INNE - PORCAST

Jarzębina
"Koko Euro Spoko"

Muszę przyznać sobie rację – dobrze robiłem ignorując ten piosenkopodobny twór przez prawie dwa tygodnie. Tych pięknych dni beztroskiej radości i cudownej nieświadomości nikt mi nie zabierze, więc ból spowodowany faktycznym kontaktem z "Koko Euro Spoko" koniec końców jest chyba nieco mniejszy niż miało to miejsce w większości znanych mi przypadków. Gdy Polacy wybierali ten koszmar na "oficjalny przebój drużyny narodowej", ja pomstowałem Smudę za pominięcie Żewłakowa i Boruca (chociaż nie powiem, za znalezienie miejsca dla Wolskiego selekcjonerowi należy się uznanie).

Coś tam jednak mignęło mi w telewizorze – dramatycznie wyglądający Robert Gawliński przekonywał, że "dziś orzeł zawalczy jak lew", a wyjęty z szafy trup Libera informował, że "obojętnie co się stanie, najważniejsze zaangażowanie" i takie tam. W ogóle najzabawniejszy cytat ostatnich tygodni znalazłem właśnie pod filmikiem z nową piosenką autorów "Baśki", zbadajcie: "Gawliński i Wilki są czołówką polskiego rocka od 20 lat. Tylko oni mogli nas godnie reprezentować na scenie EURO 2012, ponieważ są rozpoznawalni na świecie". I jak, ktoś jeszcze dziwi się, że z tym krajem jest tak źle? 

Jakby nie patrzeć na tym tle utwór Jarzębiny mocno się wyróżnia – wygląda na dopracowany z każdej strony produkt, nad którym pieczę mógłby sprawować tercet czołowych polskich cyników ostatnich lat pokroju Piotra Tymochowicza, Sylwestra Latkowskiego i Roberta M. Ten ostatni potrafił przecież złożyć piosenkę w dziesięć minut, jednak w przypadku "Koko Euro Spoko" miałby nawet prościej - w końcu co to za sztuka "kreatywnie przetworzyć" starą ludową melodię, znaną choćby z aranżacji Wojciecha Kilara? Robota na góra pięć minut. Tekst prosty, rymowany, do napisania w pół godziny (uwzględniając wszystkie ewentualne korekty), więc najważniejszą sprawą mimowolnie staje się odpowiednia charakteryzacja. Mamy zatem kolejny zwrot w stronę "kultury ludowej", mający tyle wspólnego z kulturą ludową co pamiętne wybryki braci Golec. Różnica polega na tym, że bracia to cyniczni, wyrachowani koniunkturaliści, jedynie na pierwszy rzut oka sprawiający wrażenie nieporadnych (casus Wałęsy, tak dobrze opisany ostatnio u Krasowskiego), a tu mamy naturalne gąski bezwzględnie wciągnięte w trybiki krajowego "szołbiznesu". "Koko Koko Euro Spoko" to polska mainstreamowa muzyka ostatnich lat w pigłuce. To wyprawa ze szwagrem po Golfa w gazie do Moguncji. To grill robiony na balkonie w bloku. To "dziękuję" mówione w windzie. To ręcznik ukradkiem zabierany z hotelu. To Grzegorz Lato i Zdzisław Kręcina. To Polska, po prostu. "Dziewczyny, dawajcie!".

Kacper Bartosiak    
17 maja 2012
BIEŻĄCE
Porcys 20.0: 20 porcyscore'owych płyt na 20-lecie serwisu
Wywiad z Young Leosią