PLAYLIST
Tricot

Tricot
"E"

7.0

Kawa na ławę: brak jakiejkolwiek pełnoprawnej wzmianki o Tricot uważam za jeden z największych skandali w najnowszej historii serwisu plotkarskiego Porcys, tuż obok absencji "Unhappy Birthday" na liście najlepszych piosenek The Smiths albo Vertical XL Kingdoma w ścisłym topie płytowym 2013. Z drugiej strony, rozpiera mnie duma początkującego harcerza, że przy okazji nowego singla tych trzech sympatycznych Japonek mam okazję wypić za błędy na dole i otworzyć dla nich wrota naszego archiwum.

Zwyczajowe zrzucanie fajności tych panien na karb sprawnego posypywania math-rockowych plecionek j-popowym lukrem jest oczywiście uzasadnione, ale jawi się jako wygodny recenzencki wytrych, średnio oddający fenomen zespołu. Osobiście upatruję w Tricot syntezy spontaniczności waszyngtońskiego post-hardcore’u ze starannie wymierzoną przebojowością Cardigans, korzystającą z math-rockowych patentów, takich jak zgeometryzowanie motywów czy segmentowa, rytmicznie zróżnicowana budowa utworów. Trzeba jednak zaznaczyć, że ten matematyczny pierwiastek – choć wyraźny – niewiele ma wspólnego z onanistycznym gmatwaniem dla samego gmatwania, jakie jest kardynalnym grzechem wielu przedstawicieli gatunku. Zresztą same dziewczyny szczerze się dziwią, gdy ich muzykę opisuje się jako skomplikowaną. Ten luz w operowaniu nietypowymi z perspektywy statystycznego zjadacza popu rozwiązaniami jest wyczuwalny na całej szerokości debiutanckiego albumu T H E z 2013 roku. Albumu, który mimo kilku dłużyzn polecam sprawdzić w całości, nie ograniczając się jedynie do genialnego "Ochansensu-Su", bo czają się tam takie sztosiki jak choćby "Artsick" lub "C&C".

"E" to propozycja dziksza, agresywniejsza od wcześniejszych dokonań zespołu. W ciągu kilku lat dziewczyny współpracowały z pięcioma różnymi perkusistami i wpływ tych cyrkulacji na ich umiejętności jest niebagatelny, z łatwością odnajdują się więc w rozbestwionych, co chwilę zmieniających koncepcję kaskadach bębnów, tocząc na ich tle arcyprecyzyjne gitarowo-basowe batalie z prędkością kultowego miniguna z Serious Sama. Propsy należą się również wokalistce, bo "E" brzmi jak coś, do czego w ogóle ciężko zaśpiewać, tymczasem ona ciosa w tych zawijasach bardzo przyzwoite hooki. Cały ten festiwal szarż i breaków jest już sam w sobie wart uwagi, ale prawdziwie błogi moment objawienia przypada na fragment usytuowany około 1:45, w którym eksploatowany już wcześniej riff wpada w polirytmiczną sieć kilku niezależnych linii wokalnych, stając się dla niej zaledwie tłem. Miazga.

Na koniec jeszcze mały bonusik dla die-hardów: na Spotifaju znajdziecie również dwa inne nowe utwory Tricot – nieco bardziej ułożony "Pieeen" i całkiem wylajtowany, zerkający w stronę Sea And Cake "Diver". Co prawda nie są tak dobre jak właściwy singiel, ale i tak dają radę, co jeszcze bardziej zaostrza apetyt przed nadchodzącym drugim longplayem.

Wojciech Chełmecki    
5 marca 2015
BIEŻĄCE
Ala|ZastaryJutro?
Zbigniew Stonoga"Uśmiechnij Się"