SPECJALNE - Ranking

10 najlepszych płyt 2004

3 stycznia 2005





Przez pierwszą połówkę 2004 obwieszczaliśmy stanowczo i donośnie: uczestniczymy w najgorszym sezonie dla muzyki odkąd kojarzymy, w szarej paradzie klisz z lat ubiegłych z jałowymi próbami recyklingu. Co gorsza, strasznie nas to dołowało, blokując zapał do pisania i kradnąc ochotę na masowe wchłanianie nowych albumów. Ta regresja dotknęła nas szczególnie w wakacje. Szczęśliwie, końcowe miesiące przyniosły kilka zjawisk, ratujących relatywną rangę MMIV, choć powszechna tendencja spadkowa poziomu wydawnictw fonograficznych nabiera tempa i napawa pesymizmem w perspektywie reszty dekady. Mizerny dorobek sprowokował nas do drobnych ustępstw wobec restrykcji typowych warunków kwalifikacji rozpatrywanych albumów, warto więc teraz szczegółowo wyjaśnić parę kontrowersji.

Krążki Department Of Eagles, Williama Basinskiego i Jima Guthrie ukazały się w 2003, ale dwa pierwsze otrzymaliśmy do recenzji w formie promo od artystów, a trzeciemu, pochodzącemu z grudnia, brakowało szans na szersze zaistnienie, stąd inspirowane chęcią uhonorowania wspaniałej muzyki decyzje o dopuszczeniu ich do klasyfikacji. Pięć dziewiątych Inches, owszem składanki ilustrującej osiem wiosen działalności LSF, wypełnia materiał nagrany po premierze ostatniego longplaya grupy, wcześniej wydany tylko w postaci winylowych singli, a zatem da się ją rozpatrywać jako ich kolejny full-length. Zrezygnowaliśmy z poważnego traktowania pirackiego CDRa M.I.A., czekamy na jej prawdziwy debiut. Konieczne też, aby zaznaczyć raz na zawsze: SMiLE *nie jest* naszą płytą roku – to rzecz z odległej epoki, a jej rywalizowanie z tytułami znajdującymi się poniżej zakrawa na kiepski żart. (Identycznie bezsensownie umieszczano Olatunji Concert w podsumowaniach 2001 – hello, somebody get brain.)

Dwukrotnie liczniejsze grono redaktorów niż poprzednio uczestniczyło w plebiscycie. Przy obliczaniu głosów, możemy zdradzić, po raz pierwszy zastosowaliśmy "pułapowy" system punktacji, zapożyczony z Pucharu Świata w skokach narciarskich, a polegający na stopniowaniu promocji najwyższych miejsc. Dzięki temu zabiegowi, w gąszczu kandydatur zbliżonych ocenowo znaczenie zyskały konkretnie przydzielane lokaty. Bariera "listowości" pozostała tradycyjna, od 7.0 w górę, i listy indywidualne każdego z kontrybuujących obejmują ów zakres właśnie. Mniejsza niż zwykle ilość wymienianych płyt wskazuje dobitnie słabość 2004, natomiast z tych szczytowych okolic rankingu wypada być dumnym: zawsze odkryjemy trochę zajebistej muzy. Polecamy.

–Redakcja Porcys, Styczeń 2005


10Solex
The Laughing Stock Of Indie Rock
[Discmeister]

Zwariowana nie mniej, niż szalejąca ostatnimi dniami na parkietach melanż-pubów (a czasem i na resztkach śniegu dogorywającego na stokach Szczyrku) Pszczoła, Elizabeth Esselink powróciła po trzech latach przerwy od wybitnego Low Kick And Hard Bop. W strefie charyzmy znajdująca konkurencję jedynie w Postaciach pokroju Liz Phair czy Nicoli Kuperus, dziewczyna ponownie zapodaje porcję utworów-łamigłówek, składanych w myśl obranej taktyki, fachowo zwanej "dekonstrukcją narracji". Nie wybierająca oczywistych rozwiązań, pełna dziecięcej fantazji artystka kontynuuje mariaż z pełnymi niedopowiedzeń samplami, jak zwykle zachowując odpowiednie proporcje między strzępkami jazzu (którego nikt nie kuma, man), a popem. Trzeba szatańskiej wizji i kuglarskiej biegłości w żonglowaniu stylistykami, aby tworzyć wieloskładnikowe kolaże na miarę figlarnego "Honkey Donkey", zagadkowego "My B-Sides Rock Your World" czy zapierdalającego w gorączce "Take That Gum Out!". Laughing Stock Of Indie Rock to bezdyskusyjnie jedna z najwiekszą-frajdę-dających opcji roku minionego. –Jacek Kinowski

recenzja płyty »


09Modest Mouse
Good News For People Who Love Bad News
[Epic]

Czy ja już mówiłem, że nic niema sensu? Po pierwszych przesłuchaniach Good News miałem wrażenie, że to już koniec starego dobrego Modest Mouse porywającego nas gdzieś na pogranicze wszechświata, życia i śmierci, a początek nowego Isaaca, który mocno stąpa po ziemi i nigdy już nie sięgnie spraw ostatecznych. Nowy album MM napewno jest chwytliwy dla potencjalnego klienta, ale niejest to kwestja komercjalizacji twórczości: nowego Modesta należy raczej traktować jak nowy band. Good News pokazuje niezaprzeczalną bossowatość postaci Brocka, gościa, który kładzie cały świat na kolana sposobem wymawiania słów – na przykład "to the ground" w "Black Cadillacs". Naprawdę nieprzepadam za rasą ludzką: mam wrażenie, że człowiek z założenia jest zły. Świadomość istnienia kogoś takiego jak Isaac Brock daje mi jakąś małą nitkę nadzieji, że może kiedyś ludzie się zmienią. Przypomniało mi jak w wakacje jeździliśmy z Szatowem po mieście na rowerach i gadaliśmy o Modest Mouse, Isaacu, nieskończoności i ludzkiej głupocie – było w miarę ciepło, niebyło wiatru i samochodów – widać było tylko puste ulice oświetlone latarniami i gwiazdy – to nawet miało sens... Niezaprzeczalnym faktem jest to, że jutro czeka mnie kultowy ból głowy przy wstawaniu i kultowa już jazda autobusem, metrem, autobusem na uczelnię – fajnie, że ma to taki sens jak codzienne spuszczanie wody w kiblu... Idę spać, yo – mam nadzieję, że jak się obudzę to będą wakacje... –Daro

recenzja płyty [wersja skrócona] »


08Department Of Eagles
The Whitey On The Moon UK LP
[Isota]

Nie zdążyłeś zdjąć stroju rozmarzonego włóczykija i przybrać wdzianka cool-rapera? Trudno, na scenę już trzeba wychodzić. Dajcie się zdmuchnąć wzmocnionym przeładowaniami bitu krzykom Azteków z "The Horse You Ride", a wasze corda zaiste pójdą sursum. Ah, oui, ci kolesie bowiem nie poszukują, oni od razu odnajdują. Dowodem początek, środek i koniec skrawków i kawałków takich, jak: raz, drugi, trzy, quatre, piąty, szósty, 7., ósmy, neun, ytąiweizd, yede-yede jedenasty, d w u n a s t y, 13. (Za to, że nie wymieniam czternastki, piętnastki i szesnastki wińcie tracklistę: to ona śmie się kończyć.) Autorzy płyty z kolei odważyli się pochodzić z jUKeja, ciężko kpiąc (nawet gdy krążek przybiera postać folkowca lub niezal-rockowca) z utrzymywanego od zarania dziejów, czyli gdzieś tak od końcówki lat 60-tych, stereotypu "brytyjskiego grania". Zresztą, kurde (kurde), to nie jest żadne granie, ani amerykańskie, ani kolędowe, ani death-trash-kill-pain-bitch-fuck!-metalowe. Nawet marsjańskie trendy będą tak wyglądały najwcześniej za półtora wieku, i to przy korzystnych reakcjach chemicznych na Słońcu. I pomyśleć, że przy tym całym odrealnieniu mowa tu o krążku bardzo przyjaznym, przyswajalnym, nawet ciepłym. Nie próbuję ogarnąć, jak powstają takie albumy; raczej czym prędzej (hop) stawiam The Whitey On The Moon UK LP w ścisłej czołówce "ulubieńszych". –Jędrzej Michalak

recenzja płyty »


07Go! Team
Thunder, Lightning, Strike
[Memphis Industries]

Jako najlepsza płyta imprezowa roku (tylko nie w sensie tanecznym, a rozrywkowym – just for fun), Thunder, Lightning, Strike stała się momentalnie jedną z moich ulubionych. Zwłaszcza, że kolektywnie redakcja nie doceniła Madvillainy i Connected tak jak ja, więc to ekwiwalent w pewnym sensie. Bo debiut szóstki z Brighton oprócz jazgotu ("imprezowa płyta roku w kategoriach rockowych") zawiera fragmenty hip-hopowe właśnie ("imprezowa płyta roku w kategorii open"), co czyni jej klimat jednym z bardziej interesujących w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy. W zasadzie cały krążek wypełniony jest niezal-wymiataniem na wiosłach i tłustymi perkusyjnymi bitami, wypełniając gęsto przestrzeń warstwami talerzy i ciężkimi stopami. Taki sound tkwiłby na krążkach Amona czy Avalanches, gdyby ci zajmowali się gitarami. Kiedy do tego dodamy unoszący się gdzieniegdzie klimat wczesnych lat 80-tych, głęboki olskool i wokal używany tu jako kolejny instrument, teksty skandowane przez dwie laski wyglądające na mniej pociętą wersję Decimala z "Verbal" wiadomo kogo, a także momenty przywołujące staroszkolny rap (jakieś wyluzowane De La Soul czy hardkorowy Eazy-E), to naprawdę nie da się wysiedzieć ze wzrokiem wbitym w ziemię ("o w ziemię!"). –Mateusz Jędras

recenzja płyty »


06Les Savy Fav
Inches
[Frenchkiss]

Brednia, że to definitywne osiągnięcie w katalogu kapeli. Inches nie niosło dokładnie ani dzikiego stężenia energii Cobra, ani precyzji materiałowej Rome, ani prekursorskiego futuryzmu Go Forth. (Ok: jest lepsze od 3/5.) A nadal zgodnie z punkową misją katowałem regularnie. Bo ci kolesie = figury pomnikowe. Fani są zaskoczeni gdy widzą wreszcie oblicze Tima ("Carpe Diem"!) na zdjęciu, clipie, czy występie. To on wrzeszczał "Rally up my friends, and stand by my bedside!", serio? W ekskluzywnym poczcie wynalazczych wieślarzy globu, Seth potrafi hipnotyzować serią minimalistycznych repetytywnych riffów (lekcja efektywnej oszczędności w "Hold On To Your Genre"), w skrajnych odmianach wręcz na pojedynczej nucie (check słynna już anty-solówka od 0:44 w "Reprobates Resume"), miażdżyć rzezią delayowej surowicy (multi-warstwowe partie w "The Sweat Descends") tudzież wycinać kanciaste płaty, ostre drzazgi, druty i szpile (choćby galeria zgrzytów "We'll Make A Lover Of You", no comments). Sekcja przypomina inteligentne roboty z sercem: błyskotliwe linie Butlera przecierają dla kompozycji ekscytujące szlaki (funk z "One Way Widow"!), a bity Haynesa kręcą mechaniczną dynamiką. I tę szaloną pasję widać na rejestracjach live: bonus DVD uchwycił legendarną pozę koncertową LSF. Noo, żeby to zobaczyć trzeba posiadać unikatową, podwójną, limitowaną wersję. Aha, moja dziewczyna porysowała (specjalistka zresztą) dysk podstawowy, przez co zamiast oryginalnego tracku 6 mam remix Autechre. To dopiero niezal! –Borys Dejnarowicz

recenzja płyty »


05Fiery Furnaces
Blueberry Boat
[Rough Trade]

Do.zna.łem. Rodzeństwo Matthew i Eleanor Friedberger zaprezentowało nam w tym roku solidny kawałek sztuki przez duże "S". Blueberry Boat to rzecz prawdziwie natchniona, naturalna i szczera, naszpikowana niezliczoną ilością (prze)różnego rodzaju patentów (smaczków, przysmaczków, ozdobników, ochydników i innych ukrytych niespodzianek). Ale także, czy może przede wszystkim wypełniona cała masą prześlicznych melodii. To właśnie dzięki nim ten wybiegający daleko w przyszłość, ponad 70-minutowy album oprócz określenia niezwykle oryginalny zasłużył też na przymiotnik: wzruszająco piękny. Przyznam, że intelektualnie nie do końca rozumiem BB. Moja ocena jest bardziej zbiorem emocji. Stąd wcale nie uważam tej płyty za specjalnie trudną. Słuchając nie zastanawiam się nad jej genialnością, nie analizuję kreatywności, a po prostu odczuwam. Decydujące znaczenie ma tu wyjątkowa równowaga Fiery Furnaces przy budowaniu kawałków. Chodzi o to, że kiedy już już zaczynamy mieć wrażenie lekkiego zmęczenia kilkunastominutowymi (ok, może nie zawsze łatwymi w odbiorze, ale jakże pomysłowymi) eksperymentami, sensacyjnie pojawia się melodia, która nasze wątpliwości rozwiewa. Na przykład wejście Eleanor w "Chief Inspector Blancheflower": "Damp in Dumbarton dip about the 14th of May" – no przecież ufnie zapominam o całym złu. I czekam, aż ta bogini wyśpiewa w "1917" do łez osobisty fragment: "So I asked dad, why can't we ever win, ever win, once ?". Ja nie mogę, jej p.o.s.t.a.ć. (kobieta: aksjomat). W ogóle postać Blueberry Boat. Po prostu postać tej płyty! Jejku, co za bełkot. –Paweł Greczyn

recenzja płyty »


04Junior Boys
Last Exit
[Kin]

Nie jestem w stanie wyobrazić sobie niniejszego zestawienia bez tej pozycji. Wśród nudnych i schematycznych, bliźniaczo do siebie podobnych post-brit-popowych chałtur, dzieło Junior Boys jawi się jako muzyka świeża, nietuzinkowa, a przede wszystkim – niezmiernie bogata w treść. Mimo przynależności do zimnej elektronicznej estetyki, nadającej się często jedynie do matematycznego przyswojenia i kontemplacji nad wielowarstwową strukturą syntezowanych tematów, Last Exit jest płytą niezwykle przebojową i zniewalającą cudownymi, poruszającymi melodiami rodem z dokonań największych mistrzów popu lat sześćdziesiątych. Genialnie wyważony dobór wirtualnych instrumentów, idealnie współgrających z łagodnym, rozmarzonym timbre głosu Jerremy'ego Greenspana, tworzy smakowite brzmienie, które nawet bez silnego wsparcia potężnych hooków i lirycznego geniuszu (obecnych jednak na całej rozciągłości albumu) zmuszałoby przy każdorazowym przesłuchaniu do odlotu w najskrytsze rejony świadomości. Nie wiem jak Wy, ale ja się rozpływam. –Patryk Mrozek

recenzja płyty »


03William Basinski
The Disintegration Loops I-IV
[2062]

Jak dwa lata temu Playthroughs, tak teraz Disintegration Loops wykracza poza wszelkie oznaczenia gatunkowe, w rodzaju ambient czy minimal, z miejsca lądując na półeczce zarezerwowanej dla indywidualnych, jedynych w swoim rodzaju muzycznych deklaracji. Monumentalne dzieło Basinskiego zasłużenie prowokowało ostatnio najwięcej poetyckich komparacji – o spoglądaniu w galaktyczne czeluście, obcowaniu z nieskończonością, powolnym doświadczaniu nieuchronnego albo doznawaniu sneak preview ścieżki dźwiękowej do życia pozagrobowego. Najbardziej pragmatyczne umysły muszą zdobyć się na porównanie odpływających w niebyt loopów przynajmniej do zapadania w stan snu czy medytacji, a to przecież i tak niemało. Oprócz incydentalnie nowatorskiej metody, przytłacza piękno samych motywów i roztaczających się wokół nich pejzaży: rozrywają przede wszystkim "d|p 1.1" / "d|p 1.2" (zabłąkany obrazek z nocnej wersji Arkadii), mistyczna imaginacja "d|p 4" i falowe rozprowadzanie majaków "d|p 6". Sześć tematów snujących się przez blisko pięć godzin składa się na najbardziej niezwykły z niezwykłych instrumentalnych koncept-albumów. –Michał Zagroba

recenzja płyty »


02Of Montreal
Satanic Panic In The Attic
[Polyvinyl]

Raz na jakiś czas wpada nam w ręce płyta, której dowolny utwór niesie ze sobą więcej atrakcji, niż całe ostatnie półrocze w polskiej muzyce rozrywkowej. Satanic Panic In The Attic przypomina soczewkę skupiającą najlepsze możliwe popowe motywy, twórczą erupcję melodyczną skroploną pod ciśnieniem kilku atmosfer, muzycznego wieloryba, który przeszedł przez ucho igielne raptem czterdziestu trzech minut z hakiem. Jakby tego było mało, każdy dźwięk autorstwa Of Montrealowców zazębia się idealnie ze swoim otoczeniem, dając wrażenie niespotykanej łatwości, niezauważalnej lekkości i naturalności w prowadzeniu kompletnie nieprzewidywalnych piosenek, i znamionując w ten sposób mistrzostwo kompozycji. O doskonałej produkcji, wspomagającej magię płyty, nie wspomnę. Skondensowana, intensywna, przyswajalna, zaraźliwa, zaskakująca, bogata, jedyna w swoim rodzaju, właściwie: pełna uroku płyta roku nagrana w twórczym amoku i jeden tylko Dungen odważył się mieć to w kroku. –Tomasz Gwara

recenzja płyty »


01Dungen
Ta Det Lugnt
[Subliminal Sounds]

Cholera, uczyłem się tylu języków obcych w życiu. Szwedzkiego, autentycznie, u schyłku podstawówki. Jag heter Borys, i co? Obecnie słuchając Dungen mogę państwu uczciwie wyznać, że dużo nie wiemy. (Dotrę se wkrótce do mojej byłej nauczycielki, znajomej matki, to puszczę płytkę i poproszę o detaliczne wyjaśnienia odnośnie translacji tekstów.) Wiemy zaś, iż lider projektu, Gustav Ejstes, to chyba jeden z największych skandynawskich poetów. Ta Det Lugnt, hm. Listen, pussycat. Albo boss przycina w chuja i pościągał bezczelnie garstkę delicji progresywnej czarnoty wczesnych lat 70-tych albo sięgnął spontanicznie korony koryfeusza rocka w wieku, w którym normalnie broni się magistra i zgłasza po zasiłek. Damn. Ponieważ kiedy w openerze wjeżdża na prędkości motyw wokalu, materializuje się jaskrawie chwilowy kontakt z odrębną planetą istniejącą gdzieś w fałszywej konstelacji.

Tygodnie od objawienia mi pieszczotliwych harmonii "Festival" i wciąż nie skumałem sedna ich piękna. Psychodeliczna impresja organowa "Lejonet Kulan" (Enigmatic się kłania) zapomniała ostrzec przed piekielnym żarem "Börtglomd". Jazzowe transy bądź closer z odchodzącym bezpowrotnie w siną dal tematem wizualizują epicką apokalipsę. A title song? A title song, moi kochani, to ♫▲∞☼▬▓♥. Nie wiem, zaśpiew refrenu? Eee, tak dźwiękowo prezentuje się orgazm w duecie z tą modelką z billboardów przebraną za Mikołaja? O, a jeszcze postać gitarzysty o nazwisku Fiske. Co się kurwa właśnie wydarzyło, że wirtuoz zstąpił z raju i postanowił wyruchać słuchaczy w dupę skomasowanym atakiem melodycznego jadu? I przepraszam serdecznie za natłok wulgaryzmów, ale w tym momencie znów leci tu Ta Det Lugnt (a propos, dlaczego większość ludzi mimowolnie popełnia błąd, wstukując "n" przed "g"?) i ciarki sięgają jebanego zenitu.

W kwestii zwycięzcy wyścigu po najwyższe podium 2004, staff podzielił się wyjątkowo na dwie równe frakcje. Prywatnie, do godziny zero wstrzymywałem werdykt, urządzając coś na kształt finiszu z fotokomórką na stadionie lekkoatletycznym. Ostatecznie oficjalne numero uno wynika z intymnych doświadczeń i wspomnień dni spędzonych z płytą: przewaga Of Montreal polega na miesiącach obfitujących w setki odtworzeń. Lecz to dwa tegoroczne arcydzieła, zapewniające komfort zawartości przerastającej zdawkową percepcję. Teoretyczna różnica między nimi: Barnes nadrabia brak dystynktywnej artystycznej twarzy zboczonym przeładowaniem treści, a Ejstes pokrywa znikome uszczerbki unfocused wyrazistym charakterem. W praktyce, obaj uprawiają *kondensację*. Takie są nasze kryteria, sorry, i jeśli ten portal po coś istnieje, to po to, aby podobne sprawy wyklarować. –Borys Dejnarowicz

recenzja płyty »


00Brian Wilson
SMiLE
[Nonesuch]

Brian Wilson to jeden z tych geniuszy muzyki pop zawsze zainteresowanych stawianiem sobie nowych wyzwań oraz stałym rozwojem i komplikowaniem pojęcia "piosenki". Po raz pierwszy zamierzenia przerosły jego możliwości, kiedy postanowił follow-upować Pet Sounds swoim Finnegans Wake. Finalizacji doczekaliśmy się nareszcie po trzydziestu ośmiu latach od momentu, gdy pomysł zrodził się w głowie lidera Beach Boys, i głównie z tego powodu stosunkowo mizerny mijający rok nabrał jakiegokolwiek historycznego znaczenia, a SMiLE dołączyło do wąskiego grona płyt rozpatrywanych w kategoriach "pozaczasowych". Dla niewprawnego ucha tajemnica leżeć może w nieskazitelnej, krystalicznej produkcji albo anielskich, przygniatająco piętrowych aranżacjach; inni przypuszczalnie usłyszą najcudowniejsze, niebiańsko słodkie popowe harmonie od czasów Sierżanta pewnie. Aspekt konstrukcji SMiLE łatwo po kilkudziesięciu latach doświadczeń z intensywnymi eksperymentami w sferze formalnej pominąć, ale pamiętać należy, że pod koniec lat 60-tych wściekle ambitna koncepcja Briana na budowę albumu potencjalnie otwierała nowe furtki interpretacyjne w odbiorze i tworzyła podłoże dla aleatorycznych zapędów twórców z szeroko pojętego komercyjnego nurtu. Być może między innymi opowieściami o niezrealizowanych celach legendarnego dzieła inspirował się taki Coyne wymyślając Zaireekę, na koniec której oddaje przecież cześć Beach Boys. Teraz, po latach artystycznego niebytu, o Wilsonie znowu mówi świat, składając wizjonerowi należyty hołd. –Michał Zagroba

recenzja płyty »


Listy indywidualne:


Borys Dejnarowicz:

24 Pinback: Summer In Abaddon [Touch & Go]
23 Skalpel: Skalpel [Ninja Tune]
22 Plastic Constellations: Mazatlan [2024]
21 Fennesz: Venice [Touch]
20 Madvillain: Madvillainy [Stones Throw]
19 Futureheads: Futureheads [679]
18 Go! Team: Thunder, Lightning, Strike [Memphis Industries]
17 Sufjan Stevens: Seven Swans [Sounds Familyre]
16 Fiery Furnaces: Blueberry Boat [Rough Trade]
15 Jóhann Jóhannsson: Virthulegu Forsetar [Touch]
14 Foreign Exchange: Connected [Barely Breaking Even]
13 Jim Guthrie: Now, More Than Ever [Three Gut]
12 Annie: Anniemal [679]
11 Vetiver: Vetiver [DiCristina]
10 Modest Mouse: Good News For People Who Love Bad News [Epic]
09 Destroyer: Your Blues [Merge]
08 Animal Collective: Sung Tongs [Fat Cat]
07 Les Savy Fav: Inches [Frenchkiss]
06 Solex: The Laughing Stock Of Indie Rock [Discmeister]
05 Department Of Eagles: The Whitey On The Moon UK LP [Isota]
04 Junior Boys: Last Exit [Kin]
03 William Basinski: The Disintegration Loops I-IV [2062]
02 Dungen: Ta Det Lugnt [Subliminal Sounds]
01 Of Montreal: Satanic Panic In The Attic [Polyvinyl]


Paweł Greczyn:

28 Futureheads: Futureheads [679]
27 Pinback: Summer In Abaddon [Touch & Go]
26 Les Savy Fav: Inches [Frenchkiss]
25 A.C. Newman: The Slow Wonder [Matador]
24 Kanye West: The College Dropout [Roc-A-Fella]
23 Magnetic Fields: i [Nonesuch]
22 On!Air!Library!: On!Air!Library! [Arena Rock]
21 Fennesz: Venice [Touch]
20 Björk: Medulla [Elektra]
19 Xiu Xiu: Fabulous Muscles [5RC]
18 Solex: The Laughing Stock Of Indie Rock [Discmeister]
17 Plastic Constellations: Mazatlan [2024]
16 Architecture In Helsinki: Fingers Crossed [Bar / None]
15 Sufjan Stevens: Seven Swans [Sounds Familyre]
14 Max Richter: The Blue Notebooks [Fat Cat]
13 Annie: Anniemal [679]
12 Shugo Tokumaru: Night Piece [Music Related]
11 Jim Guthrie: Now, More Than Ever [Three Gut]
10 Junior Boys: Last Exit [Kin]
09 Arcade Fire: Funeral [Merge]
08 Modest Mouse: Good News For People Who Love Bad News [Epic]
07 Destroyer: Your Blues [Merge]
06 Go! Team: Thunder, Lightning, Strike [Memphis Industries]
05 Department Of Eagles: The Whitey On The Moon UK LP [Isota]
04 William Basinski: The Disintegration Loops I-IV [2062]
03 Of Montreal: Satanic Panic In The Attic [Polyvinyl]
02 Fiery Furnaces: Blueberry Boat [Rough Trade]
01 Dungen: Ta Det Lugnt [Subliminal Sounds]


Tomasz Gwara:

29 Magnetic Fields: i [Nonesuch]
28 Vetiver: Vetiver [DiCristina]
27 Xiu Xiu: Fabulous Muscles [5RC]
26 Kanye West: The College Dropout [Roc-A-Fella]
25 Architecture In Helsinki: Fingers Crossed [Bar / None]
24 Philip Jeck: 7 [Touch]
23 Max Richter: The Blue Notebooks [Fat Cat]
22 Björk: Medulla [Elektra]
21 Animal Collective: Sung Tongs [Fat Cat]
20 Jim Guthrie: Now, More Than Ever [Three Gut]
19 Plastic Constellations: Mazatlan [2024]
18 Annie: Anniemal [679]
17 Department Of Eagles: The Whitey On The Moon UK LP [Isota]
16 Fennesz: Venice [Touch]
15 Futureheads: Futureheads [679]
14 Sufjan Stevens: Seven Swans [Sounds Familyre]
13 Destroyer: Your Blues [Merge]
12 Modest Mouse: Good News For People Who Love Bad News [Epic]
11 Foreign Exchange: Connected [Barely Breaking Even]
10 Go! Team: Thunder, Lightning, Strike [Memphis Industries]
09 Arcade Fire: Funeral [Merge]
08 Solex: The Laughing Stock Of Indie Rock [Discmeister]
07 Madvillain: Madvillainy [Stones Throw]
06 Les Savy Fav: Inches [Frenchkiss]
05 Fiery Furnaces: Blueberry Boat [Rough Trade]
04 Junior Boys: Last Exit [Kin]
03 William Basinski: The Disintegration Loops I-IV [2062]
02 Dungen: Ta Det Lugnt [Subliminal Sounds]
01 Of Montreal: Satanic Panic In The Attic [Polyvinyl]


Mateusz Jędras:

31 De La Soul: The Grind Date [Sanctuary Union]
30 Department Of Eagles: The Whitey On The Moon UK LP [Isota]
29 Architecture In Helsinki: Fingers Crossed [Bar / None]
28 Amon Tobin: Recorded Live [Ninja Tune]
27 Fennesz: Venice [Touch]
26 Philip Jeck: 7 [Touch]
25 A.C. Newman: The Slow Wonder [Matador]
24 Animal Collective: Sung Tongs [Fat Cat]
23 Plastic Constellations: Mazatlan [2024]
22 Kanye West: The College Dropout [Roc-A-Fella]
21 Vetiver: Vetiver [DiCristina]
20 Morrissey: You Are The Quarry [Attack]
19 Skalpel: Skalpel [Ninja Tune]
18 Max Richter: The Blue Notebooks [Fat Cat]
17 Annie: Anniemal [679]
16 Futureheads: Futureheads [679]
15 Björk: Medulla [Elektra]
14 Solex: The Laughing Stock Of Indie Rock [Discmeister]
13 Arcade Fire: Funeral [Merge]
12 Modest Mouse: Good News For People Who Love Bad News [Epic]
11 Sufjan Stevens: Seven Swans [Sounds Familyre]
10 Destroyer: Your Blues [Merge]
09 Go! Team: Thunder, Lightning, Strike [Memphis Industries]
08 William Basinski: The Disintegration Loops I-IV [2062]
07 Foreign Exchange: Connected [Barely Breaking Even]
06 Les Savy Fav: Inches [Frenchkiss]
05 Of Montreal: Satanic Panic In The Attic [Polyvinyl]
04 Madvillain: Madvillainy [Stones Throw]
03 Junior Boys: Last Exit [Kin]
02 Fiery Furnaces: Blueberry Boat [Rough Trade]
01 Dungen: Ta Det Lugnt [Subliminal Sounds]


Jacek Kinowski:

22 Air: Talkie Walkie [Source]
21 Skalpel: Skalpel [Ninja Tune]
20 Futureheads: Futureheads [679]
19 Jim Guthrie: Now, More Than Ever [Three Gut]
18 Fiery Furnaces: Blueberry Boat [Rough Trade]
17 Kanye West: The College Dropout [Roc-A-Fella]
16 Destroyer: Your Blues [Merge]
15 Les Savy Fav: Inches [Frenchkiss]
14 Erlend Řye: DJ Kicks [!K7]
13 Madvillain: Madvillainy [Stones Throw]
12 Arcade Fire: Funeral [Merge]
11 Foreign Exchange: Connected [Barely Breaking Even]
10 Modest Mouse: Good News For People Who Love Bad News [Epic]
09 Annie: Anniemal [679]
08 Max Richter: The Blue Notebooks [Fat Cat]
07 Solex: The Laughing Stock Of Indie Rock [Discmeister]
06 Go! Team: Thunder, Lightning, Strike [Memphis Industries]
05 Department Of Eagles: The Whitey On The Moon UK LP [Isota]
04 William Basinski: The Disintegration Loops I-IV [2062]
03 Junior Boys: Last Exit [Kin]
02 Of Montreal: Satanic Panic In The Attic [Polyvinyl]
01 Dungen: Ta Det Lugnt [Subliminal Sounds]


Jędrzej Michalak:

27 A.C. Newman: The Slow Wonder [Matador]
26 Skalpel: Skalpel [Ninja Tune]
25 Fennesz: Venice [Touch]
24 Architecture In Helsinki: Fingers Crossed [Bar / None]
23 Plastic Consetllations: Mazatlan [2024]
22 Philip Jeck: 7 [Touch]
21 Futureheads: Futureheads [679]
20 Annie: Anniemal [679]
19 Madvillain: Madvillainy [Stones Throw]
18 Kanye West: The College Dropout [Roc-A-Fella]
17 Destroyer: Your Blues [Merge]
16 Foreign Exchange: Connected [Barely Breaking Even]
15 Solex: The Laughing Stock Of Indie Rock [Discmeister]
14 Arcade Fire: Funeral [Merge]
13 Max Richter: The Blue Notebooks [Fat Cat]
12 Morrissey: You Are The Quarry [Attack]
11 Sufjan Stevens: Seven Swans [Sounds Familyre]
10 Jim Guthrie: Now, More Than Ever [Three Gut]
09 Department Of Eagles: The Whitey On The Moon UK LP [Isota]
08 Go! Team: Thunder, Lightning, Strike [Memphis Industries]
07 Modest Mouse: Good News For People Who Love Bad News [Epic]
06 Fiery Furnaces: Blueberry Boat [Rough Trade]
05 Junior Boys: Last Exit [Kin]
04 William Basinski: The Disintegration Loops I-IV [2062]
03 Les Savy Fav: Inches [Frenchkiss]
02 Dungen: Ta De Lugnt [Subliminal Sounds]
01 Of Montreal: Satanic Panic In The Attic [Polyvinyl]


Patryk Mrozek:

26 Skalpel: Skalpel [Ninja Tune]
25 Architecture In Helsinki: Fingers Crossed [Bar / None]
24 A.C. Newman: The Slow Wonder [Matador]
23 Xiu Xiu: Fabulous Muscles [5RC]
22 Fennesz: Venice [Touch]
21 Vetiver: Vetiver [DiCristina]
20 Animal Collective: Sung Tongs [Fat Cat]
19 Futureheads: Futureheads [679]
18 Jim Guthrie: Now, More Than Ever [Three Gut]
17 Department Of Eagles: The Whitey On The Moon UK LP [Isota]
16 Annie: Anniemal [679]
15 Solex: The Laughing Stock Of Indie Rock [Discmeister]
14 Modest Mouse: Good News For People Who Love Bad News [Epic]
13 Sufjan Stevens: Seven Swans [Sounds Familyre]
12 Plastic Constellations: Mazatlan [2024]
11 Go! Team: Thunder, Lightning, Strike [Memphis Industries]
10 Destroyer: Your Blues [Merge]
09 Les Savy Fav: Inches [Frenchkiss]
08 Madvillain: Madvillainy [Stones Throw]
07 Foreign Exchange: Connected [Barely Breaking Even]
06 William Basinski: The Disintegration Loops I-IV [2062]
05 Fiery Furnaces: Blueberry Boat [Rough Trade]
04 Arcade Fire: Funeral [Merge]
03 Junior Boys: Last Exit [Kin]
02 Dungen: Ta De Lugnt [Subliminal Sounds]
01 Of Montreal: Satanic Panic In The Attic [Polyvinyl]


Michał Zagroba:

22 Max Richter: The Blue Notebooks [Fat Cat]
21 Arcade Fire: Funeral [Merge]
20 Björk: Medulla [Elektra]
19 Foreign Exchange: Connected [Barely Breaking Even]
18 Destroyer: Your Blues [Merge]
17 Jóhann Jóhannsson: Virthulegu Forsetar [Touch]
16 Skalpel: Skalpel [Ninja Tune]
15 Les Savy Fav: Inches [Frenchkiss]
14 Fennesz: Venice [Touch]
13 Futureheads: Futureheads [679]
12 Solex: The Laughing Stock Of Indie Rock [Discmeister]
11 Annie: Anniemal [679]
10 Department Of Eagles: The Whitey On The Moon UK LP [Isota]
09 Jim Guthrie: Now, More Than Ever [Three Gut]
08 Go! Team: Thunder, Lightning, Strike [Memphis Industries]
07 Modest Mouse: Good News For People Who Love Bad News [Epic]
06 Fiery Furnaces: Blueberry Boat [Rough Trade]
05 Madvillain: Madvillainy [Stones Throw]
04 Junior Boys: Last Exit [Kin]
03 Of Montreal: Satanic Panic In The Attic [Polyvinyl]
02 William Basinski: The Disintegration Loops I-IV [2062]
01 Dungen: Ta Det Lugnt [Subliminal Sounds]

Redakcja Porcys    
BIEŻĄCE
Ala|ZastaryJutro?
Zbigniew Stonoga"Uśmiechnij Się"