PLAYLIST

Shannon Wright
"Throw A Blanket Over The Sun"

3.0

Pech chciał, że trafiła w moje ręce płytka kolejnej songwriterki z syndromem Matki Niezalki, i szkoda że nie zatytułowano jej Pre-Menopause Tension; wtedy darowałbym sobie słuchanie od razu, z ostrym sprzeciwem. Bo chwilowo żyjemy w czasach wzmożonej podaży zbolałych, zwiastujących nadejście urojonego, przedwczesnego klimakterium albumików, choć PJ przecież zupełnie wystarcza. Ale cóż, przesłuchało się raz, można się zagłębić i coś napisać. Trzeba jednak wiedzieć, że nie jest to krążek, który od razu wyrzuca się przez okno z przyspawanym obrazem etykietki "chujowy album". Za to nadużywa empatii odbiorcy i nadwyręża. Nie mam nic przeciwko takim zabiegom, jeśli kryją się za nimi jakiekolwiek doznania okołoestetyczne, a tu ich jak na lekarstwo (Deprim).

Wyraźne gitarowe granie, jakieś takie nie najciekawsze ekspresyjne odzwierciedlenia introwersji artystki, z mocno naznaczoną perkusją, bez specjalnych erupcji przesteru (choć zdarzają się głośniejsze momenty, jakby Sonic Youth dla ubogich), potem zamieniające się w ckliwe piosenki o miłości i pokrewnych tematach. Harvey zrobiła to przynajmniej o półtora punktu lepiej.

Za to trafiamy na track nr 5, "Throw A Blanket Over The Sun", dysponujący cichymi talerzami gęsto wypełniającymi tło, dobrze prowadzonym pianinem trzymającym kompozycję za mordę, że tak powiem, oraz cierpiącą manierą Shannon, tu świadomej jednak potencjału narracji, której nadaje dramaturgii w kilku momentach, całkiem umiejętnie i spokojnie powtarzając "no love is here", przyspieszając tempo całego utworu pianinem i rytmem perkusji, a następnie stosując całą gamę zbolałych patentów wokalnych w dalszej części. Całkiem ładna progresja jej wyszła, tym bardziej, że następny utwór, "Avalanche", też bazuje na motywach wytwarzanych przez pianino (wręcz treść ogranicza się do akompaniowania głosowi pani Wright), a i wokal ulokowała sprytnie na niższych rejestrach, co nadaje atmosferze przyjemnej intymności (mimo, iż wieje nudą w zastraszającym wymiarze, jeśli akurat nie podniesie się tempo kompozycji). Więc związek nawet udanego "Throw A Blanket Over The Sun" z jego następnikiem jest tu chyba szczytowym momentem albumu. Co nie znaczy, że kiedyś do niego się wróci. Bo nie.

Mateusz Jędras    
9 kwietnia 2005
BIEŻĄCE
Porcys 20.0: 20 porcyscore'owych płyt na 20-lecie serwisu
Wywiad z Young Leosią