SPECJALNE - Rubryka
Ekstrakt #9 (Ekstrakt vs RA 00-25)
9 marca 2026
Monolake
Gravity
2001, Monolake
Pisaliśmy:
Gravity jest w tym samym stopniu muzyką, co sound designem. Taneczne, powtarzające się w nieskończoność struktury rytmiczne sąsiadują tu z figurami, których nigdzie indziej nie słyszeliście, chyba że u Autechre. Brzmieniowo to częściowo klasyka Chain Reaction, a częściowo coś w rodzaju zaawansowanego środowiska akustycznego jakiejś cyber-rzeczywistości. –Krzysztof Michalak
przeczytaj blurba z rekomendacji płytowych 2000-2009

Motion Graphics
Motion Graphics
2016, Domino
Pisaliśmy:
Sam Williams twierdzi, że futuryzmem się nie interesował, a nagrał jedynie ambient z codziennych przeszkadzajek. Albumu tego, pomimo wymagającej formuły i nagromadzenia okołoglitchowych rozwiązań, słucha się jednak jak najwyższej próby popu z zostającymi w pamięci melodiami i porozrzucanymi hookami (...). –Stanisław Kuczok
przeczytaj blurba z podsumowania roku 2016

Mouse On Mars
Idiology
2001, Sonig
Pisaliśmy:
Ale dość krytyki. W końcu album jest świetny. Podobają mi się szczególnie pomysły na stopniowe rozwijanie wielu utworów. Tak jak chociażby "Presence" – ze zwykłej piosenki przeradza się w podniosły, poetycki pejzaż. Z kolei w "Subsequence" ten radosny jednostajny motyw przeradza się w pewnym momencie w chaos dźwiękowy, by po chwili znowu powrócić do początku. –Michał Zagroba

MRI
All That Glitters
2002, Force Tracks
"Dobra, cojaś, coś powiem z głowy...". Niedosłuchany duet z Hesji w peaku swej dyskografii poza sporadycznymi wyskokami ku modern r&b ("Blue") raczej "penetruje każdą z dziur" między kategoriami techno i house. Ale "jedna jest deluxe" – dość równy materiał przy każdym odsłuchu nieuchronnie grawituje do tracku tytułowego. Lata temu dałem go do mixu Autumn Nights, zdumiony że to kolejny hit a la "mamy Stardust w domu", lecz bez wokalu. A mimo to "wkręca się jak śrut". Eintracht pany – po raz drugi. –Borys Dejnarowicz

Múm
Yesterday Was Dramatic – Today Is OK
2001, Tugboat
Pisaliśmy:
Artyści nie trzymają się kurczowo swojego komputera, oszczędnie i mądrze wprowadzając na Yesterday Was Dramatic... wiele żywych instrumentów, takich jak trąbka, klarnet czy ksylofon. Wypada to wspaniale. Ta płyta emanuje spokojem, głębszym zamyśleniem, refleksją... –Michał Zagroba
przeczytaj blurba z podsumowania roku 2001
przeczytaj blurba z podsumowania pół-dekady 2000-2004

Murcof
Martes
2002, Leaf
Pisaliśmy:
Zaczyna się niemal cmentarnym "Memoria". Klimat następnych utworów jest trudny do opowiedzenia. Przemykają jakieś niebiańskie falsety, co jakiś czas rozbrzmiewają z oddali skrzypce, przebogata ilość dobrze wkomponowanych w całość świdrowań, odgłosy sypanych kryształów. Wszystko scalone w kompozycje, których po prostu nikt wcześniej nie stworzył. –Krzysztof Zakrocki
przeczytaj blurba z podsumowania roku 2002
przeczytaj blurba z podsumowania pół-dekady 2000-2004
przeczytaj blurba z podsumowania dekady 2000-2009

Mylo
Destroy Rock & Roll
2004, Breastfed
Pisaliśmy:
Później w title tracku Mylo złoży hołd Głupawym Punkom, powtarzając ich ideę z "Teachers" i wymieniając swoich herosów, a wśród nich Jacko, Tinę Turner, Cars, Men At Work, ZZ Top, Queen... Dziewczęca progresyjka "In My Arms" zadowoliłaby (sądzę, aczkolwiek laska jest pewnie wymagająca) Annie w formie pokazania podkładu. Kurde jak super jedzie ta płyta, choć zupełnie nic nie wnosi. –Borys Dejnarowicz

Neina
Subconsciousness
2000, Mille Plateaux
Z kronikarskiego obowiązku – ja tylko Państwu przypomnę, że to wyszło i się wydało w Mille Plateaux. I nie otworzyło kolejnych drzwi w katalogu (wtedy) nowej elektroniki, ale raczej ujawniło istnienie takowych, kiedy wszyscy zdążyliśmy zapomnieć, że w ogóle były jakieś drzwi. W miejscu, które miało pozostać ślepą ścianą, dodajmy. W praktyce? Rytm jest tłem a brzmienie przestrzenią. Niewypowiedziane? Świadectwem największej muzycznej obecności. Ezoteryczna praca u podstaw z mikrotekstruą i aurą to dla Was może Oval, ale jesteśmy w Japonii. Dlatego ten album nie gra, a subtelnie wpływa na percepcję, przesuwa częstotliwość i każe wierzyć w proces, a nie efekt. Dlatego Subconsciousness moim zdaniem nigdy się nie zaczyna ani nigdy nie kończy. –Witold Tyczka

Nobukazu Takemura
10th
2003, Thrill Jockey
TS: "Nobukazu, miły, Nobukazu...." vs "Chcę być szogunem, pierdolonym generałem Nobukazu". W przeciwieństwie do na przykład wcześniejszego o 2 lata Sign, gdzie jamował sobie z Tortoise, tu producent z Kyoto pławi się w globalnej, cieplejszej odmianie nieoficjalnego stylu z przełomu mileniów, zwanego przeze mnie pieszczotliwie "dream glitchem". W ćwierć drogi między lo-fi maksymalizmem Corneliusa, digi shoegaze'em Languis, cartoonowym kolorytem MoM i vodocerowym "Apparat Organ Quartet voice" Japończyk zgrabnie omija zbędne mielizny anglosastwa. –Borys Dejnarowicz

Oriol
Night And Day
2010, Planet Mu
Pisaliśmy:
Oriol wśród inspiracji wymienia Hancocka i Wondera, sam szkolił się w jazzie. I da się to usłyszeć. Bo choć fundamenty jego muzyki składają się z rozmaitych odcieni wczesnego techno, to za nadbudową nadążyć trudniej. Dużo to moogów, spore kawałki funku, czy eksperymentalny półjazz. –Filip Kekusz
przeczytaj blurba z podsumowania pół-dekady 2010-2014
przeczytaj blurba z Rekomendacji płytowych 2010

Osborne
Osborne
2008, Spectral Sound
Pisaliśmy:
Osborne Osborne'a (...) zbiera kawałki z wcześniejszych lat oraz tegorocznej EP-ki Ruling. Przenosimy się to w czasy początków house'u z Chicago lat 80-tych, to funku z lat 70-tych, a zaraz potem w krainę nieco ninetiesowej w dobrym sensie zabawy w najlepszym chyba i najbardziej broniącym się jako samodzielny kawałek "Ruling". –Zosia Dąbrowska
przeczytaj blurba z podsumowania roku 2008

Oval
Popp
2016, Uovooo
Pisaliśmy:
Markus niby tworzy radykalnie popowy album, odbierając znaczonemu to co znaczące i z tej miazgi lepiąc golemiczny byt, który mieni się ze wszystkich stron strzępkami wielkich refrenów i skrzących podkładów, choć to w istocie skomplikowany odlew piosenkowych form o zdecydowanie cierpkich rysach. Działające w roju sample rozciągają areał do kosmicznych wielkości, nabijając kolejne terabajty danych, ale kiedy przejrzy się na oczy, łatwo wyśledzić trasy, jakimi te mikroby się poruszają. Ciasno oplatają rdzenie, którym raczej daleko do “Which Song", pytając, czy ta obezwładniająca kolorami ornamentyka markująca swoje własne rusztowanie nie jest właśnie zapowiedzią czekającej nas bitowo-narkotycznej przyszłości. –Krzysztof Pytel
przeczytaj blurba z podsumowania roku 2016

Pan Sonic
Kesto (234:48:4)
2004, Mute
Potwierdzam – trzeba sporo dać od siebie, żeby przejść przez meandry Kesto, bowiem całość trwa prawie 4 godziny, a to, co zafundowali wówczas Mika Vainio oraz Ilpo Väisänen nie jest materiałem dla zwykłego zjadacza elektronicznego chleba. Monumentalne, przeszywające drony, złowrogi noise, ponury industrial, a także łamiący kręgosłup, zdeformowany glitch jest odwołaniem zarówno do Ambient 4: On Land Briana Eno, Lustmorda oraz Merzbowa, jak również nosi znamiona wpływów Coil, Einsturzende Neubauten, Foetusa, Suicide oraz Throbbing Gristle. Kesto to niełatwa i eksplorująca najbardziej mroczne zakamarki elektroniki lektura, w dodatku mająca wpływ na rozwój takich gatunków jak harsh noise oraz power electronics. Prurient, Pharmakon czy Genocite Organ z pewnością byli i są fanami tegoż albumu. –Jacek Marczuk

Plaid
Double Figure
2001, Warp
Pisaliśmy:
Czarodziejskie flety, tajemnicze szepty, bongosy, zawodzące horny i przede wszystkim elektroniczna wirtuozeria przez ponad godzinę wypełniają naszą głowę niezwykle bogatym, kolorowym i przyjaznym światem muzyki. Mój ulubiony moment płyty słychać w 4:17 w "New Family" kiedy po złudnym wygaszeniu melodii żeńskie "now" wybija ten kawałek na jeszcze wyższy level. Bardzo głęboki strzał, którego smak da się poczuć po wysłuchaniu utworu od początku. To znakomita płyta doświadczonych wilków z Warpa. –Krzysztof Zakrocki

Pole
3
2000, Matador
3 to gęsta, lepka i sycąca mikstura przesiąknięta pokaźną dawką glitchu, która wchłania się w skórę jak nawilżający krem. W statycznych i prima facie oszczędnych strukturach utworów, trwających po sześć czy siedem minut, pulsuje nadmiar skrytego w zaciemnionych i przybrudzonych emocjach niepokoju. Pełnokrwisty, smolisty sound kryje w sobie całą gamę błyskotliwych detali, które można dostrzec dopiero podczas sesji na słuchawkach. Dlatego też Stefan Betke jawi się na tym longpleju biegłym anatomem ambient-dubowej aproksymacji: w kondensacji kryje się siła, a w zdrowym umiarze tkwi moc. –Tomasz Skowyra

Prins Thomas
Prins Thomas
2010, Full Pupp
Pisaliśmy:
Ogólnie patronujący patent jest prosty, post-rockowy, bez istotnych zmian taktycznych w stosunku do II. Niespieszny rozbieg w miarę ascetycznego epica, niekiedy zmiana konwencji na długawym finiszu, czasem finał Mateusz Jędras wie, gdzie. Zachodniocentryczne napięcie słuchacza w oczekiwaniu na kulminację nie zawsze zostaje rozminowane. Ładnie widać, jak nu-disco i chillwave są śmiało podmywane przez połączone energie kosmosu, tripujących umysłów i duchów opiekuńczych balearyczności. Sporo przyjemności dostarcza i tylko z rzadka nuży ten Jarre tropików. –Andrzej Ratajczak

RAMZi
Hyphea
2022, Music From Memory
Pisaliśmy:
Moja ulubienica Phoebé Guillemot. Hyphea to czułe eksploracje światów stworzonych przez Boards Of Canada dokonywane za pomocą narzędzi DJ-a Pythona. Po kilku sesjach da się wyłapać lastexitową architekturę bitu w "Smooshi", mouseonmarsowy drive w "Megafaunie" czy przede wszystkim czarujący ambience Ralf Und Florian w openerze. Jakże moje granie. –Tomasz Skowyra
przeczytaj blurba z Ekstraktu #2

Raven
Gnosis
2025, Incienso
Pisaliśmy:
Dźwiękowy poeta malarz z San Francisco wyrastający z konwencji ejtisowego new age i digi-r&b, operujący bezwstydnie w jasnych rejestrach DX7 i pokrewnych, śmiało eksponujący zamiłowanie do sophisti harmoniki i kontrapunktyki, z głową w chmurach i o skłonnościach kontemplacyjnych – a mimo to sporadycznie podszyty outsiderskim pulsem. Sąsiad "podatnego" wajbu takich wrażliwców jak Gigi Masin, Larry Heard, Leon Vynehall czy Brian Leeds. Tu nawet żal tytuły tracków wskazywać, bo muzyka (z dymem) płynie, sprawdź to (w całości). –Borys Dejnarowicz
przeczytaj blurba z Ekstraktu #8

Rechenzentrum
Director's Cut
2003, Mille Plateux
Pisaliśmy:
Zafascynowany geniuszem sąsiadów z Berlina, zostałem uzależniony od ich minimalistycznych clicków, ambientowego tła i subtelnie przewijającej się psychodelii. No dobra, wiadomo, że elektronika to plamki, pejzaże, clicki, sztruk-puk, bum-cyk-bęc. Jednak ci goście wypracowali sobie tym releasem własną niszę w gatunku, wprowadzając świeżość na najwyższym poziomie. Sensing the difference. Tła, szmery, perfekcja i różnorodność instrumentów. Te przejścia z mrocznych (hehe) klimatów w ciepłe, dryfujące transe i ponowne nawroty. Wspaniałe odkrycie Zakrockiego, say hurray. –Błażej Mendala
przeczytaj blurba z podsumowania pół-dekady 2000-2004

Rezo Glonti
Subtropics
2023, Muscut
Między portami Morza Czarnego a wilgotnym, subtropikalnym bezruchem. Delikatne ambientowe struktury i misterny sound design nie są i nie tłumaczą, a bardziej kierują. Zmieniają ciśnienie, mało i dużo paskali, i stan ciągłego zawieszenia. Glonti przędzie muzykę, która pozbawiona jest jakiegokolwiek dramatyzmu. Ale ten marazm wcale nie zdradza obojętności – to manifest skupienia, kontemplacji i dokumentalnej wrażliwości. D-e-t-a-l. Audio-ekskursja po regionie, w którym plamy dźwięku nie są absolutną abstrakcją a cichym zapisem ruchu oraz geograficznej melancholii. –Witold Tyczka