PLAYLIST

Q. Lazzarus
"Goodbye Horses"

9.0

No wiadomo. Milczenie Owiec powinienem był obejrzeć co najmniej kilka lat temu. A tak się złożyło, że stało się to dopiero niedawno. Spośród wielu scen, o których można by wydawać periodyki, najsilniej oddziałała na mnie ta, gdy Buffalo Bill umalowany i w negliżu tańczy przed lustrem. Nie myślcie sobie, uwiodły mnie nie jego wdzięki (ekhem), a piosenka, przy której oddał się on w ten głęboko emocjonalny tan. Powalająca (I mean it) melodia, podawana oszczędnymi środkami, bez pierwiastka rozmachu, tworzy szlachetną melancholię, której nie sposób nie przyjąć za swoją. Ma ona podwójne uzasadnienie. Po pierwsze, idealnie wpasowuje się w charakter sceny. Tytułowe konie to – jak wyczytałem – symbol pięciu zmysłów, krępego powiązania ze światem fizycznym, materialnym, nie-duchowym. Owszem, vagina Buffalo Billa to skrajny przypadek efektu uzależnienia od doznań cielesnych, tym dobitniej jednak obrazek ten poświadcza, jak mocno należy się starać, by wyrzec im kiedyś goodbye.

Druga warstwa smutku tej piosenki to sami jej twórcy. Nim w wokalistce Q. Lazzarus odkryto bożą iskrę, pracowała ona jako kierowca taksówki. Znikąd wyłonił się również autor muzyki i tekstu: Anglik, niejaki William Garvey. Domyślacie się już końca tej historii: po umieszczeniu we wspomnianym filmie z 1991 roku jednego jedynego dzieła dwójki, słuch po nich zaginął (nie licząc epizodzików, do jakich należy zaśpiewanie przez Q. Lazzarus piosenki Davida Byrne'a na potrzeby filmu Philadelphia). Coś wiadomo o Garveyu, że niby jest teraz grafikiem komputerowym. O samej wokalistce nie wiemy nawet czy w ogóle istnieje. Ale zaraz, przecież wystarczy dokładnie obejrzeć Milczenie Owiec.

Jędrzej Michalak    
5 października 2004
BIEŻĄCE
Porcys 20.0: 20 porcyscore'owych płyt na 20-lecie serwisu
Wywiad z Young Leosią