PLAYLIST
JMSN

JMSN
"Street Sweeper"

7.5

Zawsze fajnie, gdy muzyk wraz ze wzrostem popularności nagrywa coraz lepszy materiał. Zbyt często zdarza się, że dzięki intrygującym początkom ktoś zostaje odkryty, by potem poprzestać na tworzeniu nijakich, mało odważnych albumów, które giną w zalewie setek podobnych im krążków. Poza rozczarowaniem kończy się to dla wymagającego słuchacza jeszcze koniecznością odpierania zarzutów o hipsterstwo. Christian Berishaj jest tutaj ciekawym przypadkiem. Jego progres jest z pewnością widoczny, ale ścieżki stylistyczne, jakimi podąża od 2012 roku, kiedy to zaczął posługiwać się pseudonimem JMSN, nie są typowe. Wydana prawie 3 lata temu †Priscilla† to płyta, która brzmi, jakby została nagrana przez kogoś będącego na dojrzałym etapie kariery. 70-minutowy kolos wyprodukowany w całości przez Berishaja, uatrakcyjniony przemyślaną i spójną oprawą graficzną, a także samodzielnie wyreżyserowanymi przez muzyka teledyskami, sprawia raczej wrażenie tworu, który po kilku latach budowania pozycji na rynku i ciepło przyjętych pierwszych nagrań miałby przynieść wysokie oceny, status opus magnum i, a jakże, krytykę z naszej strony. Jest to bowiem płyta męcząca, której odsłuchanie w całości stanowi niemałe wyzwanie. W skrócie: jest to Indie/alternative/hipster R&B niepozbawione wielu grzeszków, jakie posiadają późniejsze dzieła wykonawców wspomnianych przeze mnie na samym początku tekstu. Na "EP-ce" †Pllajë† (cudzysłów spowodowany prawie 40-minutową długością krążka) jest już trochę lepiej, a kilka piosenek, mimo przesadnej egzaltacji i generalnie podobnego do poprzedniczki stylu, może się podobać.

Prawdziwy skok jakościowy nastąpił jednak dopiero teraz, wraz z pierwszym singlem zapowiadającym drugi longplay. "Street Sweeper", przeciwnie do wcześniejszych utworów, odsyła nie do The Weeknd i tym podobnych współczesnych twórców, lecz raczej do muzyki R&B lat 90. Wojtek jako skojarzenie proponuje D’Angelo i ten trop mi się podoba. JMSN nie osiąga może tak wysokiego poziomu i nie zastąpi oczekiwanego od kilkunastu lat kolejnego albumu Archera, ale z pewnością może umilić to oczekiwanie. Ze wzorców korzysta się zazwyczaj dlatego, że są już sprawdzone i tak jest też w tym wypadku. Połączenie klasycznego R&B z elementami neo-soulu nie jest niczym rewolucyjnym, ale ważniejsze jest to, że już od pierwszych dźwięków nad kawałkiem unosi się mgiełka instant classic (przymknę oko na to, że w dużej mierze może to być spowodowane obfitym czerpaniem z wybitnych dokonań przeszłości). Nic nie zakłóca pieczołowicie budowanej intymnej atmosfery, a warto też zauważyć, że Berishaj (który przypomina w "Street Sweeperze" Justina Timberlake'a) jest ją w stanie nawet wzbogacić swoim wokalem, który nigdy nie brzmiał tak dobrze, a na przestrzeni utworu apogeum osiąga w momentach, gdy głos jest pięknie nawarstwiany.

Trudno powiedzieć czy to jest droga, którą JMSN zamierza konsekwentnie podążać, co dałoby szansę, żeby The Blue Album, który premierę będzie mieć najprawdopodobniej w grudniu, powalczył o miano czarnego konia końcoworocznych podsumowań. Natknąłem się już w Internecie na utyskiwania fanów, którym nowe oblicze songwritera zdecydowanie nie odpowiada, ale liczę na to, że Berishaj, podobnie jak ja, stwierdzi, że estetyka "Street Sweepera" jest tą, w której wypada on najkorzystniej.

Piotr Ejsmont    
30 października 2014
BIEŻĄCE
Porcys 20.0: 20 porcyscore'owych płyt na 20-lecie serwisu
Wywiad z Young Leosią