PLAYLIST

Reni Jusis
"Bejbi Siter"

6.5

Kocham Reni Jusis miłością wciąż (i już) nastoletnią i powiedzieć, że to jedna z najważniejszych artystek w moim życiu, to nie powiedzieć nic. Nieobecność bezwzględnie najważniejszej postaci polskiego popu przełomu 90s i 00s doskwierała mi więc mocno. Nigdy nie pogodziłem się z jej akustycznym zwrotem (Iluzjon), potem obwiniałem za wszystko biednego Tomka Makowieckiego, a w końcu przecierałem oczy ze zdumienia, gdy w jakimś kolejnym telewizyjnym gównie autorka Elektreniki z dyplomem na Wydziale Dyrygentury Chóralnej, Edukacji Muzycznej i Muzyki Kościelnej Akademii Muzycznej w Poznaniu, dawała się oceniać jury jak jakaś gwiazdka karaoke z castingu. Nie wiem, co było gorsze – to, czy Kylie Minogue śpiewająca okropne świąteczne piosenki.

Kilka dni temu łol na moim fejsie zalały jednak informacje o Reni Jusis na Spring Break, wielkim powrocie i wreszcie nowym singlu "Bejbi Siter". Kliknąłem w link i... Nie mogę powiedzieć, że tego się spodziewałem. Moje skojarzenia powędrowały w kierunku nowego elektronicznego popu polskiego (Kuba Karaś z The Dumplings wśród producentów płyty), a gdy dotarłem do refrenu, nawet wątków klatkowo-ściółkowych z elementem bufetowym. Mówiąc krótko – to nie był zachwyt. Ale dolewając sobie wina wieczorem, dałem Reni kolejną szansę i trochę inaczej spojrzałem na jej nowy singiel.

Tekstu może nie postawiłbym obok "Za chwilę wyjdę z siebie / Stanę obok", ale chociaż linijkę o kupie psa Reni mogła sobie odpuścić, to całkiem trafnie ujęła samą siebie – a przynajmniej to, co mogłem o niej niedawno myśleć. Oto królowa polskich densflorów stała się spokojną mamuśką, zniknęła z salonów, wymazała się z kulturowej pamięci, straciła biznesową pozycję i dała się oceniać postaciom pokroju Szymona Majewskiego (co za straszny obraz urlopu macierzyńskiego się z tego wyłania). Jusis deklaruje więc w kontrze "Lubię wściekły róż / Lubię ścierać w domu kurz / Lubię zapach dyskoteki / Lubię spacer brzegiem rzeki” i zgrabnie wyzwala się dualizmu matka – ladacznica, do którego społeczeństwo wciąż redukuje kobiety, choć nie wiem czy tylko – jeden z moich drogich redakcyjnych kolegów napisał w końcu kiedyś, że w pewnym wieku głupio się wygląda w klubach...

Kupuję tę "Zakręconą" dla mamusiek (nigdy nie mówcie, że jesteście za starzy na imprezę), chociaż nie padam na kolana z wrażenia. Reni nie miała wcześniej takiego beatu i jest to na pewno w jej karierze nowa propozycja (choć miała wcześniej wiele produkcji nawiązujących do ówczesnego hip-hopu i r&b). To produkcja jak najbardziej poprawna, nawet jak na polskie podwórko niezbyt przełomowa, choć też umiejętnie unikająca nudy. Wszystko jest wystarczająco w porządku, by o sprawie szybko zapomnieć, ale... beat pod "Gdybym była" to jest sztos i robi cały utwór. Gdy pojawia się okraszony nim prechorus, wiem, że to ciągle ta sama Reni, która jak zawsze wie, co robi. Cierpliwie czekam więc na jej kolejne kroki i myślę, że "Bejbi Siter" to niepozorny grower zapowiadający bardzo dobry album. Jeszcze zobaczycie.

Kamil Babacz    
15 marca 2016
BIEŻĄCE
Porcys 20.0: 20 porcyscore'owych płyt na 20-lecie serwisu
Wywiad z Young Leosią