PLAYLIST

Tyler, The Creator
"Yonkers"

7.5

Karty na stół: Tyler The Creator to postać, która może sporo namieszać w hip-hopowym światku i nie jestem pewien czy bardziej się tego boję, czy bardziej nie mogę się doczekać. Chłopak wie jak przyciągnąć uwagę i nie mówię o klipie, ale o otwierającym zdaniu "Yonkers": "I'm a fucking walking paradox! / No I'm not!" – mnie wystarczy, żeby mocno się zainteresować.

A teraz od początku. Tyler jest starszym bratem Earla Sweatshirta, o którym Krzysiek pisał w rekomendacji. Przypomnijmy, bardzo małoletni chłopak skroił miniaturkę, w której trzecim wersie już traktuje katolików analnie piłą. Do tego amatorski klip o rzyganiu, krwawiących sutkach, wyrywaniu zębów i paznokci etc. Tyler zrobił bity do tego i pozostałych kawałków z nielegala Earla. Obaj są członkami kolektywu Odd Future Wolf Gang Kill Them All, który w takich chorych klimatach celuje. Creator to jednocześnie szef gangu i postać, jak na razie, najbardziej wyrazista – właśnie rozpoczyna promocję drugiego albumu (pierwszego dla prawdziwej wytwórni) – Goblin.

Dobrze, miejmy z głowy klip: kręcony niby jednym ujęciem, zrealizowany naprawdę profesjonalnie, stanowi rozwinięcie patentów z poprzednich produkcji. Tyler robi miny. Tyler je robaka. Tyler wymiotuje. Tyler się rozbiera. Tyler ma oczy Wesa Borlanda. Tylerowi cieknie krew. Tyler się wiesza. Jest to obrazek w jakiś sposób inny i bezpośredni, ale tej bezpośredniości starcza na jeden seans. Potem dostrzegamy, że Tyler nie jest dobrym aktorem, inne motywy ciągną w stronę śmieszności, a finałowe samobójstwo trąci współczesnym Kanye Westem. Tyler stara się jak może, ale nikogo nie oszuka – wiemy już, że to niespełna dwudziestoletni szczypior.

Dopiero w tekście "Yonkers" Tyler przemienia owo szczypiorstwo w atut. Chłopak znalazł się w dziurze pomiędzy dzieciństwem i dorosłością i nie wie co zrobić dalej. Na zmianę deklaruje, że lubi tańczyć w majtkach do soulu i że ma zajebistą terapeutkę. Przez chwilę jest zadowolony, w sekundę później deklaruje, że zabije Bruno Marsa. Oczywiście to wyłącznie kreacja, ale cholernie umiejętna i poparta szerokim horyzontem (to właśnie odróżnia go od jego młodszego brata – Earl rozwija pomysły ze slasherów – Tyler opisuje też stan umysłu pojeba).

I dystans. Jeden z podstawowych, jak dla mnie, wyznaczników jakości rapera. Wróćmy teraz do "French" z jego poprzedniej płyty i porównajmy do większości pomysłów jego rówieśników. Raperzy wyrywają laski, jeżdżą na deskach, jedzą klasyczny junk-food, są brutalni niczym nowy Waszka. Tyler w połowie klipu musi oddać bluzę jakiemuś typowi z bronią, jego kolegę bije dziewczyna, kolejny trafia deskorolką w drzewo. Tyler i jego koledzy, posuwając figurkę Ronalda McDonalda, rozprawiają się z setką tanich raperów ostatnich piętnastu lat i zajmuje im to sto sekund.

Podkład (mówimy znowu o "Yonkers"). Wiadomo, przyciężki, ryjący banię, kolący w ucho, basowy, klaustrofobiczny. Taki jak trzeba, żeby dopełnić obrazu niestabilnego dzieciaka. Kiedy zaczynałem pisać ten tekst bałem się trochę Tylera i naśladowców. Ale już przemyślałem. Wolę quasi-niezrównoważonego geniusza na osiedlu o timbre Krzyśka Michalaka, niż najebanych sterydziarzy bez flow. Proste.

Filip Kekusz    
16 lutego 2011
BIEŻĄCE
Ala|ZastaryJutro?
Zbigniew Stonoga"Uśmiechnij Się"