PLAYLIST

Tigercity
"Red Lips"

7.5

Moja osobista relacja z Tigercity opiera się na nieświadomości i oczekiwaniu. Oni nie są świadomi, że istnieję, a ja oczekuję od nich równie dobrych lub trochę lepszych utworów, co na Pretend Not To Love i na dodatek mających wspólny z tamtymi mianownik. Moja osobista relacja z dziesiątkami innych kapel opiera się na podobnym schemacie, z tym, że tamte najczęściej nie dotrzymują warunków umowy. Co cieszy mnie bardzo Tigercity znakomicie rozumieją obustronnie zaakceptowany układ i zdają sobie sprawę, że nie wywiązując się z jego warunków stracą ponad kilkanaście odsłuchań na MySpace. Może i brzmi to durnie (bo i jest durne), ale w przeliczeniu na procenty byłoby to dostrzegalne, zważywszy, że niezmiernie mało użytkowników sieci zechciało ogarnąć "Red Lips".

Tigercity przechadzają się po swoim własnym poletku, zarówno aranżacyjnym, jak i tekstowym. Wysokie tony nadają syntezatory, rozmaite dzwonki wykopali z nagrań sprzed dwóch dekad i wszystkie elementy poumieszczali z wysoką precyzją na mało odkrywczej lecz bardzo radosnej, funkującej linii basu. Nagromadzenie elementów ma miejsce oczywiście po drugim refrenie i pewna intensywność, z jaką zespół odnosi się do słuchaczy stanowi pewne novum. Podobnie jak trochę niespodziewane dawki perkusyjnego patosu u wrót refrenu i w jego połowie. Tekstowo również Bill Gillim przekonuje wybrankę swojego serca o swych ambiwalentnych wobec niej uczuciach, pozostając niezmiennie łysym.

"Red Lips" można traktować jako niespodziewany prezent dla słuchaczy, bądź ukryty siódmy track na Pretend Not To Love. Wybór metody nie ma jednak najmniejszego znaczenia. Tigercity kolejnymi czterema minutami potwierdzają swoje bossostwo. To tak na wszelki wypadek, gdyby któryś z szanujących się periodyków muzycznych spróbował o nich zapomnieć w tegorocznych podsumowaniach.


Zobacz także:

http://www.myspace.com/tigercity
Filip Kekusz    
10 grudnia 2007
BIEŻĄCE
Ala|ZastaryJutro?
Zbigniew Stonoga"Uśmiechnij Się"