abstrahując od tego, że mamy tu studium gitarowego kontrapunktu i bodaj najbardziej spełniony artystycznie występ Metheny'ego w latach 80., to nie zapominajmy, że przede wszystkim obcujemy z być może najurodziwszym fragmentem instrumentalnego prog-popu, jaki stworzył człowiek. Miałem okazję osobiście zapytać Pata, czy odważył się na techniczną korektę partytury – tak, aby łatwiej ją było "złapać na gryfie". Lekko zmieszany zaprzeczył i jeśli mu wierzyć, to może dlatego kilkunastoosobowy wykon z każdą partią pozostaje w sferze marzeń. Studio pozwala jednak na wykreowanie fantazji, dzięki czemu po drugiej minucie w trzeciej części doszło do najbardziej nienasyconego zewu tęsknoty w dziejach muzyki. Trwaj chwilo, jesteś piękna.

• posłuchaj


01 Drumming (1971)

Kompozycja, która poniekąd "łączy w sobie wszystko, co najbardziej kocham. Nie umiem o niej mówić ani pisać. Takie rzeczy się przeżywa" (Beksiński o Elodii Lacrimosy). Więcej kiedyś podjąłem tutaj.

• posłuchaj

Borys Dejnarowicz    
BIEŻĄCE
Ekstrakt #9 (Ekstrakt vs RA 00-25)
Ekstrakt #8 (2025)