PLAYLIST
Pij QT

QT
"Hey QT"

7.5

Zdumiewającym jest fakt, że kiedy gros entuzjastów nieustannych muzycznych eksploracji zdążyło już na dobre rozsmakować się w ozłoconej lemoniadzie, z nieba spada nam eliksir energetyczny i w oka mgnieniu zyskuje przywilej poważnego pretendenta do tytułu w wyścigach o miano napoju roku. Co więcej, z racji niesamowitego stężenia cukru oraz nieprzyzwoicie wysokiej zawartości kofeiny i tauryny, ma realną szansę rywalizację wygrać. Warto zaznaczyć, iż nie jest ona już tak emocjonująca, skoro o złoty medal biją się produkty rąk poniekąd jednego producenta. Sophie, w przypadku "Hey QT" połowicznie odpowiedzialny za całe zamieszanie, zdaje się nieustannie podwyższać ustawioną sobie poprzeczkę, nie odraczając przy tym w nieskończoność dedlajnu wyznaczającego datę realizacji obranego celu. I choć wykres funkcji uwzględniającej wydane pod patronatem Numbers punkty, jakimi są Bipp / Elle, czy wspomniane wcześniej "Lemonade" na spółkę z "Hard", cechuje sinusoidalność, to jednego londyńskiemu młokosowi odmówić nie można – kolorytu. Ale moment, od początku.

Gdyby w czerwcu ubiegłego roku ktokolwiek radził mi postawić banknot o większym nominale na to, że raczkujący label PC Music stanie się w relatywnie krótkim odstępie czasu czymś więcej niż urzeczywistnioną, wydawniczą fanaberią szefa, A.G. Cooka, to pewnie odpowiedziałbym pogardliwym prychnięciem i krótką sekwencją dobitnej gestykulacji. Rapującą kwadratowo i apatycznie na bąbelkowych podkładach GFOTY w "Bobby" nie można było traktować inaczej niż w kategoriach ciekawostki, a tu proszę, niespodzianka. Upór i konsekwencja w działaniu, mnożenie wątpliwej jakości nagrań doprowadziło do wyodrębnienia, całkiem na serio, odprysku współczesnej brytyjskiej muzyki tanecznej – bubblegum bass. Gatunku, na popularyzację którego w znacznym stopniu wpłynęło właśnie "Bipp", wymuszające na muzycznych mediach przynajmniej kilka zdań tekstu i parę minut refleksji nad zjawiskiem. Brakowało tylko przysłowiowej kropki nad "i".

QT zdaje się jawić jako to brakujące ogniwo. Kolaboracja wspomnianego wcześniej protoplasty i najgłośniejszego newcomera wydana została przecież pod nie byle jakim patronatem, bo XL Recordings, plus nie przypominam sobie by od czasów pamiętnego Boiler Rooma z udziałem Grimes na Ibizie, fani tak gorączkowo dopominali się o zapis video z sesji. Muzycznie, już nie kulturowo, "Hey QT" to przede wszystkim magia dance-popowego hooku sponsorowanego przez Stephanie z LazyTown (w rzeczywistości najprawdopodobniej GFOTY), oblepione watą cukrową edm–owe, plastikowe do bólu synthy, parkietowe zacięcie czerpiące garściami z purplesoundowych rozwiązań szklanych mieczy Rustiego pędzące z hasłem "tak brzmi przyszłość, moi drodzy" na ustach. Podręcznikowy hymn-przewodnik wschodzącego gatunku, którego odpowiedników zabrakło sezonowym bękartom pokroju downtempo crunk, witch house, czy seapunk oraz rodzącemu się w bólach oceangrunge'owi.

W dobie, kiedy każdy chce być pionierem czegoś i na zawsze zapisać się w coraz obszerniejszych tomach historii współczesnej muzyki elektronicznej, dotychczas wyszło to chyba tylko Morelliemu, podpinającemu już na stałe termin "outsider house" pod L.I.E.S. oraz tym dwóm panom prezentowanym powyżej (do posłuchania poniżej). Dodajmy jeszcze, na przekór sceptycznie nastawionym głowom, których nie brakuje, że plastik jest tworzywem sztucznym i poddać go można nieskończonemu procesowi recyklingu. Nie spodziewajmy się rychłego finału, bo na horyzoncie widać już pobratymców – Thy Slaughter, ewentualnie romansującą z k–popem Ponnibie, a za nią część Manicure Records.

Witold Tyczka    
6 września 2014
BIEŻĄCE
Porcys 20.0: 20 porcyscore'owych płyt na 20-lecie serwisu
Wywiad z Young Leosią