PLAYLIST

Queen
"Death On Two Legs (Dedicated To...)"

8.5

Drogi Porcysiku, wróćmy do moich zeszłotygodniowych wspomnień. Otóż mój ojciec miał rację porównując "Faster" do Queen. Weźmy pierwszą piosenkę na ich najbardziej klasycznej (ja się tam nie znam, tak twierdzi AMG) płycie – A Night At The Opera. Po zabraniu fortepianu i operowego feelingu otrzymalibyśmy kawałek jak żywcem wyjęty z The Holy Bible. W ogóle to traktujcie wpływ Queen poważnie, Ian MacKaye i Thom Yorke też się zajawiali.

Ale mniejsza z tym wszystkim, opowiem wam o samym "Death On Two Legs". To był pierwszy kawałek Queen, który potraktowałem poważnie. Zespół, kojarzący mi się z obciachowymi radiowymi evergreenami, kiedyś wymiatał. Dissujący nie wiem kogo tekst, jakby hardkorowa wersja "Frankly, Mr. Shankly" (te sprytne odwołania do The Smiths będą jak nic moją specjalnością), znajduje odzwierciedlenie w brutalnych, zdradziecko atakujących gitarach Maya. Wiadomo, że ci goście lubili przesadzać, więc i diss jest komicznie rozbuchany (chóralnie śpiewane "kill joy, bad guy, big talking, small fry"). Chłopaki, tak jak we wszystkich swoich najlepszych piosenkach, rozdmuchują wszystko do wagnerowskich rozmiarów (nie bez kozery A Night At The Opera się płyta nazywa), ale nie zapominają przypierdolić słuchaczom, jednocześnie puszczając do nich oko. Pewnie wasi rodzice też gdzieś to mają na półce, radzę sprawdzić (a potem sprawdzić The Holy Bible, zobaczycie, że papa Konatowicz miał rację a poza tym zajebista płyta*).

Gdybym był dobrym writerem nie zajmowałbym się takimi blogowymi sprawami tylko analizował najświeższe przeboje. Czym też zamierzam się zająć. Dziękuje ci kochany Porcysiu, że mogę się na twoich łamach rozczulić :*:D;(.

*Ich pozostałym płytom nie poświęcałbym czasu. Poproście tylko znajomego fana, żeby wam nagrał "Motorcycle Emptiness" na jakąś składankę.

Łukasz Konatowicz    
15 września 2005
BIEŻĄCE
Porcys 20.0: 20 porcyscore'owych płyt na 20-lecie serwisu
Wywiad z Young Leosią