PLAYLIST

Wez
"The Mood Changes"

7.5

Dzięki metodzie prób i błędów nauczyłem się, by stawać okoniem na wieść o ekspansji kolejnych jednostrzałowych idealistów tak modnego ostatnio bedroom popu, ale słuchając "The Mood Changes", wymiękłem, przegrałem, poległem z kretesem. Nie mam bladego pojęcia, kim jest bohater tekstu, jak ma na imię, skąd się urwał, ile ma lat i dlaczego obrał akurat taką ścieżkę, wiem natomiast jedno – jego debiutancki numer jest ciężkim skurwysyństwem i z nonszalancją godną największych bawidamków zakpił sobie z mojej wrażliwości, pochłaniając z niej niemal wszystko, co najcenniejsze. Tak, dobrze czytacie: temat kręci się wokół najprawdopodobniej PIERWSZEGO oficjalnie upublicznionego utworu chłopaka, w co zresztą ciężko jest mi uwierzyć, gdy na tapetę wrzucimy lekkość songwritingu i zajebistą symetryczność tego podkładu: doskonale rozłożone sekwencje pianina, nastrojowo zloopowane "odliczanie" w tle, wprowadzane w punkt, pocięte kobiece wokalizy, doznaniowe klawisze na wysokości refrenu czy przeszczerą zmysłowość zwrotek. Sensualność doświadczenia fizycznego przybrała tutaj bowiem dokładnie taki wymiar, jaki dostarcza mi największej ilości bodźców: jest intymnie, subtelnie, ale jednocześnie na tyle intensywnie seksualnie, że opary chemii między mężczyzną a kobietą unoszą się już od pierwszej sekundy (maybe I could stay the night?) i wzmacniają do ostatniego taktu. Jeżeli gdzieś, kiedykolwiek, w równoległym świecie istniałaby możliwość przemiany jakiejś piosenki w pokrytą białą pościelą, pachnącą Givenchy kobietę o fizjonomii brunetki z Krowarzyw, to nie mam żadnych wątpliwości, że palmę pierwszeństwa dzierżyłoby The Mood Changes" właśnie.

Rafał Marek    
30 marca 2015
BIEŻĄCE
Porcys 20.0: 20 porcyscore'owych płyt na 20-lecie serwisu
Wywiad z Young Leosią