PLAYLIST

Wilki
"Słońce Pokonał Cień"

0.0

Właściwie playlist o Wilkach powinien chyba wpisać się w porcysowy nurt tekstów ekskrementalnych, czyli takich, gdzie potraktowany w haniebny sposób artysta lub efekty jego wysiłków postawione zostają w jednym rzędzie z odchodami lub do kału porównane (jak Marcin Rozynek, a wcześniej grupa ONA). Zespół ten od momentu głośnego powrotu z krążkiem zatytułowanym 4 nieustannie na przemian śmieszy i żenuje, w robieniu wiochy prześcigając Łzy, Blue Cafe i Krawczyka. I kiedy jeszcze w głowach nie wybrzmiały do końca single z "czwórki" (zwłaszcza pierwszy), pod koniec 2004 roku Robert Gawliński zdecydował się zaatakować radiowy eter kolejnymi hitami, pochodzącymi tym razem z płyty Watra.

Z rozbawieniem odnotowałem fakt, że jest to chyba jakaś taka próba nawiązania do atmosfery grunge'ującego balladowego indiańskiego rocka, znaku rozpoznawczego wczesnych Wilków. To jest komiczne, serio. Nie, żebym był jakimś fanatykiem debiutu, ale tamten album, choć naiwny i momentami wiejski, zawierał pierwiastek wiarygodności i parę całkiem miłych kawałków oferował. (Czego się nie da powiedzieć o brzmiących jak zbiór odrzutów ze strony B pierwszego Heya Przedmieściach, typowym polskim rockowym koszmarku.) "Słońce Pokonał Cień" to taka uwspółcześniona wersja self-titled, kierowana do najmłodszego słuchacza i żeńskiej publiki o wrażliwości wypadkowej między tkliwymi dresiarami a kujonkami z gimnazjum, marzącymi o "szaleństwie dusz", "szaleniu z łobuziakami" i o tym, że również one będą mogły zaśpiewać kiedyś "był czas". Gawliński wypadałby równie prawdziwie kupując kolorowy pióropusz w papierniczym, zmieniając imię na Rączy Bizon i zakładając słowiańskie plemię. Bo jak donoszą źródła z Dakoty Wilki straciły całe credibility wśród Cheyenne'ów wraz z "Baśką". A biednemu Robertowi wciąż wydaje się, że tworzy mistykę i wskrzesza Wielkiego Manitou.

Michał Zagroba    
28 października 2005
BIEŻĄCE
Porcys 20.0: 20 porcyscore'owych płyt na 20-lecie serwisu
Wywiad z Young Leosią