PLAYLIST

Usher
"Yeah"

0.0

Ostatnio wiele się mówi o potrzebie gruntownej reformy ONZ. I rzeczywiście, skoro dochodzi do skandali pokroju dopuszczenia do publicznego użytku "Yeah", w procedurach mających zapewnić światu bezpieczeństwo musi być coś wadliwego. Ten utwór jest przecież niehumanitarny. Najgorszy podkład roku (dekady?) woła o pomstę do nieba, a zwijający się jak w chorej agonii Usher przelewa czarę. Efekt uśmierca lub w najlepszym wypadku poważnie uszkadza komórki ludzkiego ciała, ze szczególnym uwzględnieniem mózgu. Dekonstruuje dobry nastrój i wprowadza wewnętrzny marazm, zniechęcenie. Wypisujesz sobie na czole "nie ma niczego" a w status głupiego gadu gadu "jestem w nastroju nieprzysiadalnym". Po czym otrzymujesz reprymendę za profanację Świetlickiego, po czym z kolei kończysz ten dzień, obrażając po drodze napotkane "idiotki" czy też "debili".

Naprawdę pomijam fakt, że gówniane gówno przy tym kawałku nęci zmysły i czaruje. Zazwyczaj nie mam problemów z nierejestrowaniem zer, przecież ich nie ma. Ale "Yeah" jest poniżej skali! I pomyśleć, ze ludzie tego rzeczywiście słuchają, co więcej, podoba im się, wydawali bejmy na smsy, by wesprzeć to coś na listach przebojów. Niejeden chłopak niejednej dziewczynie (i na odwrót) zadedykował tę właśnie piosenkę, wspierając ów akt deklaracją typu "zajebałem się w tobie po chuj" (to wyznanie jest autentykiem). Nagrywajcie swoje wizyty u dentysty, bo zgrzyty borowania za parę miesięcy mogą stać się idealnymi do wsamplowania w hit sezonu. I pomyśleć, kto kiedyś okupował pierwsze miejsca list przebojów. Czasem wydaje się, że muzyka się kończy. "Yeah"? No! No! Nnnnnnnnnno!

Jędrzej Michalak    
30 września 2004
BIEŻĄCE
Porcys 20.0: 20 porcyscore'owych płyt na 20-lecie serwisu
Wywiad z Young Leosią